facebooktwitteryoutube
Aktualności - 16 Paź, 2017
- 2 komentarze
Sytuacja grzybowa na Wzgórzach Twardogórskich i poksawerniane oględziny lasu.

Sobota, 14 października 2017 roku. Tym razem wycieczka w towarzystwie najbliższych, której celem był przede wszystkim spokojny spacer, relaks i chęć pokazania młodemu pokoleniu, że las to tak naprawdę jedna wielka układanka przyrodniczych puzzli, z których każda część to odrębny i fascynujący świat. Ponieważ wybrana przeze mnie trasa, specjalnie przebiegała obok niektórych pereł dendroflory Wzgórz Twardogórskich, z przyjemnością opowiedziałem o nich i pokazałem te unikatowe twory świata roślin.

Trasa dendrologiczna, częściowo przebiegała również przez miejscówki grzybowe, czyli mieliśmy też okazję zobaczyć, jak wygląda sytuacja z rozpoczętym już prawie miesiąc temu, jesiennym wysypem grzybów. Pogoda wyśmienita, chociaż przez większą część dnia dominowało zachmurzenie. Temperatura idealna. Nic, tylko łazić po lesie ile wlezie. ;)) Miałem jedną i uzasadnioną obawę, związaną z wycieczką, dlatego, że była to moja pierwsza wizyta na tych terenach po przejściu w dniu 5 października, „szaleńca wiatrowego” nazwanego Ksawerym.

O nim będzie dalej. Sytuacja grzybowa na Wzgórzach Twardogórskich ma się w miarę przyzwoicie, ale żeby nazbierać ładnych grzybów, trzeba się nieco natrudzić, pochodzić i trafić. Prawdziwki w zdecydowanym odwrocie. Dominują starsze egzemplarze, niektóre są już w stanie rozkładu lub kompletnie robaczywe i rozmiękczone. Pomimo tego, udało nam się znaleźć niezłą ilość (ponad 40) tych w dobrej formie. To jednak zasługa znajomości dobrych miejsc. Podgrzybków jest więcej i można trafić jeszcze na całkiem grzybne miejscówki.

Kluje się trochę koźlarzy o szarych odmianach kapeluszy i nieliczne koźlarze pomarańczowo-żółte. Można też znaleźć całkiem przyzwoite ilości podgrzybków zajączków. Z nimi to jest spora ciekawostka, bo nawet duże okazy, często są zdrowe, co w czasie ich letniego owocowania jest nie do pomyślenia. Obok prawdziwków, podgrzybków, koźlarzy, dominują jeszcze dwa, zasadnicze gatunki grzybów – czubajka kania i opieńka miodowa. Oba gatunki można jeszcze nazbierać w zadowalających ilościach.

Zapomniałbym o maślakach. Jest ich bardzo dużo, ale 95% tego, co jeszcze rośnie to robaczywe, zapocone i zaparzone kapciory. Wśród nich, czasami trafia się jakiś młody rodzynek. Ale raczej rzadko, sporadycznie, o tak mniej więcej co 400-500 metrów. ;)) Za to innych gatunków grzybów jest jeszcze bardzo dużo. Od muchomorów czerwonych, poprzez różnego rodzaju gąski, gąsówki, olszówki, czernidłaki kołpakowate, maślanki, hełmówki, zasłonaki, łuszczaki, purchawki, czasznice i wiele innych.

Pomimo, że podczas wycieczki zrobiłem mało (jak na mnie) zdjęć to nie darowałbym sobie, gdybym nie sfocił chociaż paru sztuk, parasolowatych kaniuszek. Mam kilka takich miejsca na łąkach, gdzie rosną wyjątkowo okazałe, mięsiste i grube egzemplarze tego gatunku. To dosyć żyzne łąki z lepszą glebą i przypuszczam, że stanowią one doskonałe warunki do wzrostu najbardziej jurnych kani. I co ważne – prawie zawsze, wszystkie są zdrowe.

Na fotkach obok widnieją dobre i bardzo nietrwałe grzyby jadalne – czernidłaki kołpakowate. Uwielbiają rosnąć przy drogach i na łąkach. Jadalne są tylko młode i twarde owocniki. Starsze, rozpływają się w atramentową maź i nadają się już tylko do sfotografowania. Czernidłaki, szczególnie w ciepłych dniach, bardzo szybko tracą jędrność. Chociaż znalezionych okazów w sobotę nie zerwaliśmy, to przyznaję, że kilka razy w życiu schrupałem czernidłaki z jajecznicą i smakowały mi bardzo.

Jednak piękny, kolorowy i niezwykły świat grzybów nie był w stanie przyćmić tego, co widzieliśmy często w lasach Wzgórz Twardogórskich. Jak wyżej wspomniałem i do czego nawiązuje tytuł dziesiejszego wpisu, wycieczka nasza była też tzw. „ksawernianym” przeglądem lasu pod kątem szkód spowodowanych przez głęboki i aktywny system niskiego ciśnienia, nazwanego orkanem Ksawery. Dodałbym, że wyjątkowo złośliwym.

Najbardziej ucierpiały piękne brzozy. Podczas wycieczki, doszliśmy do wniosku, że ten gatunek najmniej stawił opór furii żywiołu. Na szczęście w wyniku przejścia Ksawerego, nie ucierpiała „Guzowata” brzoza brodawkowata, będąca unikatem w skali krajowej. Odwiedziliśmy też m.in. dęba „Straszydło”, „Króla Bagien”, „Płomienną” sosnę zwyczajną, grupę dębów czerwonych wokół bajora i tzw. „Szachownicę” dębów czerwonych wraz z rosnącym obok dębem „Walczący z grawitacją”. Częściowo kamień spadł mi z serca, chociaż łzy same napływają do oczu kiedy patrzy się na takie widoki… ;((

Wiele drzew wywróciło się z korzeniami, niektóre zostały złamane na pół wiele metrów nad ziemią. Ksawery nie oszczędził też sporej ilości sosen. Z tego, co zauważyłem, były miejsca, gdzie podmuchy wiatru musiały być wyjątkowo mocne, jak i miejsca, gdzie przypuszczalnie wiało znacznie słabiej ponieważ praktycznie nie ucierpiało żadne drzewo. Ksawery okazał się naturalną i brutalną selekcją na chybił – trafił. Naprawdę niezmiernie mi jest szkoda tak wielu, pięknych drzew. ;((

Ksawery był niebezpieczny przede wszystkim dlatego, że intensywność zjawiska – w tym przypadku bardzo silnych podmuchów wiatru, przekraczających ponad 100 km/h – była rozciągnięta w czasie na około 4-5 godzin. O ile większość drzew stawiła opór pierwszym podmuchom, o tyle następne, wielokrotne uderzenia wiatru okazały się dla nich zabójcze. Przewracające się drzewa, często uszkadzały inne okazy, które wytrzymały napór wiatru.

Po kierunku leżących wywrotów, wyraźnie widać, że wiało z zachodu na wschód. Jedynym pocieszającym faktem w tym ponurym dla lasów wydarzeniu jest fakt, że wiatr uderzył późnym wieczorem i w nocy, kiedy w lasach już nikogo nie było. Strach pomyśleć, gdyby wiatr uderzył w sobotni poranek lub południe, kiedy w lesie było wielu grzybiarzy… Leśnicy będą teraz sprzątać wywroty i wiatrołomy, a las w wielu miejscach stanie się, a właściwie już się stał uboższy… ;((

To jedne ze zdjęć bardzo dosadnie ukazujących siłę żywiołu. Kilka rosnących obok siebie, młodych przedstawicieli topoli osiki. Drzewa rosnące w zwarciu i mocno trzymające się nawzajem poprzez systemy korzeniowe. Rosły prawie naprzeciwko dębu szypułkowego „Król Bagien”. Wiatr hurtem wywrócił wszystkie drzewa naraz… Niestety takie widoki w lasach Wzgórz Twardogórskich i nie tylko są teraz częste. Zdecydowanie zbyt częste. ;((

Chociaż wycieczka udała nam się wyśmienicie, widoki zmasakrowanych drzew przez Ksawerego, nie pozwoliły w pełni cieszyć się z obcowania z naturą. Na sam koniec, odwiedziliśmy jeszcze majestatycznego i jednego z najwspanialszych dębów, jakie w życiu odkryłem – „Polnego Wodza”. Wódz przetrwał potężne wietrzysko. Uff… Podobnie rzecz ma się z klonem srebrzystym „Bukowinian”, o którego bardzo się obawiałem.

Zanim wycieczka dobiegła końca i wsiedliśmy do pociągu, tradycyjnie pokręciłem się po bukowińskiej stacji, napstrykałem trochę zdjęć i po raz 3456 zadumałem się i zachłysnąłem widokiem małej stacyjki pośród pól, lasów i łąk… ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • krzysiek z lasu //17 Paź 2017

    No to dałeś mi do myślenia… Patrząc na te wspaniałe zdjęcia, tak mi bliskich miejsc mam dylemat: gdzie jutro jechać, w Bory czy do Bukowiny??? Jedno jest pewne, pojadę do LASU! 😉
    Pozdrawiam 🙂

    • Paweł Lenart //19 Paź 2017

      To jest sedno sprawy Krzysiek. Jechać do lasu. Resztę zrobi las. 😉