facebooktwitteryoutube
Aktualności - 25 Cze, 2018
- 2 komentarze
W wysychającym lesie.

Sobota, 23 czerwca 2018 roku – całodniowa wycieczka w ulubione lasy. Głównie na jagody, ale także w celu sprawdzenia, co ogólnie w lesie piszczy i jak się mają sprawy hydrologiczne po czwartkowych opadach pochodzenia burzowego. Sprawy mają się bardzo kiepsko. Opady w większości nie dotarły na Wzgórza Twardogórskie, a to, co spadło, należy rozpatrywać w kategoriach dowcipu Matki Natury.

Od czwartku, czyli w dniu rozpoczęcia się astronomicznego lata, przyszło spore ochłodzenie, które rozpanoszyło się także w weekend. W ślad za nim napłynęło wiele chmur, z których na Wzgórzach Twardogórskich pada tyle, co kot napłakał. Jedynie widoki letnich krajobrazów przy „jesiennym” niebie prezentowały się znakomicie. 

Były momenty, że nawet przedzierało się Słońce, jednak ogólnie przez cały dzień dominowała pochmurna i chłodna pogoda. Sporą ciekawostką jest fakt, że po raz pierwszy od 4. kwietnia, chodziłem po lesie w długim rękawie. To obrazuje wielką zmienność naszej pogody. Teoretycznie w czerwcu powinno najcieplej, a nie w kwietniu i maju.

Zboża dojrzewają i tylko patrzeć jak rozpoczną się żniwa. Wegetacja w tym roku jest mocno przyśpieszona, zboża nie pozostają w tyle. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie, kolorowo i prawdziwie letnie. Jednak w lasach zaczyna się dramat. To wróg, który jest cichy i podstępny, stopniowo pochłaniający roślinom chęć do życia. 

Susza w lasach staje się coraz bardziej widoczna

Rośliny zaczynają wysychać. Więdną i nie dają rady zaczerpnąć swoimi korzeniami wody, której po prostu nie ma. Takie widoki coraz częściej można zastać w lasach Wzgórz Twardogórskich. Biorąc pod uwagę fakt, że tu i tak trochę padało w maju i w czerwcu w porównaniu do sąsiedniej Wielkopolski, to aż strach pomyśleć, jak tam wygląda sytuacja w lasach…

Sytuacja jest znacznie poważniejsza niż w 2015 roku w analogicznym okresie. Jeżeli w lipcu nie przyjdą porządne deszcze, a pogodę zdominują suche, gorące i słoneczne wyże, może być dramatycznie. W 2015 roku, więdnące rośliny obserwowałem w lipcu, w obecnym już na początku czerwca widać było pierwsze symptomy coraz większego deficytu opadów.

Nawet pokrzywy nie dają rady. Te, które rosną blisko skrajów lasu i jednocześnie pod drzewami od wielu tygodni nie zostały obficie podlane. W konsekwencji usychają i obumierają. Krecią robotę wykonuje też dosyć silny i suchy wiatr, jeszcze mocniej osuszający ściółkę, nawet w mocno zacienionych miejscach.

W naszej pogodzie zadziwia też fakt wielkich różnic w sumach opadów na terenie kraju. Uprzywilejowane tereny górskie i podgórskie mają co trochę solidne porcje opadów i takie widoki jak na moich zdjęciach to dla tamtejszych mieszkańców jakaś abstrakcja. Niestety, susza na nizinach zaciska pętlę. 

Suszę widać nie tylko po usychających i więdnących roślinach, ale także po opadającym poziomie wody w oczkach wodnych i bajorkach oraz wysychających rowach. To już są pierwsze objawy i wstęp do suszy hydrologicznej, która objawia się m.in. systematycznym zmniejszaniem się zasobów wodnych, zarówno  powierzchniowych jak i podziemnych.

W tych rowach jeszcze pod koniec maja płynęła woda. Obecnie pozostały w nich szczątki wilgoci i jeżeli nie przyjdą silne opady deszczu, wyschną całkowicie. Susza hydrologiczna jest najcięższą odmianą suszy. Regeneracja zasobów wodnych może trwać nawet kilka lat. Obecna sytuacja zmierza ku temu, ale zawsze mam nadzieję, że wreszcie przyjdą tak potrzebne opady.

Kolejne wysychające miejsca. Pierwsze to jedno z lokalnych bagienek, w którym zawsze stoi woda, zakładając oczywiście normalne warunki hydrologiczne. Bagienko to zasila niewielki rów, który w wielu miejscach tworzy małe rozlewiska. Obecnie wyschło zarówno bagienko, jak i rów. Drugie zdjęcie to wyschnięty rów w okolicach wioski Wydzierno.

Woda w oczkach wodnych przybiera brązową barwę i specyficzny zapach, który określam jako „rozkładowo-błotny”. Miejscami po prostu śmierdzi. Zbudowane urządzenia hydrologiczne, dzięki którym można kontrolować poziom wody w tych zbiornikach, pozamykane są do samej góry, aby uniemożliwić jakikolwiek odpływ wody. To też obrazuje powagę sytuacji.

Na dokładkę, idąc na jedno ze stanowisk jagodowych, znalazłem dzikie wysypisko śmieci w środku lasu. Na takie skandaliczne zachowanie nie ma absolutnie żadnego wytłumaczenia. Hołota i prostactwo w najwyższym wydaniu. Ciężko było podejść bliżej do tych śmieci, taki wydzielały smród. Polaczek prostaczek potrafi…

 

Sezon jagodowy rozkręcił się na dobre, ale i na krzaczkach jagodowych, coraz bardziej uwidacznia się brak wystarczających opadów. Żeby znaleźć większe gabarytowo jagody, trzeba się trochę naszukać. W miejscach wilgotniejszych, z domieszką trawy i paproci, spotykałem najgrubsze jagody.

To jedno ze stanowisk, gdzie suszę widać już bardzo dobrze. Żółtawo-brązowe odcienie jagodników, wysychające i częściowo opadłe już listki oraz jagody z kategorii „drób”, pozbawione twardości i jędrności. Małe, miękkawe i generalnie liche jak sto pięćdziesiąt. Zbiór takich owoców jest motywujący do jak najszybszego zaniechania ich zbioru…

Trafiając w dobre stanowiska i poświęcając 10-12 godzin można nazbierać sporo jagód. Ale jeżeli posucha będzie się pogłębiać, to jagody mogą – nawet w tych wilgotniejszych miejscach wyschnąć, nie mówiąc już o liściach, które szybciej reagują na suszę. Sobotni dzień był wspaniały na zbiór jagód z uwagi na zachmurzenie i chłód. Owoce nie przegrzewały się, praktycznie nie atakowały komary i bąki. Kleszcze też jakby bardziej odpuściły.

W lesie mamy obecnie obfitość malin. Te leśne są dosyć małe i nietrwałe. Nadrabiają te „wady” aromatem i smakiem. Maliny pamiętam z dzieciństwa, kiedy jeszcze do wielu gałązek nie mogłem dosięgnąć. Teraz – jako dorosły chłop, nie przepuszczam okazji zerwania i skonsumowania leśnych smakołyków. Leśne maliny są wspaniałe! ;))

Przy tym tempie wegetacji, w połowie lipca (a może i nieco wcześniej) śmiało będzie się można wybrać na jeżyny. Szkoda tylko, że o grzybach można pomarzyć. W południowo-wschodniej i południowej Polski grzybiarze non stop prezentują kapelusze prawdziwków, ceglasi lub kurek. A w „moich” lasach złamanego psioka nie można znaleźć. ;((

Kolejne więdnące liście i ślady po dzikach na wysychającym bagienku. Jeszcze pod koniec maja było tu około 30 cm wody. Szkoda, że tak kiepski scenariusz pisze pogoda. Nie pierwszy raz zresztą. Co roku marzy mi się wcześniejszy wysyp grzybów w bukowińskich lasach i co roku marzenia te biorą w łeb, chociaż w zeszłym roku było i tak znacznie lepiej.

W lesie zauważyłem świeżo postrącane gałązki dębów, sosen i innych drzew. To efekt czwartkowej, suchej burzy na tych terenach. Wiatru full, opadów null. Ja jednak wierzę w równowagę przyrody i cały czas mam nadzieję, że wraz z tym ochłodzeniem, zaczyna się przemiana w pogodzie, której największym obwieszczeniem będą silne opady.

Będąc w nieco nostalgicznym, wysuszonym nastroju, nie zapomniałem o tym, co jest w lesie najważniejsze. A co jest najważniejsze w lesie? – ktoś zapyta. Odpowiedź jest banalna – po prostu być w lesie. ;)) W czasie suszy las jest suchy, ale uroku mu nie brakuje. Tętniącego życia, śpiewu ptaków i aromatów z cudownej, leśnej kadzi. ;))

Przeżyłem też niezwykłe spotkanie z krukami, które zasługuje na odrębny wpis. Ok. Dosyć marudzenia. Zaklinam pogodę, wywołuję deszcze i trzymam kciuki za normalność pogodową, której ostatnio tak brakuje. Kiedyś musi przyjść korzystniejsza aura dla nizinnej części kraju i najwyższy czas, żeby już przyszła. Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • wojek //28 Cze 2018

    Witaj Paweł:)
    Sytuacja jest naprawdę bardzo poważna. Cholerna susza, a jeszce podnoszą mi ciśnienie pogodynki, które z usmiechem informują „żadnych opadów wszedzie piękne słoneczko”. Do cholery ludzie błagają Boga o deszcz o te wyjeżdżają z takimi tekstami. Na szczęście w tym tygodniu trochę popadało. Ten deszcz powinien poprawić trochę sytuację ale jeśli chodzi o grzyby to kropla w morzu potrzeb. Natomiast natychmiast widzę reakcję roślin na RODOS. Żadne tam konewki nie zastąpią deszczu. Miejmy nadzieję, że lipiec będzie bardziej wilgotny bo inaczej…. a lepiej nawet nie myśleć.
    Co do bezmózgów pozbawionych elementarnej kultury wywożących śmieci do lasu. Kurczę Paweł normalnie aż mnie podrzuca. Powinien taki osobnik ponieść taką karę, żeby dziesiątego ostrzegł. Coś takiego podpada przecież już pod Kodeks Karny. Tak tylko kto będzie takiego łapał…. i karał. Efekty widać. Ciężko jest z czyms takim walczyć dopóki nie będzie u nas ( a na to niestety trudno liczyć) odpowiedniej świadomości społecznej. Przecież nie postawimy wszędzie policjanta czy tam strażnika leśnego.
    Serdecznie pozdrawiam
    Mimo tej cholernej suszy Darz Grzyb Przyjacielu:)

    • Paweł Lenart //03 Lip 2018

      Darz Grzyb Wojtku! 😉
      Zgadza się – prawdziwy deszcz to nie to samo, co podlewanie i rośliny to doskonale czują. Wrocław złapał ostatnio trochę opadów, ale im dalej na północ od niego, tym mniej deszczu lub w ogóle. Nie chcę siać niepotrzebną panikę i propagandę, ale wszystko wskazuje na to, że część Polski, przede wszystkim Wielkopolska, woj. kujawsko-pomorskie, lubuskie czeka co najmniej tak silna susza jak w 2015 roku. Coś okropnego. A Bałkany pod wodą…

      Co do śmieciarzy – brakuje słów. Niestety, uważam, że tylko porządny wpierdziel śmieciarzowi na miejscu może zmienić jego podejście do śmiecenia w lesie. Wszędzie nie da się postawić strażnika i zainstalować kamerę. Temat rzeka i nie rozkręcam się.

      Także Darz Grzyb Przyjacielu i mam nadzieję, że za jakiś czas pogoda łaskawie sobie przypomni, że lipiec to jeden z najbardziej deszczowych miesięcy w roku i przestanie sobie robić z grzybiarzy jaja. 😉