facebooktwitteryoutube
Aktualności - 09 Gru, 2016
- brak komentarzy
Podsumowanie sezonu grzybowego w gminie Międzybórz. Część 1: MAJ-SIERPIEŃ 2016.

Czas na moje, subiektywne podsumowanie sezonu grzybowego 2016 w gminie Międzybórz. Tytułem wstępu, należy wyjaśnić, że pod pojęciem sezonu „grzybowego” u Pawła Lenarta, trzeba brać pod uwagę także sezon jagodowy, który jest dla mnie w każdym roku, ważnym etapem całego sezonu. Ponieważ pasja grzybobrania jest tym najbardziej emocjonującym i przeważającym u mnie elementem układanki, stąd w tytule kładę „nacisk” na przymiotnik „grzybowego”. Chociaż termin „leśny” najbardziej odzwierciedla to, co wyrabiałem w lesie w tym roku. ;)) Poza szukaniem grzybów, zbieraniem jagód, dochodzi wyszukiwanie sędziwych lub unikatowych drzew, ich mierzenie i fotografowanie, podpatrywanie zwierzyny, poznawanie leśnego świata i odkrywanie nowych miejsc. Fotografia to także nieodłączny element mojej pasji.

Gdybym ogólnie, w kilku słowach miał opisać to, co działo się w „moich” lasach w 2016 roku, napiszę tak. Sezon 2016 był bardzo dobry ze wspaniałym wysypem jagód i skrajnie sinusoidalnym występowaniem grzybów. Trzymający w napięciu i wystawiający cierpliwość grzybiarzy, nawet tych bardzo doświadczonych, na wielką próbę. Skrajności, jakie pojawiły się w tym sezonie, rzuciły na nowo spojrzenie na nieprzewidywalność, zarówno pogody, jak i świata grzybów. Od wielkiej bessy do super hossy. Tutaj, należy wskazać przede wszystkim na miesiące wrzesień i październik. Dwaj sąsiedzi, a jakże diametralnie inne warunki. Przeskok z gorącej pustyni do chłodnych domostw Jozina z Bazin. ;))

W tym roku, podsumowanie w części pierwszej wydłużyłem o miesiąc sierpień. W zeszłym roku, część pierwsza, obejmowała miesiące maj-lipiec. Wynikało to z przebiegu całego sezonu. W 2015 roku, nie było masowego, jesiennego wysypu z uwagi na suszę, a sezon, oficjalnie zakończyłem pod koniec października. W 2016 roku do gry włączył się jeszcze listopad, który do połowy miesiąca, dawał zbiory grzybów w przyzwoitych ilościach. I gdyby nie silne i liczne przymrozki, początek grudnia, byłby jak najbardziej realny, pod kątem zbioru podgrzybków czy opieniek. Chociaż, patrząc na relacje nielicznych, zimowych grzybiarzy, okazuje się, że jeszcze coś tam potrafią znaleźć. Oczywiście bez fajerwerków, ale nie wymagajmy od przyrody grzybowego szaleństwa, po wielu przymrozkach i grudniowej dacie w kalendarzu. ;))

MAJ

Oficjalne rozpoczęcie sezonu nastąpiło u mnie 30 kwietnia. Był to mój 29, regularny sezon grzybowy, licząc od 1988 roku. W przyszłym roku, stuknie mi leśna trzydziestka. Może to mało, w porównaniu do grzybiarzy z 50 lub 60-letnim doświadczeniem, ale uważam, że przed 40-stym rokiem życia, to całkiem dobry wynik. ;)) Przełom kwietnia i maja, czy sam maj to miesiąc wyjątkowy, bez względu na pogodę. W maju, następuje eksplozja zieleni w najbardziej intensywnych i jaskrawych barwach w ciągu roku. Nie da się tym nie zachłysnąć. Stąd, podczas majowych wycieczek, aparat fotograficzny wykonuje tytaniczną pracę. W dniu 21 maja, wykonałem ponad 760 zdjęć. Czy to nie przesada? Ależ skąd. Znam gościa, który podczas jednej wyprawy, trzaska grubo ponad 1000 fotek. Także ze mną jest jeszcze ok. ;))

W tym momencie, przypomina mi się przypowieść o pijaku, który oburzył się, że nazwano go pijakiem. Z uśmiechem na twarzy stwierdził, że pije codziennie 20 piw bo jest smakoszem. Gdyby był pijakiem, piłby 40 piw dziennie… ;)) Można i tak. Najważniejsze pytanie, jakie sobie stawiałem w kwestii grzybowej, brzmiało: Czy doczekam się pierwszego wysypu grzybów i czy warunki pogodowe na to pozwolą? Maj z opadami był w gminie Międzybórz lichy, poniżej normy wieloletniej. Spękana ściółka i wysychające bajorka nie napawały optymizmem. Syndrom suszy 2015 roku krążył nad lasami, jak sęp nad padliną. Zasoby wilgoci z lutego i częściowo z marca/kwietnia dosyć szybko się kurczyły.

Warunki te nie przeszkodziły na wybuch zielonej, pozytywnej bomby wiosennego lasu. Wspaniale wyglądają młode drzewa z pełnym ulistnieniem na tle starszyzny leśnej, bardziej doświadczonej (chociażby przymrozkami) i nie wypuszczających liści zbyt pochopnie. One wstrzymują się do połowy maja. Po „zimnych ogrodnikach”, chęć wzrostu i fotosyntezy jest już tak wielka, że i one ulegają pokusie wypuszczenia liści. Dla mnie, miesiąc maj ma tylko jedną wadę. Trwa za krótko. W ciągu 31, majowych dni, w lesie następuje tak duża przemiana, że różnice są w nim widoczne nawet w odstępstwie doby. Jeżeli dożyję zdrowej i sprawnej starości to spędzę jeden maj w lesie, wykonując codziennie zdjęcia w poszczególnych, wybranych przeze mnie miejscach. ;))

Grzybowo maj był słaby. Poza kilkoma kępkami „psiaków”, nic specjalnego w lesie nie znalazłem. Oczywiście dlatego, że było za sucho. Generalnie rozglądałem się głównie za koźlarzami czerwonymi/pomarańczowożółtymi, kurkami, borowikami ceglastoporymi i pierwszymi borowikami szlachetnymi lub usiatkowanymi. Niestety, pozostawały na razie w sferze marzeń. Za to zostałem solidnie obszczekany przez dwa kundelki, które spotkałem w lesie. ;)) Zawieruszyły się z pobliskiej wsi i nie za bardzo podobało się im moje towarzystwo. Na dalszych zdjęciach, możesz je zobaczyć. Ten z tyłu był spokojniejszy natomiast kundelek z pierwszego planu, ujadał jeszcze, jak już byłem ponad kilometr za nimi.

W majowym lesie, wspaniale prezentują się młode paprocie. Najpierw mocno zwinięte z charakterystyczną „główką”, osiągają w następnych tygodniach spore rozmiary, miejscami wysokie na 1,5 – 2 metry. Jaszczurki korzystają z dobrodziejstwa wiosennych promieni słonecznych i chętnie wygrzewają swoje „dinozaurowe” ciałka. Z wody również wychodzi nowe życie w intensywnych i przyciągających wzrok kolorach. Majowy las, należy oglądać powoli, dokładnie, bo można przeoczyć wiele fascynujących procesów i zjawisk, których już za kilka tygodni nie będzie.

Aby zobaczyć wszystkie walory i kolory majowego lasu, najlepiej trafić w pogodny dzień z dużą ilością słońca. Nawet zwykła, leśna droga, pokryta trawą, nabiera magicznego i niezwykłego klimatu. Tak naprawdę majowy las to jedna wielka rewia przyrodniczej mody. Na wybiegu, stają wszyscy jego mieszkańcy. Owady, zwierzęta, krzaki, kwiaty, drzewa i – jeżeli warunki pozwalają – niektóre grzyby. Najbardziej prestiżowe pokazy ludzkiej mody mogą się schować. ;)) Miesiąc maj w gminie Międzybórz nie przyniósł nawet punktowego wysypu grzybów. Było za sucho. To już kolejny maj z rzędu, kiedy warunki pogodowe nie sprzyjają grzybom.

Za to w połowie miesiąca maja, za namową znajomego grzybiarza – Łukasza Chruszcza (na blogu jest z nim wywiad) – miałem przyjemność powłóczyć się przez kilka godzin w Borach Dolnośląskich, w okolicach Iłowy. Warunki na majowe grzyby w Borach, także były kiepskie – sucho, na dodatek z rana o mało nie przymroziło. Zimni Ogrodnicy nieco „dmuchnęli” chłodem, co było mocno odczuwalne z rana. Niemniej cuda się zdarzają. Znaleźliśmy borowika sosnowego, koźlarza babkę i 5 maślaków zwyczajnych. Taka ilość grzybów w dniu 14 maja cieszy nie mniej, niż koszyk borowików we wrześniu lub w październiku. Punkt widzenia zależy od punktu zagrzybienia. ;)) Moja fotka z 14-majowym boletusem sosnowym jest nieco dalej.

Bory Dolnośląskie to bardzo grzybne tereny i jeżeli tam już nic nie ma to znaczy, że z grzybami, na dolnośląskich nizinach, naprawdę jest cienko. Sama wyprawa do Iłowy była dla mnie sporą frajdą. Tereny, które pokazał mi Łukasz, widziałem po raz pierwszy. Jeżeli komuś Bory Dolnośląskie kojarzą się z jednolitym typem lasu to po takiej wycieczce, zdecydowanie skorygowałby ten pogląd. Różnorodność olbrzymia. Lasy – od suchych, sosnowo-piaszczystych borów do podmokłych łęgów, trzęsawisk i bagien. No i te wrzosowiska, których ilość zachwyca i powala na kolana. ;)) Łatwo się tam zgubić. I o to chodzi. Bory to Bory, a nie Park Szczytnicki, nie uwłaczając oczywiście niczego, zielonym płucom Wrocławia.

CZERWIEC

Miesiąc czerwiec, zaczął przynosić pewne zmiany, czy też podstawy do minimalnego optymizmu grzybowego. Nadal było sucho, ale dwa, dosyć porządne deszcze, przetoczyły się nad lasami. Początkowo nic nie było, ale tak jest zawsze. Po suchym okresie, musi minąć 1,5 – 2 tygodnie, aby grzybnia zaczęła owocować. Po połowie miesiąca, świat grzybowy dał znać. ;)) Pojawiły się pierwsze koźlarze pomarańczowo-żółte i koźlarze topolowe. Natomiast w ogóle nie znalazłem koźlarzy czerwonych, co było nieco dziwne. Przeważnie, osikowe krawce, też pojawiają się po pierwszych, większych opadach. W tym roku, coś im nie pasowało.

Prawdziwków także nie było. Ten mini czerwcowy wysyp miałby szansę na większe rozkręcenie się, gdyby pozwoliły na to warunki. Te jednak zmieniły się diametralnie. Po 20 czerwca, spłynęła do nas bardzo gorąca masa powietrza, która – jak się później okazało – przyniosła nam w tym roku okres najwyższych temperatur. Mini wysyp koźlarzy trwał zaledwie kilka dni. Grzyby bardzo szybko się skończyły. Kiedy pojechałem do lasu w dniu 25 czerwca, żar dosłownie lał się z nieba. Kilka koźlarzy znalazłem, przeważnie wyrośniętych. Młode grzyby były natomiast w zdecydowanym odwrocie.

Osobiście jestem grzybiarzem mocno konserwatywnym. Od wielu lat, zbieram swój sprawdzony asortyment grzybowy i rzadko go rozszerzam o nowe gatunki. W czerwcu i na początku lipca, rosło – miejscami sporo, muchomorów czerwieniejących. Chociaż są jadalne i znam je dobrze to ich nie zbieram i nie planuję tego zmienić. Podobnie jest z wieloma innymi gatunkami grzybów. Na wiosnę, wyrastają na drzewach piękne żółciaki siarkowe. Wielu grzybiarzy zachwyca się nimi. Ja wolę je tylko oglądać i fotografować. Po prostu nie mam parcia na pałaszowanie wszystkiego, co jest jadalne. Może, gdyby trafiły się dwa z rzędu, kompletnie beznadziejne sezony to w akcie grzybowej desperacji, wrzuciłbym do kosza inne gatunki. ;))

Bez względu na fakt, czy są grzyby czy nie, w miesiącach czerwiec – lipiec, zawsze można liczyć na jagody. W tym roku, z powodu braku wystarczającej ilości opadów w maju, jagody początkowo były małe. Kilka deszczy w czerwcu, od razu zaprocentowało zwiększeniem ich masy i objętości. Najlepsze jagody były w lipcu, ale sierpień też był jagodowo udany. Mi wystarczyło to, co zebrałem w czerwcu i w lipcu. Sierpień pod kątem zbierania jagód już sobie odpuściłem. Odpuściłem też jeżyny z powodu „bomisiowego”, czyli – bo mi się nie chciało. ;)) W zeszłym roku, tylko część czerwca i lipiec były dobre na zbiory jagód. W sierpniu przyszły tropikalne upały i jagody dosłownie wyparowały. Na krzakach wisiały same kikuty. Ogólnie, sezon jagodowy 2016, zapisuje się jako bardzo dobry.

LIPIEC

Lipiec zawsze daje nadzieję na wcześniejsze wysypy grzybów. To wynika z wieloletnich obserwacji. Jeżeli warunki są odpowiednie to w lipcu może dojść do pierwszego, masowego wysypu grzybów. Ten lipiec dawał taką nadzieję, a już wyjątkowo rozbujał wyobraźnię i oczekiwania w połowie miesiąca, kiedy przeszły nad Polską potężne ulewy. W niektórych regionach kraju, rozpętało się grzybowe szaleństwo. W gminie Międzybórz, po 20 lipca także pokazały się grzyby. Był to jednak wysyp typowo miejscówkowy. Grzyby rosły w znanych i sprawdzonych miejscach, przede wszystkim koźlarze czerwone, topolowe, trochę prawdziwków i czubajek kani. Nie było za to podgrzybków. Ktoś, kto chodził wyłącznie po sosnowych borach ten wracał raczej z pustym koszykiem.

Wysyp lipcowy, podobnie, jak „wysypek” czerwcowy, trwał krótko, około półtora tygodnia. Dokładnie nie jestem w stanie tego określić ponieważ na początku sierpnia wyjechałem nad morze i nie mogłem być w lesie. Patrząc na warunki pogodowe, przypuszczam, że tak było. Wielokrotnie też podkreślałem, przy okazji innych wpisów i tutaj także poruszę jedną kwestię. W zależności od regionu i lokalnych warunków, sytuacja grzybowa w poszczególnych województwach może być diametralnie inna – od bezgrzybia po super wysyp. Tak było i w tym roku. Nawet w ramach jednego województwa, mogą także wystąpić skrajności w występowaniu grzybów. Na Dolnym Śląsku, doskonałym przykładem jest Przedgórze Sudeckie i ogólnie – tereny górskie.

Tam, z reguły znacznie więcej pada, jest też nieco chłodniej. Efekt jest taki, że z gór przywożą grzyby koszami, a na terenie nizinnym nawet gołąbków i olszówek nie ma. Czasami zabawnie wygląda to na portalach grzybowych, gdzie grzybiarze górscy – prezentujący swoje zbiory są oskarżani za podpuchę i oszustwo przez rozgoryczonych grzybiarzy nizinnych. ;)) Prawda jest taka, że w ślad za skrajnościami pogodowymi idą skrajności grzybowe. Krótko mówiąc – należy zawsze dokładnie śledzić warunki pogodowe i czyhać na nadarzające i nieregularnie pojawiające się, letnie szanse grzybowe.

Podsumowując lipiec 2016 roku w gminie Międzybórz, należy stwierdzić, że poza udanym jagodowo sezonem, z grzybami było zdecydowanie na okaziciela. Znajomość dobrych miejsc pozawalała nazbierać grzybów. Bez tej znajomości lub nietrafieniu na jakieś grzybowiska przypadkiem, fuksem, był zawód. Niemniej i tak było znacznie lepiej niż w lipcu 2015 roku, kiedy to poza kilkoma kurkami, nie znalazłem dosłownie nic. Bardzo ważnym czynnikiem były opady, które w lipcu, pozwoliły nieco (chociaż zdecydowanie niewystarczająco) na uzupełnienie wielkiego deficytu wody, ciągnącego się już od jesieni 2014 roku.

SIERPIEŃ

Obawiałem się sierpnia. Gdzieś tam w głowie, zakodowało się to, co wydarzyło się w sierpniu 2015 roku. Nie chciałem, aby doszło do powtórki z „piekła”, która miała miejsce rok wcześniej. I całe szczęście – powtórki nie było. Jadnak opadowo, sierpień nie popisał się. Był mocno suchy. W ogóle był dziwny. Było całkiem sporo pochmurnych i chłodnych dni, ale bez opadów lub ich znikomą ilością. Ni to lato, ni to jesień. Taka swoista bezpłciowość ósmego miesiąca w roku. Lipcowe, silne opady miały jeszcze swoje reperkusje w ściółce leśnej.

Pojedyncze grzyby można było znaleźć, ale o jakiś konkretniejszych zbiorach w gminie Międzybórz nie było mowy. Ogólnie mówiąc, rzecz jasna. W lasach Wzgórz Twardogórskich przynajmniej część sierpnia miała bardzo lokalne i punktowe mini-wysypy podgrzybków. W lasach i na terenach, po których ja chodziłem, podgrzybków generalnie nie było. Okazjonalnie, trafiło się 5,6 sztuk i tyle. Ale, np. w okolicach Grabowna Wielkiego ktoś potrafił nazbierać kilka kilogramów brązowych kapeluszy. Osobiście widziałem takiego grzybiarza.

Także nieco dalej za Międzyborzem oraz m.in. w lasach ostrzeszowskich, podgrzybków było więcej. Całkiem dobre niusy grzybowe dochodziły z Borów Dolnośląskich. Tam, było dobrze z grzybami do połowy sierpnia. Im bliżej września, tym słabiej. Niemniej, pod koniec sierpnia ponownie udałem się w okolice Iłowy z Łukaszem i wspólnie nazbieraliśmy duży kosz grzybów. Byłoby znacznie więcej, ale sporo prawdziwków, koźlarzy i rydzów zostało w lesie z uwagi na zarobaczywienie. W końcu miesiąca też, przypomniało sobie o nas lato i miesiąc kończyliśmy w gorącej, suchej i słonecznej pogodzie. Sierpniowe, punktowe wysypy grzybów, definitywnie skończyły się.

Podsumowując sierpień 2016 roku pod kątem grzybów w samej gminie Międzybórz, stwierdzam, że był to bardzo słaby miesiąc. Pomijając sporadyczne, podgrzybkowe enklawy (na które ja nie natrafiłem), występujące średnio raz na 10-15 kilometrów, ogólny obraz sytuacji grzybowej, rysuje się jako mizerota, spowodowana przede wszystkim dużym brakiem opadów. Temperatury przez większą część miesiąca były dla grzybów odpowiednie. Zabrakło wody. Co dalej? Dalej „rozjuszyło” się wrześniowe lato i nadzieja na jesienny wysyp grzybów, spadła niemal do zera. O tym będzie już w drugiej części podsumowania. Do artykułu dołączam ponad 100 fotek, aby móc wrócić do wspaniałych widoków, które zapewnił mi las. ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz