facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 25 paź, 2021
- 2 komentarze
Zakończenie Tour De Las & Grzyb 2021. W jesiennym Królestwie Bukowiny.

Zakończenie Tour De Las & Grzyb 2021.

W jesiennym Królestwie Bukowiny.

20. października 2021 roku. Chyba ostatni, tak ciepły dzień w tym miesiącu na kilkanaście godzin przed uderzeniem wichury, która w czwartek solidnie potarmosiła lasy na dużym obszarze kraju. Wysiadam w Bukowinie z mocno rozklekotanego pociągu, który – pomimo, że telepie jak stara łajba na morzu podczas sztormu – to i tak jest najwygodniejszy oraz najbliższy sercu wrocławskiego podróżnika w porównaniu do wypacykowanych, cichych, ale nieco klaustrofobicznych jednostek PESY i wagonów pociągów pośpiesznych.

Wziąłem ze sobą koszyk w średnim rozmiarze, chociaż nie łudziłem się, że go zapełnię, gdyż ten sezon grzybowy jest lichy i mizerny. Czy to ostatnia wyprawa na grzyby w tym roku do bukowińskich lasów? Takie pytanie sobie zadałem, kiedy wyruszałem z Wrocławia, a o odpowiedź postanowiłem zapytać lasy, które udzielą jej poprzez prezentację grzybowej oferty ukrytej w ściółce i leśnym runie. Póki co, wyruszam na wielogodzinną wyprawę, słonko przyjemnie grzeje, umiarkowany wiatr kręci piruety z liści na ścieżkach i drogach, a Bukowina zażywa jesiennej kąpieli, którą zaczynam oglądać i fotografować.

Aby poczuć moc bukowińskiej jesieni i ogarnąć ją jak najobszerniej, idę ostrożnie torami, smakując po lewej stronie złotą jesień Bukowiny, a po prawej stronie Królewskiej Woli. Wszędzie jest cudnie, lasy górują nad domami, polami i łąkami. To gdzieś w gospodarstwie kogut zapieje lub wiejski burek zaszczeka, a to wśród gęstych i wysokich traw, bażant na moment wychyli swoją różnokolorową głowę, po czym zaszyje się ponownie w tej gęstwienie badyli.

Po koronach drzew widzę i czuję, że w lesie ma miejsce wspaniałe, cudnie obłędne oraz dostojne widowisko. Złota jesień weszła w swój punkt kulminacyjny, ozłociła drzewa nektarem barw i w ciszy, co jakiś czas przerywanej szumem ciepłego południowego wiatru, czeka na tych, którzy są spragnieni tego widowiska i któremu śmiało można nadać tytuł “Czarujące olśnienie”

.

Jeszcze tylko kilkaset metrów i znajdę się w lesie. Spoglądam na prawo, na te cudne widoki, pejzaże i krajobrazy z których Bukowina słynie i w których zawsze na pierwszym, drugim, trzecim i czwartym planie są lasy. Tak było od wieków, tak jest teraz i tak niech pozostanie na następne wieki. Pola i łąki wzbogacają je szczyptą przestrzeni, podczas lata wypełnionej zbożami lub kukurydzą. Jednak najmocniejszym magnesem piękna bukowińskiej ziemi są jej lasy.

GRZYBY

Dwudziesto-październikowa wycieczka była ostatecznym sprawdzeniem, czy istnieje jakakolwiek szansa na większe ruchy grzybotwórcze w bukowińskich lasach podczas jesiennego sezonu grzybowego. Lasy dały mi jednoznaczną odpowiedź – Pawle, na ten rok to definitywny koniec. Przez wiele tygodni, właściwie to od początku września utrzymuje się znaczny niedobór opadów.

Z pustego i Salomon nie naleje, z suchego i grzyb nie wypełźnie. Obejrzałem wiele stanowisk na różne gatunki grzybów, począwszy od prawdziwków, koźlarzy i podgrzybków, a kończąc na czubajkach kaniach, maślakach, gąskach zielonkach czy kurkach. Wszędzie pusto, tylko pojedyncze niedobitki się ostały, którym już wszystko jedno, czy pożrą je robaki, ślimaki, czy zakończą żywot w zupie lub desperackim sosie.

W każdym gatunku notuje się znaczne braki, nawet olszówki, które tonami wyłażą ze ściółki podczas normalnych wysypów, w tym roku pokazują się z częstotliwością piaskowców modrzaków lub borowików sosnowych. Czyli jest ich bardzo mało. Wydawało się, że poranne i wieczorne rosy oraz mgły sprowokują i pobudzą w większym stopniu świat grzybów.

Tak się nie stało. Owocniki, które jeszcze zdołały się wykluć to dobra mina do grzybowej biedy, której nie wygoni już ani porządny deszcz, ani solidne ciepło. O ile na cieplejsze dni jeszcze będzie można liczyć, o tyle problem z brakiem opadów pozostanie co najmniej do końca miesiąca, a zatem jesienny sezon grzybowy 2021 dobija do mety.

Jednak i tak udało mi się znaleźć i sfotografować kilkunastu przedstawicieli świata grzybów. Poszarpany rycerzyk czerwonozłoty po solidnej potyczce ze ślimakami lub klujące się z piachu młode muchomory czerwone. Każdy grzyb cieszy w tych marnych warunkach i dominującym gołogrzybcu powszechnym, który panoszy się po lasach.

Podgrzybków miejscami było więcej, ale wynędzniały, zrobaczywiały lub zostały częściowo zjedzone przez ślimaki. Takich grzybów już się nie zbiera. Przynajmniej ja nie zbieram, ponieważ niektórzy grzybiarze-desperaci (co widać po zdjęciach na portalach i społecznościach skupiających grzybiarzy), zapełniają nimi koszyki i wiadra.  

W brzozowych alejkach znalazłem kilka nadających się do zbioru koźlarzy, głównie tych o szarych barwach kapeluszy, ale częściej spotykałem w nich kozackie dziady, którzy skapcanieli przez brak opadów, zmienne warunki termiczne i ogólną nieprzyjazną aurę w tym sezonie dla grzybów do nabrania grzybowej tężyzny i turgoru.

Na poboczu jednej z urokliwych leśnych ścieżek rosły dwa krawce-bliźniaki, czyli koźlarze pomarańczowo-żółte, jedne z najpiękniejszych i bardzo nielicznych rurkowców w dobrym stanie, które znalazłem podczas mojej wycieczki. A bywały grzybobrania, kiedy z tej alejki wyciągałem po 40-50 takich krawców.

Nieco dalej, znalazłem jeszcze dwie sztuki koźlarzy, te wyglądały mniej urodziwie, ale ich kondycja pozwalała na zebranie ich do koszyka. Po kilku godzinnych oględzinach stanu zagrzybienia ściółki bukowińskich lasów, otrzymałem odpowiedź od lasów na zadane z rana pytanie. Należy zakończyć sezon, natomiast wyprawa ta stanowi oficjalne zakończenie Tour De Las & Grzyb 2021.

Poszperałem też w miejscach na maślaki, gdyż te gatunki czasami obficie rosną, podczas, gdy inne rurkowce zastanawiają się czy wyjść czy nie. Efekt szperania to dwa podstarzałe, robaczywe maślaki modrzewiowe. Gdzieś tam jeszcze przemknęła mi przed oczami większa kępka dogorywających maślaków sitarzy i same skórki z kapeluszy objedzonych maślaków pstrych.

Czubajki kanie, czerwieniejące, gwiaździste też w odwrocie i zaniku. Zaledwie 3 sztuki nadawały się do wzięcia na grzybowy miks-sos. Kilka innych egzemplarzy w lekkim podsuszonym stanie zmumifikowania czekało na powolną agonię. Tak trochę smuto zrobiło się w lesie, kiedy grzyby są w odwrocie. Myślę, że znaczna część grzybiarzy ma podobne odczucia, widząc i czując nadchodzącą pustkę w ściółce.

Ale była też spora niespodzianka tego biednego grzybobrania. To najzdrowszy i największy piaskowiec modrzak, którego znalazłem w tym sezonie. Zawieruszył się w dość gęstej trawie naprzeciwko buka “Szerszenia”, który obecnie pokrył się złotymi oraz pomarańczowo-żółto-czerwonymi barwami.

W innym miejscu rósł honorowy prawdziwek i to w całkiem dobrej formie. Spoglądałem na niego przez dłuższą chwilę, gdyż prawdopodobnie borowika szlachetnego w tym roku już nie znajdę, przynajmniej tak przyzwoicie wyglądającego. Pierwsze prawdziwki w 2022 roku mogą pojawić się dopiero po połowie maja, pod warunkiem bardzo korzystnego przebiegu pogody.

Moje zbiory zmieściły się na dnie koszyka. Grzyby “poległy” w ostatnim świeżym sosie grzybowym w tym roku w kategorii menu “prosto z lasu”. Znalazłem też starą, zniszczoną parasol, która świetnie oddaje charakter tego kiepskiego jesiennego sezonu grzybowego na Wzgórzach Twardogórskich. Można sformułować powiedzenie – “jakie warunki, taki sezon i grzyby”. ;))

W JESIENNYM KRÓLESTWIE BUKOWINY

 Po utwierdzeniu się w słuszności decyzji o zakończeniu Tour De Las & Grzyb 2021, grzybowy świat zszedł na dalszy plan, ale dość często spoglądałem na ściółkę w newralgicznych miejscach, ponieważ instynkt grzybiarza jest silniejszy od bezgrzybnej rzeczywistości. Zresztą ten instynkt towarzyszy mi przez cały rok, gdyż nawet podczas wypraw zimowych, zerkam na ściółkę, tak, jak w sezonie grzybowym. Moi znajomi grzybiarze mają podobną słabość. ;))

Chociaż sezon grzybowy 2021 przechodzi do historii, na blogu – poza podsumowaniem sezonu – planuję kontynuować grzybowe wpisy, przede wszystkim w tematyce dotyczącej kultowych grzybobrań, której 17. część ukaże się w najbliższym czasie, mniej więcej na początku listopada. Docelowo będzie tych części 24

Po napisaniu i opublikowaniu ostatniej części, przygotuję podsumowanie wszystkich części “kultowych grzybobrań” z wieloma ciekawostkami dotyczącymi warunków pogodowych panujących w danym sezonie grzybowym, fazami Księżyca podczas wysypów grzybów w poszczególnych sezonach i swoimi spostrzeżeniami, które zaobserwowałem i na szczęście zanotowałem, ponieważ gdybym tego nie zrobił, to pewnie o większości z nich bym zapomniał.

Będzie to coś na kształt rozwinięcia jednego z moich początkowych wpisów na blogu z 2015 roku, który dotyczy wpływu pełni Księżyca na wysypy grzybów ( https://www.lenartpawel.pl/wplyw-pelni-ksiezyca-na-wysypy-grzybow.html ) i wzbogacenie go o wiele grzybowych i leśnych ciekawostek. Jednak najpierw muszę napisać wszystkie pozostałe części kultowych grzybobrań, co zajmie mi trochę czasu.

Bukowina i jej cudowne lasy po połowie października wchodzą w najpiękniejszą odsłonę jesieni, potocznie zwaną złotą jesienią, gdyż liście drzew nabierają wyjątkowo intensywnych barw w kolorach pomarańczowo-żółto-czerwono-brązowych i to z bardzo zmiennym natężeniem w obrębie nawet jednego drzewa.

Liście te, podświetlane przez słoneczne promienie wyglądają tak, jakby były natchnione złotem, stąd wrażenie, że w lesie dominuje złoto kapiące z drzew. Nie muszę chyba pisać, jak wspaniale to wygląda i jak “czytanie” oraz oglądanie tego złocistego zwierciadła lasu przynosi człowiekowi mnóstwo satysfakcji. Las uczy nas odwiecznych prawd zapisanych przy stworzeniu świata.

Pierwsza prawda to przemijanie wszystkiego. Wszystko kiedyś przeminie, nawet najtwardsza skała, w końcu zostanie rozłupana i skruszona przez potęgę sił przyrody, najstarsze i najsilniejsze drzewa kiedyś runą, najzacniejsze i wydawałby się, że najtrwalsze krajobrazy zostaną przeobrażone. Wielcy rogaci przywódcy jelenich stad zestarzeją się i zostaną wyparci przez rosnącą w siłę byczą młodzież. 

Druga prawda to nieuchronność tego pierwszego. Czas kształtuje wszystko na tym świecie, las nie wyłamuje się, z tego przekleństwa w pewnym sensie. Wszystko kręci się wokół czasu, tak, jak wskazówki zegara przeskakują prawoskrętnie co sekundę, aby zatoczyć okręg w ciągu 60 sekund. Ziemia kręci się wokół Słońca, wokół własnej osi i wokół centrum galaktyki. Grzybiarz kręci się wokół stanowiska, w którym znalazł prawdziwka.

Jesteśmy częścią przyrody, chociaż ze wszystkich gatunków, najbardziej oddaliliśmy się od niej i próbujemy swoją niedoskonałość – wbrew prawu przemijania wszystkiego w czasie – zatuszować wszelkimi metodami i zabiegami. Jednak tu, głęboko w lesie, marne są nasze starania przed ukryciem odwiecznych prawd rządzących nami samymi. Jesienny las ma tak wiele symboli i emanuje tak mocnym przesłaniem, że nic w nim człowiek nie ukryje przed strachem wobec swego przeznaczenia.

Złota jesień, lśniący blask, w ciszy szumi las. Potokiem liści wylewa się paleta barw, nadszedł jesiennego święta czas. Buki, graby, dęby, brzozy w rozpalonym złotym zwierciadle zapraszają na ucztę duchową i zmysłową. Tak co roku, tak i teraz, przemijanie, jesieni wołanie, piękno nieokiełznane.    

Jesienne Słońce przyjemnie i ciepło grzeje, choć za biegunem już ostra zima lodem skuwa i arktycznym wichrem wieje. Tu wciąż jesień płoży się na drzewach, obejmując swoją szatą liście. Wszędzie, gdzie docierają jej barwy, mam wrażenie, że ukryły się leśne skarby. Nie wiem jak wyglądają, pachną i jak są duże, po prostu czuję, że są one obecne w leśnej naturze.

Szczere bukowe złoto dyryguje jesienną orkiestrą symfo-listną. Z delikatnością i wdziękiem unosi pędy do góry, na boki i w dół. Podczas gdy wierzchołki drzew mocno wyginają się tam na górze, dolne gałęzie jakby od niechcenia, coś dokładają od siebie do kunsztu i różnorodności gry lasu. A ja – jak chłopski filozof – zadaję sobie ciągle pytanie – czy to las gra na wietrze, czy wiatr lasem szumi?

Idę dalej i ciągle zachwycam się leśnymi zagadkami, które są w prawach fizyki, chemii, matematyki i astronomii ukryte. Czy to liść złotem, czerwienią i pomarańczą się mieni, czy jednak Słońce swym blaskiem wszystko ozłaca, bo przecież w nocy wszystko wygasa i wszędzie panuje czarna poświata, nawet, gdy Księżyc w pełni, to jesiennego blasku z liści nie wydobędzie.   

Ach! Te ciągłe zagwozdki, leśne niedopowiedzenia, a może za dużo tego myślenia! Po co się nad tym tak dogłębnie zastanawiać? Żeby posiwieć i wyjść głupszym z lasu bardziej niż się do niego weszło? Może na tym polega część tej wspaniałości, na ciągłym badaniu, zgadywaniu, nieokreśleniu, nieścisłości. Tajemnicy w jesieni ukrytej, lub za piątym dębem i czwartą sosną, gdzie jeszcze jakieś grzyby rosną. 

Tyle, że ludzie lasu często tak mają, że się nad cudem lasu zastanawiają. Nad jego mądrością, spokojem, pięknem i duchowością, której człowiek pragnie, ale tylko wtedy, kiedy idzie do niego z duszy należytą otwartością. Bo gdy głowa pusta i dusza zamknięta, leśna duchowość zostaje zatrzaśnięta. Wtedy taki ludek pochodzi po lesie, zmęczy się i znudzi, w końcu wróci do domu i zaśnie. Tak często dzieje się właśnie. 

Lecz można zasnąć też w lesie, na dywanie liści rozpościerających się jak prześcieradło na mchu. Wtedy sen staje się baśnią. Ciało odpoczywa, dusza wychodzi napoić się nektarem jesiennych barw i wróci do ciała napełniona nową siła, świeżością i czystością. Dużo cenniejsza jest godzina snu w lesie niż 5 godzin w kanapie przed telewizorem. Dla leśnych ludków oczywiście. ;))

Bukowińskie lasy, bukowe rewiry, sosnowe zagajniki, świerkowe zakamarki. To wszystko odwiedziłem podczas wyprawy. W południe zrobiło się tak ciepło, że bluzę schowałem do plecaka. Gdyby nie jesień panosząca się na drzewach, mogło się wydawać, że to późna wiosna lub wczesne lato grzeje promieniami Słońca leśny świat. 

Borowikowe buczynki już puste, suche i jesiennie wybarwione. Szkoda, że tak szybko sezon grzybowy przeminął. W tym roku znacznie się pośpieszył i to tak grubo przed zimą. Jesiennego wysypu właściwie nie było, czyli jeszcze się nie zaczęło a już się skończyło. Do wiosny droga daleka, zanim nowe pokolenia grzybów wychylą kapelusze. 

Zbliżałem się do jednych z najpiękniejszych obszarów bukowińskich buczyn. Szedłem po dywanie liści dębów bezszypułkowych, które trzymają się łodyg dłuższymi ogonkami listkowymi w porównaniu do ogonków listkowych liści dębów szypułkowych. Uwielbiam ten szorstki szelest pod stopami!

W końcu są i one! Bukowińskie buczyny! Mchy oblepiły niektóre części pni, ale liście jakby w przewadze jeszcze bardziej zielone, a nie wybarwione tak, jak w innych partiach lasu. I to też należy uznać ze kwintesencję złożonego piękna złotej jesieni. W zależności od wielu czynników, niektórym buczynom wciąż bliżej do lata niż jesieni, a niektóre kąpią się już w złocie.

To są tereny, na których jest już blisko do słynnego tunelu pod torami – miejsca, w którym zawsze – choćby na moment, muszę się zatrzymać. Co tam muszę, nic nie muszę. Tam chcę się zatrzymać i tam wypada się zatrzymać. Nie wypada przejść szybko i obojętnie. Ale najpierw podziwiam jeszcze monumentalne, potężne buki, które rosną kilkaset metrów wcześniej.

W pobliżu tunelu odwiedzam buki “ekologiczne”, czyli takie, które zostały oznaczone literą “E” lub literami “Ek” jako drzewa cenne biocenotyczne i pozostawione do samoistnego rozkładu. Co roku owady, grzyby, ptaki i inni liczni przedstawiciele leśnej drobnicy spod znaku fauny mają tu ucztę! Natomiast grzyby nadrzewne okupują butwiejące drewno przez cały rok.

Na martwych już kłodach, na których gałęzie poległy wiele lat temu, wciąż trzymają się owocniki grzybów. Zastanawiam się, ile w nich jeszcze życia, a ile iluzji oraz mistyfikacji, bo wydają się wciąż prężne i żywotne, chociaż ich drzewo-gospodarz już dawno ducha wyzionął. Te jednak nadal udają, że wszystko jest w porządku.

Kilka lat temu, a dokładnie w 2017 i częściowo 2018 roku wykonano wielką wycinkę drzew wzdłuż torów kolejowych. Teraz, kiedy dochodzi tu więcej słonecznego światła, pozostałe przy życiu drzewa rosnące na skraju, szybciej wybarwiają się od swoich braci, którzy znajdują się w pobliżu, ale rosną bardziej w zwarciu i cieniu.

Dlatego wzdłuż torów kolejowych złota jesień napiera z cała mocą barw. Chociaż wydaje się, że panują w tej buczynie nieprzebyte gęstwiny, uwierzcie mi, że jeszcze 15-20 lat temu było w nich zdecydowanie gęściej, ciemniej i trudniej do chodzenia. Lasy znajdowały się wówczas przed późniejszymi trzebieżami i sypały prawdziwkami jak szalone. Obecnie, tylko w czasie dobrego sezonu darzą borowikami jako tako.

Co tu napisać o tunelu, o którym napisałem już tyle w innych relacjach z bukowińskich wycieczek, a nawet w odrębnym artykule poświęconym przejściu na drugą stronę lasów. Trudno coś jeszcze wymyślić, dlatego napiszę, że po raz set któryś pstryknąłem kilka zdjęć, tupnąłem pod nim nogą, ponieważ efektowne “zamknięte” dźwięki się tu wydobywają i wypowiedziałem “halo” aby usłyszeć swój zmodyfikowany tunelowo głos (na szczęście nie genetycznie). ;))

Intensywność złota osiągnęła punkt kulminacyjny wraz z górowaniem Słońca na niebie błękitnym jak głębia i dal oceanu. Buki, dęby czerwone, brzozy, graby i kilka innych liściastych władców lasu weszło w trans harmonii przemijania sezonu wegetacyjnego 2021. Piękne to wszystko, tak subtelne, wzniosłe, kolorowe i doskonałe, chociaż nietrwałe.

Za tunelem jest kilka dróg, każda z nich prowadzi przez piękne lasy, częściowo zróżnicowane gatunkowo, a miejscami jednolite sośniny, które po kawałku skubie gospodarka leśna i sadzi później młode pokolenie, którego dojrzałość obejrzą już inne pokolenia leśników i grzybiarzy.

Tak było też w miejscach, w których teraz panuje królestwo brzozy. W latach 90-tych rosły tu przeważnie stare sosnowe lasy, które wycięto i zastąpiono mieszanką gatunkową sosna – brzoza, z odrobiną dębów, buków, sporadycznie świerków. Kiedy wycinano fragmenty starodrzewia sosnowego, przy skrajach, które oddzielały pozostałe sosny od wyciętej powierzchni, licznie kotłowały się grubonożne podgrzybki.

Stanowiły tu ewenement, ponieważ w tej części lasów znaczna część podgrzybków była atakowana przez skoczogonki, do dzisiaj zresztą stanowią tu problem przy zbieraniu grzybów. Za to podgrzybki “skrajne”, bo tak je nazwałem, zawsze były zdrowe i bardzo jędrne. Obecnie w mocno przetrzebionych sosnach, które jeszcze się ostały, podgrzybków jest zazwyczaj mało, ale nadzieja tli się w młodnikach, które rosną z roku na rok.

Za to magiczne aleje brzozowo-kozakowo-wrzosowe w pełnej złotej krasie obrodziły tym razem jesiennym natchnieniem, które zrekompensowało skąpstwo grzybowe i ogólną grzybową biedę. Światło tańczy w nich z cieniami drzew, podświetlając wyższe partie i korony, a niższe pozostawiając we władaniu cienia. 

Nie wytrzymałem, musiałem w którąś z nich wejść i przejść od początku do końca. Brzozy kojarzą chyba wszyscy, nawet ci, którzy nie interesują się lasem i drzewami. Czy wśród brzóz nie czujemy dobrej aury, energii wyciszenia i spokoju? Brzozy to bardzo pozytywne drzewa. Ale dylemat z nimi jest taki sam, jak w przypadku zebry. Czy brzoza jest biała w czarne łatki, czy czarna w białe łatki? ;))

Miałem przejść się przez jedną alejkę, a prześliznąłem się przez sześć. Dotarłem do centrum tych alejek. To miejsce jest szczególne i wyjątkowe. Od krzyżówki dróg odchodzą cztery drogi w cztery strony świata. Każda prowadzi przez brzozowe aleje i krzyżuje się z następnymi. One również płyną w brzozowych alejach. Zawsze, kiedy tu jestem, mam dylemat, które wybrać jako dalszą trasę mojej wędrówki, a które pominąć? Jak mam odpowiednią ilość czasu to przechodzę przez większość z nich.

Od głównych ścieżek postanowiłem wejść nieco głębiej, tam, gdzie leśne licho gra na lutni smutną pieśń jesiennego przemijania. W między czasie czmychnęły w pobliżu dwa dorodne dziki. Na niebie pojawiły się pierzaste cirrusy o mlecznej fakturze rozlane chaotycznie na niebie. Brzozowe złoto lśniło i błyszczało swoją czystością.

Pamiętam te brzózki jak sięgały mi do kolan. Omijałem je wtedy, aby ich nie podeptać. To był początek lat 90-tych. Gdy tylko wyrosły na 2-3 metry, namnożyły się w nich koźlarze pomarańczowo-żółte. Czasami naprawdę w wielkich ilościach. Obecnie po trzebieżach wszystko się zmieniło. Kozaków rośnie zdecydowanie mniej, za to coraz śmielej wychodzą podgrzybki, czasami też prawdziwki, kurki i maślaki.

Z tamtych lat pozostały kępy wrzosu na środku piaszczystych dróg, przy poboczach i w środku lasu. Pomału żegnałem się z brzezinami w tegorocznej roli grzybiarza. Po raz ostatni w tym sezonie postawiłem tu koszyk. To taki mój rytuał, aby przez moment zatrzymać się, pomyśleć o następnym sezonie, poprosić lasy o grzybową hojność w przyszłym roku w postaci pełnego kosza grzybowych skarbów.

Za brzozami ponownie przechodzę przez lasy sosnowe, czy raczej z przewagą sosny, ponieważ zawsze można w nich dostrzec jakieś pojedyncze buki, świerki, brzózki czy rachityczne dęby. Ponieważ dominują tu gleby piaszczyste, zatem dla dębu są liche, stąd nie wyrosną na nich krzepkie i rozłożyste dębiska. Za tymi lasami czekają na mnie bukowe komnaty wśród sosen. To w nich postanawiam nakręcić pożegnalny film kończący Tour De Las & Grzyb 2021. 

Rosną tu sami starzy dobrzy znajomi. Pierwszego podziwiam buka Szerszenia, drzewo tak charakterystyczne, że jego sylwetkę poznaję w świetle Księżyca. Zresztą nie tylko jego. Z wielkim zadowoleniem przyjąłem brzęczącą wiadomość w jego pniu, ponieważ ponownie zagnieździły się w nim szerszenie, przez które, kilka lat temu nazwałem go właśnie Szerszeniem.

Kilkadziesiąt metrów dalej rośnie ON – wspaniały leśny ENT. Buk zwyczajny Oko lasu. Dla mnie od zawsze niezwyczajny i nadzwyczajny. Kilku moich znajomych odpoczywało w jego potężnych napływach korzeniowych, które wręcz uformowane są do tego, aby w nich usiąść, odpocząć, a nawet uciąć drzemkę.

W jego sąsiedztwie bliższym i dalszym rośnie kilkadziesiąt innych wspaniałych buków, które pamiętają Lenarta, który plątał się między nimi 34 lata temu i niezdarnie przeciskał się między drzewami, a lasy te stanowiły wtedy leśną gęstwiną, bijącą iskierkami mroku i chłodu nawet w najbardziej upalne dni.

Tam też znajduje się magiczny wąwóz, który doprowadzi nas do kolejnego znajomego – buka Stopa słonia. Zanim do niego poszedłem, uwieczniłem na filmie złotą jesień, która napełniła mnie melancholią, spokojem i świadomością przemijania. To zaledwie źdźbło wytwornej elegancji jesieni, którą bukowińskie lasy obdarowały mnie podczas wyprawy: https://drive.google.com/drive/folders/1sxMji5z9hERvloAAmMR5IEgPE4tM5STI

Następnie kieruję się w stronę Królewskiej Woli, gdzie z oddali podziwiam kolejnego znajomego. To piękny rozłożysty dąb szypułkowy Królewski Bliźniak zbudowany z dwóch przewodników i tysiąca gałęzi. Rosnące w jego pobliżu brzózki coraz śmielej przysłaniają jego koronę.

Wycieczka zbliżała się do końca. Podziwiam podobne panoramy co z rana, ale z innej strony. To tutaj, za polami, łąkami, lasami i dwiema wieżami, można przechadzać się terenami, na których Bukowina Sycowska “miesza” się z Królewską Wolą. Ten polno-leśny sos to mój żywioł. Często wędruję tu na skróty do lasu, omijając polne ścieżki i drogi. 

Przede mną jest jeszcze jeden spektakl, finał wyprawy, kiedy to coraz niżej święcące Słońce od zachodu podświetla mistrzynie w tańcu liści i wywijaniu nimi piruetów. Tylko jeden gatunek drzewa wykonuje go tak szybko i zwinnie. To oczywiście topola osika. Przedstawienie to, okraszone w złotej oprawie, oglądałem i chłonąłem wszystkimi zmysłami. 

Ostatnie miejsca, kadry, leśne bramy czasu i przemijania, wspomnień czar, wędrowanie myślami o dawnych dziejach bukowińskiej ziemi i minionych sezonach grzybowych. Jak szybko to wszystko minęło. A to, co nie nadeszło, pewnie jeszcze szybciej minie… Jeszcze tylko godzina, która upłynie jak minuta. 

Najważniejsze, że nie rozstanę się z lasem, tak, jak większość grzybiarzy, którzy interesują się nim wyłącznie w sezonie grzybowym. W listopadzie, kiedy wiatr zakręci w powietrzu ostatnimi liśćmi, przybędę tu ponownie, ku ukojeniu mojej niespokojnej duszy, której przeznaczeniem jest wędrówka. Tak, jak wiatr gna przez pola, tak mnie ciągnie w bukowińskie strony.

Sezon zakończony, teraz pozostanie mi go podsumować. W styczniu otworzę nową księgę bukowińskich wojaży z rocznikiem 2022. Natomiast listopad i grudzień pozostawię sobie na kąpiel w melancholii i powrotów z lasu przy świetle latarki, ponieważ dni będą już bardzo krótkie, a wyprawy długie. Pewnie którąś z nich opiszę, aby wstawić kolejną cegiełkę do pamiętnika leśnych wspomnień.

Niebo pociemniało, biel z ciemnością wymieszały się w uścisku nadchodzącego zachodu Słońca. Jeszcze ciepło i przyjemnie południowy wiatr krążył wokół Bukowiny, ale na horyzoncie czai się listopadowa plucha i zimnica, gdzieś w otchłani atmosfery, w jej północnych rewirach, które – gdy tylko otworzą się śnieżne i lodowe wrota – zamrozi i śniegiem pokryje przemijającą jesień.

Otruty Bukowianin i lipa-towarzyszka w martwym bezruchu stoją przy budynku stacji. Już nie rosną. ;(( Czy to ostatnie zdjęcie drzewa? Nie wiem, jak poradziło sobie z wichurą, która nadciągnęła dzień po moje wycieczce? Natomiast wiem, że ci, którzy go otruli, będą teraz mieli argument przemawiający za jego wycięciem, bo przecież drzewo “uschło”. Śledztwo utkwiło w martwym punkcie. Pomimo mojego opóźnienia w opisaniu tego aktu wandalizmu, wkrótce napiszę o nim artykuł.

Około 17:30 od Międzyborza przyjeżdża pociąg. Ostatni podczas mojego Tour De Las & Grzyb 2021. To już definitywny koniec. Trochę za wcześnie i przede wszystkim po wysypie, którego tak naprawdę nie było. Bywały już takie liche sezony i to nie raz. Ale po nich, prawie zawsze przychodziły te wspaniałe lub co najmniej porządne. Niech i w przyszłym roku taki będzie, czego życzę dolnośląskim grzybiarzom.

DARZ GRZYB! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • wojek //28 paź 2021

    Witam Towarzysza Pawła:)
    Tym razem doniesienia nie pozwalają na nawet umiarkowany optymizm. Na Pomorzu Zachodnim było co innego. Upałów to może i nie było ale chociaż padało. A tutaj… Sam widzisz. Chyba ten Szuwarek chleje u Serpentynka i nie patrzy, że w lasach susza i roczny plan pozyskania boletusa leży. Kurczę jak teraz sporządzić raport do Komitetu Centralnego. Ech znowu trzeba wymyślić jakieś trudności obiektywne czy coś takiego:) Na dokładkę grzybów jest mało to jeszcze to cholerne robactwo. Połowa zbiorów pozostawała w lesie. Nie wiem czy czytałeś moje doniesienia z Pomorza. O ile początek pobytu pozwalał na jakiś optymizm to później było tylko gorzej. Pojechałem nawet do słynnego Bornego Sulinowa. I owszem znalazłem trochę młodych podgrzybków tylko co z tego jak one przestały rosnąć. Czy w listopadzie jeszcze coś się poprawi? Są na początku miesiąca zapowiadane dość obfite deszcze ale czy to coś pomoże? Szczególnie, że temperatura ma być niska. Nadzieja umiera ostatnia, także poczekajmy jeszcze, ale doświadczenie podpowiada, że koszyk trzeba zawiesić już na kołku. Omówić sezon i szykować się do kolejnego:)
    Mino wszystko Darz Grzyb:)

    • Paweł Lenart //01 lis 2021

      Wojtek, to już koniec, czy nam się podoba czy nie. Sucho, mało grzybów i robaki w większości tych, co się wykuły. Taki rok, trudno, trzeba myśleć o przyszłym w kategoriach, że będzie zdecydowanie lepszy. 😉