facebooktwitteryoutube
Aktualności - 12 Cze, 2017
- 2 komentarze
Sytuacja grzybowa w dolnośląskich lasach przed długim weekendem.

Czerwiec jak na razie raczy nas bardzo zmienną pogodą. Dni ciepłe, przeplatają się z chłodniejszymi. W międzyczasie przechodzą deszcze. To wszystko powoduje, że rośnie ciekawość grzybiarzy, czy aby w ściółce coś piszczy? Czerwiec jest miesiącem, w którym – przy wystąpieniu odpowiednich warunków pogodowych, można liczyć co najmniej na kilka gatunków grzybów kapeluszowych, tak wytęsknionych po wielu zimowych i bezgrzybnych w kapeluszniki z rurkami pod spodem miesiącach.

Wkrótce rozpocznie się sezon jagodowy. Pierwsze, dojrzałe owoce już można spotkać. Nadal mam sporą niepewność, co do tego, jaki będzie ten sezon. Zielonych jagód widzę mało. Czyżby sezon zapowiadał się słabo? Im bliżej lipca, tym jagodowe karty zostaną mocniej wyłożone przez las. Może jest tam jakiś as w runie? ;)) Na razie trzeba spokojnie poczekać, aby to, co nie wymarzło, dojrzało. A co z grzybami? Te zaczęły się pojawiać, ale bardzo punktowo i nieregularnie.

Można spotkać dogorywające owocniki żółciaków siarkowych, chociaż pewnie są takie miejsca, gdzie rosną jeszcze młode (i najlepsze w tej fazie do konsumpcji) owocniki. Mnie jednak interesuje inny asortyment. Podczas wczorajszej wycieczki znalazłem pierwsze kurki, borowiki usiatkowane, borowiki ceglastopore i podgrzybki złotawe. Za to zaskoczył mnie kompletny brak koźlarzy pomarańczowożółtych, które okazjonalnie znajdowałem w maju.

Zanim trafiłem na miejscówki z grzybami, kilka godzin powłóczyłem się po lesie i pomału traciłem nadzieję, że znajdę coś jadalnego. Od biedy można było wziąć muchomora czerwieniejącego lub sflaczałego gołąbka, ale tych gatunków nie zbieram. Dla kompletnych desperatów, którzy z powodu braku jadalnych grzybów rurkowych, postanowili o zakończeniu żywota, las oferował m.in. maślankę wiązkową. Na szczęście, ja nie zaliczam się do tej „elitarnej” grupy, zatem maślanka została tylko „zjedzona” przez aparat fotograficzny. ;))

Z braku grzybów, zawsze można nakarmić duszę, oczy, uszy i ciało widokami, których las ma ofercie miliony. Czerwcowa zieleń jest nieco ciemniejsza od tej majowej. Dzięki temu w mocniej zarośniętych miejscach, mamy obecnie półmrok, nadający leśnemu światu element dzikości i jakże dostojnego piękna.

Drobna zwierzyna nie próżnuje. Wiewiórka, którą udało mi się sfotografować z daleka, za nic miała moje usilne starania o zrobienie jej chociaż jednej, porządnej fotki z bliska. Tuż przed naciśnięciem spustu migawki, sprytnie przechodziła na drugą stronę drzewa. I tak w kółko. Odpuściłem sobie ponieważ to ruchliwe i sprytne zwierzątko wyraźnie bawiło się ze mną w chowanego. ;)) Później popatrzyła na mnie przez chwilę z góry i zaszyła się w leśnej gęstwinie wśród starych dębów.

Podczas gorących dni (ale nie tylko) polecam pospacerować po sosnowych borach. Ilość aromatów, wydzielanych przez żywiczne sosenki, działają niezwykle korzystnie dla naszych zmysłów i dróg oddechowych. Ponieważ dzień wcześniej nad lasami padał deszcz, to zapachy leśne jeszcze bardziej się zintensyfikowały. To jest dla mnie jeden z tzw. naturalnych dopalaczy. ;)) Człowiek nic lepszego nie wymyśli. Ok. Miało być o grzybach, a ja znowu jadę „bocznym” torem. Dobrze, że się jeszcze nie wykoleiłem. ;))

Patrząc na doniesienia z grzybowych relacji na Dolnym Śląsku, podstawowy wniosek jest taki. Tej, części ciała, w której plecy swą szlachetną nazwę tracą nie urywa. ;)) Generalnie więcej powodów do grzybowego zadowolenia mają tradycyjnie grzybiarze z Przedgórza Sudeckiego i terenów górzystych. W części nizinnej mamy obecnie bardzo punktowe wypryski, na które można trafić, znając sprawdzone od lat miejscówki lub na fuksa. Pomimo w miarę regularnych opadów, cały czas jest ich za mało, aby pobudziły więcej takich punktów.

Wilgotniej jest tylko na glebach żyźniejszych, wapiennych, gliniastych, mniej przepuszczalnych itp. Na piachach jest tradycyjnie sucho. O jednej sprawie nie możemy zapominać. Mamy obecnie jedne z najdłuższych dni w roku i bardzo mocną operację słoneczną. Nawet po solidnym deszczu, słoneczne ciepło, wspomagane wiatrem bardzo szybko osusza ściółkę. Grzyby kapeluszowe nie przepadają za takim scenariuszem, chociaż przy wystarczającej wilgoci, tu i ówdzie wychylają łebki. ;)) Jednak co jesień to jesień. Chociaż w przeszłości bywały takie okresy „jesiennych” dni w czerwcu lub w lipcu, które przyczyniały się do masowych wysypów.

Inaczej jest z pieprznikami, czyli kurkami. Te potrafią dać całkiem niezłe wysypy, nawet w takich średnich warunkach. Aby tylko wilgoci było w normie. Kurki to jedne z najsmaczniejszych i najbardziej aromatycznych grzybów. Są też prawie zawsze zdrowe. Prawie wynika stąd, że czasami znajdowałem na niektórych egzemplarzach takiego dużego, żółtego robaka. Jajecznica z kurkami lub sos to rarytas z najwyższej półki. Kurki zaczęły wychodzić i – mając miejsca – można ruszyć na ich poszukiwanie.

Z grzybami rurkowymi jest nieco inna sprawa. Nawet, gdy się pojawiają to należy pamiętać o tym, że nie tylko my się nimi zajadami. Robaki – tak jak grzybiarze – czekają na swoją kolejkę. Borowiki usiatkowane przodują w zaczerwieniu letnich grzybów rurkowych. Z ceglasiami jest lepsza sytuacja, ale i one mogą zostać zdziesiątkowane przez larwy. Wyjątki od tej reguły się zdarzają. Tak jak od każdej zresztą. ;)) Zaskoczył mnie całkowity brak koźlarzy pomarańczowożółtych. Ten gatunek jest sprawdzony w przypadku „letnich dylematów larwalnych”. ;))

Nie znalazłem ani jednego leśnego krawca, chociaż odwiedziłem kilka dobrych miejscówek na ten gatunek. Niemniej, pierwsze ceglasie i boletusy usiatkowane oraz leśny drób (Piejo Kury Piejo!) ;)) ucieszyły mnie niezmiernie! Nie rozwodząc się już, słów kilka, o możliwych scenariuszach. W tym tygodniu mamy dostać kolejne porcje opadów deszczu, a – według prognoz – pod koniec tygodnia zrobi się chłodno i bardzo deszczowo. Przy takiej opcji, częstsze odwiedzanie lasów to warunek konieczny.

Ważne jest, aby te opady były wielogodzinne (40-50 mm deszczu rozłożonych na 15-20 godzin to marzenie). Jako ostrożny optymista, nie cieszę się na zapas, bo już nie raz tak bywało, że zarówno deszczowo, jak i grzybowo rozchodziło się nam kościach. Nie oznacza to, że na razie wstrzymuję się z leśnymi wojażami. Wręcz przeciwnie. Podczas długiego weekendu co najmniej jedna wizyta w zagajnikach to podstawa! Moja relacja w wersji mini z niedzielnego wypadu jest też na portalu Marka Snowarskiego www.grzyby.pl Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • Eligiusz Zakrzewski //12 Cze 2017

    Oj, jak Ty potrafisz kusić. Kusicielu jeden. 🙂

    • Paweł Lenart //14 Cze 2017

      Już taki jestem grzybowy drań. 😉 😉
      Pozdrawiam! 😉