facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 13 Maj, 2021
- 4 komentarze
Tour De Las & Grzyb 2021 start!

Tour De Las & Grzyb 2021 start!

Sobota, 8 maja 2021 roku. Stało się! Wysiadłem po raz enty na bukowińskiej stacji kolejowej, aby oficjalnie rozpocząć 34 regularny sezon grzybowy, który wypada w 2021 roku. Wysiadły też 3 inne osoby, z których dwie dosyć szybko oddaliły się od stacji w kierunku wsi, a po jedną przyjechał samochód. Zostałem sam. Dróżniczka w budynku stacji nie zwracała na mnie uwagi, bo i po co? Codziennie ludzie wsiadają i wysiadają, nic szczególnego. Tylko ja wiem, że jednak nie jest to “nic szczególnego” a wyjątkowy duchowo i emocjonalnie moment (cały dzień spędzony w Bukowinie) na początku każdego sezonu grzybowego. ;))

Ostatni raz byłem w Bukowinie pod koniec lutego z kolegą Krzyśkiem, później stale coś mi wypadało lub pogoda nie dopisywała, a kolejne dni i tygodnie uciekały. W efekcie nie widziałem w tym roku marcowej i kwietniowej Bukowiny. To dla mnie “epoka”. I teraz po upływie tej “epoki”, wreszcie dotknąłem stopami bukowińskiej ziemi. Z radością powitałem kałuże po opadach, ponieważ obecnie opady są przyrodzie niezbędne do prawidłowego rozwoju. Mamy wyjątkowo korzystną pod kątem hydrologicznym wiosnę, chociaż dosyć chłodną, ale nie jest źle. Wolę taką zamiast skrajnie suchej i anomalnie ciepłej.

Spojrzałem na bukowińskie pola, łąki, domki, zaklęte tajemnicami lasy… Niby wszystko znajome od tylu lat i w każdym sezonie na nowo je odkrywam. Na semaforach czerwone światła, pociągu żadnego nie widać i nie słychać. Panuje cisza, ale przerywają ją mocniejsze podmuchy północnego wiatru. To ostatni dzień panowania chłodniejszego oblicza wiosny przed prognozowanym ociepleniem. Przechodzę przez tory kolejowe, ale szlaban jest zamknięty. Niemniej mija kilka sekund i dostaję zielone światło na podróż do lasu. Szlaban unosi się do góry. W oddali słychać tajemniczy szept lasu poprzez korony drzew: “zapraszam”…

Wyruszam więc w podróż w znane i nieznane. Na niebie Słońce żongluje chmurami, co chwilę wychodzi zza nich i ponownie się chowa. Długość tej podniebnej żonglerski jest różna. Czasami przez kilka minut przyrodę podświetlają majowe promienie, a czasami lasy pogrążają się w cieniu. Światło tańczy, a wraz z nim barwy umaszczenia wyjątkowo soczystej zieleni wiosennej przyrody. Wówczas budzi się we mnie dziwne, ale przyjemne uczucie, coś w rodzaju szóstego zmysłu, który podpowiada mi, że to nie będzie zwykły dzień spędzony w lesie. Szykuje się uroczystość i świętowanie na ogromną skalę!

Dzięki chłodniejszemu niż zwykle kwietniowi, mamy lekkie opóźnienie w wegetacji. Dlatego przyroda wygląda jak zazwyczaj po połowie kwietnia, a nie przed połową maja. Las mieni się delikatnością, niewinnością i czystością w krysztale niepojętego piękna przyrody. Wieje chłodny, ale przyjemny wiatr, zachmurzenie zmienia się jak w kalejdoskopie. Systematycznie obejmująca władzę w lesie zieleń rozpoczyna Święto Bukowińskiej Wiosny w Pełni. A ja wraz z nią.

WODA

Źródłem sprężystości i wyjątkowej soczystości zieleni są opady, które hojnie przetoczyły się nad bukowińskimi lasami podczas tej wiosny, w przeciwieństwie do kilku poprzednich. Rowy wypełnione wodą, strumienie płyną wartko, dużo kałuż i rozlewisk po lasach, miejscami na łąkach i polach. Ziemia pachnie wilgocią, świeżością i żyznością. Jakże to inny zapach od zatęchłego, miejskiego betonu.

Siadam na kilka minut przy jednym z ulubionych oczek wodnych, bo tam ma miejsce tajemniczy koncert. Sprawia wrażenie, jakby odbywał się w kompletnie niedostępnej głębi lasu. To nawoływanie kumaka nizinnego – według mnie jeden z najbardziej ciarorodnych dźwięków, jakie możemy usłyszeć w lasach – brzmi niesamowicie, skrycie, głęboko i dyskretnie. Chociaż wokół zdecydowanie dominuje wiosenny śpiew ptaków, słychać je całkiem wyraźnie.

Zachwycam się leśnymi kałużami i lustrzanym odbiciem fragmentów lasu, “kąpiących” się w ich zwierciadle. Jaki będzie ten sezon grzybowy? Kiedy będziemy mieć to największe “BUM” wysypu, czy zdrowotność grzybów będzie przyzwoita, czy będzie wczesny wysyp w czerwcu, lipcu lub sierpniu? Ileż to pytań do głowy mi przychodzi, jak patrzę na wilgotność lasu i zaczynam rozmyślać o grzybach. Już w podświadomości czuję dreszcze grzybowych emocji… ;))

Teraz idę skrajami lasów, w oddali patrzę na wiejskie domki, które uczestniczą w wiosennym tańcu światła i cieni. Czasem, tylko znajdujące się wyżej pagórki, kąpią się w promieniach naszej Gwiazdy, a domki pozostają w cieniu. Za chwilę jest na odwrót. To wszystko jakoś tak ciepło mnie nastraja i wpływa na uczucie, że uczestniczę w wyjątkowych chwilach z wiosennego życia bukowińskich i okolicznych terenów.

Drzewka owocowe rosnące na miedzach, zadrzewieniach śródpolnych i skrajach lasów mienią się białymi kwiatami. Jestem już zauroczony początkiem wędrówki. Rozglądam się też za grzybami, bo wiem, że na tej trasie mogę je spotkać, jednak one jeszcze śpią. Za to wiosna szaleje na całego i zalewa zielenią coraz większe obszary.

Ze ściółki kiełkuje, zakwita i wykluwa się coraz więcej nowego, roślinnego życia. Jak to jest, że ta ziemia, która kojarzona jest z miejscem wiecznego spoczynku, chowaniem ciał i miejscem czarnej otchłani w nieprzebytych ciemnościach, nagle wydaje z siebie tyle życia, tak wspaniałą jego różnorodność i moc?!

W runie trwa jeszcze “majowy kwiecień”, geofity i rośliny “pośpieszne” dwoją się i troją aby zdążyć z cyklem wegetacyjnym i kąpielami słonecznymi przed rozwojem liści u mocarzy lasu, głównie dębów, buków, grabów, topoli, olch i kilku innych, które zakryją leśne podłoże zielonym baldachimem. 

Pomału zbliżam się do głębszych zakamarków lasu, mijając po drodze sosnową młodzież, która jednoznacznie ukazuje mi, że świętują wiosnę i możliwość podrośnięcia o kilkadziesiąt centymetrów. Młode pędy pachną niebiańsko, odurzają każdego, kto koło niech przechodzi. Zatrzymuję się przy nich na dłuższą chwilę, podziwiam, fotografuję i tradycyjnie ładuję duszę niepoliczalną ilością leśnych endorfin.

Cały czas światło z cieniem grają pierwsze skrzypce w budowaniu nastroju wycieczki. Jak się później okaże – tak będzie do samego końca wyprawy, a więc prawie do wieczora. Życie wydobywa się z sosen, które jest cudem. Mam je na wyciągnięcie dłoni i to dosłownie, ponieważ rośnie ono mniej więcej na wysokości 2 metrów.

Wchodzę w coraz większy trans leśnego natchnienia. Im wolniej wędruję, tym więcej widzę, słyszę i czuję. Co to znaczy być w lesie? To znaczy stać się jego częścią, wtopić się w rytm zielonego serca, które bije światłem i wiatrem, drzewami, ich korzeniami i koronami, wszelkim ptactwem śpiewającym, fruwającym, skrzeczącym. Ujrzeć jednocześnie sowę na wysokim drzewie w dziupli i setki mrówek pracujących w leśnym runie. 

Dostrzec pająka przemierzającego na źdźble trawy i motyla fruwającego nad kwitnącym kwiatem. Bzyczącego groźnie trzmiela i sarnę czającą się w wysokiej trawie. Borsuka wchodzącego do nory, zająca kicającego wartko, dzika szarżującego w pobliżu błotnistej polany, śpiewającego rudzika i stukającego dzięcioła  – leśnego perkusisty. 

Być w lesie to też beztrosko dać się odurzyć zapachami kwitnących drzewek i krzaków oraz dostrzec ich harmonię, piękno i dobro. Co chwilę goszczą jakiegoś owada w swojej gospodzie. To pszczoła zanurkuje, to trzmiel zaglądnie, a czasami zwykła mucha siądzie i do dzisiaj niektórzy się głowią, czy mucha dla zapachu tu przyleciała czy też ze zmęczenia przycupnęła? 

W lesie tyle się dzieje, ciągle coś lata, skacze, skrzypi, dudni, śpiewa, trze, szeleści, stuka, puka, a nawet szczeka, np. sarna, bo ujrzała człowieka. Drzewa szumią własnymi siłami, poruszone wiatrami, a teraz szumią głośniej – bo z liśćmi, choć wiele z nich jest jeszcze łysych po zimie, śpieszą się by wziąć udział w orkiestrze zielonej krainy.

Na dnie lasu to dopiero się dzieje. Czy to koniki morskie? Nie, to nie ta epoka, nie te dzieje, że morze panuje w leśnym świecie i dziwne stworzenia tu zawlecze. Ale co się tak kłania, przegina, wygina, zakręca i podwija? Toż to paproć, co na jesieni podgrzybka i prawdziwka często w swym wnętrzu przed grzybiarzem skrywa.

Jaka ona teraz drobna, mała i niewinna, za kilka tygodni rozwinie skrzydła, a czasami wyrośnie tak okazale, że wysokością swych liści i łodygi czubek głowy człowieka muśnie, a ten nerwowo ręką od twarzy ją odsunie bo myśli, że to jakieś owady chcą mu wejść za koszulę.

Paprocie rodzą się z ziemi wśród zielonej trawy, a wszystko dzieje się na tle brzozowej, czarnobiałej, duchowej strawy. Cuda przede mną coraz większe, przecież co roku tak się dzieje na wiosnę. Niby wszystko podobnie, ale ten kto las od wielu lat obserwuje, natychmiast się zorientuje, że w każdym roku, las swą niepowtarzalność inaczej ukazuje. 

Te paprocie i brzozowy lasek to jedna z komór bijącego serca tych lasów. Skrzętnie skrywa swoje tajemnice, uchyla ich rąbka nielicznym, a jeszcze mniej licznych obdarowuje bogactwem grzybowych skarbów. To nie miliony dolarów, sztabek złota, czy giełdowych akcji. Tu nie znajdziesz tych ludzkich wynalazków i spekulacji.

Znajdziesz coś znacznie głębszego, ponadczasowego, miliony razy wartościowszego, chociaż dla wielu spaczonych ludzkich umysłów i charakterów, wartości te są bliskie zeru. Takie czasy nastały, w którym człowiek pieniądza z Bogiem miejscami zamienił i modli się do czarcich portfeli, patrząc, jakby tu zwiększyć ich grubość i swój udział.

PIERWSZE PRZEBUDZENIE

Kilometry mijają, godziny w leśnej głuszy uciekają. Wiosna tak mną zakręciła, że aż powieki obciążyła. Las zmorzył mnie, ukołysał, zapachami nasycił, przygotował duszę do dalszej wędrówki, a ciało do odpoczynku. Ale nie tak planowałem rozpoczęcie Tour De Las & Grzyb. Owszem, wszystko idzie zgodnie z planem, czyli ja planuję, a las modyfikuje ten plan po całości, niemniej o śnie nie było mowy.

Las mądrością przyrody karmi świat, zaufałem mu bezgranicznie, jak chce bym pospał to sobie wygodnie gdzieś kucnę, pościelę kołdrę z igliwia, zaszyję w cichy kąt pod brzozowym baldachimem i usnę. Las wie, kiedy mnie obudzić. Jak sen przedłuży się tak, że nie zdążę wrócić na pociąg to spędzę tu noc całą, może trochę zmarznę, zgodnie z zasadą: “cierp ciało, jak się spać w lesie zachciało”. ;)) Zasnąłem…

Nie wiem ile spałem, ale tak na filmie wyglądało przebudzenie, które nazwałem “pierwszym”, ponieważ później zasnąłem po raz drugi:

https://drive.google.com/drive/folders/16SZWTZCrBqfhDxRCge0g4nfHIn-q6lgX

Obudził mnie wiosenny wiatr, ciepły promień Słońca rzucony na twarz, brzozowych liści szum. Przeciągnąłem się – trochę tu, trochę tam, na lewo i prawo, pokręciłem głową, ujrzałem błękit nieba, gałązki drzew, w pobliżu słychać ptaków śpiew. Z wrażenia usiadłem, po chwili wstałem.

Wiosna rozpoczyna nucić kołysankę zbudowaną z leśnych nut. To widzę i słyszę naprawdę, chociaż wygląda i brzmi jak cud. Zielenią mieni się las. Leśnych czarów i magii nadszedł czas. Minęło już tyle lat, odkąd zacząłem poznawać lasów Bukowiny świat.

Wyruszam w drogę po wspaniałą, leśną przygodę. Wiosenny las to kryształ zieleni, który w swej czystości Słońcem się mieni. Faluje uczuciami, meandruje zapachami, czaruje i zaklina leśnymi melodiami.

Złoto wylewa się trawami, srebro błyszczy fragmentami, cud życia wiosną zwany, koi najgłębsze rany. Strumień piękna olśniewa nie tylko momentami, teraz co chwilę płynie barwnymi kaskadami. W zadumie, medytacji i spokoju, odnajduję istotę leśnej harmonii.

Ten las od zawsze jest dla mnie jak ojciec, matka, siostra i brat. Tli się w nim niepojęte piękno i głębia. Nie wszędzie się ukazują, nie każdy je zobaczy i doświadczy. To odwieczna tajemnica tego lasu, której cząstkę odkryłem. Nie potrafię pisać o nim obiektywnie. Nawet nie chcę, bo wszystko zepsuję.

To właśnie jest ta cząstka, która płynie wiosennym bogactwem, tańczy po krawędzi czasu i wiatru, kąpie się w Słońcu i ucieka w nocy. Jest posłańcem nieskończoności, źródła prawdy życia i śmierci, które nigdy nie wysycha. 

Takich miejsc pozostało niewiele. Jest w nich coś ponad zwykłym lasem gospodarczym. Skrywają się w nich pachnące, dorodne grzyby, czas płynie inaczej, zwykłe wędrowanie staje się baśnią, całość promienieje dobrą energią, którą po prostu się czuje i ładuje zmysły, ile tylko są w stanie pomieścić.

Teraz, kiedy wiosna weszła w swym majestacie do komnat tego lasu, kiedy zieleń mieni się barwami Edenu, kiedy nowe życie rozpycha się trawami, paprociami, pąkami, kwiatami, kiedy coraz więcej fruwa wszelkich owadów, kiedy leśne ptaki nucą wiosenne kołysanki, świat ten jawi się jako wehikuł w inny wymiar i przestrzeń, gdzie marzenia się spełniają. Człowiek jest tak uskrzydlony tym wszystkim, że ma wrażenie jakby leciał wbrew grawitacji i przemieszczał się jak dobre duchy tego lasu – bezszelestnie nad  ziemią.

W tym szczególnie uroczystym dniu, kiedy wiatry północy co chwilę podrywały się do tańca, miały miejsce też momenty całkowitej ciszy. Taką właśnie trafiłem po przebudzeniu. Poczułem wyraźniej ciepło wiosny, ale przede wszystkim je ujrzałem w każdym skrawku lasu.

Jagodniki też przybrały wiosenny strój, za kilka tygodni dojrzeje na nich tysiące granatowych owoców. Będą symbolem rozpoczęcia się astronomicznego lata. Z uwagi na swoją wrażliwość pojawiają się w najcieplejszym momencie roku, aby uniknąć przymrozków. 

Szedłem bardzo powoli, być może nawet ślimak by mnie wyprzedził. Trans trwał na całego. Tak jest w tym lesie, przekonałem się o tym wiele razy, zarówno w zimie, jak i podczas barwnej jesieni, na wiosnę i w trakcie trwania upalnego lata.

Zatraciłem się na całego, ale wciąż brnąłem głębiej, bo wiem, że gdzieś tam w środku, w najskrytszych zakamarkach bukowińskiej krainy leśnej otrzymam jeszcze jeden dar od przyrody. Nie zdradzę co to jest, bo i tak nikt mi nie uwierzy. 

Nie oznacza to, że jestem jakimś wybrańcem, który uważa się, że jest ponad czymś, czy też ponad kimś. Nic z tego, jestem przeciętniakiem, jak większość ludzi. Tylko to ten las jest taki, że człowiek pozytywnie w nim wariuje. W tym szaleństwie zapisana jest stara i wielka prawda o pra-człowieku, który kochał i szanował lasy, w przeciwieństwie do wielu współczesnych społeczności.

Ujrzałem też pierwsze grzyby, jeszcze nie prawdziwki, ani kozaki czy maślaki, ale ujrzałem. Jeżeli dobra wilgotność utrzyma się i za bardzo nie przygrzeje upałem to kto wie, co się może wydarzyć w najbliższym czasie? Grzyb nie pyta nikogo o zdanie, tylko wychodzi wtedy, kiedy mu pasuje.

ZŁOTO KAPIE Z BUKÓW

Z początkiem maja, młode buki są pełne wigoru, drzewnej werwy i charyzmatycznej barwy. Szybciej wypuszczają liście niż matuzalemy bukowej familii. Często rosną przy drogach na wysokości od kilkudziesięciu centymetrów przy ziemi do kilku metrów.

Jeżeli na młode listki, które teraz są jadalne i smaczne, padają pod odpowiednim kątem promienie słoneczne, zamieniają się one w “złoto”, które nie chce skapnąć, za to świeci się na młodych pędach i kołysze na wietrze.

Gdzieś w dalszej perspektywie prześwituje jeszcze szarość zeszłorocznych liści, które zbutwiałe leżą na ściółce, martwe, szorstkie i nie przypominające złota. Kontrast mamy tu znaczny. Nawet w takim niewielkim wymiarze lasu widać, jak żywioły życia i śmierci nieustannie się przenikają.

Pewnie na takie “złoto” każdy jubiler machnął by ręką i odszedł, a ja – wlepiłem swój wzrok i nie mogłem go oderwać, chociaż las delikatnie mi szeptał, że czas ucieka, a do przejścia i zobaczenia jest jeszcze wiele zakątków.

Trudno, jak mam zdążyć z powrotem na pociąg to zdążę, jak mam nie zdążyć to nie zdążę, przed zapadnięciem zmroku mam jeszcze jeden skład. Najwyżej nim pojadę. Nigdzie mi się nie śpieszy, a później będę żałował, że nie zatrzymałem się gdzieś na dłużej, nie zaglądnąłem tu i tam, itd.

Dlatego jeszcze kilka minut patrzyłem, podziwiałem i fotografowałem, bo wiem, że za tydzień, dwa, złoto zmieni swą barwę, rozmiar, intensywność, moc światła. A później będzie trzeba cały rok czekać na złotą ceremonią młodych buków w maju.

Ponownie i raptownie zachciało mi się spać. Co tym razem chce mi przekazać las? Czym zaskoczy, jak zauroczy? Zanim postanowiłem ponownie się położyć, obejrzałem następne krzewinki borówki. Kwitną i mają się dobrze, ale czy sezon jagodowy wystartuje tuż po połowie czerwca, czy raczej na początku lipca? 

Pamiętam takie sezony, w których na Jana nie było jagód dzbana, tylko prawie 2 tygodnie później. Tak było w 1997 roku. Wtedy też kwiecień był zimny. Niewykluczone, że w tym roku sytuacja się powtórzy, tym bardziej, że dłuższego i trwalszego ocieplenia w prognozach pogody nie widać. Dwu-trzydniowe okresy ciepłej pogody, nadal mają się przeplatać z ochłodzeniami i to dość znacznymi oraz kilkudniowymi.

DRUGIE PRZEBUDZENIE

Wzmógł się wiatr, niebo pociemniało, ale na burzę i deszcz na razie się nie zanosiło. Zrobiło się dosyć chłodno. Na dnie lasu znalazłem przytulne miejsce i ponownie zasnąłem…

Teraz chyba spałem krócej, przynajmniej tak mi się wydawało. Chociaż las, w którym zasnąłem przypomina w znacznym stopniu ten pierwszy, gdzie zasnąłem po raz pierwszy, zgoła inaczej wyglądał po przebudzeniu:

https://drive.google.com/drive/folders/1du1GSl30auYEtOsuOnhhqMjkptCEbcWe

Roztańczone sosny, porywy wiatru oraz gra światła i cienia towarzyszyły mi podczas całej kompozycji wygrywanej przez las. To był drugi, kompletnie zaczarowany trans. Melodia ta sama, a wszystko odkryłem na nowo. Ten las także należy do tych najznamienitszych, rozpościerających się na bukowińskich ziemiach. 

Po przejściu przez głębię lasu zacząłem chodzić za wiosennymi krajobrazami po skrajach lasów, polach i łąkach, które na tych terenach są wspaniałe. Pieczołowicie rozglądałem się, czy gdzieś nie rośnie pierwszy kozak, borowik, kurka lub maślak. 

Nie rósł, ale grzybiarz tak ma, że jak jest ciepło i wilgotno to nie potrafi powstrzymać prostej głowy na karku i co trochę kieruje ją na dół, na lewo i prawo, wypatrując, czy aby coś nie kluje się ze ściółki. Nie należę do wyjątków i poddaję się tej przypadłości po całości. ;))

Zatrzymuję wiele wiosennych krajobrazów w obiektywie. Wiosna oznacza początek nowej drogi, czystość, krystaliczność i niewinność. Zanim wszystko zarośnie latem, pociemnieje i obficie pokryje baldachimem liści, przez najbliższy miesiąc wiosna będzie błyszczeć właśnie tą niewinnością i idealną przejrzystością.

Można spotkać jeszcze takie miejsca, w których szorstkie echo zimy i wyschniętych badyli stopniowo pokrywa pierwsza zieleń. Osobliwe to, ciepłe, skłaniające do przemyśleń. Z takich obrazów przyrody wiele da się wyczytać.

Zaczynam się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego, nad moim miejscem na świecie? Dlaczego akurat tu jestem, skąd pochodzę i dokąd zmierzam? Filozoficzne pytania, trudne do odpowiedzi, a wręcz niemożliwe. To przecież tylko leśny spacer nawiedzonej duszy, zachłyśniętej przyrodą i tymi lasami. A może jednak to coś więcej?

Przez te 34 lata włóczęgostwa po tych lasach przeżyłem niejedno, trudno wytłumaczalne w sposób racjonalny zdarzenie?, stan?, wydarzenie?, ciężko mi nawet to nazwać, a co dopiero opisać. Gdybym nie spotkał podobnie czujących ludzi, pewnie zamilkłbym z obawy przed nazwaniem mnie nieszkodliwym szaleńcem lub istotą, której poplątały się zmysły. 

Jednak mam odwagę o tym pisać, ponieważ niezwykłe stany świadomości i duchowości czuło na tych terenach co najmniej kilka osób – moich mistrzów, którzy już odeszli z tego świata i którzy uczyli mnie sztuki wyszukiwania grzybów i patrzenia na las oraz otaczającą przyrodę.

Różnili się znacznie charakterem, wykształceniem, pochodzeniem i poglądami. Jednak każdy z nich mówił mi to samo, kiedy opowiadał o Bukowinie, Twardogórze czy Międzyborzu, czyli Sycowskim Trio. Jak zaczynali rozmawiać o bukowińskich klimatach to iskry wybuchały im w oczach.

Każdy miał mnóstwo do powiedzenia, każdy dostawał nadludzkich sił na samą myśl o wycieczce w te rejony, a kiedy jechaliśmy już pociągiem do Bukowiny to zagryzali wargi, bo nie mogli się doczekać, kiedy wyparują jak torpeda do lasu. 

Bardzo szybko “zaraziłem” się grzybowo-leśnym “wirusem”, a jedyną na niego szczepionką jest regularna wizyta w lesie. Skutki wirusa są wówczas niewielkie, ponadto, zainfekowany organizm nie stwarza niebezpieczeństwa dla ogółu. ;))

TĘSKNOTA

Kiedyś obiecałem sobie, że będę jak najmniej wracał do przeszłości i skupiał się na pisaniu w relacjach z bukowińskich wypraw na temat danej wyprawy. Z perspektywy rozpoczęcia kolejnego sezonu wiem, że to bardzo trudne, a w moim przypadku raczej niewykonalne.  

Trudniejsze, zwłaszcza w wyprawie inaugurującej nowy sezon grzybowy, kiedy w pamięci mam te wszystkie minione, cudowne lata, najbardziej 90-te, kiedy jako kilkunastoletni dzieciak słuchałem i uczyłem się od mistrzów leśnego kodeksu etyki, czułości, szacunku i godności, aby szczerze zrozumieć, czym jest las. 

Nieraz mam wrażenie, że któryś z tych mistrzów idzie obok mnie, milczy i nie wymagam od niego, żeby coś przemówił, gdyż dla istoty duchowej bez ciała to trudne zadanie. Poza tym, w ciele, czy w duchu, w lesie zawsze rozumieliśmy się bez słów. W takich momentach wraca tęsknota za starymi czasami, chociaż wiem, że to może bez sensu, może nikomu niepotrzebne, ale czy każdy z nas nie lubi czasami powspominać dawne dzieje i czasy? Jeden z filmów, który nakręciłem nazwałem “Tęsknotą”. Wydobywa się ona z głębi lasu i jest echem minionych lat…

https://drive.google.com/drive/folders/1bz4vpkJFT7n_LM_Ep6ea7-Gyp0E4ZPom

Teraz przemierzam te tereny w samotności, czasami towarzyszą mi najbliżsi, jednak większość wypraw to wędrówki samotnika. Leśne zwierzęta żyją swoim życiem, cieszą się z wiosny i rozpoczęcia czasu obfitości pokarmu i ciepła. Wychodzą na łąki i pola, skubią świeżą trawę, tylko czasami uciekają, kiedy dostrzegą człowieka lub inne w ich oczach zagrożenie.

Okazjonalnie udaje mi się do nich podejść bliżej. Wiem, że często czają się tuż przy drodze. Mają na oku to, co się na niej dzieje, ale nie ujawniają się, chyba, że chcą przejść na drugą stronę drogi. Wówczas ja czaję się w ukryciu, zazwyczaj za jakimś drzewem i wtedy mam możliwość zrobienia im kilku zdjęć.

Tajemnice zwierząt są nie mniejsze niż tajemnice samego lasu. Czy sarna, daniel lub jeleń przeżywają – podobnie jak niektórzy ludzie – niezwykłe przeobrażenie się lasu z zimowego, bezlistnego snu w wiosenne orzeźwienie zieleni? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Jednak na pewno coś odczuwają, myślą i przeżywają. Na swój zwierzęcy sposób. 

Wystarczyło kilka minut mocniejszej operacji słonecznej i już jaszczurki wygrzewają się w trawie, na kamieniach lub w piachu. Na widok człowieka różnie reagują. Najczęściej uciekają, ale są też takie, które nieruchomieją i przyglądają się. Czasami przechylą głowę, czasami mrugną powiekami. Ta ze zdjęcia zrobiła jedno i drugie.

Tymczasem na wiosennych kwiatach spoczął motyl. Symbol leśnej gracji i elegancji. Nie potrafi zebrać nektaru tak po prostu, sztampowo, mechanicznie. Motyle tańczą nad każdym kwiatem. Rozkładają skrzydła, wachlują całym ciałem, kierują tułów raz w górę, raz w dół. Przy tym robią to z baletową lekkością i charyzmą.

Rzadko nieruchomieją. Najczęściej wiercą się i co chwilę zmieniają pozycję. Nieraz trzeba się samemu dużo nakręcić wokół motyla, żeby go jakoś sensownie sfotografować. Trzeba też zachować odpowiedni dystans, bo motyle są czujne i szybko odfruną, jak im coś nie gra w otoczeniu.

Ponownie znajduję pierwsze grzyby, z których najbardziej zaskakuje mnie piestrzenica kasztanowata. W tym roku, z racji opóźnienia w wegetacji, grzyby marcowo-kwietniowe można jeszcze znaleźć w maju, a piestrzenica do nich należy. Wyrosła przy leśnej drodze w bukowych, zeszłorocznych liściach, ale w pobliżu rosną sosny i to z nimi piestrzenica mikoryzuje.

W niewielkim skupisku rosło kilka owocników tego grzyba. Jeden z nich już się rozkładał. Piestrzenica to niebezpieczny grzyb, oficjalnie uznany za trującego, chociaż do dzisiaj można spotkać grzybiarzy, którzy po dłuższej obróbce termicznej spożywają przysłowiowe “babie uszy”. Ja ich nigdy nie jadłem i nie włączę do mojej listy gatunków konsumpcyjnych.

KRÓL BAGIEN

Podczas wyprawy inaugurującej Tour De Las & Grzyb 2021 nie obeszło się też smutnych momentów. Jednym z nich było wycięcie starodrzewia i samosiejek wokół dębu Króla Bagien, którego opisałem w cyklu pereł dendroflory Wzgórz Twardogórskich 2016. Sam dąb został pomnikiem przyrody, jednak wokół drzewa teren przypomina przejazd kilku czołgów.

Obszar ten jest podmokły, po obfitszych opadach tworzą się rozlewiska, rowy wypełniają się wodą, a życie leśne tryska w pełni. Było tu momentami tak gęsto, że nawet w czasie bezchmurnych dni można było doświadczyć urokliwego półmroki i chłodu. Pierwszy raz szedłem przez “bagna” w 1988 roku. Teraz nie ma przez co iść…

Szkoda, że gospodarka leśna ingeruje w takie ostoje bioróżnorodności. Wokół rozciąga się mnóstwo klasycznych, gospodarczych lasów sosnowych, dlatego ten niewielki, ale cenny obszar można było zostawić w leśnym spokoju. Większość starych dębów, która tu rosła była na tyle w kiepskim stanie technicznym i zdrowotnym, że pożytku w przemyśle meblarskim niewiele przyniosą, podobnie jak samosiejki grabów, olch, osik i innych drzew.

Teraz Król został nagi. Po raz pierwszy podziwiałem jego sylwetkę z daleka. Do tej pory, szczelnie zasłaniały ją inne drzewa. Delikatność ściółki leśnej przestała istnieć, jest po prostu rozjechana w pył. Będę obserwować to leśne pobojowisko. Ciekawe, czy zostanie tu posadzony młody las, czy też powstanie spontaniczny ruch paproci, nawłoci, jeżyn, pokrzyw i trawy?

Lasy gospodarcze też mocno przecięto. Od kilku lat “idzie” wycinka od strony Międzyborza, ale w wydzieleniach, w których wycięto drzewa w pierwszej kolejności, rośnie już całkiem porządny, nowy las gospodarczy. Ubogi biologicznie z plantacyjnym charakterem, ale rośnie. Tutaj pozyskanie drewna było jakieś bardziej normalne, nie rozwalono tak ściółki i terenu jak w pobliżu Króla Bagien.

Gleby są tu liche, głównie piaszczyste, dlatego najlepiej radzą sobie na nich sosny i brzozy. Kiedyś zbierałem w tym miejscu grzyby i jagody, teraz mogę się opalać. Leśnicy dbają o jak największą różnorodność usług oferowanych dla społeczeństwa przez Lasy Państwowe. ;))

Zastanawiałem się nad szkodami widocznymi w młodym odnowieniu. Część drzewek uschła, jakby je coś dopadło. Czy zima była za ostra, czy jakiś szkodnik się do nich dobrał, czy też ktoś coś na nie wylał? Dziwnie to wygląda, szkoda młodych sosen i pracy tych, co je sadzili. ;((

Niestety, to nie była jedyna z przykrych niespodzianek jakie czekały na mnie podczas wycieczki i których autorem nie był oczywiście las, a ludzka podłość, głupota, prostactwo i brak kultury.

ŚMIECI

To śmieci w pobliżu przydrożnych rowów w okolicach wsi Klonów. W zeszłym roku jeden z nich całkowicie posprzątałem. W “nagrodę” przybyło w nim jeszcze więcej śmieci… Bardzo trudno mi coś napisać o zastanych widokach bez użycia czarnego patosu spod znaku podwórkowego, czy więziennego rynsztoku.

Nawet stara, sztuczna choinka wylądowała w lesie. Zapewne katolicka rodzina, która modliła się podczas świąt do Jezuska w żłobie, składała sobie życzenia i opychała mięsiwem, kompletnie zapomniała biblijne słowa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”, więc przypominam tylko, że BRACIA MNIEJSI TO TAKŻE LEŚNE STWORZENIA, KTÓRE TERAZ TRUJĄ SIĘ WYRZUCONYM SYFEM przez pokolenie “jaśniepaństwo” Pana Chama!!!

Śmieciarze to zmora polskich lasów. Takie widoki napływają na portale społecznościowe każdego dnia ze wszystkich regionów kraju. Jeden posprząta, drugi, trzeci i czwarty zaśmieci. Śmieciarze są jak Hydra lernejska –  potwór z greckiej mitologii. W miejsce oczyszczenia danego terenu ze śmieci (ucięcia śmieciowego łba), szybko powstaje (odrasta) kilka nowych, dzikich wysypisk (łbów). Brakuje mi słów!!!

KILKA MINUT GNIEWU 

Nagle niebo pociemniało, zaczął wiać silniejszy wiatr, zrobiło się wręcz zimno, a w oddali usłyszałem grzmot. Chyba zbyt negatywna energia się we mnie nazbierała przez te śmieci i las postanowił ją oczyścić. Była to klasyczna, krótkotrwała (może maksymalnie 10 minut) burza, a nawet rzekłbym, że “burzątko”, ponieważ chmura ta była bardzo mała.

Sieknęło deszczem przez kilka minut i zrobiło się cicho, spokojnie oraz chłodno. Emocje zostały wyciszone, nie zmienię świata, nawyków śmieciarzy, którzy w nosie mają moje słowa. Mogę jedynie o tym napisać, prosić o nie śmiecenie i posprzątać dany kawałek lasu.

Burza zniknęła gdzieś nad lasami, może jeszcze ze trzy razy zamruczała niezbyt głośnymi grzmotami, ale pozostawiła po sobie wilgoć, trochę zasiliła leśne kałuże, natomiast w powietrzu uniosły się najcudowniejsze zapachy wiosny. Wyjąłem więc aparat i wyruszyłam nadal.

Słońce nie mogło się zdecydować – wyjść zza chmur czy nie wyjść? Chyba dostrzegło mój błagalny wzrok i w końcu oświetliło z całą mocą napite lasy. Ponownie wiosenna magia rozpoczęła grać pierwsze skrzypce, wiolonczelę, trąbkę i perkusję.

Gniew praktycznie mi przeszedł, ale w głębi duszy mam ogromny żal, że ludzie potrafią tak niszczyć i zaśmiecać najwspanialsze miejsce w przyrodzie, którymi są lasy. Udałem się na tereny, gdzie ludzie rzadko docierają, dlatego jest w nich znacznie czyściej.

Tutaj panuje leśny “śmietnik” składający się z obumarłych konarów, rozkładających się pniaków, malowniczych grzybów, chaotycznie porozrzucanego, wszelakiego materiału leśnego. Radość jest wielka z powodu oglądania takich widoków i tylko takie “śmieci” chciałbym w lesie znajdować. Pomarzyć można…

Odwiedzam jednego ze starych przyjaciół – “Potargany” dąb szypułkowy. Zbyt wiele nie zmienił się od zeszłej jesieni, kiedy ostatnio go odwiedziłem. Co mu się odłamało to się odłamało, co miało pozostać to pozostało. Najważniejsze, że pąki mu nabrzmiewają, co zwiastuje rozwój ulistnienia w najbliższych tygodniach.

Teraz przemierzałem przez – jak ja to mówię – leśny kalejdoskop. Co chwilę następuje zmiana wystroju Leśnej Świątyni. Od borów sosnowych po częściowo zalane olsy, zagajniki przy skraju, dębiny, buczyny, stawy, oczka wodne i wiele innych.

Ziemia mocno wilgotna, młoda trawa rośnie w niej żwawo, aż prosiło się, żeby wystawał z niej jakiś kozak lub borowik. Pomimo, że przeszedłem przez bardzo dobre miejscówki grzybowe, żadnego nie znalazłem. To byłoby coś. W dniu znalezienia piestrzenicy odnotowałbym też znalezienie rurkowca. Jednak to marzenie nie spełniło się.

Przechodzę przez miejsca, gdzie często spotykam dziki. Zaszyły się gdzieś dalej i głębiej, bo znalazłem tylko liczne ślady ich buszowania. Ruszyła u nich akcja pędraki, larwy, robaki, poczwarki i inne przysmaki, które znajdują się tuż pod ściółką. 

Kolejna droga, którą przemierzam, chociaż wolałem tę starą, zarastającą, niedostępną dla samochodów i quadów. Tak było do 2014 roku, później wycięto długi pas lasu i ułożono “autostradę”. Trochę zarosła po bokach, lepiej wygląda niż w roku jej otwarcia, ale i tak to miejsce jest znacznie uboższe w leśny klimat niż było kiedyś.

JAKI BĘDZIE SEZON GRZYBOWY 2021?

Oto jest pytanie. Sezon 2020 roku wniósł do historii kolejny raz nieprzewidywalność świata grzybów. Najpierw mieliśmy super wysyp na początku września, który okazał się spóźnionym wysypem letnim. W górach był to już drugi wysyp. Niestety, w znacznej części był on też robaczywy, co irytowało i zniechęcało do zbiorów, zwłaszcza prawdziwków.

Następnie przyszły praktycznie 3 tygodnie letniej, suchej i ciepłej pogody, które wyraźną kreską bezgrzybia oddzieliły wysyp letni od – mającego się uformować – wysypu jesiennego. Pod koniec września przeszły porządne opady deszczu, a październik na dobre rozszalał się z opadami.

Z trzonów jako pierwsze wystartowały kanie, natomiast inne gatunki były jak zaklęte – kluły się kluły i wykluć nie mogły. Minęła połowa października, a rurkowce wciąż były niezdecydowane. Grzyby zaskoczyły dopiero w okolicach 20-24 października, ale też nie wszędzie.

Jeszcze większe poplątanie z pomieszaniem nastąpiło w Borach Dolnośląskich, gdzie przed połową października zbierano już pokaźne ilości gąsek zielonek, tym samym wieszczono rychły koniec sezonu, którego praktycznie nie było. Jednak po 20 października to właśnie tam doszło do największego grzybnięcia podgrzybków, prawdziwków, borowików sosnowych, maślaków i innych gatunków grzybów.

Gdyby wówczas przyszły silne przymrozki to zamiotłyby sezon raz dwa. Na szczęście noce były w przewadze pochmurne i ciepłe, bez przymrozków. To pozwoliło zbierać grzyby prawie przez cały listopad. Co by nie pisać, zeszłoroczny, jesienny wysyp grzybów był dziwny, irytująco opóźniający się i w końcu dający mnóstwo radochy (pełnych koszy grzybów).

Jak będzie w tym roku? Tradycyjnie odpowiem – nie mam pojęcia. ;)) Jednak pokuszę się o moją wizję na nadchodzący sezon. Według mnie, pierwsze grzyby pokażą się na przełomie maja/czerwca, najbardziej prawdopodobne, że na terenach górskich. Pierwsze powinny wykluć się borowiki ceglastopore. 

Jeżeli korzystne warunki dla rozwoju grzybów będą się utrzymywać – na co wskazują prognozy pogody – to na terenach nizinnych też coś się pokaże, zwłaszcza w pierwszej połowie czerwca. Lipiec będzie prawdopodobnie okresem zbyt wysokich temperatur i o grzybach będzie można jedynie pomarzyć z zastrzeżeniem, że tereny górskie mogą stanowić grzybowy wyjątek na bezgrzybnym niżu.

Sierpień dla odmiany będzie chłodniejszy niż zwykle i bardziej wilgotny i to w nim nastąpi pierwszy letni wysyp grzybów, także na nizinach. Natomiast jesienny wysyp uformuje się po połowie września i będzie trwał około miesiąca. Jego intensywność będzie na dobrym poziomie.

Nie zdziwiłbym się, jak będzie na odwrót, gdyż tak naprawdę nikt nie wie, jak ułoży się pogoda, opady i temperatury w następnych miesiącach. ;)) No i jeszcze jakie zdanie będzie mieć grzybnia, bo to ona podejmuje ostateczną decyzję o kluciu się owocników.

Z mojej strony na pewno nie zabraknie w miarę regularnych wypraw do lasu i relacji, oczywiście pod koniec sierpnia lub na początku września (w zależności od sytuacji grzybowej) będę publikować tygodniowe, dolnośląskie komentarze grzybowe, które całkiem nieźle obrazują sytuację grzybową na Dolnym Śląsku.

Póki co trzeba trochę jeszcze poczekać, chociaż w różnych częściach kraju są już pierwsze doniesienia o pojawiających się maślakach zwyczajnych. Dlatego trzeba śledzić wpisy i doniesienia grzybiarzy, aby wiedzieć, kiedy również w naszym regionie zaczną wychodzić pierwsze kapeluszniki. Trzeba dodać, że najlepszym weryfikatorem grzybności jest nasza osobista wizyta w lesie, ponieważ – czy grzyby są czy nie – od lasu zawsze dostajemy znacznie więcej. :))

Moja wybitnie uduchowiona wycieczka pomału zbliżała się do końca. Zatrzymałem się na dłuższą chwilę przy potężnym drzewie. To dąb szypułkowy “Polny Wódz”, który jeszcze jest bez liści. Trzy lata temu po rekordowo ciepłym kwietniu, w drugim tygodniu maja był już całkowicie ulistniony, podobnie jak wiele innych bukowińskich dębów.

Część jego potężnej sylwetki odbiła się w kałuży. Natychmiast uwieczniłem to na zdjęciu. Pomimo, że do stacji miałem już rzut beretem, pozostało mi jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia, zanim uroczyście zakończę wyprawę na stacyjce.

To brzozowy lasek, który rośnie po prawej stronie od stacji. Tam wiosna mości się po całości. Intensywna, soczysta zieleń na tle korowiny brzózek tworzą obraz sielanki doskonałej. Tuż obok łąki, pola i stacja. To także jest  magiczne miejsce, ponieważ Bukowina to magiczna kraina, co potwierdziłem na tym filmiku:

https://drive.google.com/drive/folders/122MMk458Cfr5AAZ3i7hbqaJ9W5CVSDcH

Po całodniowej wyprawie, w końcu spocząłem na stacji. Okazało się, że pociąg jest o godzinę opóźniony, miałem zatem czas, aby spokojnie pomyśleć nad tym, co dzisiaj widziałem, czułem i słyszałem. Postanowiłem telefonicznie podzielić się pierwszymi, leśnymi wrażeniami z kolegą Krzyśkiem, który z niecierpliwością czekał na bukowińskie informacje.

Czasu było dużo, a więc zacząłem oglądać klona srebrzystego Bukowianina – wszechpotężnego władcy stacji i unikatowe drzewo w skali naszego województwa. Coraz bardziej rozpasa się na nim jemioła. Z roku na rok przybywa jej stanowisk w koronie kultowego drzewa.

Jemiołę można usunąć, dobry arborysta potrafi wykonać ten zabieg perfekcyjnie, bez szkody dla drzewa. Jednak to nie jemioła jest największym kłopotem drzewa. Ze zgrozą, smutkiem i zażenowaniem odkryłem głębokie odwierty w szyi korzeniowej drzewa.

Jest ich 7. Podobne odwierty w liczbę trzech stwierdziłem w szyi korzeniowej u sąsiadującej z klonem lipy. Tak zabija się drzewa, nawiercając otwory i wlewając w nie zabójcze substancje. Drzewo transportuje truciznę po swoim organizmie i w mękach kona, usycha i umiera. Napiszę o tym wszystkim w odrębnym artykule. Czy ktoś będzie miał odwagę przyznać się do tego aktu barbarzyństwa? Raczej nie. Moja wiara w ludzi po raz kolejny została potraktowana siekierą, maczetą i wiertłem… Kto to zrobił i dlaczego? 

Mimo wszystko Darz Grzyb! Życzę udanego sezonu dla spokojnych grzybiarzy i wszystkim prawdziwym miłośnikom przyrody, lasów i grzybów.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • wojek //14 Maj 2021

    Witam serdecznie Towarzysza Pawła:)
    Coś tutaj jest bardzo podejrzane:) Paweł czy Ty w moich myślach czytasz? Siedzę ja sobie dzisiaj na RODOS, chłodny wieczór i tak sobie myślę przydałby się jakiś meldunek z Bukowiny. Mokro jak cholera a nóż się jakiś kapelusznik wykluł chociaż wilgoci wprawdzie dość ale temperatury raczej niskie. Wracam do domu, włączam kompa i …. mówisz i masz:) Co do grzybów chyba trzeba się uzbroić w cierpliwość i poczekać na cieplejsze dni a już na pewno noce. Ale sam las wiosną, czy jest coś piękniejszego? Chyba tylko las latem, jesienią lub zimą:) (niepotrzebne skreślić).
    Paweł pozwól, że nie skomentuję Twoich doniesień na temat śmieciarzy. Może takim typkom się wydaje, że wywalą syf do lasu a ktoś będzie po nich sprzątał. Bez komentarza. Jak również Twojego przerażającego odkrycia – jeśli ktoś faktycznie chce doprowadzić do obumarcia drzewa. Musiałbym tutaj użyć delikatnie mówiąc niecenzuralnych słów, zresztą nie ma chyba właściwych określeń na takie zachowanie, a na pewno wiesz co myślę o takim zachowaniu. Kimś takim powinien zająć się prokurator. Nie, pozwól że tutaj skończę bo nie chcę a nawet tutaj nie mogę przeklinać!
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Darz Grzyb Przyjacielu:)

    • Paweł Lenart //21 Maj 2021

      To, co się dzieje teraz w przyrodzie to majstersztyk, wkrótce ponownie zawitam w Bukowinie. Co do śmieciarzy – pominę wątek, żeby się nie denerwować, dobrze wiemy o co chodzi. Co do klona Bukowianina na stacji – sprawa jest nagłośniona i poruszona (także na policji). Nie wiadomo, czy drzewo zostało już otrute czy nie. Jak będę w Bukowinie to je obejrzą pod kątem przebiegu wegetacji i rozwoju aparatu asymilacyjnego.
      Pozdrawiam. 😉

  • krzysiek z lasu //14 Maj 2021

    Cześć Paweł
    To co napisałeś i pokazałeś na filmach to po prostu MAGIA…!!!
    Magia lasu…
    Ale to co z klonem z bukowińskiej stacji, najdelikatniej to ujmując – MEGA WKURWIENIE !!!
    Mimo wszystko, niech MOC, znaczy LAS będzie z nami !

    • Paweł Lenart //21 Maj 2021

      Jak to się mówi Krzysiek – byłem niesiony natchnieniem lasu. 😉
      O klonie na razie przemilczę, ale to co napisałeś to dobre określenie na zaistniałą sytuację…
      Darz Grzyb!