facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 24 Lip, 2019
- 2 komentarze
Rogalin i Rogalinek – dębowe diamenty Wielkopolski.

Rogalin i Rogalinek – dębowe diamenty Wielkopolski.

Co to była za wyprawa! Zjednoczeni Przyjaciele Drzew z Sekcji Drzew Pomnikowych PTD i kilka osób spoza Sekcji, którzy przyjechali do Rogalina, aby podziwiać przyrodnicze diamenty Wielkopolski. Bardzo cieszę się, że mogłem uczestniczyć w tym wydarzeniu! Postaram się w miarę krótko (co u mnie oznacza z reguły długo) opisać dębowy szlak, którym w mistrzowski sposób poprowadził nas Pan Krzysztof Borkowski.

1. POCZĄTEK – DZIEŃ DOBRY

Na miejsce spotkania wybrano wejście główne do rogalińskiego parku, w pobliżu którego posadzono klona najgrubszego dębu Wielkopolski – słynnego i czcigodnego „Rusa”. Jak wielkie i drogie było to przedsięwzięcie, niech świadczy fakt, że za pieniądze, które wykonano ten skomplikowany eksperyment, można kupić dobrej klasy mercedesa. Na zdjęciu powyżej widać młodego „Ruska”, który niechaj rośnie ile sił w korzeniach i werwy w koronie!

Pan Krzysztof Borkowski przywitał „dębożądnych” ;)) wycieczkowiczów i przedstawił Kierownika Parku, Pana Piotra Wilanowskiego, który oprowadził nas po parku, przekazując jednocześnie wiele ciekawostek, informacji i fragmentów z historii tego wyjątkowego miejsca.

Nie wchodziliśmy do środka pałacu, ale jego majestat podziwialiśmy na zewnątrz. Zwiedzanie wnętrza budowli zajęłoby sporo czasu, a plan wycieczki obejmował przede wszystkim rogalińskie dęby, które rosną w założeniu parkowo-pałacowym i na nadwarciańskich łąkach między Rogalinem i Rogalinkiem.

Swoją obecnością podczas parkowej części wycieczki, zaszczycił nas dr Tomasz Bojarczuk z Instytutu Dendrologii Polskiej Akademii Nauk w Kórniku pod Poznaniem. Przybyli też m.in.: dr inż. Piotr Tyszko-Chmielowiec z Fundacji Eko-Rozwoju, lider programu „Drogi dla Natury”, Pracownia Przyrodnicza „Sosenka” ze Szczecina w skład której wchodzą bardzo pogodne, uśmiechnięte i przyjazne osoby, fachowo i profesjonalnie wykonujące swoje dendrologiczne rzemiosło, Pan Piotr Gach z Krakowa prowadzący internetowy Rejestr Drzew Pomnikowych i stronę „MojeDrzewa.pl”, a także bardzo zasłużony treehunter z Łodzi – Pan Andrzej Weber

Obchodząc park dookoła, natknęliśmy się na martwego kozioroga dębosza. Wziąłem go na rękę wyłącznie w celu pokazania innym uczestnikom wycieczki i oddałem z powrotem przyrodzie. To gatunek ściśle chroniony i należy pamiętać, że nie wolno zbierać tych owadów, nawet martwych.

Sam park sprawia przyzwoite wrażenie, ale mnie interesowały przede wszystkim ogromne dęby, na które „ostrzyłem” sobie aparat. Pogoda była dobra pod względem temperatury, jednak duże zachmurzenie komplikowało wykonanie dobrych zdjęć drzew.

W parku znajdują się punkty widokowe na nadwarciańskie łąki, które były naszym głównym celem po parkowo-pałacowej części wycieczki. Pan Piotr Wilanowski w ciekawy i zaangażowany sposób opowiadał nam o tajemnicach rogalińskiego parku i pałacu.

W parku znajdują się tabliczki informacyjne, ułatwiające odnalezienie poszczególnych obiektów i atrakcji turystycznych. Wycieczka kierowała się w stronę najsłynniejszych dębów w parku – „Lecha”, „Czecha” i „Rusa”.

Zanim doszliśmy do dębowych pradziadków, podziwialiśmy dębowe trio, tzw. „trzech braci mniejszych”, którzy także są wspaniałymi i dużymi drzewami. Można humorystycznie napisać, że to „Leszek”, „Czeszek”, i „Rusek”. ;))

2. DĄB Z KOZIOROGIEM

Po drodze, idąc do „Lecha”, „Czecha” i „Rusa”, kilka metrów od ścieżki rośnie ogromny dąb, którego trzeba było koniecznie dokładnie obejrzeć. Wspaniały olbrzym z wielgachnym pniem! Pięknie wyeksponowany do zdjęcia.

W 2011 roku jego obwód pierśnicowy pnia wynosił 642 cm. Kora na pniu jest gęsto podziurawiona przez larwy kozioroga dębosza, a na ziemi leży gruba warstwa wyrzuconych z jego wnętrza brunatnych trocin.

Wielką niespodzianką był żywy kozioróg dębosz, który odpoczywał sobie na masywnych napływach korzeniowych dębu. Radość była ogromna, że mogliśmy zobaczyć legendarnego kozioroga na własne oczy!

Chociaż przez kozioroga dużo dębów zakończyło swój żywot, a inne wkrótce „wykopyrtną”, zawsze lżej na sercu jest, jeżeli drzewo umiera z przyczyn naturalnych – w tym przypadku przez owada niż przez piłę lub beton…

Krzysztof z Pracowni Przyrodniczej „Sosenka” podziwiający kozioroga na pierwszej fotce, na drugiej razem z Panem Krzysztofem Borkowskim przygotowującym sprzęt do wykonania zdjęcia.

To zdjęcie jest mocarne! ;)) Ogromny dąb jak dąb, przy dębie Pan Piotr Gach – czyli chłop jak dąb, a w części odziomkowej kozioróg jak kozioróg (dla ułatwienia zaznaczyłem go w żółtym kółku). ;)) Na drugim zdjęciu Panowie – Piotr Gach i Andrzej Weber w akcji fotografowania kozioroga. ;))

3. „RUS” – NAJGRUBSZY DĄB WIELKOPOLSKI

Legendarny „Rus”. Najgrubszy dąb szypułkowy Wielkopolski. W 2011 roku miał on na wysokości 1,3 m nad ziemią 937 cm obwodu pierśnicowego pnia, co stawia go na piątym miejscu na liście najgrubszych polskich dębów.

Do drzewa nie można podchodzić ze zrozumiałych powodów, ale rośnie on na tyle blisko ścieżki spacerowej, że bez problemu można go dokładnie obejrzeć i sfotografować. Jeden z konarów jest podtrzymywany przez metalową podporę.

Majestatyczna baśniowość „Rusa” trochę zasłania potęgę jego braci po sąsiedzku, czyli „Lecha” i „Czecha”. O ile „Lech” jeszcze żyje, o tyle „Czech” już od wielu lat jest martwy, pomimo, że w 1928 roku w jego opisie wykonanym przez doświadczonego dendrologa, Antoniego Wróblewskiego, można przeczytać, że jest on najlepiej zachowanym, zdrowym i żywotnym okazem. Wtedy to „Lech” i „Rus” byli w dużo gorszej kondycji, a pomimo tego, to oni nadal żyją (źródło: „Rogalińskie Dęby” Krzysztof Borkowski 2011).

Nazwy dębów, imiona legendarnych słowiańskich braci, pojawiły się w okresie obchodów tysiąclecia państwa polskiego, wcześniej nazywano je Dębami Wyczółkowskiego. Dęby-Bracia rosną na rozległej polanie, około 400 m na północ od pałacu.

4. DUŻA ROBINIA

Idąc od trzech sławnych dębów, obejrzeliśmy okazałą robinię akacjową, której obwód pierśnicowy pnia przekracza 400 cm. Jak na sędziwe drzewo tego gatunku, wykazuje się ona dobrą kondycją zdrowotną.

5. DĄB EDWARDA

Zbliżaliśmy się do zejścia na nadwarciańskie łąki, gdzie podziwialiśmy kolejne, wyjątkowe drzewo. To potężny dąb szypułkowy „Edwarda”. W ten sposób uczczono kilku wybitnych przedstawicieli rogu Raczyńskich, którzy nosili to imię. Najbardziej zasłużonym dla Wielkopolski był Edward zwany „Pierwszym” (1786-1845) – polityk, mecenas kultury, filantrop.

Drzewo jest w dobrej kondycji zdrowotnej, ma ogromny, masywny pień i potężne konary, niemal pionowo skierowane do góry. Oglądany z dołu wydaje się jeszcze potężniejszy.

6. POLA, ŁĄKI I DĘBY. DIAMENTY ROGALINA I ROGALINKA

Dąb Edwarda zakończył pałacowo-parkowy etap wycieczki. Wyszliśmy na słynne, nadwarciańskie łąki starorzecza Warty, znajdujące się między Rogalinem a Rogalinkiem. Gdzie wzrokiem nie spojrzeć, można dostrzec ogromne, baśniowe dęby.

W swojej znakomitej publikacji  „Rogalińskie Dęby”, Pan Krzysztof Borkowski poświęcił jeden rozdział „Olbrzymom na łąkach”. Chyba każdy uczestnik wycieczki miał poczucie wyjątkowości tej wyprawy. 

Pan Piotr Gach podczas fotografowania dębu, którego połowa wygląda jak po ostrzale z karabinu maszynowego. W rzeczywistości to koziorogi dębosze urządziły sobie w nim zmasowaną akcję wiertniczą. Niektóre dęby mają tabliczki z napisem „Leśny Bank Genów”.

W okalających nadwarciańskie łąki terenach leśnych, także skrywają się ogromne dęby. To jeden z nich, z ogromnym „wybrzuszeniem” podstawy pnia. Guzy i narośle znacznie powiększają obwody pni starych dębów, ale i komplikują sprawę ich pomiaru…

Wyjątkowo osobliwe narośle na jednym z sędziwych dębów, przypominające mi łeb ryby głębinowej, ewentualnie agresywnej piranii. Wielka różnorodność kształtów, pokroju i sylwetki rogalińskich dębów jest zachwycająca!

Kolejny, osobliwy i oryginalnie ukształtowany dąb, z jednej strony „ostrzelany” przez kozioroga dębosza. Przy pniu stoi Pani Marta Mincel z Pracowni Przyrodniczej „Sosenka”.

Na pierwszym zdjęciu dąb opisany powyżej, na drugim wywrót osobnika, który jeszcze kilkanaście lat temu był mocno ulistniony i wydawał się być okazem zdrowia. Jak napisał w albumie Pan Krzysztof Borkowski„okazuje się, że nawet będąc w dobrej formie można dokonać żywota”.

W albumie o rogalińskich dębach napisane jest, że „w Wielkopolsce, oprócz Rogalina, znajduje się jeszcze kilka innych, większych skupisk starych dębów, między innymi w Antoninie, Santoku, Żegrowie i Kuźnicy Czarnkowskiej. Żadne z nich nie dorównuje rogalińskiemu, zarówno pod względem ilości pomnikowych okazów, jak i rozległości zajmowanego obszaru.

Nadwarciańskie łąki natomiast stanowią największy i krajobrazowo najcenniejszy jego fragment. Potężne, rozrzucone na otwartej przestrzeni drzewa stoją najczęściej w grupach, czasem samotnie, wśród licznych rozlewisk, i zachwycają o każdej porze dnia i roku, w słońcu i w deszczu, po burzy i we mgle.”

„Dęby występują liczne na obu brzegach Warty, ale najbardziej okazałe można znaleźć na jej prawym brzegu. W opisach dębów łąkowych pojawiają się lokalne nazwy łąk, m.in. Kąt, Wyspa, Dusztyk i Jastrząb, używane przez miejscową ludność, widniejące również na mapach tego terenu”.

Na pierwszym zdjęciu okazały dąb z bogatą i szeroką koroną, a obok uschnięty dąb bez korony. Na drugim zdjęciu Pan Krzysztof Borkowski, Pani Marta Mincel, dr inż. Piotr Tyszko-Chmielowiec i córka Pana Krzysztofa. ;))

Pan Krzysztof dużo opowiadał nam o rogalińskich dębach. Nie sposób nie zachwycić się tymi olbrzymami. My widzieliśmy je tylko przez kilka godzin, ale z wielką przyjemnością, chciałbym je zobaczyć podczas każdej pory roku i w różnych warunkach atmosferycznych.

Po lewej stronie kadr z „Edenu”. Tak go nazwałem. Jeżeli istnieje biblijny raj, to nie wyobrażam go sobie bez starych drzew! Wycieczka zbliżała się do kolejnej, bardzo wyjątkowej grupy nadwarciańskich dębów.

To grupa, którą Pan Krzysztof nazwał „Starobaśniową”, ponieważ pod koronami tych dębów, w 2002 roku Jerzy Hoffman nakręcał sceny do filmu „Stara baśń – kiedy słońce było bogiem”.

Urok i czar tych drzew „rzucił” się także na nas. Podziwialiśmy i fotografowaliśmy baśniowe drzewa, które szumią w koronach o dawnych dziejach, kiedy to wiodło im się lepiej.

„Sosence” dęby wpadły w oko i w obiektyw. ;)) Jeszcze zerkaliśmy na grupę „Starobaśniową”, fotografując ją z drugiej strony, a Pan Krzysztof opowiadał nam już o kolejnych Matuzalemach nadwarciańskich łąk.

Jeden w oddali – rozłożysty i potężny. Byliśmy blisko Warty i tu zachwyciliśmy się piękną grupą dębów rosnących wzdłuż rzeki, które w dużym stopniu przypominają słynne i piękne dęby z Doliny Baryczy. Na ten fakt zwrócił uwagę dr inż. Piotr Tyszko-Chmielowiec, który wraz z Fundacją Eko-Rozwoju, w dużym stopniu przyczynił się do budowania świadomości ekologicznej mieszkańców Doliny Baryczy i ochrony tych unikatowych terenów.

Miejsce wymarzone na relaks, odpoczynek i ukojenie duszy widokiem wspaniałych drzew. Na zdjęciu po prawej stronie Pan Krzysztof Borkowski z wnuczką pośród wiekowych i majestatycznych dębów.

Wycieczka obejmowała gównie łatwy i równy teren, ale trafiały się też jej etapy o zwiększonym stopniu trudności z uwagi na „zafalowania” terenu i roślinność „rzeczno-moczarową”. ;))

To jednak nie było dla nas przeszkodą, aby docierać do kolejnych, cudnych dębów nadwarciańskich łąk. Podziwiając rozłożystego osobnika, byliśmy w pobliżu jednego z najpotężniejszych dębów tych terenów.

Dotarliśmy do prawdziwego mocarza. Nie dokonaliśmy pomiaru, ale był to gigant o ponad 7-mio metrowym obwodzie pierśnicowym pnia. Pomimo swojej potęgi, rośnie z dala od głównych dróg i ścieżek, nieco maskując się.

To jednak nie wystarczyło, aby uchronić się przed jakimś przedstawicielem dwunożnych o móżdżku pra-osła, który wyrzucił w jego pobliżu zużytą papę asfaltową czy coś w tym rodzaju…

Po obejrzeniu wielkiego dębu, przyszedł czas na odpoczynek. Siedliśmy na łące, a Pan Krzysztof powiedział, że dla tych, którzy nie chcą siedzieć, w pobliżu kryje się kolejna dendrologiczna perełka tych terenów. W między czasie pstryknąłem okładkę albumu Pana Krzysztofa

Kapelusz także miał chwilę przerwy, wybierając wygodne miejsce na statywie. ;)) Pan Piotr Gach „łapał” coś w obiektyw, a Pan Andrzej Weber sprawdzał, ile jeszcze pomieści dębów na karcie pamięci. ;))

Po odpoczynku wycieczka ruszyła dalej. O niespodziance, którą obejrzeliśmy podczas przerwy napisałem niżej, w siódmym punkcie relacji. I następne, wspaniałe, wiekowe dęby.

Cały czas piszę praktycznie tylko o tym, co jest dobre i pozytywne, ale trzeba też zauważyć drugą, smutną stronę, a raczej smutny los rogalińskich dębów. Obszerniej opisałem to w punkcie ósmym. Wiele rogalińskich dębów zamiera, a proces ten w ostatnich latach wyraźnie przyśpieszył…

Przez całą wycieczkę nie miałem mokrej nawet końcówki butów, a szliśmy przez tereny, które częściowo powinny znajdować się pod wodą. Nawet Pan Krzysztof o tym wspomniał, mówiąc, że takiej suszy na tych terenach, jaka trwa z niewielkimi przerwami od zeszłego roku to w życiu nie doświadczył.

Poziom rzeki Warty znajduje się w strefie wód niskich i systematycznie opada. Prognozowane upały i dalszy, przewlekły brak opadów nie rokują dobrze dla nadwarciańskich dębów, mocno już osłabionych po zeszłorocznej suszy…

Wracając z łąk, podziwialiśmy piękną i poskręcaną na pniu jak sprężyna wierzbę. W oddali były też widoczne nasze wspaniałe, rodzime topole białe (zdjęcie poruszyłem, dlatego zamiast topól są dęby), które obwodami pni często „mierzą się” z samymi dębami.

Końcowy kadr z nadwarciańskich łąk oraz drzewko z żagwią – jedynym, napotkanym w tej suszy grzybem jadalnym, który oczywiście został na swoim miejscu.

Tak zakończyła się nadwarciańsko-dębowa część wycieczki, ale to nie był koniec dendrologicznych atrakcji. Pan Krzysztof przygotował nam jeszcze specjalny bonus za wytrwałość, opisany w punkcie dziewiątym.

7. WIERZBOWA AKCJA PACHNICA

W czasie przerwy i dla ochłonięcia emocji przed następnymi drzewami, Pan Krzysztof zaprowadził tych, co nie chcieli odpoczywać (ja oczywiście byłem w tej grupie) po ostrych trzcinach do niezwykłego miejsca. Na prawo patrz! Ośmio-metrowa w obwodzie pnia wierzba biała! Na lewo patrz! Niewiele mniejszy dąb szypułkowy!

Tak ogromnej wierzby białej na własne oczy jeszcze w życiu nie widziałem! Połamana, wypróchniała, z pniem wyglądającym jak kadłub samolotu po całkowitej dekompresji. A jednak żywa, walcząca i srebrzysto-olśniewająca, skrywająca w sobie niezwykłe, owadzie życie, które wypatrzył Krzysiek z Pracowni Przyrodniczej „Sosenka”.

Dorodna, będąca pod całkowitą ochroną pachnica dębowa. Krzysiek powiedział, że według jednego ze znanych profesorów-entomologów, pachnicę można spotkać najczęściej w dzień, kiedy temperatura powietrza wynosi około 24 stopni C, między godziną 14 a 16.

Spojrzeliśmy na zegarki. Było tuż po godzinie 14-stej. Zatem magiczna pora wybiła i pachnica zaszczyciła nas swoją obecnością. Po obejrzeniu jej i zrobieniu sesji zdjęciowej, wróciła w czeluści próchniejącej wierzby i tego niezwykłego, delikatnego i złożonego ekosystemu.

Zdjęcie pamiątkowe ludzi tworzących Pracownię Przyrodniczą „Sosenka” (zachęcam polubienie ich strony na FB) wraz z przyjaciółmi. Cieszę się, że tak młode osoby interesują się drzewami i przyrodą. Tak trzymajcie Przyjaciele!!! ;)) Przyjaciel drzew jest moim przyjacielem. ;))

Dr inż. Piotr Tyszko-Chmielowiec. Drzewa to Jego żywioł i siła napędowa do działania. Zwróćcie uwagę na ogrom wierzby (domu pachnicy) i dębu. Panie Piotrze – bardzo cieszę się, że był Pan z nami!

8. W DRAMATYCZNYM TONIE

Pogoda na nadwarciańskich łąkach była dobra do spaceru. Palące Słońce zakrywały chmury, ale jest coś za coś. Tym drugim „cosiem” było kiepskie oświetlenie, przez co ciężko było zrobić dobre zdjęcia dębowym władcom łąk. Kombinowałem z ustawieniami w aparacie i uważnie słuchałem Pana Krzysztofa.

Mówił nam o szybko zmieniającym się krajobrazie nadwarciańskich łąk. Przez ostatnie 10 lat – według Pana Krzysztofa, zamarło około 30% olbrzymów. Proces ten następuje niepokojąco szybko, a następców ich nie widać. Są oni niszczeni przez m.in. przez systematyczne wykaszanie łąk. Funkcja w aparacie Olympusa „w dramatycznym tonie”, jakby sama włączyła się, abym mógł wyraziściej w kilkunastu zdaniach pokazać i opisać dramat dziejący się na naszych oczach.

Postępujące wysychanie terenów Wielkopolski, coraz częstsze i dłuższe susze, częściowo też na pewno koziorogi dębosze, wypijają siły witalne rogalińskich dębów i powalają je w czeluści rozkładu. Nawet po śmierci drzewa nie zaznają spokoju, ponieważ są rozkradane…

A przecież to wielki spadek po Gospodarzach tych terenów, którzy kochali, dbali i opiekowali się rogalińskimi dębami. To dzięki Nim zawdzięczamy wciąż jeszcze wspaniałe okazy dębowych pradziadów. Jak napisał prof. Marek Ziółkowski: „Dęby rogalińskie to jednak znacznie więcej niż tylko potęga i piękno przyrody. Są one ważnym „miejscem pamięci”, pamięci o Raczyńskich – patriotycznej wielkopolskiej rodzinie tak zasłużonej w historii kraju i regionu, zwłaszcza w dobie zaborów, kiedy to na wiele sposobów – działalnością ekonomiczną, społeczną i kulturalną – podtrzymywali narodowego ducha.

Rogalin był w posiadaniu Raczyńskich tylko przez 171 lat, ale pozostawili tu po sobie niezatarte ślady. Wystarczy wspomnieć Kazimierza – budowniczego pałacu, Edwarda – fundatora wielkich dzieł, Edwarda Aleksandra – założyciela jednej z największych polskich galerii sztuki czy dwóch braci: Rogera – wojewodę i dyplomatę oraz Edwarda Bernarda – również dyplomatę i emigracyjnego Prezydenta Rzeczypospolitej.

Dziś ich dobra rodzinne, wraz z rosnącymi na nich dębami, mogą służyć całemu społeczeństwu. Rogalińskie dęby uznawane są za jedną z wizytówek Wielkopolski”. Niestety, mamy poczucie, że coś się kończy. Symbol pewnej epoki, piękna i unikatowości tych terenów…

Pan Krzysztof wypowiedział ponure słowa, że – być może za 20-30 lat, żywe dęby na nadwarciańskich łąkach pozostaną tylko na zdjęciach, filmach i obrazach… Oglądając cichy dramat rozgrywający się przed nami, trudno zaprzeczyć Jego słowom…

Dąb „Orzeł” po lewej stronie. Martwy i uschnięty, jeszcze niedawno żywy i pięknie zielony. Tymczasem łąki są nadal koszone, jakby specjalnie ludzie chcieli raz na zawsze zakończyć sagę wszechpotężnych dębów, w prymitywny sposób udowadniając, że to oni tu rządzą, a nie dęby…

„W dramatycznym tonie” umiera część naszej kultury, historii, patriotyczny dorobek rodziny Raczyńskich, którzy zostawili nam bezcenne dziedzictwo przyrodniczo-kulturowe i które trwonimy, niszczymy, mordujemy i zaprzepaszczamy.

Karmieni jesteśmy iluzją wzorowej ochrony dziedzictwa przyrodniczego kraju, tymczasem rogaliński dramat pokazuje nam, że nasze prawnuki zobaczą tu kiedyś łyse, rozległe łąki z palącym słońcem i wysuszoną glebą, na której będzie rosła trawa i inne, drobne rośliny, ale nie dostojne dęby.

Kolejny martwy dąb. Także usechł stosunkowo niedawno. Większość konarów i gałęzi jeszcze trzyma się pnia. Jak wspaniałe i potężne było to drzewo. Przez wieki sypało żołędziami, aby podtrzymać ciągłość życia królewskiego, dębowego rodu. Na nic się zdały jego starania…

Coraz częstsze widoki na nadwarciańskich łąkach. Martwe drzewa zaczynają dominować w krajobrazie. Gdyby była zachowana ciągłość gatunku z wieloma, potencjalnymi następcami usychających olbrzymów, te widoki nie byłyby tak ponure. Tymczasem uczucie nadciągającej pustki tli się tu coraz mocniej…

Coraz mniej liczne żywe dęby. W dramatycznym tonie, dębowe dziedzictwo tonie, a raczej wysycha z braku życiodajnej wody. Susza i umierające dęby. Widok przygnębiający i zatrważający…

Chciałbym kiedyś cofnąć te słowa. Chciałbym napisać – Lenart dramatyzował, mylił się, wyolbrzymiał problem pod wpływem chwili i towarzyszących jej emocji. Czy dane mi będzie kiedyś napisać, że nadwarciańskie łąki zarastają młodymi, silnymi następcami królów?

Żeby nie popaść w stan dendrologicznej depresji (nie wiem, czy to jest odpowiednie określenie), na koniec – chociaż w „dramatycznym tonie” sfotografowałem kilka żywych dębów, jako nadzieję, że ludzie wreszcie się opamiętają. Tu potrzeba natychmiastowej ingerencji Ministerstwa Środowiska i ludzi, którzy mają poczucie konieczności ratowania rogalińskich dębów i wykonania pracy, której efektem będzie młode pokolenie nadwarciańskich dębów szypułkowych.

Jeżeli w najbliższych latach stan bierności i dendro-wandalizmu nie zostanie natychmiast zahamowany, nadwarciańskie łąki pokryje smutna, sucha pustka, a dęby pozostaną tylko w sercach tych, co je pokochali…

Czy za kilkadziesiąt lat, takie zdjęcie z okolic Rogalina i Rogalinka będzie już tylko ciekawostką historyczną? ;((

9. POLNY KOLOS

Pod koniec wycieczki pojechaliśmy jeszcze do dwóch miejsc, gdzie można spotkać śródpolne dęby. Pierwsze miejsce ukazało nam dębowego króla na buraczanym polu. Jakże potężne to drzewo! Samotny strażnik dawnej epoki! Już z daleka nie było wątpliwości, że to gigant! Wyruszyliśmy wartko, aby obejrzeć z bliska przyrodniczy majstersztyk. KRÓL w letniej szacie. W zimie będzie nagi. ;)) 

Szybko zastosowałem funkcje zmiany kolorów i tła w aparacie, aby pokazać drzewo w różnej tonacji. To było całkowite dopełnienie wspaniałej wycieczki. Żeby nikt nie miał wątpliwości, że dęby to polscy królowie wśród drzew! ;))

Wielka, ziejąca dziupla, do której weszłoby wiele osób. Gigantyczny pień i olbrzymie konary! Nawet tylko dla niego warto tu przyjechać!

Na zdjęciu po lewej stronie, w „drzewo-dębo-wzięty” Lenart, na zdjęciu po prawej stronie Pan Andrzej Weber mierzący kolosa. Drzewo sprawia wrażenie będącego w dość dobrej kondycji, jednak procesy zamierania są na nim widoczne (m.in. odpadająca kora i „ześrutowanie” przez kozioroga dębosza). Nawet konar nad Andrzejem jest grubszy od człowieka!

Ciarki przechodzą, gdy patrzę do góry. Pozytywne ciarki. Niby zachwycamy się parametrami drzew. Grubością, wiekiem lub wysokością. Ale czy gdzieś wewnątrz nas, nie tli się tęsknota do czasów naszych pra-pra dziadków, kiedy to żyliśmy w harmonii wśród takich drzew?

Obecnie, na co dzień jesteśmy zabiegani, żyjemy przeważnie w miastach, nie mamy zbyt wiele czasu, aby usiąść pod starym drzewem. Aby codziennie móc przyjść na moment i porozmawiać z nim lub po prostu wyciszyć się i odpocząć w jego cieniu.

Może to stara część naszej świadomości, przekazywana z pokolenia na pokolenie, rozpaczliwie ściąga nasze myśli i ciało w pobliże drzew, bo wie, że bez drzew i kontaktu z przyrodą, zachorujemy i nie będziemy mogli zapanować nad sobą. Nasze dusze wpadną w obłęd, aż umrzemy w pustej, zimnej otchłani współczesnej cywilizacji.

Rozpoczynając pisanie relacji z wycieczki, obiecałem sobie, że postaram się jak najmniej rozważać i filozofować. Trochę wyszło, trochę nie za bardzo. Cały Lenart. Wybaczcie mi. ;))

Na koniec wizyty u „Strażnika”, w obiektyw uchwyciłem jeszcze „Sosenkę” na buraczanym polu. Serdecznie pozdrawiam Marta! ;))

10. CMENTARZYSKO

To już ostatnia część wycieczki, na którą nie wszyscy byli w stanie dotrzeć z uwagi na konieczność powrotu, odjazd pociągów/autobusów, itp. Ja dotrwałem do końca. Pan Krzysztof pokazał nam cmentarzysko kilku dębów śródpolnych, które jeszcze kilka lat temu były żywe.

Nie muszę pisać, jakie mieliśmy odczucia przy oglądaniu takich widoków. Tu także dębowi królowie odchodzą na zawsze… Uschnięte dęby są ogrodzone płotkami. Trochę to dziwna praktyka, ponieważ ogrodzenia stawia się zazwyczaj wokół żywych drzew. Ale nie mogę krytykować tego pomysłu, bo – być może – ma on swoje logiczne uzasadnienie, o którym nie wiem.

Do końca wycieczki pozostały już tylko minuty. Ostatnie słowa, zdjęcia, pożegnanie i życzenia szczęśliwego powrotu do domu. Pragnę Wszystkim uczestnikom podziękować za te kilka godzin, spędzonych we wspaniałej atmosferze, a przede wszystkim Panu Krzysztofowi Borkowskiemu, który pokazał nam we wspaniałym stylu, dębowe serce Wielkopolski – dendrologiczne diamenty Rogalina i Rogalinka.

Dziękuję też Panu Piotrowi Wilanowskiemu za pałacowo-parkową część wycieczki i Panu dr. Tomaszowi Bojarczukowi, z którym miałem zaszczyt zamienić kilka słów na temat drzew oczywiście. Serdeczne podziękowania kieruję do czołówki treehunterów w kraju – Pana Piotra Gacha i Andrzeja Webera oraz do przesympatycznej Pracowni Przyrodniczej „Sosenka”. Była to niezwykła wycieczka i bezcenna lekcja przyrody wśród królewskiego drzewostanu. Mam nadzieję, że spotkamy się ponownie w tym zacnym gronie jeszcze w tym roku. ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • krzysiek z lasu //25 Lip 2019

    Cześć Paweł
    Świetna relacja!
    Można poczuć się tak jakby się tam było… 😉
    Pozdrawiam

    • Paweł Lenart //26 Lip 2019

      Cześć Krzysiek!
      Serdeczne dzięki! To była absolutnie wyjątkowa wycieczka. Zresztą z Panem Krzysztofem Borkowskim wycieczki zawsze są z najwyższej, dendrologicznej półki. 😉
      Pozdrawiam w oczekiwaniu na deszcze, których nie widać…