facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 14 maja, 2019
- brak komentarzy
Dąb węgierski Henryka Sienkiewicza. W cieniu ogrodu botanicznego.

Dąb węgierski Henryka Sienkiewicza. W cieniu ogrodu botanicznego.

Są takie drzewa, które rosną w miejscach, gdzie ludzie chętnie do nich przychodzą w odwiedziny i oględziny. Są takie skupiska drzew, w których zachwycamy się ich różnorodnością gatunkową, wysokością, grubością i wiekiem, a przede wszystkim kształtami, które formują korzenie, pień, konary, gałęzie i w końcu koronę.

To zazwyczaj są parki, arboreta lub ogrody botaniczne. Podobnie jest we wrocławskim ogrodzie botanicznym – dendrologicznej oazie w centrum miasta. Jak bogate toczy się tam życie flory, wie chyba każdy Wrocławianin. Teraz, kiedy kwitną w nim wszelkie kolory i kwiaty, możemy zanurzyć się w otchłań doznań zmysłowo-zapachowo-wzrokowych i na kilka chwil, zapomnieć o „ciemnej” stronie miasta za ogrodzeniem ogrodu.

Jednak naprzeciwko ogrodu, po drugiej stronie ulicy Henryka Sienkiewicza, przy nowych plombach, wybudowanych kilka lat temu, rośnie – trochę na uboczu, stary dąb. Poczciwy, zdystansowany dendro-staruszek, którego los rzucił poza bezpieczne ogrodzenie ogrodu.

Nie objęto go ochroną pomnikową, ale darowano mu życie. Nie znam historii jego ocalenia – czy toczono batalię z deweloperem o niego, czy jednak, deweloper okazał się człowiekiem, a nie całkowitym tereno-żercą. Najważniejsze, że dąb rośnie i nadal cieszy swoją obecnością.

Obserwowałem to drzewo od dość dawna, aż w końcu postanowiłem się przyjrzeć mu bliżej. Chociaż z daleka, może wydawać się przeciętniakiem, jednego zacny dąb nie może ukryć. To gruby pień, który dla treehuntera jest pierwszym sygnałem „ostrzegawczym”, że może mieć do czynienia ze sporym drzewem.

Zanim zacząłem zgłębiać jego tajemnice, całkowicie urzekły mnie jego wspaniałe, duże i kształtne liście. I pod tym względem, sędziwe dęby, dość mocno się różnią. Zróbcie kiedyś porównanie liści kilku, starych okazów tego gatunku. Wnioski będą zaskakujące. ;))

Zarówno jesienne liście, jak i te wiosenne – soczysto-zielone są wspaniałe. Wzorcowe, klasyczne. Delikatne jak motyle i szlachetne, wręcz królewskie. Tak wybitne dzieła tworzą najwięksi mocarze przyrody.

Ponoć liście są odzwierciedleniem duszy drzewa. Liście mówią nam nie tylko o stanie zdrowotnym drzewa, jego kondycji i odporności, ale też o tym, co hula w jego pniu i koronie, chociaż czasami jest to złudne, bowiem drzewa, często maskują swoje słabości i bolączki, wypuszczając – wbrew grzybowej balandze w środku i wątłemu zdrowiu, duże i piękne liście. Czyli mogą nas zapędzić w kozi róg.

OBWÓD PIERŚNICOWY

Wiedziałem, że mam przed oczami dorodny okaz, którego pień przekracza pięć metrów. Drzewo jest łatwe do zmierzenia, chociaż pień, skrywa sporą niespodziankę z drugiej strony. Obwód pierśnicowy dębu na wysokości 130 cm od podstawy pnia wynosi 538 cm.

O ile pierwsza strona pnia wskazuje na jego dobry stan, o tyle druga, ukazuje, jak mocno życie potargało dębowego staruszka. Pień zieje sporą dziuplą i rozległym ubytkiem kominowym, ciągnącym się wysoko do góry.

W celu zabezpieczenia pnia przed rozpadnięciem się, założono i poskręcano w nim stalowe mocowania, aby sędziwe drzewo jeszcze trochę pożyło. To była jedna z pierwszych tajemnic i niespodzianek drzewa, której nie widać – patrząc na niego od strony ogrodu botanicznego.

Powyższe zdjęcia ukazują dwie strony pnia. Strona południowa od ulicy Sienkiewicza i strona północna, gdzie widnieją mocowania wspomagające pień i statykę drzewa.

Jednak największą niespodziankę odkryłem, kiedy postanowiłem sfotografować wnętrze wypróchniałego i wyjedzonego przez grzyby pnia. Okazało się bowiem, że kilka metrów nad ziemią, szerszenie urządziły sobie gniazdo.

Nie wiem, czy owady je jeszcze zamieszkują. Wczoraj, w dniu 13 maja nie zaobserwowałem owadów, co może świadczyć o tym, że się z niego wyprowadziły. Może też usunięto je z uwagi na dużą bliskość bloków mieszkalnych. Gniazado zostało i stanowi dodatkową atrakcję drzewa.

Wnętrze pnia ukazuje ślady pożaru, ale zapach, jaki z niego się wydobywa, w ogóle nie przypomina zapachu spalenizny, a impregnatów, stosowanych do konserwacji drewnianych podkładów kolejowych.

Czyli „mroczna” część tajemnicy dębu została odkryta, na którą składają się: gniazdo szerszeni, spalenizna, stalowe pręty trzymające pień i prawdopodobne zastosowanie środków grzybobójczych lub innych w celu „konserwacji” pnia.

Po wewnętrznych oględzinach i odkryciu tajemnic poczciwego dębiska, czas zajrzeć w koronę drzewa, gdzie także mamy niespodziankę, chociaż już nie tak spektakularną jak w przypadku mrocznego wnętrza pnia.

Najważniejszą z nich są mocowania elastyczne i wiązania linowe, które chronią konary przed złamaniem. To dość często stosowane rozwiązania, którymi fachowo zajmują się przede wszystkim arboryści.

Dzięki temu, statyka drzewa jest ustabilizowana, a drzewo ma szansę na przeżycie jeszcze wielu lat. W koronie widać ślady po chirurgicznym usunięciu niektórych konarów i gałęzi. 

W kilku miejscach na pniu, ale przede wszystkim na konarach, widać malownicze mchy, chociaż żeby je dostrzec, trzeba trochę wytężyć wzrok.

Korona pozostawia wiele do życzenia. Drzewo jest po przejściach, ale… No właśnie. Jest to jedno, bardzo pozytywne „ale”, prawda? Oczywiście, że prawda. ;)) To „ale” to te wspaniałe liście, które obficie porastają dość wątłą koronę po doświadczeniach antropogeniczno-siedliskowo-pogodowych drzewa.

Cechą charakterystyczną w pokroju drzewa jest dość mocno odchylony, jeden z głównych przewodników, który jest także wzmocniony wiązaniami linowymi, przed zbytnim „kiwaniem się” i w konsekwencji przed wyłamaniem.

Pomimo całego – z wyglądu wskazującego, że dość burzliwego i niespokojnego życia drzewa – jest to na pewno wyróżniający się okaz dendroflory wrocławskiej i w dużej mierze drzewo zapomniane przez ludzi. Ręka do góry, kto go ogląda, przy okazji, kiedy udaje się na spacer do ogrodu botanicznego???

Nie widzę rąk w górze… Każdy, kto przeczyta artykuł o dębie Henryka Sienkiewicza, bo tak go postanowiłem nazwać, być może, zwróci na niego uwagę, a wierzcie mi – naprawdę warto go obejrzeć i zrobić pamiątkową fotkę. ;))

Drzewo „rzuca” tajemniczy i dość osobliwy cień na budynek, który mu „wyrósł” nad koroną. Ale jest jeszcze jeden drobiazg. Jeden szczegół. Napisałem, że zacny dąb rośnie w „cieniu” ogrodu botanicznego. A co ma „powiedzieć” piękny klon, który rośnie w dwóch cieniach?  

Dąb Henryka Sienkiewicza ma dendro-kuzyna, który rośnie kilka metrów obok i jest pięknym klonem. Klon, nie dość, że rośnie w „cieniu” ogrodu botanicznego, to jeszcze w „cieniu” wielkiego dębu. Jego też warto obejrzeć.

PODSUMOWANIE

Niektóre drzewa rosną w „cieniu” większego drzewa lub skupiska drzew. Może to dobrze, bo mają przez to święty spokój. A może właśnie niedobrze? Często tak jest z drzewami, że podziwiamy te najbardziej rozpropagowane, „reklamowane” i najczęściej opisywane. Jednak w ich bliskości, mogą rosnąć prawdziwe perełki dendrologiczne, które – najczęściej przez naszą nieuwagę – są pomijane. 

Jednym z takich drzew na pewno jest wrocławski dąb węgierski Henryka Sienkiewicza o obwodzie pierśnicowym wynoszącym 538 cm, który rośnie dosłownie naprzeciwko wrocławskiego ogrodu botanicznego. A żeby było jeszcze ciekawiej, kilka metrów od niego, rośnie całkiem spory okaz klonu zwyczajnego. O nim to już chyba nikt nie pamięta. Jednak treehunter to taka dość upierdliwa istota, przed którą drzewa nie mają się jak ukryć. ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.