facebooktwitteryoutube
Aktualności - 30 Cze, 2017
- 2 komentarze
WY(STRACH) MA WIELKIE OCZY. O wspinaczce wysoko-drzewnej, arborystyce i drzewach rozmawiam z Marzeną i Krzyśkiem.

Marzena „Masza” Wystrach. Rocznik 84. Opole Urodziła się i wychowała na ostatnim piętrze szarego wieżowca. Pewnie dlatego z jednej strony ciągnie ją do przyrody, której jej brakowało, a z drugiej lubi miasta. Zgiełk, kulturę i ludzi. Namiot, ognisko, gitara to jej klimat. Zawsze gotowa, by rzucić wszystko, spakować plecak i pojechać w góry. Nie znosi zaliczać atrakcji turystycznych. Poznaje kraj „po swojemu” nawet jeśli przez to zobaczy mniej. Uwielbia wyzwania i nowe doświadczenia. Zamiast z mapą, woli wędrować bez celu, by potem kląć siarczyście, gdy się zgubi. Umysł twórczy. Pisze, fotografuje, obserwuje, filozofuje. Żyje emocjami. Cieszy się całą sobą i małymi rzeczami, jakby były czymś najważniejszym. Tak samo się smuci i złości. Introwertyczka, która regeneruje się z dala od ludzi, ale równocześnie są dla niej w podróży (i nie tylko!) najważniejsi.

Krzysiek „Poncz” Wystrach. Urodził się i wychował kilkaset metrów od lasu, być może dlatego cała jego droga życiowa wiodła ścieżkami przyrody: technikum leśne, studia z ochrony środowiska, praca jako leśnik, a potem arborysta. Góry i lasy to zresztą główne kierunki również w czasie podróży. Miasta są tylko przystankiem w drodze do świata zieleni. Nie znosi zaliczać atrakcji turystycznych. Poznaje kraj „po swojemu” nawet jeśli przez to zobaczy mniej. Miłośnik map. Potrafi spędzić całą noc nad ich analizowaniem. Umysł ścisły. Liczy, przelicza, rozkłada na części pierwsze. Przygotowuje kosztorysy, doskonale zna ceny, kilometry, współrzędne. Optymista. Zawsze wierzy w szczęśliwy finał każdego założenia. Zajmuje się blogiem głównie od strony technicznej. Prowadzi dział z testami sprzętu outodoorowego. Twórca forum dla arborystów.

 Marzenę i Krzyśka poznałem w kwietniu 2016 roku na Drugim Forum Przyjaciół Drzew, zorganizowanym przez wrocławską Fundację EkoRozwoju. Od początku miło nam się rozmawiało, a kiedy zobaczyłem ich prezentację podczas Forum, pasję do egzotycznych wycieczek i wspinania się na tropikalne drzewa, nie darowałbym sobie, gdybym nie zaproponował im wywiadu na lenartowym blogu. Rozmówcy z chęcią przyjęli moją propozycję. Wstępnie, miałem przygotować im pytania w ciągu miesiąca.

Ewentualnie dwóch. Cóż… Jak ten czas leci. Minęły dwa miesiące razy pięć plus coś tam po przecinku. ;)) Szukam pozytywów tej sytuacji. W ciągu roku wiele się zmieniło, Marzena i Krzysiek są po kolejnych, egzotycznych eskapadach. Bardzo dużo mówi się też o drzewach w związku z nieumiejętnym korzystaniem przez ludzi z liberalnych i kulawych od stycznia 2017 roku przepisów dotyczących ich wycinania. Zatem tematów jest sporo, a i rozmówcy są wyjątkowi. ;))

Pyt. 1

Witajcie bardzo serdecznie! Marzena – pozwoliłem sobie przekopiować informacje o Was z Waszego blogu http://wystraszeni.pl/. Na samym początku dowiadujemy się, że jesteś „rocznik 84”. Zasady Savoir-vivre nakazują nie pytać kobiety o wiek. Co więcej, Panie często go ukrywają. A tu macie. Marzena – rocznik 84! ;)) Już na wstępie można to odczytać, że mamy do czynienia z osobą wyłamującą się ze stereotypów i płynącą „pod prąd”. To według mnie spory plus. ;)) Chyba przebywanie wśród starych drzew, pozwala inaczej spojrzeć na zagadnienie upływu lat/czasu? Powiedźcie mi proszę – skąd się wzięły Wasze ksywki „Masza” i „Poncz”?

Krzysiek: Ksywka Poncz kojarzy się fajnie, z przyjemnym i lekkim alkoholem. Ale jej geneza jest całkiem inna – powstała z powolnej ewolucji pierwotnej ksywki „Pączek”. A skąd się wzięła ta, możesz sobie wydedukować. ;))

Marzena: Z kolei moja ksywa się z alkoholem nie kojarzy, a jest z nim związana, bo powstała podczas picia bimbru z Rosjanami nad Bajkałem 10 lat temu. ;)) Ale mało kto mnie tak nazywa, bardziej jest to pseudonim którego używam w Internecie. A co do podawania wieku, to póki nie zwróciłeś mi uwagi, to chyba się nad tym nie zastanawiałam. ;)) Zdarza się, że ludzie których poznajemy, komentują, że jak będziemy w ich wieku, to też już nam się nie będzie chciało (podróżować, spać pod namiotem, wspinać na drzewa itd. itp.).

 

Po czym okazuje się, że są w okolicach Krzyśka wieku, a czasem lepiej, w okolicach mojego (między nami jest 8 lat różnicy), a często nawet dużo młodsi. Więc w sumie podawanie wieku jest ważne, bo pokazuje że nie tylko 20-latkowie mogą robić szalone rzeczy. Przebywanie wśród starych drzew nie wpływa na moje postrzeganie upływu czasu, ale myślę że to, w jaki sposób żyjemy – tak. Nie znoszę monotonii, lubię gdy coś się dzieje, więc dzieje się dużo. Poznajemy ciekawych ludzi, którzy robią niezwykłe rzeczy niezależnie od wieku. Zacytuje tu fragment wywiadu z Elżbietą Dzikowską, który doskonale pokazuje to co myślę:

Nie pojechałaby pani na wakacje pod palmami?
ELŻBIETA DZIKOWSKA: „To zostawiam sobie na starość. Bo starość to stan umysłu, a nie kwestia wieku. Bora-Bora, palmy i leżenie na plaży jeszcze przede mną (podczas tego wywiadu pani Elżbieta Dzikowska miała 76 lat)”.

Pyt. 2

Na Drugim Forum Przyjaciół Drzew, mocno utkwiły mi w głowie słowa profesora Francis Halle: „Miliony lat temu zrodziliśmy się w najwyższych koronach drzew, lecz o tym zapomnieliśmy”. Było to odniesienie do współczesnej dewastacji środowiska naturalnego i niekontrolowanego pędu na rzecz posiadania wszelkich dóbr materialnych. Wy na szczęście, nie zapomnieliście o tym. Co więcej – wracacie na korony potężnych i wspaniałych drzew tropikalnych. Skąd tak oryginalna, wyjątkowa i jakby nie patrzeć – niebezpieczna pasja? Wasze nazwisko „Wystrach” zawiera słowo „strach”. Patrząc na Wasze wspinaczki, można przypuszczać, że strach Wystrachów nie dotyczy… ;))

Krzysiek: Strach, czy też respekt przed wysokością i samym drzewem, dotyczy nas jak najbardziej, jest nieodłącznym elementem wspinaczki. Ale wbrew pozorom ja cenię te uczucie – pozwala ustalać granice i chroni przed ryzykanctwem.

Na szczęście istnieje uczucie silniejsze niż strach – ciekawość. To właśnie ona zdecydowała o tym, że zaczęliśmy wspinać się na drzewa w Amazonii. Kiedy przyjechaliśmy tam po raz pierwszy i zobaczyliśmy gigantyczne drzewa, których korony były poza zasięgiem naszego wzroku, nie mogliśmy przestać myśleć o wspięciu się na nie, aby na własne oczy przekonać się, jak naprawdę wyglądają. W porzuceniu tej myśli nie pomagali autochtoni, którzy raczyli nas opowieściami o ich mieszkańcach – zwierzętach, które spędzają tam całe swoje życie.

Marzena: Nigdy nie ukrywałam że mam lęk wysokości, że boję się wisząc lub siedząc na gałęzi kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Ale lubię pokonywać swoje słabości i podejmować wyzwania. Mogę to robić w porozumieniu ze swoim lękiem. ;)) Także strach Wystrachów jak najbardziej dotyczy. Stąd wzięła się trochę przewrotna nazwa naszego bloga Wystraszeni i logo wystraszonego ludzika wyglądającego zza kuli ziemskiej.

Bo to, że wyruszamy w świat, wspinamy się na drzewa i robimy różne rzeczy, przez wiele osób oceniane jako dziwne i odważne, nie oznacza że się nie boimy, że to nas nic nie kosztuje, że jesteśmy w jakiś sposób uprzywilejowani. A wspinać się na drzewa zaczęłam wraz z poznaniem Krzyśka. Ja zaraziłam go podróżami, on mnie drzewami i tak jakoś to ostatnio połączyliśmy w Boliwii


Pyt. 3

Czym jest wspinaczka na drzewa? Nie chodzi mi o ścisłą definicję tego pojęcia, a przede wszystkim o emocje, jakie towarzyszą pokonywaniu każdego centymetra w górę. Ja – od ponad roku jestem lokalnym tree-hunterem i odkrycie przeze mnie jakiegoś wyjątkowego tworu dendroflory (z uwagi na wielkość, kształt, gatunek, itp.) sprawia mi wielką frajdę i radość. Jednak wspinaczka na drzewa to na pewno inne emocje, które „rosną” wraz z wysokością… ;))

Krzysiek: Jeśli wspinasz się na naprawdę duże drzewo, to rzeczywiście rosnąca wysokość dostarcza coraz potężniejszych emocji. Im więcej powietrza między twoimi nogami a ziemią, tym mniej go do oddychania. Ale najczęściej rozmiary drzewa nie są sprawą nadrzędną. Wspinaczkę często porównujemy do wędrówek górskich, gdzie aspekt sportowy i wysokość w m n.p.m. nie są najważniejsze. Liczy się kontakt z przyrodą, wysiłek fizyczny, mentalne oderwanie od codzienności. Bynajmniej dla nas. We wspinaczce drzewnej odnajdujemy te same uczucia i emocje. I o nie najbardziej chodzi.

Marzena: Dla mnie to przede wszystkim frajda, pokonywanie własnych słabości, robienie czegoś niecodziennego. Ciekawość jaki widok zobaczę z góry. Podczas wspinaczki w Amazonii dochodzą kolejne emocje: czy spotkamy jakieś zwierzęta, jakie epifity tym razem zobaczymy. Drzewa w Amazonii to wciąż dla nas ogromna zagadka. Pierwsze spotkanie z matapalo (tłum. morderca drzew), czyli fikusem, to było jedno z największych zaskoczeń wspinaczkowych. Fikus rośnie w koronach innych drzew, dzięki ptakom które przenoszą jego nasiona. To drzewo rośnie do ogromnych rozmiarów, a korzenie wypuszcza aż do ziemi i przy okazji dusi drzewo na którym rośnie.

Gdy staliśmy u podnóża drzewa, to akurat było mapajo (puchowiec pięciopręcikowy) nie mieliśmy pojęcia, że w jego koronie rośnie fikus, nie było tego widać z ziemi. Dopiero gdy dotarliśmy do jego korony, zobaczyliśmy że fikus rośnie na kolejnych kilkadziesiąt metrów a nasza lina zawieszona jest na nim, a te wszystkie pędy które wyglądały na liany, to były jego korzenie. Kilka dni temu, gdy siedzieliśmy na ponad 40 metrach na pięknym migdałowcu, na konarze niedaleko nas przysiadły dwie piękne, kolorowe Ary. Przyleciały, żeby poprzyglądać się nam. Bajka!

Pyt. 4

Pytań o emocje i wrażenia ciąg dalszy. ;)) Byliście m. in. w Boliwii – krainie o skrajnych obliczach. Od pasma Andów poprzez pustynie, aż do nizin z lasami tropikalnymi. Patrząc na zdjęcia, wnioskuję, że podróżowaliście po tych wszystkich, jakże odmiennych przyrodniczo i pod względem ukształtowania terenu regionach. Co w każdym z nich Was najbardziej urzekło? Mówiąc prościej – co złapało Was za serca, a co – być może – rozczarowało?

Krzysiek: Boliwia, to taki złodziej serc – co roku mówimy, że trzeba pojechać gdzieś indziej, zobaczyć nowy kawałek świata, a kończy się zawsze tak samo… kupujemy bilety do Am. Płd., gdzieś gdzie akurat można dolecieć tanio, a potem tłuczemy się autobusami do La Paz.

Za pierwszym razem wróciliśmy zdecydowanie z powodu Amazonii i jej drzew – jak mówiłem Ci przed chwilą. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś związany z lasami i drzewami, nie zachwycił się tą puszczą. Jest zdecydowanie odmienna niż lasy, które znamy z Polski – szczególnie lasy gospodarcze, które w wielu aspektach są po prostu plantacjami. Amazonia wciąż stoi lasami pierwotnymi, bez gospodarki leśnej. A las pierwotny to ogromne zróżnicowanie, zarówno gatunkowe jak i przestrzenne. Bogactwo kolorów, zapachów i dźwięków. No i te giganty, sięgające 70-80 metrów wysokości… Porywający spektakl.

Marzena: W Boliwii jesteśmy po raz czwarty, spędziliśmy już w tym kraju w sumie blisko rok. Ale wciąż widzieliśmy mało, bo lubimy się gdzieś „zasiedzieć” lub wracać do tych samych miejsc, np. na pustynię solną Salar de Uyuni, gdzie w tym roku pojechaliśmy po raz drugi. Tak jak wspomniał Krzysiek – stale wracamy do Amazonii, ale też do La Paz, w której pomieszkujemy od czasu do czasu.

 

To co łapie mnie za serce to historie ludzi, których poznajemy każdego dnia np. niepełnosprawni, którzy walczą o swoje prawa i od ponad roku mieszkają w namiotach na głównym placu miasta lub pucybuci, którzy często albo wychowali się na ulicy albo nadal na niej mieszkają, czy cholity, czyli kobiety ze rdzennej społeczności Aymara, które zdobywają szczyty w tych samych strojach, które ubierają na co dzień, czyli m.in. w długich kolorowych spódnicach. Takich historii stale przybywa.

Pyt. 5

Las tropikalny. To, czym jest ten absolutny fenomen natury nie odda żaden opis, żadna definicja, książka, album czy zdjęcie. Żeby go poczuć i spróbować zrozumieć, trzeba po prostu do niego wejść. Wy mieliście zaszczyt w nim być. Co wniósł do Waszego życia tajemniczy las tropikalny? Czy po zachłyśnięciu się nim, inaczej postrzegacie potęgę i piękno natury? Czego On może nauczyć człowieka?

Krzysiek: Dopiero tutaj zrozumiałem, co to jest las. Kiedyś pracowałem jako leśnik i myślałem, że pracuję w lesie. Ale jak mówiłem przed chwilą, między prawdziwym lasem, a lasem gospodarczym jest ogromna przepaść. Oczywiście lasy zarządzane przez leśników to dalej żywa przyroda – rośliny i zwierzęta. Ale są urządzone na potrzeby łatwego gospodarowania nimi i produkcji wartościowego drewna – są w wyniku tego bardzo mało zróżnicowane, a więc ubogie przyrodniczo. Oczywiście rozumiem, że potrzebujemy produkować drewno, które jest cudownym materiałem i alternatywą dla wszechobecnego plastiku itd. Nie jest to więc wyraz tego, jacy leśnicy są „be”.

 

Ale trzeba rozumieć tę różnicę i doceniać to bogactwo, które nam się ostało. Referuję tu przede wszystkim do Puszczy Białowieskiej. W tej kwestii mówię tym, którzy mają jej los we władaniu, że są „be” (bardzo delikatnie mówiąc). Nie rozumiem, jak można tak brutalnie ingerować w naturalne procesy, aktualnie tam zachodzące. Mówię o zamieraniu świerczyn i gradacji kornika drukarza. Puszcza, to najlepiej zachowany las na Niżu Europejskim, gdzie gospodarka człowieka nie odcisnęła tak znaczącego piętna, jak na jego pozostałej powierzchni.

 Mamy szansę pozwolić puszczy przebudować się w naturalny sposób i tym samym jeszcze bardziej pozbyć się cywilizacyjnego dziedzictwa. Mamy też szansę bardzo wiele się nauczyć, obserwując te procesy. Tymczasem, jak zwykle, wydaje nam się, że to my wiemy, jak przyroda ma wyglądać i funkcjonować. Mam nadzieję, że większości leśników nie utożsamia się z działaniami wieruszki LP i Ministerstwa Środowiska.

Marzena: Mogę jedynie dodać, że Amazonia zaskoczyła mnie swoją pozorną niestrasznością. Myśleliśmy, że gdy tylko przekroczymy zieloną bramę lasu, to zaatakują nas zwierzęta, bo przecież to jest dżungla! Ale tak nie było. Podczas pierwszego pobytu nie widzieliśmy ani jednego węża, a jaguar do tej pory dobrze się ukrywa. Zwierzęta wcale nie mają ochoty się z nami widzieć, chowają się. Dopiero gdy idziemy z przewodnikami, zauważamy je. Świetnie zakamuflowane, ukryte. Mówi się że Amazonia jest niebezpieczna, no bo jest, ale mam wrażenie że na początku próbuje uśpić naszą czujność.

Inna rzecz to legendy i magiczna aura, która – mam wrażenie – zawsze towarzyszyła opowieściom o dżunglach. Lokalni mieszkańcy mają wiele różnych wierzeń i rytuałów. My też wyrobiliśmy sobie własny rytuał, by pogłaskać drzewo przed wspinaczką, przywitać się z nim i pożegnać. Miejscowi wierzą, że w tych najwyższych drzewach żyją duchy, właściciele drzew. Czy w to wierzymy czy też nie, wyobraźnia czasami trochę szaleje, gdy się oddalamy od ziemi zmierzając w korony nieznanych nam drzew. Nawet Krzyśkowi, który zazwyczaj w takie historie nie wierzy. ;))

Pyt. 6

Pierwotna puszcza to nie tylko śpiew ptaków, szum drzew i piękno kojącej zieleni. To również odwieczne i czasami bardzo brutalne prawa natury. Jedne gatunki żywią się drugimi. Ciągłe polowania, walka o przetrwanie, wojna roślin o światło. Przeczytałem u Was, że wchodząc do lasu tropikalnego, najmniej czasu mieliście na podziwianie drzew ponieważ należy cały czas patrzeć, gdzie się stawia nogę aby nie wejść na coś gryzącego, kłującego, jadowitego, drapieżnego… Jakie przygotowania wykonaliście przed wycieczką do puszczy (sprzęt, szczepionki, wywiad u miejscowych, przewodniki internetowe, zasięgnięcie opinii w ambasadzie), itp.?

Zdarzyło się tak, że do pierwszego pobytu w dżungli nie przygotowywaliśmy się, ale mieliśmy okazję zapoznać się z nią w fajny sposób. Przez dwa miesiące byliśmy wolontariuszami i pracowaliśmy na rzecz rdzennej ludności, mieszkającej w okolicy Parku Narodowego Madidi w Boliwii. Z nimi to stawialiśmy pierwsze kroki w tych lasach i od nich pobieraliśmy nauki.

Ten pobyt i czas spędzony z nimi sprawiły, że diametralnie zmieniliśmy zdanie na temat organizacji wypadów w głąb dżungli. Zawsze byliśmy totalnie samodzielni – żadnych wycieczek, przewodników etc. i tak też wyobrażaliśmy sobie eksplorację lasów deszczowych. A aktualnie nigdy nie wyruszamy na dłuższy wypad bez towarzystwa kogoś z lokalnej ludności. Dlaczego? Bez nich jesteśmy jak dzieci we mgle. Mało widzimy i słyszymy. Oni są naszymi oczami i uszami i nie wiem ile lat musielibyśmy tu spędzić, żeby choć w części ogarnąć ich wiedzę i dorównać ich zmysłom. Jasne, że już zauważmy i rozpoznajemy dużo więcej niż na początku, ale do nich nam daleko.

 

Oczywiście fajnie przejść się samemu po dżungli, szczególnie w nocy, wsłuchując się w spokoju w jej odgłosy. Ale dłuższa wyprawa bez miejscowych przewodników, to dla mnie po prostu przedzieranie się przez krzaki. Człowiek musi się skupić na dotarciu do celu, czy wręcz przeżyciu. A tak to można korzystać z wiedzy i spostrzegawczości towarzyszy i napawać się lasem, który się przemierza. A wysiłku, wrażeń i adrenaliny i tak nie zabraknie – to nigdy nie jest bułka z masłem. Tak więc dla mnie przewodnik w dżungli to podstawa. Chyba, że komuś zależy na sprawdzeniu się – to ok., rozumiem. Ale trzeba pamiętać, że miejscowym raczej i tak nie zaimponujemy ;)).

Sprzęt mocno zależy od partii, w którą się chcemy wybrać – bo lasy amazońskie sięgają do ok. 3500 m n.p.m., więc różnorodność jest przeogromna. No i każdy ma swoje preferencje – nie podejmę się podania jakiejś listy. Warto pamiętać, że w dżungli bywa zaskakująco chłodno, a najbardziej życie uprzykrzają wszechobecne owady.

No właśnie… owady. Spotkania z jaguarem raczej się nie spodziewajcie (nam przez 8 miesięcy się nie przytrafiło, chociaż poranne ślady kilka metrów od namiotu były regułą), z wężami też – są rzadkością. Za to owadów, głównie latających, nie zabraknie. Zarówno boleśnie gryzących komarów czy marihui, podobnych do naszego świerzbu japutamos, albo poszukujących słonego potu pszczółek. No i mrówki… Tych jest taki urodzaj i różnorodność, że trzeba do ich towarzystwa po prostu przywyknąć. No może poza jednymi, zwanymi w Boliwii sepe, a po polsku czasami liściarkami – do tych przywyknąć nie idzie, bo jak np. postawimy namiot na ich ścieżce, to możemy pewnego dnia pozostać ze strzępami materiału zamiast przenośnego domu ;)).

Albo innymi, które miejscowi nazywają buna. Ich ugryzienie, a w zasadzie użądlenie, bo ponoć się nielotnymi osami, wywołuje ogromy ból. Niektórzy porównują go do bólu po postrzale z broni (po angielsku mrówka zwie się bullet ant). Miałem okazję kilka dni temu go zakosztować – nie było aż tak strasznie, ale ręka mi zdrętwiała i nie przespałem pół nocy z powodu bólu. Od tej pory uważniej zwracam uwagę co siedzi na koszulce, gdy ściągam ją ze sznurka ;)). Generalnie, długie nogawki i rękawy są ogromnie wskazane, a także skupienie i doza spostrzegawczości ;)).

Szczepienia, wszystkie podstawowe, są jak najbardziej wskazane. Z dodatkowych, trzeba pamiętać o szczepieniu przeciw żółtej febrze, jeżeli wybieramy się w górską część Amazonii. Na wiele chorób (np. denga) czy pasożytów nie zaszczepimy się, więc bardzo ważna jest prewencja – repelenty, odzież, zabezpieczenie noclegu i higiena – osobista i żywności.

No i pamiętajmy, że nie ma jak to uzdatnianie wody przez gotowanie. Nie stawiajmy czasem na pastylki uzdatniające, a wszelakie filtry trzeba dobierać ze znajomością tematu. To poważny temat.

Marzena: Najbardziej bałam się pająków i owszem, spotykałam je czasami, jednak nie spodziewałam się, że to właśnie mrówki będą największym utrapieniem. Poza tym płaszczki z kolcem jadowym. Za każdym razem przed kąpielą miałam stresa. Przewodnik mówił nam, żebyśmy przed wejściem do rzeki rzucali kamienie, by je przestraszyć. I tak robiłam, na wszelki wypadek rzucałam kilka razy więcej niż trzeba, ale to uczucie że jesteś w mętnej rzece i nie wiesz co jest na dnie, było trochę stresujące, kąpiele były raczej szybkie. ;))

Pyt. 7

Gdybyście w skrócie mogli opowiedzieć Czytelnikowi o miejscach, w których już byliście, co na Was zrobiło największe wrażenie i gdzie planujecie pojechać w najbliższych miesiącach? Specjalnie nie rozszerzam tego wątku, zgodnie z zasadą, że „przyjemności należy dawkować”. ;)) Znacznie więcej szczegółów znajduje się na Waszym blogu Wystraszeni.pl do czytania którego gorąco i z przyjemnością zachęcam.

Krzysiek: Generalnie jeździmy wciąż w to samo miejsce – do Parku Narodowego Madidi. Ale niech was nie zwiedzie pozorność „jednego miejsca”. To obszar wielkości mniej więcej woj. małopolskiego, ale jego obszar rozciąga się od 200 do 6000 m n.p.m. Ogrom łańcuchów górskich o różnych wysokościach, poprzecinanych siecią rzek. Od parnej dżungli po lodowce. Od bagien, poprzez suchy las, do pustynnej puny. Aż ciężko to ogarnąć. My raczej trzymamy się jego części pokrytej lasami, ale to i tak jest niezwykle zróżnicowany teren.

Wracamy tam też dlatego, że znajomość terenu i ludzi daje nam możliwość robienia rzeczy, których gdzie indziej nie bylibyśmy w stanie robić – bardziej ambitnych i wymagających. A po szczegóły naszych planów rzeczywiście zapraszam na bloga – sytuacja jest tak dynamiczna, że zmieniają się one co chwilę. I zanim Twoi czytelnicy przeczytają ten wywiad, będą być może całkiem inne niż w tej chwili.

Marzena: Rozumiem, że pytając o miejscach w których już byliśmy masz na myśli obecną podróż? (Oczywiście. ;)) Tę rozpoczęliśmy na początku roku, wylądowaliśmy w Kolumbii, a dalej drogą lądową przez Ekwador i Peru, aż do Boliwii. Ale w drodze jedynie zatrzymywaliśmy się na chwile w różnych miejscach, by odpocząć. Celem była Boliwia – po raz czwarty.

Ale podczas naszej pierwszej podróży po Ameryce Południowej nie wspinaliśmy się na drzewa, chcieliśmy zobaczyć i doświadczyć jak najwięcej. I ciężko powiedzieć co zrobiło NAJwiększe wrażenie. Podróżowaliśmy przez ponad rok, przez większość krajów tego kontynentu. Tych miejsc, zdarzeń, ludzi było tak dużo, że nie potrafię wybrać ani ulubionego kraju, ani miejsca. Nabraliśmy ogromnego dystansu do atrakcji, które TRZEBA ZOBACZYĆ.

 Dużo większe znaczenie dla nas miało, by poznać kraj po swojemu, powoli. I np. w Peru kupiliśmy osła i poszliśmy z nim na trekking przez Andy, spotykając po drodze pasterzy, śpiąc pod namiotem, kąpiąc się wodach termalnych, których po drodze pełno. Po takim doświadczeniu, Machu Picchu owszem, nadal robiło wrażenie, ale nie żałowałabym bardzo, gdybym je sobie odpuściła.

 

Aktualnie znów przebywamy w boliwijskiej Amazonii. Niedawno wróciliśmy z dwutygodniowego wypadu do dżungli gdzie wspinaliśmy się na drzewa i umieszczaliśmy kamery z czujnikami ruchu w koronach drzew. Chcemy je zostawić na kilka tygodni, a później ściągnąć i zobaczyć czy zarejestrowały jakieś zwierzęta. A w najbliższych miesiącach, raczej się z Boliwii nie ruszymy, tylko jak do tej pory będziemy raz działać w dżungli amazońskiej, a raz w dżungli miejskiej. ;))

Pyt. 8

Wymieńcie gatunki najwyższych drzew na które wdrapaliście? Ile miały metrów wysokości i jaki miały prawdopodobny wiek? Czy po tropikalnych i ekstremalnych wspinaczkach, można mieć jeszcze frajdę, wdrapując się na naszą 30-metrową topolę białą lub 25 metrowy dąb? ;))

Krzysiek: Najwyższym drzewem do tej pory było almendrillo. Nie znamy jego wysokości, bo nie wdrapywaliśmy się na jego czubek – było to niemożliwe, ze względu na rozłożystość korony i brak jednego, solidnego wierzchołka. W każdym razie szacujemy, że mógł mieć pomiędzy 60 a 70 m.

Nasze drzewa w Polsce wciąż dają nam tyle przyjemności, co kiedyś. Po pierwsze nie wspinamy się sportowo, a wysokość drzewa jeżeli ma znaczenie, to raczej w powodu widoków. A wysokość niezbędna do ich uzyskania jest relatywna, bo zależy od otoczenia i terenu. A po drugie nasze lasy i drzewa, jak mówiłem, są inne niż boliwijskie. Ta odmienność sprawia, że nie da się zastąpić jednych drugimi.

Marzena: Kiedy wróciliśmy z pierwszej wspinaczkowej podróży do Boliwii z ciekawości spuściliśmy linkę z rzutką z balkonu mojego rodzinnego domu, z 9 piętra. Chcieliśmy sprawdzić jak te drzewa, na które się wspinaliśmy, wyglądałyby przy tych wieżowcach. Byliśmy w szoku, gdy okazało się że wspinaliśmy się na drzewa wysokości dwóch wieżowców. W dżungli tego tak nie odczuwaliśmy, nie mieliśmy punktu odniesienia. Jedyne co przypominało o wysokości, była świadomość tego, na ilu metrach mniej więcej jesteśmy. Czerpię ogromną radość zarówno ze wspinaczki na mapajo, jak i na dęba. Ale nie będę ukrywać, że marzą mi się też sekwoje w Stanach i baobaby na Madagaskarze. ;))

Pyt. 9

Krzysiek. Jesteś arborystą. Wikipedia definiuję tę profesję w następujący sposób: „Arborysta (z łac. arbor – drzewo), w terminologii angielskiej nazywany również „chirurgiem drzew” (ang. tree surgeon) – zawód polegający na pielęgnacji drzew metodą alpinistyczną bez użycia ciężkiego sprzętu. W odróżnieniu od leśnika zajmuje się pojedynczymi drzewami, a nie całym kompleksem leśnym”. Jesteś też administratorem Grupy „Arboryści” na Facebooku i prowadzisz forum dla arborystów. Jak rozwija się ten zawód w naszym kraju? Czy ludzie odróżniają arborystę od leśnika, drwala lub dendrologa. Wydaje mi się, że często te specjalizacje są „wrzucane” do jednego worka, głównie z powodu niewiedzy.

Do tej pory nie doczekaliśmy się precyzyjnej definicji zawodu arborysty. Zresztą nie dziwne, w Polsce taki zawód nie jest zarejestrowany. W każdym razie w opinii wielu, w tym także mojej, nazwa arborysta nie jest zarezerwowana wyłącznie dla osób wspinających się na drzewa i wykonujących jakieś prace w ich koronach. Moje rozważania na ten temat możecie przeczytać tutaj: http://arboretum.pro/post/kim-jest-arborysta-i-czy-arborystyka-to-takze-sport/. W moim mniemaniu, aby móc uważać się za arborystę, trzeba przede wszystkim posiąść fundamentalną wiedzę na temat drzew, ich funkcjonowania, budowy itd., a nie koniecznie umieć biegać po nich jak małpa.

Pyt. 10

Od jakiegoś czasu śledzę Twoją facebookową grupę i chętnie czytam zamieszczane tam posty i komentarze. Arboryści wymieniają się swoimi poglądami na temat sposobu pielęgnacji, przycięcia gałęzi/konarów lub wycinki drzew, na temat użycia sprzętu, zachowania zasad bezpieczeństwa i generalnie problematyką, związaną z Waszym zawodem. Duże wrażenie zrobił na mnie jeden z arborystów, który przekonał właściciela posesji do zachowania na gruncie sędziwego drzewa. Z tego co czytam wynika, że arboryści – widząc sędziwe drzewo w dobrej kondycji, które nie zagraża mieniu i ludziom, próbują przekonać właściciela, że warto je zachować. To szlachetne podejście do sprawy, mając na uwadze, że wycinka drzew to – jakby nie było – część waszej pracy zarobkowej, z której przecież musicie się utrzymać.

Gwoli sprostowania – to nie moja grupa, jestem tylko jednym z jej administratorów.

A ludzie pracujący w tym zawodzie, jak wszyscy inni, są zwyczajnie różni. Są tacy, którzy przekładają zarobek nad zasady, jak i tacy, którzy pracują wyłącznie etycznie. Różne są też poglądy na to, co jest zgodne z dobrymi praktykami a co nie. Generalnie miszmasz ;).

Ale prawdą jest, że mamy w naszym gronie silną ekipę, mocno działającą na rzecz ustanowienia wysokich standardów postępowania z drzewami miejskimi i innych aspektów arborystyki. Mam szczęście obracać się w tym gronie, co uważam za duży przywilej i szczęście. Dwa, najważniejsze dla mnie miejsca, gdzie formułowane i rozważne są idee i zasady arborystyki, to Instytut Drzewa i Federacja Arborystów Polskich.

Pyt. 11

Niedawno w Internecie ukazał się materiał, mówiąc delikatnie – szkalujący arborystów i przedstawiający ich jako „pieniężno-żerne” hieny, które – dzięki liberalizacji przepisów, dotyczących wycinki drzew na prywatnych posesjach, biorą wszystkie zlecenia i tną drzewa jak leci, aby tylko się „obłowić”. Jest to bardzo krzywdzące stanowisko – i pomijając fakt, że w każdym zawodzie mogą się znaleźć czarne owce, arboryści to w zdecydowanej większości ludzie, patrzący w pierwszej kolejności na dobro drzewa. Zawsze można negocjować z właścicielem np. o przycięcie gałęzi lub zastosowaniu innych rozwiązań (podpory, wiązania linowe, itp.) zamiast wycinki. Wiadomo, że jak właściciel się uprze to nic go nie przekona, ale próbować zawsze warto. No chyba że, drzewo faktycznie stanowi zagrożenie. Wtedy życie ludzkie i bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu. Jakbyś się odniósł do tego wszystkiego?

Jak wiesz, zdenerwował mnie mocno ten materiał, czemu dałem wyraz na facebookowym profilu arboretum.pro (https://www.facebook.com/arboretum.pro/posts/1253219674714351:0). Nie sądziłem, że redakcja dużego portalu, którego ideą jest „platforma wymiany poglądów, opinii i informacji”, może wypuścić taki paszkwil.

Nie miało to nic wspólnego z dziennikarstwem i dyskusją. Zwykły szmelc służący podbiciu statystyk portalu. Nie ma nawet z czym dyskutować tak naprawdę. Od tej pory, kiedy widzę adres „natemat.pl” spluwam siarczyście i zmierzam w innym kierunku. Innym też tak radzę, bo szkoda czasu na połowy w tak mętnym stawie.

Pyt. 12

Jak środowisko arborystów patrzy na zmiany w przepisach ustawy o ochronie przyrody w części dotyczącej wycinki drzew? Z mojej obserwacji wynika, że do momentu, kiedy nie było mowy o konieczności zmiany przepisów, wycinki po 1 stycznia 2017 roku były sporadyczne i częściej przemyślane. Od momentu nagłośnienia sprawy, piły poszły w ruch. To pokazało, że część społeczeństwa nie dojrzała do liberalnych przepisów i nie ma pełnej świadomości, jak ważne są drzewa w naszym otoczeniu. Zasada „moja działka, moje drzewo, moja sprawa” to skrajność, którą odrzucam. Wszystko ok., ale jak mam na posesji 200 lub 300-letni, zdrowy dąb (którego nota bene nie posadziłem) to sprawa wygląda zupełnie inaczej…

Głosy są podzielone – jedni uważają, że należy postawić na pełną ochronę prawną, inni, że trzeba pozostawić ludziom wolność w zarządzaniu własną nieruchomością. Jest też wiele opinii gdzieś po środku.

Co do Twojego wiekowego dębu, to uważam, że powinien być chroniony prawnie, przed Twoimi ewentualnymi na niego zakusami. Ale jednocześnie, powinieneś być nagrodzony za jego utrzymywanie – chyba najlepiej w formie ulg podatkowych. Przecież to drzewo służy nie tylko Tobie, ale i sąsiadom. A tym czasem na Tobie spoczywa cały ciężar związany z jego utrzymaniem a także ewentualne konsekwencje prawne i materialne (gdy np. spadający konar uszkodzi czyjeś mienie). Sytemu nagradzania, czy też wsparcia dla właścicieli drzew, bardzo mi brakuje w naszym systemie prawnym.

Natomiast pewne poluzowanie przepisów było potrzebne. Dotychczasowa ustawa, w kilku ostatnich wersjach, była zbyt restrykcyjna. Wielu ludzi bało się sadzić drzewa w obawie, że nie będą mogli nimi swobodnie zarządzać, a to nie sprzyjało powstawaniu kolejnych nasadzeń zieleni wysokiej w miastach. Stawiajmy raczej na edukację niż prawny knebel.

Największą wadą nowej wersji ustawy jest to, że została wprowadzona w pośpiechu, bez konsultacji ze środowiskiem. Zmiana, którą przyniosła, była doniosła i nie powinna odbyć się bez dużej dyskusji. Nie dano też czasu władzom samorządowym na przygotowanie się do niej i zastanowienie, jak funkcjonować i zarządzać zielenią w nowych warunkach. Nie dano się też wypowiedzieć fachowcom, jakie mogą zaistnieć luki i jak mogą zostać wykorzystane.

Masz rację, że kiedy rządzący się opamiętali i postanowili nanieść poprawki, piły poszły w ruch. Wielu postanowiło skorzystać z okazji, jaka może się nie powtórzyć. Straty, w wielu miejscach, są niepowetowane.

Pyt. 13

Z tego co się orientuję, Paweł Lenart nie jest pierwszym gościem, któremu udzieliliście wywiadu. Gdzie można jeszcze przeczytać o Wystraszonych i ich wyjątkowym sposobie na życie? ;))

Marzena: Na naszej stronie www jest zakładka gdzie można nas posłuchać lub poczytać to co było kiedykolwiek w mediach, ale dawno już nie była aktualizowana, ostatnio nie mieliśmy czasu na porządki na naszej stronie. ;))

Pyt. 14

Zdania końcowe należą do Was. Jesteście nietuzinkowymi ludźmi (tylko z takimi przeprowadzam wywiady) ;)) i tutaj możecie śmiało zareklamować siebie, Wasz blog, a ja Wam BARDZO za wszystko dziękuję! ;))

Marzena: również dziękujemy za świetne pytania i miło spędzony czas na odpowiadaniu na nie. Z reklamowaniem siebie jesteśmy kompletnie beznadziejni, ale oczywiście zapraszamy! ;)) Blog wystraszeni to głównie moje podwórko. ;)) Prawie codziennie zamieszczam posty na facebooku, od czasu do czasu pojawia się dłuższy post na stronie www, Krzysiek od jakiegoś czasu wziął się za prowadzenie naszej drugiej strony „Arboretum.pro”, gdzie z kolei będzie pisał on i głównie będą to posty w tematyce drzew i przyrody w ogóle.

Krzysiek: dzięki Paweł, to była przyjemność porozmawiać z Tobą i dotrzeć do Twoich czytelników.

Wszystkie wspaniałe zdjęcia w tym wywiadzie pochodzą z bloga Marzeny i Krzyśka ( http://wystraszeni.pl/ ), do czytania którego zachęcam z wielką przyjemnością! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • krzysiek z lasu //01 Lip 2017

    Dziękuję w imieniu czytelnika 😉 Niesamowite!

    • Paweł Lenart //03 Lip 2017

      Dzięki Krzysiek! 😉
      Pozdrawiam. ;))