facebooktwitteryoutube
Aktualności - 17 Cze, 2018
- 4 komentarze
Lipcowe klimaty w czerwcowym lesie.

Sobota, 16. czerwca 2018 roku. Całodniowa wycieczka do Bukowiny Sycowskiej i wielka weryfikacja stanu grzybności w bukowińskich i okolicznych lasach oraz oczywiście sprawdzenie stanu „jagodności” borówkowych krzaczków. Fenologia w tym roku pozostawiła w sprincie najlepszych biegaczy w tyle. Wszystko rozwija się około 3-4 tygodnie szybciej.

Mamy połowę czerwca, a widoki, które zastałem w lesie, przypominają połowę lipca. Lipy, robinie, surmie i wiele innych drzew i krzewów pobiło w tym roku rekord jeżeli chodzi o porę kwitnięcia. Ciekawy jestem, kiedy zakwitną wrzosy? Drugi tydzień lipca? Całkiem możliwe. Przyroda „zwariowała” i „wariuje” nadal.

Zanim na dobre zaszyłem się w bukowińskich lasach, postanowiłem napatrzeć się na piękno przyrody, od jej stóp do głowy. Przy okazji zacząłem sprawdzać, czy gdzieś na skraju w cieniu sosen i gracji brzózek nie wystaje brązowy łeb prawdziwka lub czerwony koźlarza. Od ostatnich, dobrych opadów minęły dwa tygodnie a więc trzeba było powęszyć, czy a nuż, gdzieś ściółka nie wypluła grzybasa.

Szybka weryfikacja kilku stanowisk grzybowych potwierdziła moje obawy. Mamy coraz poważniejszy niedobór wody i nawet kilkugodzinny deszcz, który przeszedł nad Bukowiną z 29. na 30. maja oraz opady z początku tego tygodnia to zdecydowanie za mało aby grzyby wyskoczyły. W lesie jest tak sucho, jakby nie padało co najmniej miesiąc czasu.

Nieciekawie to wszystko wygląda i mam poważne obawy, aby nie powtórzyła się sytuacja z koszmarnego lata 2015 roku. O tym zresztą zrobię odrębny wpis, aby ostudzić entuzjazm suszących ząbki pogodynek, które uwielbiają zapowiadać suchą, słoneczną i gorącą pogodę. Wszystko jest ok., ale w normie. Jeżeli przez kilka miesięcy cierpimy na niedobór opadów (a tak jest obecnie) to nie ma powodu do zachwytu nad takimi prognozami.

Bukowina i tak ma szczęście, że opady z południa kraju zdołały tu sięgnąć. Zdecydowanie za mało, ale cokolwiek. W sąsiedniej Wielkopolsce są tereny, które nie miały porządnego deszczu od początku maja. Pomijając rozważania braku opadów, Bukowina – jak każdego lata – prezentuje się wzorcowo. „Wsi spokojna, wsi wesoła”. Sielanka i moja Mekka. ;))

Po napatrzeniu się na krajobrazy letnich klimatów i nie znalezieniu ani jednego prawdziwka, sprawdziłem kilka miejsc na koźlarze, kurki i borowiki ceglastopore. To podstawowy asortyment pierwszych, jadalnych i najczęściej zbieranych grzybów na tych terenach. No i borowików usiatkowanych. Nic. Mniej niż zero. Ani jednego grzyba. Jedyny grzyb w lesie to ja. ;))

W końcu postawiłem wszystko na jedną kartę. Grzybiarze z Małopolski czy Podkarpacia koszą grzyby jak zwariowani (przywileje opadowe robią swoje), a nawet u nas w górskich terenach Dolnego Śląska. A niziny? Jak to niziny. W bezgrzybnym ogonie… Poszedłem w aleje brzozowe.

Są to jedne z najlepszych miejsc na koźlarze pomarańczowo-żółte w bukowińskich lasach. Jak tam nic nie rośnie to można praktycznie odtrąbić koniec grzybobrania. Chociaż trębacz ze mnie żaden, to – po sprawdzeniu uroczych alejek – odtrąbiłem koniec grzybobrania, które nawet się nie zaczęło. Jak tak dalej pójdzie to do września o grzybach będzie można tu pomarzyć. Za to można się „cieszyć” suchą, słoneczną i gorącą pogodą… Niech to gęś kopnie!!!

„Ceglastopore” buczyny suche na pieprz i kompletnie bezgrzybne. W ogóle ciężko znaleźć jakiegokolwiek grzyba. Nawet z hubami jakby bardziej krucho. Znalazłem wyłącznie dwa gołąbki i usychającą żagiew. W zeszłym roku, w połowie czerwca nakosiłem koźlarzy pomarańczowożółtych. W tym roku zbieram kilometry. Dobre i to. ;))

Podziwiam bukowińskie buki. To gatunek, który wybitnie nie lubi suszy, a ta praktycznie co roku, z różnym natężeniem, chłosta ich korony, pnie i korzenie. Gdyby buki potrafiły zaklnąć na pogodę, to do lasu byłby wstęp od 18. lat… Chciałem zrobić zdjęcie jakiejś sarence lub jeleniowi. Zapomnij. Wszystko tak chrupie i trzeszczy, że nawet słychać „tupanie” mrówek. A co dopiero jak na ściółkę stąpnie ponad 80-cio kilogramowy człek jak ja. Wszystko zdąży zwiać. ;))

Malownicze porosty próbują nadrobić zaległości w pojawie ich kuzynów – podstawczaków. Chociaż nie do kosza i zjedzenia, nie można odmówić im efektywnego wyglądu i namiastki złożoności rafy koralowej. Oblepiają drzewa lub obumarłe konary i gałęzie, bardzo je upiększając.

W zeszłym roku najpiękniejszy, motyli balet obserwowałem pod koniec lipca i na początku sierpnia. Przyroda i w tym wydarzeniu pędzi w tym roku do przodu. Znalazłem też nieposprzątany stół po obiedzie, prawdopodobnie lisa. Posiłek oskubał, zjadł i nie posprzątał po sobie. A co się będzie tym przejmować. Ma od tego służbę. ;))

I na koniec zostawiłem kilka zdań o owocach leśnych – przede wszystkim jagodach i malinach. Kwiecień zapowiadał wyjątkowy sezon. Jagodniki kwitły niezwykle obficie, roztaczając wizję super sezonu. Jednak przedłużający się brak wystarczających opadów, odsuwa tą wizję. Jagody dojrzewają bardzo szybko, ale wielkością nie powalają.

Największe można znaleźć w mocno zacienionych miejscach, przy większej ilości wilgoci. Na stanowiskach bardziej suchych i słonecznych są małe, a niektóre już zaczynają się marszczyć, co oznacza, że jest po prostu za sucho. Nie wiadomo, co pogoda przyniesie w lipcu i dlatego trzeba zbierać to co jest. A zapowiadało się tak super… Przypuszczam, że w górach będzie znacznie lepiej z uwagi na większe opady.

Jest też sporo malin. Ich zapach, smak i aromat nie ma sobie równych. Kwitną też jeżyny, a na niektórych, wcześniejszych odmianach już zawiązały się owoce. To wszystko powinno mieć miejsce za miesiąc. Wszystko jest przyśpieszone, pewnie tylko grzyby będą opóźnione. Oj ponarzekałem ja sobie. W końcu narzekanie to nasz „sport” narodowy. ;)) 

Podsumowując – pogłębiający się brak opadów i wysokie temperatury hamują rozwój jakichkolwiek grzybów na Wzgórzach Twardogórskich. Sezon jagodowy rozpędził się na dobre, ale – w przypadku dalszego braku znaczących opadów – może być krótki. Jest dużo malin, kwitną na potęgę jeżyny, kończą się poziomki. Fenologiczne Pendolino 2018 jedzie na pełnym gazie, tylko paliwa (opadów) coraz mniej. Zobaczymy, co przyniosą następne tygodnie. Ja jadę dalej. Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • krzysiek z lasu //18 Cze 2018

    Cześć Paweł!
    Fajnie zobaczyć choćby na zdjęciach (przynajmniej na razie) tak bliskie mi tereny 😉
    Ale jedno ze zdjęć mnie bardzo ujęło – biegnący w Twoją stronę „Wampirek” ;)))
    Pozdrawiam 😉

    • Paweł Lenart //20 Cze 2018

      „Wampirek” to kultowy, bukowiński kundelek. Spałaszował mi trzy kanapki, dał się pogłaskać, a później z daleka szczekał na mnie. Taki mały, czarny chuligan. ;))) Ale i tak mu zawsze coś dam do zjedzenia. 😉
      Darz Grzyb! 😉

  • wojek //27 Cze 2018

    Witaj Przyjacielu:)
    Tak to już w tej przyrodzie jest. czasami coś się poprzestawia w zegarze, ale spoko natura na pewno da sobie sama doskonale radę pod warunkiem, że homo sapiens nie będzie jej za bardzo przeszkadzał:) Jagody dojrzały znacznie szybciej niż zwykle tak samo jak maliny. Podobne zjawisko obserwuję u siebie na RODOS tam też mam już mniej więcej połowę lipca:) W sobotę planuję wyskoczyć do lasu może coś uda się zebrać (piszę tutaj oczywiście o jagodach) bo o grzybach możemy tylko na razie pomarzyć. No chyba, że wychodujemy odmianę boletusa, która będzie rosła już suszona:)
    Serdecznie pozdrawiam
    Darz Grzyb Przyjacielu:)

    • Paweł Lenart //28 Cze 2018

      W Bukowinie coś tam ostatnio kapie, ale to jeszcze bardzo, bardzo mało. Obecnie trzeba skupić się na jagodach bo jak przyjdą upały to za 3-4 tygodnie może być po zawodach.
      Powodzenia, Darz Grzyb! 😉