facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 20 Lis, 2020
- 2 komentarze
Poza sezonem grzybowym w leśnej podświadomości.

Poza sezonem grzybowym w leśnej podświadomości.

Jeszcze w Słońcu skąpana, postępująca szarość. Jeszcze nadzieja na cieplejsze jutro i całkiem przyjemne dzisiaj. To wszystko mija, ciemny i zimny czas nadciąga. W podświadomości wędruje lato i jesień, teraźniejszość mości lasy na zimę. Coraz mniej śpiewu ptaków, coraz więcej szorstkiego, wyschniętego dźwięku w koronach drzew.

Przebłyski wędrujące nad ranem, w południe i przed zmierzchem. Cisza przenikliwa, czasami przerywana marzeniami i wędrówką pośród brzozowych alejek. Las pustoszeje, wkrótce ostatni grzybiarze z niego wyjdą. Pozostanie pustka, brązowe liście, ogołocone drzewa, wystające ciernie dzikiej róży.

Listopadowy chłód zalewa nisko świecącą Gwiazdę. Wieczorem, jakby wszystko ustaje. Wiatr chowa się niespodziewanie. Tylko chmury płyną błękitem nieba sterowane i gnane prądami wysoko nad ziemią. Zasypiają duchy jesieni, a przecież nie wstali jeszcze strażnicy zimy. 

Taniec czerni z bielą. Łączą się w uścisku tajemnicy. Płynę w leśną otchłań, byle dalej, byle zimniej, byle głębiej. Mój okręt wzywa mnie tam, gdzie światło gaśnie, a kapitanem jest ciemność. Gdzie ci wszyscy wielcy ludzie lasu, którzy deptali moczary i bory? Czyżby się zlękli?

Łzy jesieni radością mroku. Wreszcie może on przejąć władzę w lesie, postraszyć i zniechęcić każdego, kto mu nieprzychylny. A gdy ten okaże się zuchwały i odważny, strąci na niego noc bez gwiazd i światła Księżyca. Żywioł mroku tłoczy moc ciemności.

Tory przemijania, życia, radości, cierpienia i umierania. Wszystko podporządkowane czasowi i przemianie, której nikt nie może okiełznać, nawet największy buntownik i wywrotowiec. Śmierć przyjdzie po każdego. Jednemu zamknie oczy, podczas snu w nocy, innego wystawi na męki, choroby i cierpienie.

Złamany pień, krwawiące serce, pusty dom. Nawet mgła opuściła to miejsce. Lodowaty szron okrywa szatę przygnębienia. Ciemność i światło grają w karty wieczności. Kto wygra, ten zdobędzie świat i dusze, które szybują poza grobami.

Wędrówki godzin, nieprzespanie, zmęczenie, marzenie, ucieczka, w końcu podświadomość toczy mnie lasem. Trudy duszy i ciemność serca pozwalają uwolnić się z zatrzasków i kanonów. Wznieść się ponad zakisłą codzienność. Poczuć i zobaczyć to, czego tylko nieszkodliwi “szaleńcy” doświadczają.

Namiętność w czerni, ogień w brązie. Dusza wznosi się ochoczo, z entuzjazmem, nie bacząc na upadek ciała. To zadatek na przejście poza Sanktuarium, gdzie okruchami życia karmią się najgłębsze warstwy podświadomości.

Obrazy rozmazują się, oczy nabrzmiewają łzami, ale dusza zaciekle chce się pogrążyć dalej. Czy to Władca Ciemności wzywa, czy wypełzły z głowy urojenia pod wpływem chwili i nakazują działać wbrew prawu światłości? Nieważne. Instynkt poddaje się i podąża ścieżką, na lewo od krzyża.

Czekam na siostrę noc i braci lodowatej krainy, którzy palą mroźnym ogniem, przebijając oszczepem tajemnic serce i duszę. Tylko dlaczego milczą i nie chcą mi odpowiedzieć na tak wiele pytań?

Skrzypce wieczornej poświaty zagrały psychozę metafizyki. Znalazłem się w krzyżówce nieświadomości i bezradności. Bo kim jestem wobec tego ogromu sekretów, jawnych i ukrytych, w chwili duchowego uniesienia i niepojętej energii?    

Mgła przynosi ukojenie. Schładza rozpaloną twarz setkami miniaturowych kropel, łagodzi napięcie, wpuszcza spokój przez oczy do duszy. Jeszcze nie teraz Paweł. Jeszcze za wcześnie na przejście przez kolejną tajemnicę ponad świadomością.

Moja niespokojna dusza jednak nie odpuści. Ponownie, z ochotą i przyjemnością rzuci się w wir transu między światłością a ciemnością. Żadne duchy jej nie powstrzymają, bowiem energię czerpie z lasu – źródła wszelkiego początku i końca, siły i słabości, piękna i martwoty.

Listopadowy mrok pogrąża lasy, czyniąc je zaledwie bladym echem dawnego, lśniącego, żółto-zielonego światła wiosny i lata. To już nie wróci, to już się nie odstanie, dopóki mrok nie przebędzie kilkutygodniowej wędrówki po ziemiach dawnej zieleni, teraz martwej i wygasłej.

Czerń jest najtrwalszym spoiwem wielu naszych drzew. Próbują się z nią zmierzyć brzozy, które jednak krótko żyją. Taką to karę im wymierzono za zakłócanie święta mroku. Nadchodzi wieczór, godzina przed zmrokiem. Dzień kona szybko, noc wchodzi do lasu po bokach i z dołu.  

Cisza staje się jeszcze bardziej cicha. Chłód naciera od środka ku skrajowi i podąża leśnymi ścieżkami, tak, jak natura nakazuje zwierzynie iść nimi do przodu. Zmęczenie mija, zmysły wyostrzają się. Choć noc jest już blisko, trwa jeszcze misterium zasypiania lasu.

Ponownie mgła schładza temperament żądzy przygód i poznania tego, co jest zarezerwowane dla najgłębszych pokładów podświadomości. Las staje się wyklęty w czerni. Chociaż wydaje się martwy i zapomniany, tli się w nim bezkres życia, które teraz schowało się w listopadowej głębi.

Woda w szarym i mglistym blasku odbija czerń lasu. Obmywa jego stopy, zwilża grunt i wciska swoje krople do podziemnych warstw, aby na wiosnę zasilić korzenie nowego życia. Najpierw jednak przezimuje, a może i w lód się obróci, kiedy północ dmuchnie mrozem.

Zwierciadło i lustro. Lustro i zwierciadło. Po drugiej stronie wszystko wygląda tak samo, tylko kierunki się pozmieniały. Dół zastąpił górę, góra zastąpiła dół. Lewa strona zaś przeszło na prawo, tak jak prawa strona przeszło na lewo.

Jeszcze okruchy dnia przebijają się przez ścianę ciemności – tak wspaniałej, pięknej, jednocześnie tajemniczej, może i groźnej, bo do końca niepoznanej, niepojętej. Im dłużej mnie otacza, tym większą czuję swobodę. Przechodzą lęki, wyobraźnia zaczyna się uspokajać, nabieram ochoty na wędrówkę po zakamarkach mroku, płynących ciemnością lasu.

Ludzi już dawno nie ma. Zostali w domach, budynkach, lokalach. Piękno w czerni lasu upływa. Choć bez grzybów i bez darów konsumpcyjnych, las sporządził teraz strawę duchową, wielowymiarową, nostalgiczną i filozoficzną. Z ciemności przyszliśmy i w ciemność odejdziemy, chociaż karmimy się naiwnością, że będzie inaczej.   

Pokora i szacunek kłaniają się w takich momentach. To cnoty prawe i wielkie, jakże często obce współczesnym ludziom. Szkoda. Im później dostrzegą drogę ku przeznaczeniu, tym większy i boleśniejszy będzie upadek. Większość roztrzaska się, bo dusza im pęknie od straszliwej prawdy wyrytej w ciemności. Tylko cóż znaczą te słowa? 

Ktoś przeczyta i zapomni. Inny zaśmieje się z pogardą, zlekceważy i zadrwi. Przecież każdy wie lepiej, ma swój pogląd, wiarę i ogólnie wszystko wie najlepiej? Może to i prawda. Może ja się mylę. Może źle patrzę, źle czuję i źle interpretuję? To się okaże po przejściu do wiecznej ciemności…

Jednak święte prawo lasu, przyrody i przemijania mówi, że każdy człowiek podąża w kierunku przeznaczenia jego duszy. Kiedy ciało zużyje się i pogrąży w bezruchu, rozpocznie się nowa wędrówka, jakże inna niż ta słownikowa, nazywana potocznie, lokalnie czy zwyczajowo.

Ale przedtem ciało musi się skończyć. Krew ostygnie, oczy zamkną się, kończyny zesztywnieją, a temperatura mocno spadnie. Zapytają mnie: Skąd taki ponury wpis Paweł? Odpowiem – z czeluści mrocznego, późnojesiennego lasu, który jest niemniej fascynujący, niż ten wiosenny, letni czy wczesnojesienny. Teraz, gdy ludzi w nim brak, a mrok chodzi ze mną co krok, mogę zgłębiać jego i swoje tajemnice.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • krzysiek z lasu //20 Lis 2020

    Cześć Paweł!
    Mrocznie i mocno ;-))
    Ale choćbym mrocznym lasem podążał, zła się nie ulęknę…
    Pozdrawiam 🙂

  • wojek //23 Lis 2020

    Witajcie Towarzyszu:)
    A skąd to u Was ta schyłkowość, ten dekadentyzm? Ani chybi za dużo przesiadujecie w lochach Reinbachów u tego jak mu tam Serpentyka zdaje się:) Przeczytajcie co na to Towarzysz Kochanowski i …. głowa do góry Towarzyszu:)

    Nie porzucaj nadzieje,
    Jakoć sie kolwiek dzieje:
    Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
    A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

    Patrzaj teraz na lasy,
    Jako prze zimne czasy
    Wszystkę swą krasę drzewa utraciły,
    A śniegi pola wysoko przykryły.

    Po chwili wiosna przyjdzie,
    Ten śnieg z nienagła zyjdzie,
    A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,
    W rozliczne barwy znowu się odzieje.
    Nic wiecznego na świecie:
    Radość się z troską plecie,
    A kiedy jedna weźmie moc nawiętszą,
    Wtenczas masz ujźrzeć odmianę naprędszą.

    Ale człowiek zhardzieje,
    Gdy mu się dobrze dzieje;
    Więc też, kiedy go Fortuna omyli,
    Wnet głowę zwiesi i powagę zmyli.

    Lecz na szczęście wszelakie
    Serce ma być jednakie;
    Bo z nas Fortuna w żywe oczy szydzi,
    To da, to weźmie, jako się jej widzi.

    Ty nie miej za stracone,
    Co może być wrócone:
    Siła Bóg może wywrócić w godzinie;
    A kto mu kolwiek ufa, nie zaginie.