facebooktwitteryoutube
Aktualności - 30 maja, 2017
- brak komentarzy
O trzech wrocławskich, dębowych pradziadach.

Trójka wspaniałych. Trzech weteranów. Trzej dendro-tenorzy. Trzy pradziady. Stare, wrocławskie dęby. Połamane, wypruchniałe, potargane i sfatygowane. Każdy wyjątkowy i zawsze kojarzący mi się z najlepszymi, beztroskimi latami szkoły średniej. Dąb Jana Dzierżona, Dąb Jana Stanki i prezentowany już na moim blogu Dąb Dziadek. Są już w pełni ulistnione i pokazują nam, że można żyć w jednym miejscu setki lat. ;))

W niedzielny, gorący, majowy dzień wybrałem się z rodziną obejrzeć te wspaniałe, dębowe pradziady i zobaczyć jak sobie radzą. Pierwszy z nich to Dąb Jana Dzierżona rosnący na nadodrzańskim wale, bardzo blisko mojej byłej szkoły średniej, którym było II L.O. im. Piastów Śląskich. To przy tym dębie, jak i w jego pobliżu, przesiadywało się na trawie podczas wiosennych miesięcy, na przerwach, na wagarach, przed i po lekcjach. ;))

Teren wokół szkoły zawsze kojarzyłem z ogromnym dębem i kilkoma – także imponującymi osobnikami tego gatunku. Sędziwe drzewa często są nazywane na cześć jakiejś sławnej i/lub zasłużonej postaci. Jan Dzierżon (ur. 16 stycznia 1811 r. w Łowkowicach, zm. 26 października 1906 r.) był górnośląskim pszczelarzem, księdzem i uczonym. Nazywany jest „ojcem współczesnego pszczelarstwa”. Dzierżon poświęcił pszczelarstwu 70 lat.

Do dwu jego najbardziej fundamentalnych osiągnięć należy zaliczyć: odkrycie zasad konstrukcji ula z ruchomą zabudową (zobacz: snozy oraz Lorenzo Langstroth) oraz odkrycie partenogenezy. W związku z tym wykreował teorię mówiącą, że samce pszczół (trutnie) rozwijają się z niezapłodnionych jaj, a więc mają matkę, a nie mają ojca, zaś samice powstają z jaj zapłodnionych. Jan Dzierżon zrewolucjonizował pszczelarstwo, znacznie zwiększając produkcję miodu zyskał światową sławę.

Łącznie napisał 26 książek naukowych i ponad 800 artykułów. Wiele z jego dzieł przetłumaczonych zostało na inne języki europejskie. Mimo trudności robionych przez pruskie władze, publikował również w języku polskim głównie w Cieszynie, Lesznie oraz w Pszczynie. W języku polskim ukazały się: Nowe udoskonalone pszczelnictwo, Dodatek do teorii i praktyki nowego pszczelarza i inne. I pomyśleć, że pszczelarzowi, poświęcono dęba a nie np. miododajną lipę. ;))

Dąb Jana Dzierżona, w czasach gdy Wrocław należał do Niemiec nazywano Dębem Hobrechta. Obwód pnia wynosi 652 cm, wysokość 22 metry, a wiek drzewa szacuje się na około 400 lat. Tym samym plasuje się on w ścisłej czołówce najstarszych, żywych drzew Wrocławia. Na głazie pod drzewem błędnie napisano „Dąb Jana Dzierżonia” zamiast „Dzierżona”. Drzewo jest w środku całkowicie wypróchniałe, a okazałe dziuple zabezpieczono kawałkami drewna, deskami i poskręcano śrubami. Założono też metalową siatkę.

Dąb Jana Dzierżona najlepsze lata świetności ma już zdecydowanie za sobą. Jednak to właśnie na tak starym drzewie, możemy zaobserwować wyjątkowe procesy, świadczące o ciągle trwającym fenomenie obiegu materii. Z drzewa obficie sypie się mursz drzewny, a istniejące konary zabezpieczono wiązaniami linowymi. Dębowy pradziad ma liczne ubytki w korze i widać na nim ślady żerowania chronionego (i niezbyt dla niego korzystnego) kozioroga dębosza.

W czasach szkoły średniej, kiedy nie zajmowałem się bliżej tematyką sędziwych drzew, i tak często zwracałem na niego uwagę. Dla mnie było to drzewo, znacznie wyróżniające się w „tłumie”. Ciekawy jestem, ile moich kolegów i koleżanek wiedziało, że uczyliśmy się w pobliżu jednego z najstarszych i najgrubszych drzew Wrocławia? Kto na to zwracał uwagę? Kto pamięta, że siedział w pobliżu milczącego 400-letniego staruszka, który postanowił sobie rosnąć na nadodrzańskim wale i przyglądać się płynącej wodzie? ;))

Pamiętam na pewno ja. Oddałem cześć, pokłon i hołd temu drzewu. Za piękno, za wytrwałość. Za cień, majestat i potęgę natury, która tworzy tak wyjątkowe okazy. Czy drzewo wie o tym? Czy rozpoznaje ludzi? Gdzieś, w głębi filozoficzno-duchowych rozważań jestem przekonany, że tak. Dlaczego jednak nic nie mówi? Człowiek powiedział: „Milczenie jest złotem”. Drzewo to doskonale rozumie. ;))

Po obejrzeniu dębu Jana Dzierżona, udaliśmy się do Parku Szczytnickiego, znajdującego się kilkaset metrów od Odry. O samym Parku napisano już wiele, wydano też albumy. Nie stanowi to dla mnie zaskoczenia. Park jest unikatowym zbiorowiskiem dendroflory Wrocławia. Wśród drzewostanu, kryje się w nim co najmniej kilkadziesiąt prawdziwych perełek. Jedną z nich jest dąb Jana Stanki, rosnący naprzeciw mostku, który jest przerzucony nad stawem.

Jan Stanko znany również jako Johannes Stanconis (ur. w 1430 r. we Wrocławiu, zm. przed 9 października 1493 r. w Krakowie) był średniowiecznym przyrodnikiem, przyrodoznawcą i lekarzem. Uczony charakteryzował się niezwykłym bogactwem i wszechstronnością zainteresowań. Interesował się teologią, prawem, medycyną i dziedzinami humanistycznymi, mineralogią i przyrodoznawstwem. Najwybitniejszym dziełem Jana Stanki jest wydany w 1472 roku „Antibolomenon” lub „Antidotarium”. Księga ta jest jednocześnie kompendium sztuki medycznej, praktyk leczniczych i aptekarskich oraz ogromną encyklopedią minerałów, roślin.

Zawiera dawne nazwy chorób, części ciała, napojów i pokarmów używanych w lecznictwie. Jest swoistym przewodnikiem po ówczesnej technice medycznej – zawiera opisy sprzętów i przyborów medycznych. Znaczenie „Antidotarium” polega jednak na zawartych w nim treściach botanicznych i przyrodniczych. Autor zawarł w nim 20 000 synonimów łacińskich, niemieckich, greckich i arabskich, wśród których znalazło się też ok. 2000 synonimów polskich. Wśród wszystkich tych pojęć Jan Stanko wymienia ogromną na owe czasy liczbę 90 gatunków roślin zagranicznych i 433 gatunki krajowe (z których zidentyfikować udało się 347).

Opisuje ponadto 219 prawie wyłącznie krajowych gatunków zwierząt, w tym 88 gatunków ptaków. W słowniku po raz pierwszy znalazły się takie używane do dziś pojęcia mineralogiczne jak kruszec, ruda, ropa, krzemień i opoka. „Antidotarium” pozwala uznać Jana Stankę za prekursora polskiej terminologii przyrodniczej – w jego słowniku przyrodniczo-lekarskim obok nazw łacińskich, po raz pierwszy widniały odpowiednie nazwy polskie. Świadczy to o jego przywiązaniu i zżyciu z kulturą polską. Był też Stanko prawdopodobnie niezwykle biegłym medykiem – zdołał wyleczyć Jana Długosza z ciężkiej kamicy moczowej i choroby oczu.

Dąb Jana Stanki mierzy w obwodzie 534 cm, wysokość dębu wynosi 26 metrów. Jego wiek szacuje się na ok. 350 lat. Samo drzewo, podobnie jak dąb Jana Dzierżona – zabezpieczono wiązaniami linowymi. Wiele konarów zostało połamanych na skutek działalności wiatru i czasu. Na częściowo obdartym z kory pniu widnieje efektowna listwa piorunowa. którą drzewo częściowo zdołało zabliźnić. Przy drzewie leży głaz z napisem „Dąb Jana Stanki”.

Porównując go do potężnego dębu Jana Dzierżona, można rzec: chociaż chudszy i młodszy to wyższy. ;)) To ma u mnie drugorzędne znaczenie. Najważniejsze jest to, że dąb żyje. Soczyste, młode, wiosenne liście tworzą niezwykły kontrast i pomost pomiędzy przeszłością i starością a młodością i teraźniejszością. I tak zalicza się on do dębowych, wrocławskich weteranów i pradziadów, którym należy się absolutny szacunek od każdego mieszkańca lub turysty.

Nasza wycieczka trwała jeszcze jakiś czas, a kolejnym punktem programu był m.in. dąb „Dziadek”, 440-letni wojownik, rosnący vis-a-vis przy budynku Państwowej Inspekcji Pracy. O nim już pisałem i poświeciłem mu wpis. Zatem tylko kilka słów. Gdyby nie jego niezmiernie zniszczony pień, który bez metalowych podpór, nie byłby w stanie dźwigać kilku potężnych konarów, można by rzec, że z daleka wygląda on na okaz zdrowia.

Posiada bowiem dobrze ulistnioną i regularną (jak na takiego pradziada) koronę, która w niedzielne południe, przy błękitnym niebie i pełnym nasłonecznieniu, prezentowała się nad wyraz okazale. Na poniższych zdjęciach, załączam jeszcze kilka zdjęć dębu Jana Stanki i oczywiście fotki dębu „Dziadek”. Polecam odwiedzić pradziadowo-dębową, wrocławską trójcę. Bowiem żadne zdjęcie nie oddaje w pełni tego, czym są te wyjątkowe drzewa. ;))

Źródło: Wikipedia + opracowania własne

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz