facebooktwitteryoutube
Aktualności - 08 maja, 2017
- brak komentarzy
O majowym poranku.

Zastanawiałeś się kiedyś, jak witasz dzień? Co to za pytanie? – pomyślisz. Przecież to takie oczywiste. Trzeba wstać, chociaż przeważnie się nie chce i rozpocząć codzienną bieganinę. Śniadanie, kawa. Wyjazd do pracy. Tam sto pięćdziesiąt obowiązków, wszystko pilne i na wczoraj. Często, przed pracą trzeba zawieść dziecko do przedszkola lub do szkoły. W samej pracy obowiązków full. A już po drodze masz nerwy bo korki przeokropne i spóźniłeś się. Zgubny pośpiech i sama myśl, że po pracy Cię jeszcze tyle czeka… Ale ja nie o tym chcę się rozpisywać.

Czy w obecnych czasach, kiedy – tak jak nasi przodkowie – mamy tylko dobę do dyspozycji, za to tysiąc razy więcej rzeczy do wykonania, ktoś ma jeszcze ochotę, aby przywitać dzień z radosnym uśmiechem, patrząc na budzącą się gwiazdę słoneczną? Pomyślisz – przecież każda minuta snu jest bezcenna i szkoda jej marnować. Lepiej jeszcze przez kwadrans podrzemać w łóżku. Poza tym życie jest do bani. I w ten sposób bardzo często zapominamy o tym, co jest piękne, życiodajne i niezwykłe. Może mój wpis spowoduje, że czasem postanowisz wstać wcześniej, szeroko otworzyć okno i radośnie przywitać dzień w promieniach wschodzącego Słońca.

Pamiętaj, że każdy dzień, bez względu na to, co było wczoraj, daje Ci nową dobę do dyspozycji, którą rozpatruj w kategoriach szansy, a nie szarej codzienności. Każdy wschód Słońca jest inny. Często nie widać go wcale z uwagi na całkowite zachmurzenie. Natomiast tylko kilka razy w roku, można trafić na wyjątkowo malowniczy i niezwykły wschód naszej ognistej kuli, dzięki której żyjemy. Taki właśnie miał miejsce w piątek – 5 maja. Na piętnastu fotografiach staram się oddać jego czar.

Prawdą jest, że najpiękniejsze wschody i zachody Słońca mają miejsce wówczas, gdy na niebie panoszą się chmury, ale są na tyle porozrywane, aby promienie słoneczne, bez większych problemów, mogły się przez nie przebić. Odkąd baczniej zacząłem zwracać uwagę na wschody Słońca (czyli od kilku lat), zauważyłem, że nie ma dwóch takich samych wschodów, chociaż warunki i zachmurzenie często są podobne. Podobnie jest przy zachodach naszej gwiazdy.

W piątkowy poranek, kiedy Słońce było już dobrze widoczne na niebie, wydawało się, że nie wydarzy się nic spektakularnego. Jednak w miarę wznoszenia się gwiazdy nad horyzont, kolor nieba zaczął przybierać coraz intensywniejsze barwy czerwono-pomarańczowe. W ciągu kilku minut, zrobiło się niezwykle, wręcz mroczno. Momentami można było poczuć się, jak podczas kręcenia sceny z filmu „Dzień Niepodległości”. Pojawiła się namiastka zorzy porannej i był to wyraźny sygnał, że trzeba złapać za aparat, co też uczyniłem. ;))

Z praktyki „łapania” i oglądania takich podniebnych tańców barw, wiem, że są one krótkie i ulotne. Najbardziej intensywna faza zjawiska trwa z reguły 15 minut. Następnie Słońce przeważnie całkowicie chowa się za chmury, a po spektaklu nie ma już śladu. Pozostają zdjęcia i frajda, że sfotografowało się coś rzadkiego i jednocześnie niezwykłego. Kiedy ponownie uda mi się złapać do obiektywu magiczny wschód Słońca? To może stać się jutro albo za pół roku. „Okazje są jak wschody Słońca – jeśli zbyt długo będziesz zwlekać, przegapisz je”. ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz