facebooktwitteryoutube
Aktualności - 22 Gru, 2017
- brak komentarzy
KARP. Przedświąteczna przygoda Wojciecha.

≈ KARP ≈

Święta tuż tuż. Ludzie wpadli w amok kupowania, pieczenia, smażenia, gotowania, sprzątania, wyjeżdżania i wszelkiego innego „ania”. Wśród potraw wigilijnych, tradycyjnie na stole będzie karp. Powiada się, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. Z takim przekonaniem, pewnego, przedświątecznego dnia, Wojciech Dziewierski (znany już dobrze na moim blogu z Leśnych Opowiadań Wojciecha i kilku innych wpisów) wraz z kolegą wybrał się na wędkowanie… Celem był właśnie karp…

 Ta historia zdarzyła mi się naprawdę. Zresztą nie jest to istotne. Był grudzień, jak to bywa u nas ostatnimi czasy, pogoda była bardziej wiosenna niż zimowa. Od jakichś tam przedświątecznych porządków, czy czegoś takiego, wyrwał mnie dźwięk telefonu. Dzwonił mój dobry przyjaciel, wieloletni towarzysz wypraw wędkarskich. Zjeździliśmy razem za dobrych, dawnych czasów całą Polskę w poszukiwaniu wodnych potworów.

 A teraz kolega pyta się, czy mam pół dnia wolnego, bo chce wyskoczyć nad wodę po świątecznego karpia. Pytam się. Iras, czy Ty aby dobrze się czujesz?! Karp w grudniu to chyba w stawie hodowlanym. E! Jest ciepło! Może i weźmie. Zawahałem się. Sprzęt miałem już zakonserwowany po sezonie, kurczę znowu robota, szczególnie z kołowrotkami. Ale po namyśle zgodziłem się. Czego się w końcu nie robi dla przyjaciół.

 Pojechaliśmy niedaleko od domu nad rozlewisko rzeki Oławy, gdzie karpie i owszem zdarzało się nam łapać, ale w lecie. Bez przekonania porozkładałem graty, zarzuciłem kolejno dwie wędki, rzuciłem kilka kul zanęty i nie pozostało już nic innego jak czekać. Oczywiście nic się nie działo. Siadłem wygodniej na wędkarskim krzesełku. Było już około 13, zza chmur wyjrzało słońce. Zrobiło się dość ciepło.

 Gapiłem się tylko w spławiki bo nie było nic lepszego do roboty. Nagle widzę, bardzo gwałtowne branie. Podrywam wędkę i cóż widzę?! Cały zestaw zamiast gdzieś na środek zbiornika, płynie ostro do brzegu i to takim tempem, że nie nadążyłem zwijać żyłki. Za chwilę zresztą okazało się, że to zupełnie zbędne. Woda zakotłowała się przy brzegu i wynurzył się z niej….. Karp.

 Dziwny jakiś. Wielki, co najmniej kilkanaście kilogramów wagi. Łuska jakaś na nim dziwna – aksamitna?, purpurowa? A cóż to za Karp? To powiedziałem głośno. A Karp, Karp odpowiedziała ryba. Aż usiadłem ze zdumienia, zacząłem się nerwowo rozglądać, wokół nie było nikogo, pomyślałem – może gdzieś złapałem gorączkę i majaczy mi się. Nic z tych rzeczy.

Usłyszałem dalszy monolog.

≈ Pokazuję się czasami takim jak ty, czy jak twój kolega. Po to żeby przemówić wam ludziom do rozsądku. Ludzie, co wy wyprawiacie!?

≈ A o co chodzi? – ledwie wykrztusiłem.

≈ O co?!! On się jeszcze pyta o co chodzi?

≈ Na początek popatrz wokół siebie, posłusznie rozejrzałem się wokół. Te śmieci to może ryby zostawiły? Co?! Zrobiło mi się wstyd, faktycznie poniewierała się nad wodą cała masa śmieci, puszek, butelek, gdzieś nawet leżała opona samochodowa. Oj ludzie i wy podobno macie rozum. To tak przyjemnie siedzi się w takim śmietniku i tak ciężko zabrać te śmieci ze sobą?! Przypatrz się człowieku i czy ci nie wstyd? Wiem – ty nie śmiecisz, wiem że nie raz sprzątałeś nie tylko po sobie, ale i po innych.

Bałagan, ba śmietnik wokół wody to jeszcze wasze najmniejsze wykroczenie. Popatrz na wody. Kto u licha wpuszcza cały ten syf do rzek i jezior? Wasze ścieki co to potrafią niszczyć całe życie w zbiornikach wodnych. Czy to jest w porządku? Chcielibyście pływać w tej chemicznej zupie?

Sami niszczycie środowisko a później narzekacie, że woda zatruta, że powietrze brudne, itd. A sami się trujecie durnie skończone, ba żeby to tylko sami, ale niszczycie wszystko co jest wokół. A cóż winne są biedne ryby, że je w ten sposób bezmyślnie zabijacie?

Dalej – wasze rabunkowe wręcz odłowy. Ludzie czy wyście powariowali, szczególnie na punkcie tej cholernej mamony? Potraficie sieciami powyrywać z jeziora wszystko co żyje a później płakać nad tym, że nie ma ryb. Wędkarze – a wy co? Za nic czeto macie regulamin a już w szczególności wymiary i okresy ochronne. Co, z głodu zabieracie te biedne małe rybki, nie dając im szansy odbyć chociaż jednego tarła? To „wędkujcie” tak w dalszym ciągu a będzie naprawdę źle.

Ostrzegam was – róbcie tak dalej a faktycznie będziecie oglądać ryby na obrazkach w tych waszych komputerach. Ludzie, zacznijcie dbać o środowisko dzisiaj, jutro będzie za późno. Ponieważ i ty i twój kumpel jesteście raczej w porządku, jeśli chodzi o regulamin PZW a i nie śmiecicie to podaruję wam po karpiu na wigilię, ale pamiętajcie – uważajcie na nasze piękne wody, nie zamieniajcie ich w cuchnącą ściekami pustynię bo takie zachowanie niewątpliwie odwróci się przeciwko wam!!! To powiedziawszy Karp zniknął.

Nagle usłyszałem głos przyjaciela. Co ty drzemki sobie ucinasz?! Daj spokój, jeszcze się przeziębisz, zbieraj się bo niedługo będzie ciemno. Faktycznie, było już po trzeciej i krótki, grudniowy dzień, pomału się kończył. Uśmiechnąłem się do siebie, a więc to tylko był sen.

Sen tak, tylko skąd wzięły się w mojej siatce dwa dorodne karpie?

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.