facebooktwitteryoutube
Aktualności - 09 Paź, 2018
- 4 komentarze
Grzybowa ocena Wzgórz Twardogórskich po sobotniej wycieczce wrocławskiego tercetu.

Grzybowa ocena Wzgórz Twardogórskich po sobotniej wycieczce wrocławskiego tercetu.

Patrzaj w niebo Paweł! – krzyknął Krzysiek. Co tam widzisz chłopie? – zapytał Leszek. A nic Panowie – odpowiedziałem. Wypatruję jakiegoś deszczyku na tej błękitnej tafli nieba i nic – poza nią i samolotami – nie widzę. Rozpoczęła się bardzo długa wycieczka po Wzgórzach Twardogórskich, której namiastkę, niniejszym zamieszczam na blogu. ;)) 

Miała ona przede wszystkim charakter dendrologiczno-turystyczno grzybowy. Z uwagi na trwający sezon grzybowy, a tak naprawdę jego parodię, skupię się głównie na grzybach. W ostatnią sobotę minęły 2. tygodnie od ostatnich i jedynych opadów, na podstawie których, można sobie gdybać o ewentualnym sypnięciu grzybami.

Nasza wycieczka wystartowała od Twardogóry, toteż zanim na dobre weszliśmy do lasu, czekało nas zwiedzanie uroczego miasteczka i pobliskiej wsi – Moszyc. Jak to na Wzgórzach, widoki pól i łąk cieszą urokiem i klimatem, coraz bardziej jesiennym zresztą.

Wrocławski tercet wyruszył w dobrym nastroju. Ja z Leszkiem, wzięliśmy ze sobą koszyk i –  jak się później okazało – stanowiły one tylko ozdobę ludzi udających, że zbierają grzyby w czasie nie wysypu udającego wysyp. ;)) Jedynie Krzysiek zachował trzeźwość oceny sytuacji i skitrał niewielki, składany koszyk do plecaka celem uniknięcia beki napotkanych ludzi. ;))

Jedną z największych atrakcji wycieczki były… krowy! Tak, polskie, łaciate i ciapate krowy, pędzone przez staruszkę – mieszkankę Goszcza na pole. Będą pieczarki! Trza za tydzień przyjechać! Jakiż to rzadki widok! Kurde, uwielbiam wieś! Łąki, pola i lasy wokół. Inaczej płynie czas. Jest spokojniej i naturalniej.

Październik to czas kiedy letnia zielenina zaczyna mieszać się z kolorową „jesieniną”. Niektóre liście są jeszcze w kolorze lipcowym, ale wystarczy przejść kilka kroków dalej i już mamy jesień. To lato i ta jesień. Obie kłaniają się sobie i prezentują swoje walory.

Jesienina wkrada się po skraju lasu. Albo na starej, polnej dróżce, gdzie wiją się wszelkie krzaczory, urodziwe jabłonie, ulęgałkowe grusze i kłujące tarninowce. Gdzie kasztanowców liście szrotówki pozjadały i przez to szybciej jesień przygnały.

Gdzieś przy stawie pływał samotny łabędź. Dostojny i spokojny. Gdy podeszliśmy bliżej – groźny i syczący. Przypatrywał się nam dłuższy czas a my jemu. Pogłaskać by się chciało tego królewskiego pływaka, nawet za cenę zgarnięcia łabędziego „kopniaka”.

Niektóre wiejskie burki, szczekaniem nas witały. Inne – ogonem merdały i nie syczały. Nawet pogłaskać się dały i piszczały, gdy żeśmy się żegnali. Ten na fotkach to burek z Przysiółka „Czwórka” w pobliżu wioski Domasławice. Ciężko było się rozstać i iść dalej.

Czas o grzybach rozprawić. Który to już raz w tym roku, napiszę, że w lesie jest bardzo sucho? Wiem, pewnie ziewasz, jak to czytasz. Ja też. Ale prawda jest taka a nie inna. W lasach jest bardzo sucho. Do znudzenia. Pani pogoda jest w tym roku tak nudna jak 12345 odcinek „Mody na Sukces”…

Na łąkach parodie kani zostały. Liczyłem, że trafimy trochę kotletów po skrajach lasów, bo 30-sto wrześniowa wycieczka dawała taką nadzieję. Niestety, kani było jak na lekarstwo i w dodatku wyglądały one jak po baletach w remizie…

Dostarczyłem mnóstwo wrażeń moim towarzyszom, chociaż tak naprawdę  – tylko skorzystałem z oferty Matki Natury i pokazałem jej walory, których na tych terenach nie brakuje. Największym kompleksem leśnym, który przeszliśmy, był ten – zaczynający się od Goszcza, a kończący w Bukowinie.

Lasy te stanowiły nasze główne „wskaźniki” grzybowe. Grzybów nadal jest bardzo mało. Jedynie w większej ilości, zaczyna pokazywać się maślanka wiązkowa. Znaleźliśmy tylko jednego podgrzybka brunatnego w średniej wielkości.

Maślanka przeważała, to też najczęściej wpadała w obiektyw. Marzyło mi się, żeby tak kilka z nich stało się opieńkami. Na marzeniach się skończyło. Przez cały las nie znaleźliśmy ani jednej kępki opieniek.

Gdzieniegdzie wykluwają się młode muchomory czerwone. W brzózkach trafiły się koźlarze – babka i białawy. W ilościach skrajnie limitowanych. Pomarańczowożółtych ani śladu.

Do znudzenia też napiszę, że całe połacie lasów nadal są bez jakichkolwiek grzybów. Susza w tym roku trwa dłużej niż ciąża. Czas na narodziny pory deszczowej. ;))

Z grzybów trafiły się też pojedyncze muchomory cytrynowe (chyba). Nie oglądałem dokładnie owocników i nie dam głowy, że to na 100% ten gatunek. Na pewno jakichś muchomorek.

W urokliwym miejscu, pośród wrzosów, brzóz i sosen trafiłem jedynego podczas naszej wycieczki prawdziwka. Było ich co najmniej kilkanaście, ale został tylko jeden. 

Reszta została przez kogoś zebrana. Widzieliśmy jedynie liczne „obierki”. To świadczy o tym, że bardzo, ale to bardzo lokalnie, można w lesie trafić na borowikową enklawę.

Zresztą potwierdziło mi to kilka osób, które podczas weekendu, na pobliskich terenach, trafiły na maślaki, podgrzybki i kanie. O prawdziwkach jednak nikt nie wspomniał. Czyli ten nasz jeden okaz to był wielki fart.

A poza grzybami, mieliśmy ogromną frajdę z oglądania takich widoków. Wycieczka miała sporą długość – około 25-iu, a może i więcej kilometrów.

Postanowiłem zorganizować wycieczkę totalną i taka była. Moja relacja i fotki to jedynie jakieś 10% z tego, co w sobotni dzień obejrzeliśmy i zwiedziliśmy.

Październikowa aura jest jedną z najbardziej optymalnych na długie, całodniowe wojaże. Słońce nie pali tak jak w lipcu i w sierpniu a dzień jest jeszcze wystarczająco długi, aby powłóczyć się – przy bezchmurnym niebie do około godz. 18:30.

Miejscami można spotkać jeszcze kwitnące wrzosy. Dzięki temu, przez moment mamy namiastkę sierpnia/września w październiku.

Aleje brzozowe nabierają jesieni w liście. W zeszłym roku „zakozaczone”, „zaprawdziwkowione” i „zamuchomorowane”, w tym świecą pustkami.

Przeszliśmy przez kilka sprawdzonych miejscówek. Nic. Kompletne zero. Ani jednego, jakiegokolwiek grzyba.

Chociaż do końca wycieczki było jeszcze nieco ponad godzinę, można było już podsumować grzybowe oględziny terenów leśnych, goszczańsko-bukowińskich. W sumie, to co tu podsumowywać…

Jesień w dolnośląskich lasach, dla większości grzybiarzy jest w tym roku smutna. Niektórzy, punktowo nazbierali grzybów. Lepiej było w górach, kiedy we wrześniu jednak był wysyp, ale też nie taki, jak to czasami bywa.

Prognozy pogody dobijają bez reszty. Deszczu do połowy miesiąca, ale i prawdopodobnie dłużej nie będzie. Tli się jeszcze cień nadziei na punktowe wypryski grzybów, bo minęły ponad 2. tygodnie od większych opadów i dochodzi poranne „wspomaganie” wodne z rosy i ewentualnych mgieł.

Las bez grzybów wciąż jest lasem pełnym dobra, piękna, pozytywnych wibracji, miejscem spokoju, oazą dla uzdrowienia duszy i ciała. Nie wolno o tym zapominać. ;))

I chociaż światełka w dolnośląskim tunelu grzybowym nie widać, warto przejść się po złocisto-czerwono-żółto-zielonym dywanie, serwowanym przez czcigodny las.

Po zapadnięciu zmroku, bukowińskie barany pożegnały wrocławski tercet. ;)) Moi towarzysze cieszyli się, że udało się im pokonać trudy wycieczki, a ja cieszę się, że pokazałem im niesamowite oblicza tych terenów. Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • krzysiek z lasu //10 Paź 2018

    Paweł – dzięki za tą sobotnią wycieczkę!!!
    Wrażeń tyle co nie było by nawet w stu innych wycieczkach, ale bez takiego przewodnika jak Ty!
    A te 25 km. w nogach… Co tam – zakwasy mają tą zaletę że po jakimś czasie ustępują ;))
    Ale najważniejsze że emocje i wrażenia zostają…
    Pozdrawiam 😉

    • Paweł Lenart //15 Paź 2018

      To była wspaniała wyprawa. Zdjęcia i emocje na całe życie. Darz Grzyb! 😉

  • wojek //10 Paź 2018

    Witaj Paweł:)
    Można powiedzieć, że lasy Pomorza Zachodniego pod względem grzybowym to lustrzane odbicie naszego dolnośląskiego podwórka. Nie wiem ile tam kilometrów przeszedłem przez dwa dni żeby coś znaleźć grzybowego. Rok temu w tych lasach podgrzybki można było rwać garściami, teraz niechlubnym rekordem było znalezienie trzech koleżków w pobliżu siebie. Podobno więcej grzybów jest w Szwecji i nie chodzi tutaj oczywiście o Skandynawię tylko o wioskę mniej więcej w pobliżu Wałcza. Ok. 50 km od Złocieńca może i tam się wybiorę. A i jeszcze tutaj mam trochę miejsc do sprawdzenia. Nic to korzystając z pięknej złotej polskiej jesieni więcej wędkuję i to z dobrym rezultatem. A grzybowo ten rok chyba może sobie odpisać w …. straty, chociaż dopóki piłka w grze:)
    Darz Grzyb Leśny Bracie
    Pozdrawiam serdecznie

  • wojek //10 Paź 2018

    Paweł
    Daruj Przyjacielu ale jeszcze jedno spostrzeżenie. Po kiego co niektórzy wypisują na forum u Marka bzdury. Przeszliście kawał lasu i co znaleźliście ano niewiele. To samo ja. Rozumiem, że ktoś trafił na podgrzybki w ilości kilkanaście na godzinę ale kilkaset?! To chyba pieczarek w pieczarkarni, albo ewentualnie opieniek. Podobne wpisy widzę w zachodniopomorskim. Ludzie, z którymi się znam piszą rzetelnie – pikuś no ale jacyś megagrzybiarze znajdują po kilkaset boletusów (chyba w snach ewentualnie w niedzielę po zabawie). Po co te wpisy? Dowartościowac się pisząc głupoty, zaistnieć na siłę? Nie wiem Paweł.
    No ok zobaczymy co dalej, sprawdzę jeszcze kilka miejsc może będą choć maślaki. Wpisy zamieszczę u Marka na blogu
    Darz Grzyb Leśny Bracie.