facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 06 Maj, 2021
- 2 komentarze
Wąwóz Homole – Wysoka – Szczawnica. Szlak najwyższej próby.

Wąwóz Homole – Wysoka – Szczawnica. Szlak najwyższej próby.

“Witamy w Homolach” – taki oto napis na drewnianej budce zobaczyliśmy, kiedy wysiedliśmy a autobusu wczesnym rankiem 7 sierpnia zeszłego roku. Po wrażeniach związanych z wyprawą na Sokolicę i Trzy Korony, nasz apetyt na górskie krajobrazy i przyrodę znacznie się wzmógł. Trasa była już zaplanowana, ale – jak się później okazało – uległa pewnej modyfikacji.

Z Wikipedii i tablic informacyjnych przeczytamy, że w Homolach został utworzony krajobrazowy rezerwat przyrody obejmujący skalny wąwóz Homole oraz Czajkową Skałę i boczną część dolinki Koniowskiego Potoku w Małych Pieninach. Założony w 1963 rezerwat ma powierzchnię 58,64 ha i położony jest na obszarze wsi Jaworki w gminie Szczawnica, w powiecie nowotarskim (województwo małopolskie). Znajduje się na gruntach Skarbu Państwa w zarządzie Nadleśnictwa Krościenko (leśnictwo Małe Pieniny). Głównym celem jego powstania była ochrona krajobrazu i cennych osobliwości przyrody nieożywionej i ożywionej. Rezerwat nosi imię Jana Wiktora, jednak nazwa ta nie jest usankcjonowana prawnie.

Poza niewątpliwymi walorami krajobrazowymi, teren rezerwatu obfituje w rzadkie gatunki flory i fauny, z których część podlega ochronie. Występuje tutaj m.in.: bluszcz pospolity (Hedera helix), cis pospolity (Taxus baccata), dziewięćsił bezłodygowy (Carlina acaulis), lilia złotogłów (Lillium martagon), rojownik włochaty (Jovibarba hirta), skalnica gronkowa (Saxifraga paniculata).

Z ciekawszych gatunków roślin wymienić należy dwulistnika muszego (Ophrys insectifera) (gatunek rzadki), przetacznika krzewinkowego (Veronica frutucans), (relikt glacjalny), smagliczkę skalną (Alyssum saxatile), rozchodnika ostrego (Sedum acre), rozchodnika wielkiego (Sedum maximum) (jest podstawowym gatunkiem, na którym żerują gąsienice niepylaka apollo), skalnicę dwuletnią (Saxifraga adscendens) (roślina rzadka), stokrotnicę górską (Aster bellidiastrumi), urdzika karpackiego (Soldanella carpatica) (endemit zachodniokarpacki).

Większość z tych nazw ciężko wymienić, a co dopiero zapamiętać. Niemniej zaopatrzeni w solidną ilość płynów (z rana było rześko, ale bardzo szybko zrobiło się upalnie), wygodne buty, ubrania i dobre humory postanowiliśmy wykrzesać z siebie “dziewięćsił łodygowych” z prostym, ludzkim kręgosłupem, pokręcić niekoniecznie “złotogłowami”, ale na pewno głowami, dobrze rozplanować naszą “rozchodnicką” trasę obejmującą spory kawałek terenu i “przetacznić” się po niej do celu przed wieczorem, żyby nie zamienić się w “skalnicę wieloletnią”. 😉

Wąwóz Homole ma 800 m długości, trasa nie jest trudna, i bez przeszkód można się tu wybrać nawet z małymi dziećmi. Jest popularnym miejscem wycieczek o każdej porze roku, w okresie wakacji i popularne wolne dni, tzw. “długie weekendy” często jest tłoczno. Większa część ścieżki biegnie wzdłuż potoku Kamionka.

W jego korycie znajdują się olbrzymie głazy, po których spływają kaskady wody. Wszędzie są przygotowane różnego rodzaju mostki i schody, co pozwala na bezpieczne ominięcie „przeszkód”. Wysokie nawet do 120 m zbocza zbudowane są z wapiennych skał, które przybierają bardzo różnorodne kształty, większość z nich posiada swoje nazwy.

Nie dysponując autem, warto wybrać się tu pierwszym busem jadącym ze Szczawnicy. Wtedy uniknie się tłumów i można popstrykać trochę “bezludnych” fotografii. Ostatnie podejście, kończące wizytę w wąwozie jest najdłuższe, ale bardzo łatwe do przejścia.

Po pokonaniu ostatnich stopni wychodzimy z lasu na przepiękną Dubantowską Dolinę – polanę, której największą atrakcją są znajdujące się po prawej stronie Kamienne Księgi – płaskie skały naturalnie ułożone w formie otwartej książki. Związana jest z nimi ciekawa legenda.

Według niej – w skałach zapisane są losy wszystkich ludzi na świecie. Zaszyfrowane pismo odczytał jedynie stary pop z Wielkiego Lipnika, ale Pan Bóg odebrał mu mowę, żeby ludzie nie mogli poznać swoich losów. Może to i dobrze, bo znając nasz gatunek to część osobników zaczęłaby nieźle kombinować. W Dubantowskiej Dolinie znajduje się kilka stołów i ław, przy których można odpocząć. W weekendy oraz w sezonie turystycznym miejsce jest zatłoczone i niestety często zaśmiecone.

Po przejściu kilkuset metrów błotnistym szlakiem (w nocy dość mocno padał deszcz) dochodzimy do “skrzyżowania dróg” – w prawo szlak prowadzi na Wysoką, w lewo do szałasu “Bukowinki”. My wybieramy kierunek na Wysoką. Po drodze trafiamy na wyjątkowego turystę…

Pomylił kierunek szlaku i zamiast iść po nim wzdłuż, zaczął wędrować w poprzek. Nie przeszkadzaliśmy mu, chociaż zasugerowaliśmy pójście z nami. Nie zareagował. Wziął ze sobą cały dom, a więc ma schronienie na wiele dni wędrówki. ;))

Nagle ożywiły się górskie łąki i usłyszeliśmy charakterystyczne dzwoneczki oraz dźwięki “beeeeee”! Owieczki wyszły na wypas. Słońce bardzo szybko podgrzewa powietrze. Czuć, że szykuje się spory upał. Przed nami coraz bardziej malownicze widoki i prawie nikogo na szlaku. Kto rano w góry idzie ten tłumów nie widzi. ;)) 

Obieramy kierunek na rezerwat “Wysokie Skałki”, ale zanim tam dotrzemy, podziwiamy m.in. “kroczące” górskie drzewa, których tu rośnie całkiem sporo. Przeważają świerki, trafiają się też jodły, jawory i buki.

W pewnym momencie leśna część szlaku ustępuje na rzecz otwartej części, wokół której roztaczają się wspaniałe widoki. Z kilku innych szlaków wędrują turyści, z którymi mamy wspólny cel – czyli zdobycie Wysokiej. Na górskiej, soczystej łące rosną “porozrzucane” drzewa soliterowe.

W cieniu drzew było przyjemnie, teraz Słońce grzeje niemiłosiernie, a przecież do południa jeszcze daleko. Na szczęście solitery zapraszają pod swoje korony. Można się schłodzić, odpocząć, napoić i popatrzeć na otaczające nas cuda.

Drzewa te wyglądają wspaniale i uzupełniają bogactwo krajobrazu. Są krępe, rozłożyste i mocno potarmoszone przez górskie wiatry. Siadamy pod jaworem na kilka minut. Mamy dużo czasu to nie trzeba się śpieszyć. Ależ by się drzemkę ucięło w takim legowisku! Jednak nie ryzykujemy, bo z drzemki na kwadrans mogłaby się zrobić drzema dwugodzinna. ;))

Wyruszamy dalej, co chwilę odwracając się za siebie, ponieważ takie mamy widoki! Klon jawor, który nas ugościł, wspaniale teraz widnieje po lewej stronie szlaku. Coś mu dolega bo ma mocno przerzedzoną koronę bidulek.

Coraz wyżej, coraz dalej, coraz goręcej. Pot spływa z czoła, żar staje się solidny i rozlewa po zielonej przestrzeni. W końcu mamy pełnię lata to nie oczekujemy śnieżnych bałwanów. Trzeba iść dalej, zmierzyć się ze sobą, poczuć górką wędrówkę w nogach, na zgrzanych placach i rozpalonej głowie.

I ponownie odwracamy się za siebie. Wszelkie trudy górskiego dreptania są warte tego, aby zobaczyć te cudowne krajobrazy. W oddali widać biała przyczepę kempingową, która pasuje do całości jak pięść do… stopy. ;)) Dochodzimy do kolejnego drzewa, a raczej drzew soliterowych.

Piękny i ciekawy duet dendrologiczny. Samotny jawor z trzypniowym bukiem pospolitym. Oplatają się korzeniami i wymieniają dowcipami o ziejących turystach odpoczywających w cieniu ich koron z czerwonymi policzkami, spoconymi łbami i wytrzeszczonymi oczami. ;)) Drzewa na szlaku to skarby, zwłaszcza w taki ukrop.

Nagle szlak ostro skręca w prawo, zaczyna się las, ale już nie taki łagodny i lekko pochyły, gdzie pasła się baranina z owieczkami. Jest to las stromy, z licznymi kamieniami, głazami i gimnastykującymi się pomiędzy nimi korzeniami drzew. Właśnie weszliśmy na teren rezerwatu “Wysokie Skałki”.

Wspinamy się dalej do góry (kierunek na Szafranówkę), aż do wejścia na grań (granica państwa). Tutaj skręcamy w lewo i bez znaków, ściśle granią wchodzimy na szczyt Wysokiej. Wejście ułatwiają stalowe schody zamontowane głównie w celu ochrony zboczy przed ich rozdeptaniem przez turystów.

Stajemy na wysokościach… Szczyt Wysoka, znany także pod nazwą Wysokie Skałki, to najwyższy szczyt w Małych Pieninach, mający 1050 m. n.p.m. oraz Pienińskiego Pasa Skałkowego.

Wysokie Skałki były niegdyś nazywane Kiczerą, ponieważ tuż pod szczytem znajduje się trawiasty i bardzo rozległy obszar – Połonina Kiczera. Inną nazwą dla góry WysokiejPieninach była nazwa Pamiarky – najprawdopodobniej wzięto ją od wieży triangulacyjnej, która kiedyś znajdowała się na szczycie.

Kamienny szczyt ogrodzony jest solidną barierką (jest gdzie spaść) i wznosi się nieco ponad korony otaczających go drzew. Zamontowano też mapę obrazującą panoramę ze szczytu Wysokiej z opisem poszczególnych szczytów, dzięki czemu wiemy na co się patrzymy.

Turystów jest jeszcze mało, ale na szlakach daje się zauważyć wzmożony ruch. Pomimo upału, na szczycie wieje przyjemny wiatr, który dodaje ulgi, wytchnienia i pozwala zapomnieć o gorącu. Można się delektować fantastycznymi krajobrazami i WSZECHOGARNIAJĄCYM PIĘKNEM NATURY!

Obchodzimy punkt widokowy kilka razy dookoła. Wszędzie coś przykuwa uwagę i wszędzie jest pięknie. Pieniny to cudowne skały pokryte zieleniną, tudzież polami i łąkami, a także meandrującymi wodami, zakolami i wodospadami. Proste to słowa, szczere od serca – pochodzą od chłopskiego filozofa, nie mędrca. ;))

Na początku wspomniałem, że trasa naszej wyprawy uległa pewnej modyfikacji. Stało się to wkrótce po zejściu z Wysokiej. Pierwotnie planowaliśmy pójść do rezerwatu “Biała Woda” i tam zatoczyć pętlę, aby wyjść w Jaworkach, w pobliżu Wąwozu Homole, czyli punktu startowego.

Wcześniej sprawdziłem połączenia i okazało się, że do “Białej Wody” można dojechać busem i zaplanować odrębną wyprawę w tamte rejony. Jednak ta opcja jeszcze nie była przez nas brana pod uwagę, ponieważ chcieliśmy przejść do “Białej Wody” za jednym zamachem, czyli w dniu naszej wyprawy na Wysoką

Szliśmy przez las, w którym spotykaliśmy dorodne i malownicze buki. Aż mnie korciło, żeby pomierzyć co grubsze okazy, ale wiedziałem, że jak zacznę, to wydłużę wycieczkę o 2-3 godziny. Miara leżała na dnie plecaka i nie tknąłem jej. Wyjątkiem byłoby drzewo, o co najmniej 600 cm obwodu, ale takiego nie dostrzegłem, niemniej kilka drzew o obwodach na “oko” około 500 cm dało się wypatrzeć.

Wyszliśmy z lasu i dylemat. Gdzie iść? Na prawo w kierunku “Białej Wody”, czy na lewo i dreptać przez ponad 2 godziny na Palenicę i uroczyście zjechać wyciągiem do Szczawnicy. Słońce prażyło, ale chęć obejrzenia TAKICH WIDOKÓW przez ponad 120 minut zwyciężyła. 

Decyzja była szybka i spontaniczna. Co my tu będziemy mieć na trasie! Widoki na pasmo Radziejowej, Trzy Korony z boku, gdzieś w oddali Tatry, Beskid Sądecki, Szlachtowa i Szczawnica, która była naszą bazą wypadową na szlaki. Do tego wiele innych atrakcji, szczytów, pasm i góry wiedzą co jeszcze.

Często fotografowałem tereny Beskidu Sądeckiego, gdyż tamte tereny jeszcze mam nieodkryte od strony Szczawnicy i kto wie, czy za rok, może dwa nie wybierzemy się ponownie do Szczawnicy, aby przejść kilka szlaków właśnie w Beskidzie Sądeckim.

Do dzisiaj mam też w pamięci październikową wyprawę 2019 w tamte rejony z treehunterem – Andrzejem Weberem i Panami Jerzym i Michałem Żelasko, którzy perfekcyjnie poprowadzili wycieczkę, zakończoną odnalezieniem i pomierzeniem jodeł pospolitych, z których najwyższe osobniki mierzyły aż 51 metrów ( https://www.lenartpawel.pl/w-poszukiwaniu-jodlowych-wysokosci-cz-1-2-najwyzsza-klasa-gatunku.html ). 

Po mniej więcej godzinie marszu, zrobiliśmy sobie dłuższy postój. Kondycja była dobra, tylko upał dawał się mocno w kość. I ponownie człowiek docenił potencjał zacienienia i efekt chłodzenia pod drzewami soliterowymi. Na szlaku było już całkiem sporo turystów. Jednak każdy, kto chciał sobie zrobić przerwę na odpoczynek, wykorzystywał w tym celu – dające schronienie przez żarem – jakieś soliterowe drzewo.

Po kilkunastu minutach marszu, ponowna przerwa, ponieważ zobaczyliśmy kadr, który bardzo przypomina reklamę czekolady Milki. Tylko zamiast alpejskich krów, podziwialiśmy pienińskie mućki, które w niczym nie ustępują alpejskim kuzynom. ;))

Trzeba dodać, że szlak, którym idziemy przebiega przez grzbiet Małych Pienin. Naszym celem jest Szafranówka i Palenica. Tym razem do obiektywu wpada rozłożysta sosna, mocno ugałęziona i niezbyt wysoka. Jest przepiękna i zdobywa pierwszy plan w kadrze.

Według tablicy informacyjnej do Szafranówki mamy nieco ponad godzinę drogi. Mniej więcej tyle czasu potrzeba, żeby przejść z powrotem na szczyt Wysokiej. Według nas jest to możliwe, ale w dość żwawym tempie. Idąc wolno i jeszcze pstrykając zdjęcia – zajmie to na pewno 2 godziny albo i trochę więcej.

Idąc szybko po górach, zdobywamy szlak i tyle. Jednak idąc wolniej, z rozwagą i skupieniem oglądając i rozglądając się wokół, często zyskujemy znacznie więcej. Wspaniałe widoki wymagają drobnych kroków. Szybko-maszerujący turyści, większość piękna po prostu przegapią.

Po prawej stronie w rozległej dolinie widać już Szczawnicę. Raz lepiej widoczna, innym razem przysłonięta przez lasy i góry. Zrobiło się cicho, przez dłuższą chwilę nie spotkaliśmy ani jednego turysty, ale to była cisza przed “burzą” owieczek.

Nagle z lasu wychodzi stary baca, kilka psów pasterskich i setki owiec – ogolonych i śmiesznie wyglądających. Psy oswojone, łagodne, ale zapytaliśmy się, czy możemy pogłaskać? “Głoskajcie do woli” – odpowiedział baca. Zagaiłem, że grzeje niemiłosiernie. Baca na to: “Ło panie, byndzie burza jak diabli, ino patrzeć jak trza byndzie wioć w dół”.

Coś nam nie pasowało. Radary spokojne, żadnego cumulonimbusa w promieniu kilkuset kilometrów, strefa podwyższonego ciśnienia nad nami, a baca burzą straszy. Poza tym, jeżeli burza by się zbliżała to raczej nie drapałby się z owieczkami na wypas. Coś ten baca nas wkręcał. W tym dniu, ani przez następne dwa dni burzy nie było. ;))

Po drodze trafiamy m.in. na tablicę upamiętniającą Władysława Nosaladziałacza oddziału PTTK “Kolejarz” (ZNTK SA Nowy Sącz), który zmarł nagle w tym miejscu 14.08.1996 roku. Po przejściu lasu, z którego wyszedł baca z psami i owcami, ukazała nam się Szczawnica w pełnej krasie.

Szczawnica leży w dolinie potoku Grajcarka, który jest prawym dopływem Dunajca. Większa część zabudowy i terenów miasta znajduje się w obrębie Beskidu Sądeckiego, natomiast za doliną potoku Grajcarka wznoszą się już Pieniny. Zabudowa miasta zlokalizowana jest między Pieninami (głównie Małymi Pieninami) a pasmem Radziejowej (Beskid Sądecki).

Jeszcze jedno przejście przez las i widzimy ostatni cel naszej wyprawy – Palenicę. W tym momencie upał sięga zenitu. Na zegarku godzina 14 z minutami. Szlak najwyższej próby zbliża się ku końcowi. Bezwzględnie należy pamiętać, że idąc grzbietem Małych Pienin jesteśmy wystawieni na ostrą operację słoneczną, czyli solidne i przewiewne nakrycie głowy oraz odpowiednia ilość płynów to obowiązkowa część ekwipunku.

W pobliżu wyciągu rosną ogromne grzyby! Szkoda, że nie wzięliśmy koszy, chociaż na tak duże okazy to nawet “bandziory”, które biorę w Bory Dolnośląskie by nie wystarczyły. Zostawiliśmy je dla innych grzybiarzy, lepiej przygotowanych na pienińskie grzybobranie. 😉

Czekał nas w tym dniu jeszcze jeden, wspaniały widok z wyciągu na Szczawnicę, którym jedzie się przez kilka minut. Piękno Pienin i okolic, którego tam spróbowaliśmy i które zasmakowało nam wybornie, starałem się uchwycić w obiektywie i podzielić się nim w tym wpisie.

Podobnie, jak w artykule o wyprawie na Sokolicę i Trzy Korony z reliktową sosną po drodze, skorzystałem z internetowego przewodnika po górskich szlakach Góry dla Ciebie ( https://gorydlaciebie.pl/ ). 😉

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • wojek //08 Maj 2021

    Witaj Paweł:)
    Chciałoby się rzec “…cudze chwalicie swego nie znacie…” Piękne są te nasze Pieniny. Kiedy tak sobie spacerowałem po szlakach to dawne wspomnienia wróciły. Na przykład jak musieliśmy sprać Mongoła co to na cnotę księżnej Kingi nastawał:) Zaraz kiedy to było chyba jakoś pod koniec XIII wieku czy jakoś tak:) Nie wiem może i się wybiorę na week-end czerwcowy właśnie w Pieniny. Ale to zależy od koronaświrusa no i zdania Lepszej Połowy:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Paweł Lenart //10 Maj 2021

      Pieniny są przepiękne, kiedyś tam powrócę, bo zostało mi jeszcze kilka szlaków do przejścia. 😉