facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 05 Lip, 2021
- 2 komentarze
Lipcowo jagodowo, ale bez grzybów.

Lipcowo jagodowo, ale bez grzybów.

Rozpoczął się lipiec. Dojrzewają maliny, kwitną jeżyny, zachęcają aromatem do zerwania i spożycia poziomki, coraz liczniej dojrzewają jagody. Sobota okazała się wybornym dniem na ich zbiór, dlatego niewiele zrobiłem zdjęć, a po terenie za grzybami pokręciłem się około godziny. Umiarkowana temperatura, przyjemny, chłodzący wiatr i zmienność w zachmurzeniu to były warunki, które lubię najbardziej podczas wielogodzinnych zbiorów jagód.

Poszedłem w inne rejony niż ostatnio i sprawdziłem też kilka miejscówek na grzyby, ale z góry wiedziałem, że cudów nie będzie. Mało tego – nawet jeden dorodny kapelusznik byłby cudem w tych warunkach. Bukowinę, jak i okoliczne regiony deszcze omijają z daleka. To częsta “przypadłość”, obecnie nawet bardzo częsta na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.

Ostatnie ulewy, które przetoczyły się ponad tydzień i dwa tygodnie temu to zdecydowanie za mało, aby pobudzić w minimalnym stopniu grzybnię, chociaż na takim poziomie, jak to miało miejsce pod koniec czerwca i na początku lipca zeszłego roku. Tradycyjnie lepiej jest w górach, gdzie grzybiarze znajdują kurki i pojedyncze borowiki usiatkowane oraz krasnoborowiki ceglastopore.

Niemniej i tam jest bez szału, jak na góry, ponieważ w lipcu zdarzają się na terenach górskich bardzo obfite wysypy grzybów i mają one miejsce częściej niż na nizinach. Tymczasem w Bukowinie i okolicznych lasach wróciła “norma”, czyli wakacyjne bezgrzybie. Przy coraz wyższych temperaturach to nic dziwnego, ale zastanawia mnie całkowity brak koźlarzy, począwszy od maja.

Tym bardziej, że maj był chłodny i wilgotny. Wprawdzie mieliśmy opóźnienie w wegetacji, ale jednak – według mnie – coś tam powinno się wtedy wykluć, chociażby na przełomie maja/czerwca. Widać, że według lasu – niekoniecznie. Obecnie zrobiło się zdecydowanie za sucho, a na resztkach wilgoci na ściółce można spotykać przeważnie dogorywające owocniki innych gatunków grzybów.

Na powyższym zdjęciu to prawdopodobnie sflaczała i mocno podjedzona żagiew, na następnym jakiś gatunek gołąbków, także w stanie mocno dogorywającym. Robaki, ślimaki i inne żyjątka konsumują zapieczone, podsuszone i podtęchłe owocniki.

Przy drogach także praktycznie nic nie widać z grzybowego świata poza jakimiś białymi, blaszkowymi grzybkami w niewielkich rozmiarach. Na ciężką artylerię rurkową przyjdzie nam poczekać, obecnie warunki zdecydowanie nie sprzyjają tej artylerii. Ale dla celów statystycznych należało zrobić spacer i odnotować efekty obchodu wybranego kawałka lasu.

Jedynie przyzwoicie wyglądający kapelusznik to ten drobny muchomorek, który wyrósł w trawie w lesie sosnowo-bukowym. Poza tym stanowiska grzybowe świecą pustkami, ale – jak pisałem w poprzedniej relacji – na grzybki przyjdzie jeszcze czas, najpewniej jesienią, kiedy uspokoją się temperatury i owady.

Dla tych grzybiarzy, którzy ewidentnie chcą coś znaleźć, niekoniecznie nadającego się do gara, zawsze pozostaje oferta grzybów nadrzewnych, które w mniejszych lub większych ilościach można gdzieś wypatrzeć. W lasach gospodarczych z przewagą sosen to głównie brzozy mają towarzystwo hub.

No i przyszedł czas na jagody. Optymalne warunki pogodowe i większa ilość dojrzałych jagód w porównaniu do poprzedniej wyprawy, pozwoliły mi rozwinąć skrzydła. Pierwsze zakwasy przeszły, dzień zapowiadał się fantastyczny jagodowo i taki też był. We wtorek było ciut za ciepło, a sobota okazała się idealna, jeśli chodzi o temperatury.

Z jagodami i ogólnie ze wszystkimi owocami jest podobnie jak z grzybami, tzn. zaczynają się pierwsze owoce, z dnia na dzień jest ich coraz więcej, aż dochodzi do kumulacji, czyli optymalnej ilości owoców dojrzałych. Po kumulacji zaczyna się stopniowe opadanie owoców, ponieważ stają się przejrzałe. 

Obecnie jagody znajdują się w fazie narastania fali, czyli z każdym dniem przybywa owoców dojrzałych. Do szczęścia potrzebne są jeszcze solidne opady, dzięki którym jagody zwiększyłyby swoją objętość i masę. W tym tygodniu jest szansa na nieco większe opady, o ile oczywiście front nie “zdechnie” i uaktywni się dopiero poza regionami Wzgórz Twardogórskich. Do piątku/soboty sytuacja się wyklaruje.

Ostatnio zadano mi pytanie na kultowym portalu www.grzyby.pl, co robię z jagód? Przetwarzam je na kilka sposobów. Świeże dodaję do pierogów lub naleśników, miksuję na koktajl lub podaję je z cukrem i ze śmietaną. Część też zamrażam. Natomiast w przetworów najczęściej preferuję kompoty, dżemy i soki.

Może to pytanie zachęci mnie do napisania kiedyś dokładniejszych przepisów jagodowych, chociaż z drugiej strony nie chcę, aby mój blog poszedł w kierunku jakiś porad kulinarnych, bo nie temu przyświeca cel jego istnienia. Przetwórstwo owoców ma swoją solidną bazę w Internecie i tam można znaleźć mnóstwo fachowych porad w tym temacie.

Na koniec jeszcze kilka fotek z około-bukowińskich klimatów. Bukowina jak długa i szeroka, z każdej strony urzeka mnie swoim pięknem. Podczas ostatniej wyprawy wpadłem na pomysł, aby pokazać ją ze wszystkich stron, najlepiej w okresie wegetacji i poza sezonem wegetacyjnym. Część zdjęć zrobię w tym roku, część pewnie w zimie lub na wiosnę przyszłego roku dla porównania. 

Mam też sporo zdjęć z poprzednich sezonów, a więc będzie w czym i z czego wybierać. Owszem, pokazywałem Bukowinę z różnych stron wiele razy, ale nigdy nie zlepiłem tego w jednym artykule, teraz będzie okazja, tylko na ten artykuł będzie trzeba poczekać kilka miesięcy.

Tak to już jest w Bukowinie, że podczas każdej wycieczki przychodzą mi różne pomysły do głowy na pokazanie jaj walorów. Część z nich trafia do kosza, ale część od razu zapisuję na kartce, żeby nie uciekły, ponieważ stwierdzam, że to jest to! Bukowina to magia, która płynnie wylewa się również na Wydzierno, Golę Wielką, Domasławice, Międzybórz, Twardogórę, Drołtowice, Kamień czy Klonów.

Wspaniałe wrażenie sprawia obecnie zielona ściana lasu – zwarta, gęsta, mroczna i niedostępna na tle poczucia przestrzeni i swobody pól i łąk. Niby w innych wioskach jest tak samo czy bardzo podobnie, ale Bukowina zawsze jest dla mnie numerem jeden w budowaniu klimatu wspaniałości przyrodniczej tych terenów.

I końcowe zdjęcie, na którym widać część Bukowiny od strony pól i łąk między Bukowiną a Wydziernem. Bukowina – mała wioska z wielkim charakterem, tajemnicą oraz duchem, który nieustannie nad nią krąży i rzuca zaklęcia piękna a także niezwykłości, które odzwierciedlają się w jej wyglądzie. Darz Grzyb! 😊

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • wojek //06 Lip 2021

    Witam Towarzysza Pawła:)
    No tak sprawa jasna, tym razem oprócz elfów i krasnoludków do zbioru jagód zagoniliście Koło Gospodyń Wiejskich z Bukowiny:) Ale uważajcie Towarzyszu!!! O ile elfy, dziwożony, krasnoludki i takie tam są raczej nieszkodliwe to z naszymi dwunożnymi Żmijkami lepiej nie zadzieraj:) Pamiętasz z historii przez kogo Troja upadła, kto Herkulesa załatwił, kto Samsona ugrobił:)
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Darz Grzyb!

    • Paweł Lenart //07 Lip 2021

      Wiesz, gdyby zaczęły się buntować i czułbym się jakoś zagrożony z ich strony to wsiadam w pociąg i zwiewam. 😉 Póki zbierają sumiennie to jest ok. Pozdrawiam. 😉