facebooktwitteryoutube
Aktualności - 10 Sty, 2018
- brak komentarzy
Leśne opowiadania Wojciecha. Część 5.

Leśne opowiadania Wojciecha. Część 5. CZAS ROZSTANIA.

Po ponad roku, mój serdeczny kolega z Wrocławia – Wojciech Dziewierski powraca z Leśnymi opowiadaniami Wojciecha. To już piąta część, którą Wojtek zatytułował „Czas rozstania„. Aby w pełni zrozumieć historię toczącą się z klimatem Puszczy Knyszyńskiej w tle, należy znać wszystkie części opowiadań. W tym celu, a właściwie dla przypomnienia tym, którzy je znają i z zaproszeniem do przeczytania dla tych, którzy ich jeszcze nie czytali, podaję linki do wszystkich części:

CZĘŚĆ 1: https://www.lenartpawel.pl/lesne-opowiadania-wojciecha-czesc-1.html

CZĘŚĆ 2: https://www.lenartpawel.pl/lesne-opowiadania-wojciecha-czesc-2.html

CZĘŚĆ 3: https://www.lenartpawel.pl/lesne-opowiadania-wojciecha-czesc-3.html

CZĘŚĆ 4: https://www.lenartpawel.pl/lesne-opowiadania-wojciecha-czesc-4.html

Piąta część jest zaskakująca z kilku powodów. Pierwszym, podstawowym jest to, że mamy w jej treści dużo mniej – w porównaniu do poprzednich części opowiadań – puszczańskiego klimatu. Druga, zasadnicza zmiana to poruszenie przez Wojtka kilku trudnych tematów, bardzo aktualnych na czasie. Reszty nie opisuję aby moim wstępem nie popsuć smaku dania głównego. Na koniec tylko dopowiem, że Wojciech obiecuje wrócić do klimatów puszczańskich w szóstej części, na którą będę czekać. ;)) Wojtku – serdeczne dzięki! ;))

Dzisiaj po latach sama zastanawiasz się, co napisać o waszym to znaczy Twoim i Jarka wkładzie w ustalanie najnowszej prawdy historycznej. Po drodze była ostra awantura u leśniczego, dość nieprzyjemna rozmowa w białostockim oddziale IPN, a nawet epizodyczna wizyta w Ministerstwie w Warszawie. Zacznijmy więc od początku. Pełni zapału razem z Jarkiem postanowiliście jak najszybciej dotrzymać słowa danemu Staremu Wojciechowi i przywrócić należne miejsce w historii Żołnierzom Wyklętym.

Owszem, byliście bardzo młodzi i pełni zapału, tylko zapomnieliście o drobiazgu. Oboje nie mieliście nawet elementarnej wiedzy w temacie. Co prawda Jarek, nawet ciebie zaskoczył znajomością Puszczy a to nie było łatwe. Niestety sama znajomość terenu – choćby najlepsza to stanowczo za mało. Tak więc uzbrojeni w saperki ruszyliście w Puszczę, zaczynając od odkrytego przez ciebie obozowiska partyzantów. Dodatkowo postanowiliście odrestaurować jedną z partyzanckich ziemianek. Szkic i plan ziemianek znaleźliście bez trudu w Internecie.

Wycięliście na to konto kilkanaście samosiejek świerkowych i sosnowych, oczywiście tylko tych „niepotrzebnych”  i zabraliście się za rekonstrukcję. Nie bardzo to wam szło a na dokładkę o waszej pracy rekonstrukcyjnej dowiedział się leśniczy. Co to była za awantura. Ochrzanił was nie przymierzając, jak Św. Michał diabła. Nieśmiałe tłumaczenia, że chodzi o prawdę historyczną, że te parę drzewek to przecież nie dla was, tylko spotęgowało złość leśniczego. Pamiętasz jego tyradę i stwierdzenie, że ładnie by ta Puszcza wyglądała jakby każdy na własną rękę robił sobie wycinkę bo chce wybudować sobie we wsi, powiedzmy kino albo świetlicę.

Z dwóch powodów jeszcze tym razem przymknę na to oko. Jeden to przez pamięć i wzgląd na Starego Wojciecha i to, że jednak zrobiliście dla ochrony Puszczy kawał dobrej roboty a drugi, że wstawił się za wami mój kolega – dyrektor białostockiego IPN, który przysyła wam zaproszenie na rozmowę i obawiam się, że niezbyt miłą. I nie próbujcie więcej robić mi spustoszenia w drzewostanie. Pełni nadziei udaliście się do IPN na zapowiedzianą  rozmowę do Dyrektora. Niestety był tylko kolejny „opr”. Tym razem na temat waszych wykopalisk i działalności rekonstrukcyjnej.

Dyrektor próbował wam wytłumaczyć, że do prowadzenia takich prac oprócz łopat i saperek potrzebna jest dość obszerna wiedza. Inaczej skończy się to tylko dewastacją. Na szczęście nie zdążyliście wiele zepsuć i fachowcy naprawią uszkodzenia. Zostaliście dość stanowczo poproszeni o zaprzestanie tego rodzaju działalności. Byliście zawiedzeni i to mocno. Przecież wcześniej odwiedziliście Ministerstwo i obiecano wam pomoc, powiadomienie właśnie białostockiego IPN itd. Na to Dyrektor rzekł ze śmiechem – „a tak przysłali mi pismo z Warszawy, w którym uprzedzono mnie o możliwej działalności „naukowo-historycznej” dwóch młodych szkodników”.

I jak już mówiłem, musicie zaprzestać waszej wykopaliskowej działalności. Jednakże bardzo cenne będą wasze odkrycia w terenie. Tylko pamiętajcie jedynie plany, szkice, pomiary, zdjęcia i meldunek do nas i oczywiście żadnego uszkadzania lasu. A jeśli chodzi o wykopaliska to być może uda się wam umożliwić pomoc przy takich, ale pod okiem fachowców. No i starajcie się rozmawiać z ludźmi. Znacie ich sporo, może dowiecie się czegoś ciekawego. Od dzisiaj jesteście Nieetatowymi Terenowymi Pracownikami IPN a to zobowiązuje. Dlatego pamiętajcie o tym co wam mówiłem ja i leśniczy. Odmaszerować i do roboty. Uff oboje mieliście dość tego magla. O wiele lepiej czuliście się w Puszczy, no ale awans na tych „Nieetatowych” itd.

Urośliście z dumy o kilka centymetrów. I zabraliście się zaraz do roboty. Przemierzaliście najodleglejsze zakątki Puszczy tropiąc i nanosząc na mapy miejsca, które wydawały się wam „podejrzane” o udzielanie schronienia partyzantom. No i nie zaniedbywaliście rozmów z mieszkańcami wśród puszczańskich wiosek. Raz nawet odkryliście w uroczym zakątku obozowisko, co prawda nie partyzantów tylko bimbrowników. Wyglądali na dość podeszłych wiekiem i waszym zdaniem powinni sporo wiedzieć o czasach hitlerowskiej i stalinowskiej okupacji tych ziem. No a przede wszystkim o walkach żołnierzy – partyzantów o wyzwolenie naszych ziem spod okupacji najpierw hitlerowców a później komunistów.

Już po kilku szklaneczkach samogonu chłopaki były chętne do opowieści o naszych dzielnych partyzantach i nie tylko. Skrzętnie notowaliście te powieści i już się cieszyliście jak to zaskoczycie tych gryzipiórków z IPN. Wyszedł z tego dobry brulion opisów potyczek, bitew i w ogóle starć z wojskami hitlerowskimi a później z Armią Czerwoną. No tak i jak zwykle nie przyszło wam do głowy żeby zweryfikować te rewelacje, choćby w Internecie. Kiedy zanieśliście wasze odkrycia do opiekującego się wami pracownika IPN, ten zajrzał do notatek, poczytał trochę i o mało nie pękł ze śmiechu. Dzieciaki, a cóż to za bitwa pod Woroszyłami? 10 tysięcy czołgów? Do tego samoloty całe dywizje piechoty. Słuchajcie, tyle czołgów to do spółki nie użyli Rosjanie i Niemcy w bitwie pod Kurskiem.

Zaraz czy aby nie zawędrowaliście do tych „speców” od bimbru spod Studzianki? Jeśli tak to proszę was – nie chodźcie tam więcej. To nie jest towarzystwo dla was, niczego ciekawego się od nich nie dowiecie. Żyją nie wiadomo z czego, chleją na okrągło, róbcie jak uważacie, ale ostrzegam was. Posłuchaliście tej roztropnej rady. Dalej zwiedzaliście Puszczę, szukając śladów dawnych dni, śladów ludzi walczących o niepodległość Ojczyzny. Któregoś dnia przyjął was sam Dyrektor IPN. Przekazał wam podziękowania za waszą pracę w terenie. Litościwie nie wracał już do początków waszej działalności. Natomiast udzielił wam kolejnej bardzo cennej lekcji. Głównie chciał przekazać wam jedną zasadniczą prawdę. Pamiętajcie o tym, żeby nie traktować każdego kto biegał po puszczy z karabinem jako Żołnierza Wyklętego.  Różnie niestety z tym bywało.

Oprócz ludzi z rozpaczą walczących o niepodległość kraju nie brakowało też pospolitych bandytów napadających a nawet mordujących niewinnych ludzi. Chwilami bardzo trudno jest takich odróżnić. Wiele dokumentów poginęło, wielu świadków tamtych dni odeszło już od nas na zawsze. Staramy się weryfikować wszelkie dokumenty to jest tytaniczna praca. Trzeba wertować często setki stron archiwalnych papierów, próbować docierać do świadków. Niestety wielu zagadek nie uda się już wyjaśnić tym bardziej, że mamy bardzo ograniczone fundusze a takich zapaleńców jak wy też nie jest wielu. W uznaniu waszej pracy wystąpiliśmy o nagrodę dla was do Ministerstwa.

Dyrektor podziękował wam za pomoc i poprosił o jeszcze. Sami nie mieliście nic przeciwko temu. Braliście udział w pracach wykopaliskowych, tym razem pod czujnym okiem fachowców. Mieliście spory udział w odkryciu obozowiska partyzantów jeszcze z okresu powstania styczniowego, można je dzisiaj zwiedzić. Pomagaliście w organizowaniu wystaw, a nawet oczywiście, po odpowiednim przygotowaniu, wygłaszaliście pogadanki w szkołach spędzając ze sobą coraz więcej czasu. W końcu przyszło to co przyjść musiało. Coś przed czym ostrzegał cię kiedyś Stary Wojciech. Chociaż ostrzegał może nie jest najlepszym określeniem. Może bardziej byłoby trafne – poinformował.

Którejś tam nocy przy ognisku powiedział on ni mniej ni więcej. Kiedyś ty stąd uciekniesz. Oburzyłaś się na takie słowa. Ty masz uciec z Puszczy? Nie nigdy! Któż by ciebie zresztą stąd wygonił?! Wyjaśnił ci to towarzysz Starego Wojciecha. Zapytał czy czytałaś „Księgę Dżungli”? No – oczywiście odparłaś. A czy pamiętasz jak towarzysze Mowgliego mówią mu, że Mowgli wygoni Mowgliego? No tak, odparłaś nieśmiało. I z tobą będzie tak samo. Pewnego dnia wygonisz stąd sama siebie. No ale do tego jeszcze raczej daleko.

Pamiętasz doskonale tamtą letnią, lipcową noc. Odpoczywaliście sobie przy ognisku, na jednej z licznych dużych polan po całodziennej pracy przy wykopaliskach wśród archeologów. Akurat na was przypadł dyżur w kuchni. Musieliście wydać kolację, posprzątać itd. Wszyscy pomęczeni wcale nie lekką pracą i bardzo upalnym dniem, dawno poszli spać, a wam jakoś nie było do snu. Siedzieliście obok siebie rozmawiając o pracach, historii i w ogóle jak to się mówi o wszystkim i o niczym. Nagle zaczęło się dziać z tobą coś bardzo dziwnego, coś czego jeszcze nigdy nie doświadczyłaś. Zrobiło ci się jakoś tak ciepło, zaczęłaś czuć coś jakby zawrót głowy, a kiedy na dokładkę Jarek ujął cię delikatnie za dłoń zerwałaś się jak oparzona.

Pobiegłaś, nie bacząc na głuchą noc i zbliżającą się po parnym dniu burzę, prosto w Puszczę. Nie czułaś nawet, że gdzieś tam boleśnie skaleczyłaś się o jakąś gałąź. W końcu siadłaś pod świerkiem. Za całą mocą dotarło do ciebie co może znaczyć cytat z „Reduty Ordona” … nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy…” Tylko czy w rozpaczy? Czy to po prostu trafił ciebie swoją strzałą Amor i zapukała do twojego serca miłość? Na razie siedziałaś pod świerkiem a myśli jedna po drugiej kłębiły ci się w głowie. Co robić? Musisz gdzieś uciec. Tylko dokąd. W Puszczy żyć tak jak Stary Wojciech nie, nie da się samotnej kobiecie. Nagle przyszła ci do głowy wspaniały myśl.

Kiedyś odkryłaś coś w rodzaju wyspy pośród nieprzebytych oparzelisk. Tego miejsca nie znał nikt, nawet Stary Wojciech. Tam prowadzi tylko jedna droga, którą udało Ci się odkryć. Zaszyjesz się tam. Na tej wysepce będziesz mogła posiać trochę zboża i warzyw, w tych oparzeliskach jest na pewno dość karasi i linów a już na pewno piskorzy. Tak tam będziesz sobie mieszkać i………… no właśnie i co dalej. Przecież doskonale wiesz, że tam można dostać się tylko w lecie. Zimą, jak oparzelisko jest zawalone śniegiem, nie ma szansy tam się dostać i to w obie strony. Co zrobisz jak coś się stanie. Tam rzeczywiście nikt ciebie nie znajdzie i nie masz szans na pomoc. Po za tym śnieg tutaj potrafi leżeć trzy-cztery miesiące i co?

Będziesz odgrywać rolę Robinsona Crusoe w wersji współczesnej i to z własnej woli? Cóż więc robić przecież ani myślisz bawić bachory, gotować i prać i jeszcze może prasować koszule??? A co, to to nie. Czyli musisz uciekać. Tak, tylko gdzie, dokąd? Pierwszy raz poczułaś się bezbronna, bezradna jak niemowlę. Zaczęłaś po prostu, po babsku płakać. Nie czułaś nawet, że zerwała się burza, że mokniesz pod świerkiem, nie słyszałaś walących blisko grzmotów. I wtedy z pomocą przyszedł ci nikt inny jak tylko Stary Wojciech. Jakbyś go zobaczyła przez sekundę w świetle błyskawicy i usłyszałaś jego głos, pamiętaj dziecko nie uciekniesz sama od siebie, tego nie da się zrobić.

Siedziałaś więc dalej mokra pochlipując sobie. Do dzisiaj nie wiesz, jakim sposobem znalazł cię Jarek. Okrył ciebie płaszczem przeciwdeszczowym. Usiadł koło ciebie nic nie mówiąc. Wtedy zrozumiałaś, że już nie trzeba żadnych słów. Po prostu przyszło to co musiało przyjść. Burza odeszła gdzieś na północ a wy siedzieliście milcząc przytuleni do siebie, związani już na zawsze. Lipcowe noce nie są długie. Wstał świt. Szczególnie piękny w Puszczy po deszczu. Krople osiadłe na drzewach, lśniły we wschodzącym słońcu jak diamenty.

A wy padliście na kolana śpiewając Panu starą pieśń:
Kiedy ranne wstają zorze Tobie ziemia. Tobie morze
Tobie śpiewa żywioł wszelki
Bądź pochwalon Boże Wielki
A człowiek coś go stworzył i ocalił
A czemóż by Ciebie nie chwalił

Kiedy trzymając się za ręce, wracaliście do obozowiska, poranny wiatr strącał wam pod nogi lśniące brylanty deszczowych kropel, a ty słyszałaś wyraźnie jak prastare drzewa Puszczy, z których niektóre pamiętały nie tylko Powstania Listopadowe i Styczniowe, ale nawet wojny szwedzkie z XVII wieku szumią ci na pożegnanie fragment Księgi Dżungli Rudyarda Kiplinga

„… Niech wiatr i woda i łaska kniej

      Zawsze się jawią na drodze twej…”

..…………………………………………….

Wiele lat upłynęło od tamtych wydarzeń. Wasze wspólne życie różnie się tam układało, nie ma sensu opisywać szczegółów. Dorobiliście się dwóch synów i córki oraz kawałka ziemi i domu w jednej z śród-puszczańskich miejscowości. Staraliście przekazać dzieciom wartości jakie i wy otrzymaliście od swoich rodziców. Wpajaliście im, że w pierwszej kolejności jesteście Polakami a nie Europejczykami, że naszym hymnem jest Mazurek Dąbrowskiego a nie jakaś Oda do Radości a słowa Bóg Honor Ojczyzna nie są pustymi sloganami. Organizowaliście wspólnie spotkania, na których były wygłaszane odczyty czy też wykłady na temat naszej, jakże chwilami bolesnej historii a niejednokrotnie udało się zaprosić osoby, które przeżyły piekło wojny, piekło niewoli hitlerowskiej lub sowieckiej.

Uczyliście pociechy szacunku dla drugiego człowieka, szacunku dla przyrody i środowiska. Staraliście w zarodku tępić przejawy egoizmu, pychy i uczyć myśleć kategoriami „my” a nie” ja”. Czy się to wam udało? Piszesz te słowa późno w nocy. Obserwujesz z troską śpiące wnuki, które akurat przyjechały do was na święta. Jak sobie poradzą w tym coraz bardziej zwariowanym świecie. Świecie, gdzie coraz częściej rządzą fałsz, obłuda i hipokryzja, gdzie uczciwość coraz częściej jest utożsamiana z głupotą a kult mamony jest coraz bardziej wszechobecny.

Świecie, gdzie skrajny egoizm jest postrzegany jako bardzo pozytywna cecha tak samo zresztą jak jakieś cwaniactwo, ordynarne oszukiwanie drugiej osoby przy pomocy kruczków prawnych a wręcz za normę zostało przyjęte wśród biznesmenów stwierdzenie, że żeby się dorobić to pierwszy milion trzeba ukraść. Mało tego – jakiś wszechobecny wyścig szczurów. Liczę się tylko „ja” a cel uświęca środki w dosłownym tego znaczeniu, bez oglądania się na konsekwencje dla innych. Zaczęłaś się zastanawiać, skąd u ludzi taki zanik empatii? Nie raz spotykałaś się z butą czy próżnością. Czy to jest zachłyśnięcie się wolnością, którą lansują media?

Niesieniem pseudowartości europejskich. Właśnie zastanawiasz się cóż to za „wartości” chcą nam wcisnąć. Kretyńską genderyzację na której naukowcy nie zostawili suchej nitki, rozkład wszelkich wartości moralnych, bezpardonowy atak na nasz tradycyjny model rodziny nie wspominając już o wartościach chrześcijańskich. Ot takie szeroko rozumiane „róbta co chceta”. I jeszcze wpierają nam, że to wszystko dzieje się dla naszego dobra. Tak, właśnie tak!!! O tym można by napisać całą powieść, po prostu chyba każdy ma po to głowę żeby myśleć a nie po to aby modelować na niej coraz droższą fryzurę. Jeden przykład, który poruszył Ciebie do głębi.

Potraktowałaś go po prostu jako nic innego, tylko jako próbę urabiania opinii publicznej przed nieuchronną sprzedażą Lasów Państwowych, oczywiście dla naszego dobra. Przeczytałaś na jednym z portali nic innego, tylko artykuł o śmiertelnym zagrożeniu jakie niosą ze sobą nasze lasy. Na dokładkę każde z tych zagrożeń potwierdzała Pani w mundurze leśnika. Po prostu zapytałaś, ileż to osób zginęło w tych naszych śmiertelnie groźnych lasach od – powiedzmy zakończenia II Wojny Światowej a ile zginęło na naszych faktycznie niebezpiecznych drogach a ile znowu utonęło w naszych przecież śmiertelnie groźnych wodach.

Cóż to za straszne zagrożenia były wymienione. Mieszkasz w końcu przy lesie. Postanowiłaś więcej nie wychodzić w ogóle z domu, dopóki tego śmiertelnie niebezpiecznego lasu nie wyrżniemy w pień. W końcu kleszcze, żmije, dziki, upadające drzewa, wręcz dziesiątkują nasze społeczeństwo. Takich publikacji pisanych „dla naszego dobra” można mnożyć. Mieszkasz na naszych obecnych kresach wschodnich. Zastanawiasz się skąd bierze się jakaś wzajemna nienawiść. Mieszkają tutaj i katolicy, prawosławni, są nawet muzułmanie. Potomkowie Tatarów, którzy zapisali piękną kartę w naszej historii walcząc wspólnie o wolność Polski.

Są ludzie nie wierzący. Wiadomo, burzliwe dzieje przesuwały nasze granice, z różnych przyczyn przyjeżdżali tutaj różni ludzie. Inni „wyjeżdżali” stąd wbrew własnej woli. To też temat rzeka. Ale jakoś mieszkacie razem, potraficie uszanować swoją odrębność kulturową. Nikomu nie przychodzi do głowy komuś z tego powodu dokuczać, tylko by spróbował. Nie mieści się wam w głowach wciskanie na siłę jakiegoś idiotycznego „multi-kulti” prowadzące po prostu donikąd. Starasz się po prostu ile można przeciwstawiać się tej „nowoczesności”. Wnukom tak jak wcześniej dzieciom wpajasz rzeczywiste wartości.

Ze śmiechem wspominasz wasze pierwsze wycieczki po Puszczy. Bunt, wręcz wściekłość młodzieży, że komórki nie mają zasięgu, że nie działa facebook a i Internet nie ma zasięgu. Wspomagana przez własne dzieci jakoś pomału przekonałaś wnuki, że można przeżyć dwa i trzy dni bez Internetu i komórki. A dzieła przekonywania dopełniły obrazy naszej pięknej przyrody. Stado żubrów, piękne okazy drzew, trzęsawiska, przez które przeprowadzałaś wnuczki chyba tylko tobie znanymi ścieżkami, a nawet ryś. Ukazał się jak na zawołanie. Szkoda tylko, że zanim ktoś sięgnął po aparat zniknął jak duch.

Wreszcie niezapomniane wieczory przy ogniskach gdzie opowiadałaś o swoich przygodach, no które nie zawsze miały miejsce, ale dzieci trzeba w końcu czymś zainteresować. Często wspominałaś swojego przewodnika i nauczyciela Starego Wojciecha. Pomimo lat starań, prywatnych śledztw, rozpytywań, nie udało ci się dowiedzieć kim on był. Miejscowi ludzie traktowali was jak swoich. Nie mieli już przed wami tajemnic. Wręcz przeciwnie często przychodzili po poradę w jakiejś sprawie. W sprawie Starego Wojciecha nikt jednak nie potrafił wam pomóc. Jego bliscy koledzy odeszli na zawsze. Nie dawałaś za wygraną. Pytałaś gdzie tylko można.

Niestety, udało się na podstawie strzępków informacji, ustalić wojenne losy Starego Wojciecha, tylko bardzo hipotetycznie. Brał on udział w Kampanii Wrześniowej i w ostatniej bitwie Kampanii stoczonej przez Samodzielną Grupę Operacyjną „Polesie” gen. Franciszka Kleberga pod Kockiem 2-6 października 1939 roku. Po rozkazie kapitulacji ani myślał składać broni. Udało mu się uciec przed hitlerowską niewolą i wrócić w rodzinne strony. Jednak ponieważ był prawdopodobnie porucznikiem a tereny gdzie mieszkał były zajęte przez Rosjan, zaczęło się nim interesować NKWD. Ponowne zatrzymanie i znowu udało się uciec, tylko nasi „sojusznicy” zdążyli wywieźć całą miejscowość w tym rodzinę Starego Wojciecha do Kazachstanu.

Nigdy już ich nie zobaczył. Wykopał swoją broń i schronił się w prastarej Puszczy. Przypuszczalnie nie przystąpił do żadnego oddziału partyzanckiego, chyba na czas jednej akcji lub kiedy był potrzebny jako przewodnik. Uprawdopodobniła takie losy partyzanta opowieść, która krążyła po puszczy a wywarła bardzo duży wpływ na losy Starego Wojciecha. Podobno uratował on lekarza wiezionego do niewoli przez trzech czy czterech hitlerowców. Ech zawsze wyobrażałaś sobie Starego Wojciecha jako wodza dzielnych partyzantów roznoszącego w pył oddziały hitlerowskie czy komunistyczne a tymczasem to najprawdopodobniej jest historia jakich wiele, które można pisać wręcz przez kalkę.

Ale wracając do historii lekarza. Wojna się skończyła. Stary Wojciech pochodził z terenów ówczesnego ZSRR, ani dokumentów ani świadków, na dokładkę oficer przedwojennego WP. Za mniejsze „winy” ludzie znikali na zawsze w kazamatach UB. Na szczęście dla Starego Wojciecha rozpoznał go właśnie lekarz, któremu uratował on życie. Ni mniej ni więcej tylko zapakował Starego Wojciecha, dzięki swoim znajomościom do szpitala dla obłąkanych. Jak przekonał on partyzanta kochającego wolność, że to jest konieczne o ile chce on doczekać starości. Podobno przetrzymał go w szpitalu dwa lata, gdzieś załatwił dokumenty a i wystawił odpowiednie papiery medyczne dzięki którym władze nie czepiały się go.

Niewątpliwie uratował mu życie. W tamtych czasach nie było żartów. Bandyci z UB byli chyba jeszcze bardziej bezwzględni niż hitlerowcy. Gdzieś jeszcze natknęłaś się na ślad, że ktoś wyprowadził oddział AK w czasie obławy augustowskiej z okrążenia wojsk NKWD i UB. Nie wiadomo czy to jest prawda czy kolejna legenda jakich wiele, która krąży do dzisiejszego dnia po Puszczy. Postanowiłaś, że będziesz szukać dalej, może gdzieś uzyskasz wiarygodne dane.

Raz jeszcze spojrzałaś na śpiące wnuki. Dorosną szybko, czas nie stoi w miejscu. Czy zachowają wartości przekazane im przez rodziców i przez ciebie i Jarka czy pójdą inną drogą a może ulegną „wartościom tego świata”. W każdym razie staracie się żeby otrzymały solidne korzenie, takie, jakie posiadają kilkusetletnie, puszczańskie dęby.

W tym miejscu kończysz opowieść o Starym Wojciechu ale przecież nie o Puszczy, do tego tematu postarasz się wrócić.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz