facebooktwitteryoutube
Aktualności - 13 Lis, 2017
- 5 komentarzy
Pożegnanie z Kotliną.

Sobota, 11 listopada 2017 roku. 99. rocznica odzyskania przez Polskę Niepodległości. Ludzie najprzeróżniej obchodzą to Święto. Jedni idą na marsze, inni palą znicze pod pomnikami Bohaterów. Jeszcze inni, próbują coś ugrać dla siebie, włączając w to wszystko zakałę, zwaną polityką. Duża część społeczeństwa pozostaje też w mieszkaniach i domach bo nie każdemu się chce świętować lub też nie każdy może. To zrozumiałe. Ja już od wielu dni postanowiłem spędzić ten dzień w lesie. ;))

Chociaż było oficjalne zakończenie sezonu… Było, owszem, ale na Wzgórzach Twardogórskich. Pozostało jeszcze zakończyć sezon w górskiej części Dolnego Śląska. Plany snuły się już od kilku dni i w końcu padła data wycieczki – 11 listopada. Wyruszyłem z niezawodnym duetem w osobach Sylwii i Andrzeja do zaczarowanej Kotliny Kłodzkiej. Spokojnie, bez pośpiechu, zameldowaliśmy się w lesie po 9-tej rano. Po drodze cyknąłem kilka fotek z samochodu.

Śnieg z krupą śnieżną przywitały dwóch szaleńców i jedną Panią szaleńcową z Wrocławia. ;)) Obok nas przebiegali lekkoatleci, patrzący na nas i koszyki na grzyby nieco dziwnym wzrokiem. Ha! Gdyby widzieli nas na koniec wycieczki to już by im do śmiechu nie było. ;)) Zadymka śnieżno-krupowa trwała kilkanaście minut, po czym pogoda trochę się uspokoiła. Las wyglądał jakby był posypany cukrem pudrem. Był to „orkan Marcin”, czyli orkan, którego nie było. ;))

Przez te kilkanaście minut można było śmiało mówić o 11-listopadowej zadymce śnieżnej. Śnieg był lepki i mokry, także musiałem uważać na aparat, żeby za bardzo nie zmókł. Trzymałem go mocno za pazuchą, tylko momentami wystawiając, celem pstryknięcia jakiegoś kadru. Pierwszy powiew zimy, której na niżu jeszcze nie było, chociaż jest już coraz bliżej nas. Powiedz mi proszę, kto w takich warunkach idzie z koszem na grzyby? Wariaty? Świry? Szaleńcy?

A może nic z powyższego, tylko prawdziwi grzybiarze, którzy nie kończą sezonu, kiedy nie da rady nazbierać sto kilogramów grzybów. Wzięliśmy koszyki nie po to, aby za wszelką cenę coś nazbierać. Grzyby były drugorzędnym celem. Chodziło nam przede wszystkim o pożegnanie zaczarowanej Kotliny Kłodzkiej i podziękowanie jej za fenomenalny sezon grzybowy. A że Kotlina postanowiła nas na koniec obdarować skarbami to nie mogliśmy jej odmówić. ;))

Zaczęliśmy dreptać coraz głębiej. Przy drogach, sporadycznie trafiały się mleczaje świerkowe – większość jeszcze w przyzwoitym stanie. Andrzej – kierownik wycieczki zaprowadził nas na przepiękne lasy modrzewiowo-świerkowo-jodłowe. Ależ widoki! Głębokie mchy, dużo igliwia i gęsty, stary las. To mi już wystarczyło, aby ogłosić, że wycieczka jest wspaniała. Nie liczyły się grzyby, zimno, wiatr, tylko magiczne lasy, miejscami z ogromnymi drzewami.

Wypatrzyłem modrzewia, wysokiego chyba na 35 metrów, w pobliżu, niewiele niższa jodła. Z daleka przekomicznie to wyglądało. Andrzej z Sylwią, jak przystało na grzybiarzy, patrzyli w dół, szukając spokojnie grzybów, a ja z głową w chmurach, tj. w koronach drzew, jakbym wypatrywał hubiaków. ;)) Oczywiście aparat fotograficzny poszedł w ruch i Paweł przepadł. I tylko nieznajomość tych części lasów trzymała mnie w ryzach przed kompletnym odpłynięciem, bo wiedziałem, że jak zgubię moją drużynę to mogę wyjść 20 kilometrów dalej… A zmierzch szybko zapada i ponoć wilki po górach grasują… ;))

W końcu otrząsnąłem się z dendrologicznego transu i postanowiłem obejrzeć też las w runie. A tam… Hm… Wysypy pieprzników trąbkowych. Małe to grzybki, niepozorne, lekkie, delikatne i takie niezbyt przyciągające uwagę zbieraczy skarbów runa leśnego. A to ukryte rarytasy i pyszności w sosie, pierogach, zupie i suszu. Zaczęliśmy je zbierać na dobre i… 3 koszyki zostały zapełnione. Dla urozmaicenia kilkanaście (jak nie kilkadziesiąt) podgrzybków brunatnych (tych nadających się do zbioru bo sporo zostało w lesie w stanie agonalnym).

Kilka godzin w cudownych lasach upłynęło bardzo szybko, ale to nie był koniec atrakcji. Andrzej z Sylwią postanowili mnie zaprowadzić na punkt widokowy na Kamienną Górą (704 m n.p.m.). Warto było podjąć się tego TRUDU. Piszę z dużej litery ponieważ szlak tam prowadzący został tak zdewastowany przez pozyskiwanie i zrywkę drewna, że większość turystów, która miała „przyjemność” po nim przejść, z pewnością będzie go omijać szerokim łukiem. Środkiem drogi nie da się przejść, chyba, że w gumowcach do pępka. Jedno wielkie bajoro, błoto i rozbebeszone kompletnie pobocza.

Idąc lasem, trzeba skakać przez sterty gałęzi i uważać, żeby nie wywinąć orła. Po tej ekstremalnej drodze, będącej obecnie parodią szlaku turystycznego, można już na luzie wejść na szczyt i podziwiać Polanicę-Zdrój i okolice. Cudowny widok! Po sesji zdjęciowej na wysokościach (w tym 2 koszyków grzybów), które pewnie kapeluszami ze strachu trzęsły, wyruszyliśmy na skróty w drogę powrotną, gdzie zaczaił się piękny borowik ceglastopory, którego nazwałem Ostatnim Gniewusaninem. ;))

Przed godziną 15-stą wyruszyliśmy do Wrocławia. Wycieczka wspaniała, bardzo grzybna w pieprznika trąbkowego, leśne emocje, widoki i czarodziejską aurą, która emanuje z każdego drzewa w Kotlinie Kłodzkiej. Nasz 11-listopadowy, Niepodległościowy, leśny marsz był też naszym hołdem dla przodków, którzy walczyli o wolność Polski i którą czuje się najmocniej w lesie! Po prostu Chwała Bohaterom! Serdeczne pozdrowienia dla Grzybowych Maniaków! ;))

Tradycyjnie, jak to bywa na moim blogu, mam istny przerost zdjęć nad tekstem. I dobrze mi z tym. ;)) Za długi tekst to odruch ziewania, a zdjęcia ogląda się chętniej i szybciej. Poza tym, chcę się podzielić z Tobą pięknem listopadowego lasu w Kotlinie Kłodzkiej, jego powolnym zasypianiem i przygotowywaniem się do zimy. Jeżeli Bóstwa, Demony i inne siły pozwolą, w przyszłym sezonie także zawitamy do zaczarowanej Kotliny, aby wpaść w górski i leśny trans. Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • wojek //13 Lis 2017

    Cześć Paweł:)
    Jak widać coś Ci nie bardzo wyszło to zakończenie sezonu tydzień temu, no ale czego się można było po Tobie spodziewać:):):):):) Z żalem jestem zmuszony przyznać Ci rację. Sezon grzybowy A.D. 2017 nieuchronnie zbliża się do końca. Może jeszcze uda mi się pojechać na symboliczne ostatnie grzyby bo na jakiś większy zbiór oczywiście nie ma co liczyć. Ma jedną taką ściśle tajną miejscówkę w okolicy Twardogóry, nazwaną przeze mnie Dołkiem Jeżynowo-Modrzewiowym, nigdzie grzybów już nie było a tego miejsca właśnie w połowie listopada w zeszłym roku wyjąłem dobre wiadro pięknych podgrzybków brunatych. Właśnie te jeżyny odstraszają potencjalnych grzybiarzy. Mnie to raczej nie odstrasza a grzybki były dobrze zamaskowane liśćmi:) Oczywiście wiesz co było rok temu i, że czekaliśmy do połowy października na jakiekolwiek grzyby a ten rok jest zupełnie inny ale Paweł czy rzeczywiście chodzi w tym wszystkim tylko o te grzyby:) Co do rozwalonego szlaku. Byliśmy troszkę temu w Zawoji tylko turystycznie i tam leśnicy identycznie pozyskiwali drzewo. Szlak rozwalony jeszcze lepiej niż ten Twój. Nim wlazłem na Halę Kamińskiego skląłem szlaki, leśników, zwrywkę drzewa i cały świat z satelitami. Cóż….
    Paweł i jeszcze jedno pytanie. Cóż to za błękitne osobniki sztuk dwa na jednej z fotek? Chyba to nie są gołąbki błękitne?
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Darz Grzyb:)

    • Paweł Lenart //14 Lis 2017

      A mi nie jest żal sezonu. Grzybów mam full, a teraz lasy wreszcie odpoczną od hord pseudo-grzybiarzy, którzy nie umieją się zachować. No i wreszcie porządnie pobiegam za okazałym drzewostanem, bo grzyby nie będą mnie rozpraszać. ;))
      Zrywka drewna potrafi zdewastować najpiękniejsze tereny. Trzymam kciuki Wojtku za Twoje ostatnie, tajne i twardogórskie, grzybowe podboje.
      Te błękitne osobniki to pierścieniaki grynszpanowe zwane obecnie łysiczką niebieskozieloną ( https://nagrzyby.pl/atlas/235 ). 😉
      Darz Grzyb i w las! 😉

  • wojek //14 Lis 2017

    Witaj Paweł:)
    Mów co chcesz, mi zawsze żal będzie odchodzącego sezonu. Może nie tyle tych grzybów bo jak się domyślasz i ja ich mam dosyć:) ale wędrówek po lesie. W tym roku nie wiem ile tam przeszedłem setek kilometrów po lasach i ciągle mi mało:) Widzisz tam gdzie łażę po lasach na Pomorzu mało kogo spotykam a już na pewno nie te watahy pseudomiłosników przyrody pozostawiające po sobie hałdy śmieci. Może stąd już budzi się we mnie nostalgia:)
    Dziękuję Ci za życzenia i za wyjaśnienie co do przynależności gatunkowej tego błękitnokrwistego arystoktaty grzybowego.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    • Paweł Lenart //15 Lis 2017

      Ja tam nie widzę przeszkód, żeby teraz pochodzić po lasach. Wprawdzie dni są bardzo krótkie i jest coraz zimniej, ale 7-8 godzin spokojnie można się powłóczyć. Nie ma ludzi, kleszczy, much. itp. Za to jest las. Chociaż bez liści, może bardziej ponury i smutny, ale niezwykle wciągający… 😉

  • wojek //16 Lis 2017

    Witaj Przyjacielu:)
    Oczywiście, że można szwendać się po lasach cały rok:) Grzyby tutaj nie mają żadnego znaczenia:) Jasne, że dzień jest coraz krótszy, jest coraz zimniej cóż sorry ale taki mamy klimat. Ale za to nie ma w lesie watah pseudo miłośników przyrody zostawiających po sobie stosy śmieci a i najchętniej zbierających grzyby prosto z samochodu a na zwróconą uwagę reagujących agresją. Paweł gdzieś czytałem bardzo celną uwagę. Jeśli wpadnie taka wataha do lasu to … las się wycofuje. Pozostają tylko drzewa. On odkryje przed nami swoje tajemnice ale tylko tym, którzy potrafią go uszanować.
    Serdecznie pozdrawiam:)
    Darz Grzyb:)