facebooktwitteryoutube
Aktualności - 25 Cze, 2017
- 8 komentarzy
Św. Jan – jagód (kosz) dzban. Omówienie sytuacji grzybowo-jagodowej na Wzgórzach Twardogórskich.

24 czerwca 2017 roku. Początek wakacji dla dzieciaków. Kiedyś też tak miałem. Co to były za czasy. Ponad dwa miesiące laby i spokoju od szkolnych obowiązków. Uwielbiałem ten okres, bo do lasu można było jeździć częściej niż tylko jeden raz w tygodniu. Końcówka czerwca zawsze kojarzyła mi się z początkiem zbiorów jagód. Od najmłodszych lat, uczony cierpliwości i determinacji, połknąłem jagodowego bakcyla na dobre. Bukowińskie lasy zawsze były pełne leśnych przysmaków. Ale jeździło się nie tylko do Bukowiny. Kiedyś eldorado jagodowe było też w Dobroszycach, Nikodemowie i Grabownie Wielkim. Często chodziliśmy z ojcem pod wioskę Miodary i tam zaszywaliśmy się na wiele godzin w jagodnikach, aby około godziny 18 wyjść z bólem krzyża i uciapanymi rękoma, ale też z wielkim zadowoleniem, kiedy kosz i wiadro były pełne jagód. ;))

Obecnie wakacji już nie mam, ale w wolnej chwili, nadal jeżdżę do lasu. A teraz zagadka. Co to jest? Pędzi 200 km na godzinę i od czasu do czasu wystawia język? Struś Pędziwiatr. Zagadka numer dwa: Biegnie bardzo szybko, kręci się jak tornado i co trochę wrzeszczy „ła, ła, ła”? Bajkowy Diabeł Tasmański. ;)) Wreszcie zagadka numer trzy – zachowuje się jak opisana wyżej parka, ale nie wrzeszczy i nie wystawia języka? To ja. ;)) Tak wyglądał wczoraj mój bardzo szybki obchód po grzybowych miejscówkach. Wszystko po to, aby jak najszybciej zaszyć się w jagodach i dać prawdę powiedzeniu: „Św. Jan – jagód dzban”.

Ale zacznijmy po kolei. Wilgotność w lasach. Jak na razie – w tym sezonie jest pod względem hydrologicznym lepiej niż w zeszłym roku, chociaż do stanu idealnego nieco brakuje. Tydzień temu solidnie popadało, ale mamy lato i bardzo długą operację słoneczną w ciągu dnia. Nawet znośne temperatury w przedziale 25-28 stopni C powodują bardzo szybkie przesuszenie wierzchnich warstw ściółki. Tak było w tym tygodniu. Kilka ciepłych dni spowodowało intensywne parowanie, co przełożyło się na szybki efekt podsuszenia i popękania rosnących grzybów i słabą wilgotność na piaszczystych stanowiskach.

Za to zaczęło przybywać coraz więcej gatunków gołąbków. Sama rodzina tych grzybów (Russula) obejmuje co najmniej 200 gatunków, z których część jest jadalna, część niejadalna lub trująca. Niemniej, gatunki jadalne, smażone na maśle lub pieczone na blaszce, smakują wybornie. Kiedyś zbierałem kilka gatunków gołąbków, obecnie nie zbieram ani jednego. Jeżeli grzybiarz dobrze orientuje się w gołąbkach to napotyka najczęściej na dwie trudności podczas ich zbioru. Gołąbki są bardzo kruche, przez co należy je bardzo ostrożnie transportować, oczywiście w twardym pojemniku, nie przygniatając ich innymi, cięższymi gatunkami grzybów.

Po drugie – gołąbki są delikatne i słodkie w smaku,co powoduje, że są one często bardzo robaczywe. Larwy owadów uwielbiają się nimi żywić. Wiele razy zdarzało mi się dotknąć z pozoru zdrowe okazy, które rozsypywały się w rękach. Obecnie traktuję gołąbki wyłącznie jako obiekty do fotografowania, chociaż nie wykluczam, że kiedyś skuszę się i usmażę kilka kapeluszy. Nastąpiłoby to zapewne podczas kompletnego braku przez cały sezon innych, ulubionych przez mnie gatunków grzybów.

Po sfotografowaniu kilku gatunków gołąbków, szybko dotarłem do tajnych miejscówek kozakowych, które w zeszłym tygodniu obdarowały mnie masywnymi i zdrowymi krawcami. Dzień wcześniej padał deszcz, co jeszcze bardziej podsycało moją wyobraźnię, chociaż wiadomym jest, że koźlarze nie wyrosną dzień po opadach, jeżeli wcześniej było bardzo sucho. Nadzieja ta wiązała się z tym, że deszcz mógł ujędrnić egzemplarze, które zaczęły się kluć kilka dni temu.

Kilka młodych i jędrnych sztuk znalazłem, jednak trzeba stwierdzić, że przeważały okazy średnie i większe. Z tych największych kilka zostało w lesie ponieważ były robaczywe w kapeluszach lub mocno objedzone przez ślimaki i żuki. Niemniej jeden z olbrzymów okazał się całkowicie zdrowy i wylądował w koszyku. Większość koźlarzy miała syndrom „gwiazdki”, czyli pęknięć na kapeluszach spowodowanych nadmiernym ciepłem. Krawce nie lubią temperatur powyżej 20 stopni C i to jeszcze przy pełnej operacji słonecznej. Owocniki szybko się przesuszają i pękają na kapeluszu.

Niektóre okazy były już na tyle sfatygowane, że oględziny od góry dawały jednoznaczny wniosek, iż nie należy ich w ogóle ruszać. Niech wysypują zarodniki. ;)) Najbardziej urodziwe krawce trafiły do obiektywu, z których część prezentuję w tym wpisie. Po drodze trafiłem też na pierwszego w tym sezonie borowika szlachetnego i to od razu w wersji XL. Po skórce kapelusza wyraźnie było widać, że jest „przypieczony” wysokimi temperaturami i że może mieć w środku towarzystwo. Nie myliłem się. Po przekrojeniu, ukazały się wydrążone solidne korytarze przez wypasione larwy.

Najważniejsze, że pierwszy Boletus edulis w sezonie został znaleziony i odnotowany. Trafiłem też na pierwszego podgrzybka brunatnego. Nieco starawy i podczerniały – także pozostał w lesie. Liczyłem na kurki – i pomimo przejścia przez kilka miejscówek kurkowych, tylko w jednej znalazłem dosłownie garstkę leśnego drobiu. Za to przechodząc przez wioskę widziałem dorodne, białe kurki i koguta obok wiejskiej zagrody. ;)) Wyglądały na zdrowe, ale za nic w świecie nie chciały trafić do mojego koszyka. ;))

Ostatnio mam szczęście do jeleni. Widziałem piękne stado, liczące siedem sztuk. Jednego udało mi się sfotografować. Patrzył przez moment na mnie swoim głębokim, przenikliwym wzrokiem. Na jednej z leśnych ścieżek wił się zaskroniec, który symulował atak i co chwilę syczał. Najwyraźniej nie spodobałem się mu. Po zrobieniu kilku fotek i nagraniu krótkiego filmiku, przestałem niepokoić tego niezwykłego i pożytecznego mieszkańca lasów.

Na ściółce leśnej znalazłem też jajko. Nie mam pojęcia, jaki gatunek był jego właścicielem. W stanie nienaruszonym przeze mnie, pozostało w lesie. Po 1,5-godzinnym pędzie, wreszcie osiadłem do końca wycieczki, około 2 kilometry od Goli Wielkiej, na dobre rozpoczynając okupację stanowisk jagodowych. Nie takie kwietniowo-majowe przymrozki straszne, jak się zdawało. Jagód jest całkiem sporo, chociaż miejsc, w którym można znaleźć duże owoce jest jeszcze mało. Wiele jagód dopiero dojrzewa.

Oceniając sytuację grzybową, subiektywnie stwierdzam, że w najbliższych dniach nie należy spodziewać się jakiegoś wysypu, czy pojawieniu się większej ilości grzybów. Koneserzy gołąbków będą zadowoleni, ale – jak napisałem – problemem jest i będzie duże zaczerwienie owocników. Prognozowane w przyszłym tygodniu upały, spowodują bardzo szybkie przesuszenie ściółki i „dobicie” tego, co już zaczyna się wykluwać. W sprawdzonych miejscówkach można liczyć na koźlarze pomarańczowożółte. Innych, jadalnych gatunków praktycznie nie ma. Nawet z muchomorami czerwieniejącymi jest słabo. Od kilku lat zauważyłem bardzo duży spadek smacznych piaskowców modrzaków, które kiedyś licznie występowały w letnich miesiącach.

Pozostają jagody. Te dopiero ruszają z wysypem i z każdym dniem powinno być coraz lepiej. W lasach widać już coraz więcej symptomów zbliżającego się lipca. Pojawiły się maliny i poziomki. Zaczynają kwitnąć jeżyny. Podczas wczorajszej wycieczki, nikogo nie spotkałem lesie. Ani miejscowych, ani przyjezdnych, ani też córki leśniczego. ;)) Za to można liczyć na komary, bąki i kleszcze. W mediach trąbi się, że kleszczy w tym roku jest bardzo dużo. Ja obstaję przy swojej teorii. Od 2003 roku na Wzgórzach Twardogórskich jest mnóstwo kleszczy i nie widzę jakiejś zasadniczej różnicy w ich ilości, porównując ten i zeszły rok.

W załączeniu do wpisu prezentuję 49 fotek – moim zdaniem – najciekawszych z wczorajszej wyprawy. Darz Grzyb i do zobaczenia w lesie! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • wojek //27 Cze 2017

    Darz Grzyb Paweł:)
    Pozwól, że zacznę od opisanie pewnej przygody z gołąbkami sprzed laty. Rzecz działa się w Ustce w 2001 roku. Był wrzesień pogoda ładna deszczowa, poszliśmy z żoną a jakże do lasu. Grzybów specjalnie nie było (jeśli nie liczyć właśnie gołąbków). Było w lesie wręcz kolorowo. Zielone, żółte, czerwone, a jakie tam chcesz. Z braku laku dobry kit. Nazbierałem całe wiaderko tych gołąbków. Wracamy do naszego ośrodka przez miasteczko (było ze 2 kilometry) i co? Co chwilkę ktoś mnie zaczepia i nie wróży mi zbyt długiego żywota po konsumpcji tych grzybów, w końcu przy chyba dziesiątym czy dwunastym osobniku straciłem cierpliwość – w końcu do licha ja się struję czy Ty?!!! Jakoś zjedliśmy gołąbki smażone na blasze z dodatkiem soli (pycha!) i nic… jakoś nie potruliśmy się:) Na marginesie gołąbki zbieram wyjątkowo i tylko okazyjnie. Co do grzybów. Paweł jest stanowczo za mało deszcu. Niby coś popada ale co z tego, skoro zaraz robi się upał i ta woda odparowuje nim zdąży coś grzybowego wyrosnąć. No ale i tak jest dużo lepiej niż rok temu a i prognozy nie są zbyt pesymistyczne. No zobaczymy:) Znaleziskiem jaja nie byłbym zdziwiony. Niewątpliwie zostało zgubione przez pterodaktyla, które w końcu licznie zamieszkują Wzgórza Twardogórskie a jakoś pod tą porę mają sezon lęgowy:) A i widzę przynajmniej na zdjęciach spacerujący całkiem ładny rosół:)
    No i jeszcze jagody. Muszę się wybrać na zbiór bo urlop mam planowany dopiero na połowę sierpnia i jagód może już nie być, znowu będę przeklinał bolące plecy, kolana, las jagody i świat z satelitami ale…. będę je zbierał:)
    Serdecznie pozdrawiam:)

  • wojek //27 Cze 2017

    Witaj Paweł:)
    Pozwól, że zacznę od opisanie pewnej przygody z gołąbkami sprzed laty. Rzecz działa się w Ustce w 2001 roku. Był wrzesień pogoda ładna deszczowa, poszliśmy z żoną a jakże do lasu. Grzybów specjalnie nie było (jeśli nie liczyć właśnie gołąbków). Było w lesie wręcz kolorowo. Zielone, żółte, czerwone, a jakie tam chcesz. Z braku laku dobry kit. Nazbierałem całe wiaderko tych gołąbków. Wracamy do naszego ośrodka przez miasteczko (było ze 2 kilometry) i co? Co chwilkę ktoś mnie zaczepia i nie wróży mi zbyt długiego żywota po konsumpcji tych grzybów, w końcu przy chyba dziesiątym czy dwunastym osobniku straciłem cierpliwość – w końcu do licha ja się struję czy Ty?!!! Jakoś zjedliśmy gołąbki smażone na blasze z dodatkiem soli (pycha!) i nic… jakoś nie potruliśmy się:) Na marginesie gołąbki zbieram wyjątkowo i tylko okazyjnie. Co do grzybów. Paweł jest stanowczo za mało deszcu. Niby coś popada ale co z tego, skoro zaraz robi się upał i ta woda odparowuje nim zdąży coś grzybowego wyrosnąć. No ale i tak jest dużo lepiej niż rok temu a i prognozy nie są zbyt pesymistyczne. No zobaczymy:) Znaleziskiem jaja nie byłbym zdziwiony. Niewątpliwie zostało zgubione przez pterodaktyla, które w końcu licznie zamieszkują Wzgórza Twardogórskie a jakoś pod tą porę mają sezon lęgowy:) A i widzę przynajmniej na zdjęciach spacerujący całkiem ładny rosół:)
    No i jeszcze jagody. Muszę się wybrać na zbiór bo urlop mam planowany dopiero na połowę sierpnia i jagód może już nie być, znowu będę przeklinał bolące plecy, kolana, las jagody i świat z satelitami ale…. będę je zbierał:)
    Serdecznie pozdrawiam:)

    • Paweł Lenart //28 Cze 2017

      Darz Grzyb! 😉
      Z gołąbkami miałem bardzo podobne zdarzenia. Jak miałem je na wierzchu kosza lub wiadra (zawsze kładłem je na górę, żeby się nie połamały), to przypadkowe osoby ostrzegały mnie przed zatruciem. Nieraz tłumaczyłem im, jakie to dokładnie gatunki, ale później odpuściłem sobie, bo niektórzy byli niereformowalni. 😉

      W sprawie deszczu – wczorajszy układ zrobił nam dużą niespodziankę. Początkowo modele wskazywały, że wszystko „wyleje” się nad Czechami, a tymczasem i u nas solidnie popadało. No i na razie nie ma zapowiadanego upału. 😉 Mam nadzieję, że w tym roku porządnie grzybnie nam już w sierpniu lub we wrześniu. ;))

      Co do pterodaktyla – dobrze, że nie spotkałem zdenerwowanej mamy, szukającej jajka… ;))

      Z jagodami mamy naprawdę duże szczęście. W wielu regionach wymarzły i jest cienko. U nas – z tego co widziałem i nazbierałem w sobotę, wnioskuję, że będzie dobry sezon.

      Pozdrawiam! 😉

  • krzysiek z lasu //28 Cze 2017

    Co tam pterodaktylka – gorzej jakby Cię dorwała tyranozauruska, połknęła by Cię razem z tym koszykiem jagód i stałbyś się tylko jej beknięciem ;)))
    A co do gołąbków, też ich nie zbieram z opisanych przez Ciebie powodów, po podróży pociągiem z Bukowiny do Wrocławia zostały by z nich tylko trociny, ale mam do nich wielki sentyment. Bywając jako nastolatek u rodziny w puszczy augustowskiej, czasami wychodziłem do lasu, który był tuż obok nazbierać ich na kolację. Były pyszne! 😉

    • Paweł Lenart //29 Cze 2017

      Hej Krzysiek! 😉
      Dobre! 😉 No tak, gdyby mnie połknęła to byłoby ze mną kiepsko. Na szczęście Lenart jej nie smakował i zostawiła go w spokoju. 😉
      Co do gołąbków – na pewno są wspaniałą ozdobą lasu i pokarmem dla wielu organizmów. Może i dobrze, że nie jesteśmy grzybiarzami, którzy konsumują wszelkie jadalne gatunki.
      Pozdrawiam! 😉

  • wojek //04 Lip 2017

    Witaj Paweł:)
    Cóż czytam. Na tyranozaury polujesz? Daj spokój jakoś ostatnimi czasy jest ich mało na Wzgórzach Twardogórskich,lepiej zapoluj na triceratopsy. Tych nie brakuje a jak zapewne wiesz dużo taki nie je domu dobrze pilnuje.etc.:)
    Serdecznie pozdrawiam:)

    • Paweł Lenart //04 Lip 2017

      Wszelkie „tyranozaury, triceratopsy” odpuściłem. Wolę „polować” na grzyby i drzewa. 😉
      Pozdrawiam. ;))

  • wojek //06 Lip 2017

    Witajcie Tow. Lenart
    Nie polujecie powiadacie, no niech by Wam było ale po co tłumaczyliście,u Mietka, że ta siatka jest pożyczona tylko na chwilkę, tylko nałowisz sobie trytonów i krakenów do akwarium w pobliskim stawie i zaraz ją zwrócisz:)
    Serdecznie pozdrawiam:)