facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 14 Lut, 2018
- 6 komentarzy
Wyprawa na Zbójnik i bukowińska włóczęga.

Niedziela, 11 lutego 2018 roku. Marianna ( Pieprznik. pl http://pieprznik.pl/2018/02/witaj-przedwiosnie/ ) oficjalnie wita przedwiośnie w Kosarzynie. Tazok z Beskidzkiej Salamandry ( https://beskidzkasalamandra.wordpress.com/2018/02/13/korona-beskidu-slaskiego-klimczok-magura/ ) wdrapuje się na „tysięczniki” Korony Beskidu Sląskiego w poszukiwaniu Słońca, które jakby trochę mu kaprysiło w sezonie zimowym podczas górskich wojaży.

To gdzie ja miałem się podziać jak nie w Bukowinie. ;)) Wycieczka rozpoczęła się w dosyć kiepskim nastroju z powodu widoków, które zastałem wokół stacji kolejowej. Trwa zmasowana wycinka drzew przy torach, argumentowana względami bezpieczeństwa i wymogami ustawowymi. Racja jakaś w tym jest, ale nie sądzę, że drzewa o wysokości 2-3 metrów też były groźne dla pojazdów szynowych.

Tylko po co za jakiś czas wracać do wycinki, jakby podrosły. Pojechali po bandzie i tną wszystko co wysiało się bliżej niż 15 metrów od osi toru. Łyso się robi. Zielony tunel z którego przyjeżdżał pociąg od Międzyborza, przechodzi do historii… Jakoś tak dziwnie to wygląda. Paskudnie łyso, żeby nie powiedzieć do bani. ;((

Wzdłuż dróg tylko leżące drzewa. Stosy drzew. Leśnicy pozyskują drewno i sprzątają lasy po październikowych wichurach. Miejscami panuje okropny bałagan. Wiersz Tuwima „Stół” przypomniał mi się przy tych ocechowanych belach drewna:

Wyrosło w lesie drzewo potężne,
Twarde, wysmukłe i niebosiężne.

Raz przyszli drwale, drzewo zrąbali,
Bardzo się przy tym naharowali.

Potem je konie na tartak wlokły,
Tak się zziajały, że całe zmokły.

Na tym tartaku warczące piły
Tak drzewo cięły, że się stępiły.

Kupił te szorstkie listwy i deski
Stolarz warszawski Adam Wiśniewski.

Adam Wiśniewski, nie lada majster,
Wziął piłę, młotek, hebel i klajster.

Mierzył, heblował, kleił, sposobił,
Zbijał, malował, wreszcie stół zrobił.

Tyle to trzeba było mozołu
Dla sporządzenia jednego stołu.

Po przejściu „wycinkowych” części lasów, udałem się na wioskę Wydzierno ponieważ chciałem odwiedzić dawno przeze mnie nie deptane, najwyższe wzniesienie na Wzgórzach Twardogórskich ZBÓJNIK (272 m n.p.m.). W kościach przeczuwałem, że znajdę tam jakieś perełki dendrologiczne i nie pomyliłem się.

Z Wydzierna na Zbójnik jest blisko. Po przejściu wioski należy wbić się w lasy i po przejściu około kilometra z hakiem, skręcić w prawo. Teren robi się pagórkowaty i już ma się świadomość, że „Kilimandżaro” Wzgórz Twardogórskich jest blisko. ;)) Po niedługiej wędrówce, las się kończy i widać pierwsze zabudowania gospodarcze i wiejskie. Tam nie należy iść, jeżeli celem jest Zbójnik rzecz jasna. ;))

Na skraju lasu mamy oznaczenie: ZBÓJNIK 550m. Już wszystko jasne. Trzeba skręcić w lewo i dreptać te pół kilometra, podziwiając okolice wiosek: Oska Piła i Ose. Sam Zbójnik to zarośnięte lasem wzniesienie. Dużo starodrzewia sosnowego z domieszką, głównie brzozy i dębu. Odnalazłem tam m.in. pomnikowych rozmiarów dęba szypułkowego, bardzo ciekawy okaz brzozy oraz sosny. Drzewa te pokażę i opiszę w cyklu pereł dendroflory WT.

Na Zbójniku nie należy zbójować, a podziwiać widoki. ;)) Typowo polodowcowe. Lodowiec czołgał się przez te tereny, rzeźbiąc je, żłobiąc i kształtując. To dzięki niemu tereny te nie są płaskie jak stół. Będąc na Zbójniku, warto odszukać wysoką ambonę myśliwską z której widoki są jeszcze lepsze.

Chociaż to nie Tatry, Beskidy czy Karkonosze, pagórki twardogórskie też swój urok mają. A zapomniałbym. Pogoda. Była zmienna. Jak doszedłem do Zbójnika, przeważało duże zachmurzenie stratusowe i stratusowo-cumulusowe. Czyli klasyka zimowej zgnilizny. Wiatr umiarkowany, zimny i momentami wkurzający.

Śnieg… Przemilczeć temat, czy rozwinąć? Może w wersji mini to drugie. Obecną ilość śniegu na Wzgórzach Twardogórskich skomentuję tak. Cukiernie, które nie opchnęły wszystkich pączków w tłusty czwartek i którym został cukier puder, wysypały go na te tereny. ;)) Tak to mniej więcej wygląda.

Na Zbójniku można spotkać całkiem sporą ilość eratyków, czyli głazów narzutowych. Przeważnie przypominają skorupę żółwi. Mają różny kształt i wielkość, chociaż porównując je do tych dwóch pomnikowych z Goli Wielkiej, leżących przy szosie, to daleko im do ich rozmiarów.

Od jakiegoś czasu coraz baczniej się im przyglądam. Czyżby zarzewie nowej pasji? Nic nie wykluczam. Generalnie intrygują mnie te kawałki skał. Zastanawiam się, ile z nich leży naturalnie a ile zmieniło miejsce położenia przy pomocy ludzi? To też składowa część przyrody i historii tych terenów.

Na Zbójniku zrobiłem sobie przerwę na śniadanie i przede wszystkim na kubek gorącej herbaty bo ten zimny wiatr mocno dawał się we znaki. W końcu byłem 272m n.p.m. i nie było żartów. Wichry okrutne i zimno dominowały. ;)) Tam też zacząłem się zastanawiać, gdzie by tu powłóczyć się dalej. Opcje były co najmniej trzy. Zejść ze szczytu i połazić wokół Bukowiny, pójść dalej na Ose i do Międzyborza. Albo… Pójść dalej na Ose pod Międzybórz i długim łukiem wrócić do Bukowiny. 

Trzecia opcja była najdłuższa, a że lubię trudy włóczęgi to właśnie ją wybrałem. Jeszcze o Zbójniku. Zbójnik to nie tylko eratyki i ładne widoczki. To przede wszystkim las. Chociaż gospodarczy, miejscami jakby zdziczały, miejscami poukładany z piękną aleją brzozową. Miękko i przyjemnie się tam chodzi.

Zejście ze szczytu do Ose jest nieco utrudnione z uwagi na nierówności terenu i płot odgradzający lasy od pól. Kurka wodna. Mówię to tak, jakbym po prawdziwych górach chodził. Gdyby Tazok zobaczył te „moje góry” to by parsknął ze śmiechu. ;)) No ale jakie położenie takie góry. A że Wzgórza Twardogórskie to pogranicze województw dolnośląskiego i wielkopolskiego to nie oczekujmy Orlej Perci albo Giewontu. ;))

Za to później łazi się po takich przyjemnych, płaskich i wygodnych terenach. Samosiejki sosenek, pola i łąki, w oddali lasy. O ile na Zbójniku chmury przykrywały niebo, o tyle na niżu wyszło mi Słońce, wiatr się uspokoił i można było poczuć zew przedwiośnia. O! To już mi się coraz bardziej podobało.

Jednak nie pocieszyłem się zbyt długo słoneczną aurą. Zanim na dobre wtaszczyłem się do międzyborskich lasów, ponownie zachmurzyło się, czy – mówiąc ściślej – „zastratusiło” i zaczął wiać nieprzyjemny wiatr. W lesie nie jest on już tak upierdliwy, jak na otwartej przestrzeni lub na szczycie Zbójnika.

Odwiedziłem moje „wskaźniki hydrologiczne”, którymi są rowy i leśne oczka wodne. Woda w większości zbiorników pozamarzała ponieważ ostatni tydzień przynosił regularny mróz w porze nocnej. W cieplejszych miejscach i zagłębieniach, woda spokojnie, wręcz leniwie przeciska się pod tafelkami lodu. Jest jedna rzecz, która jednak mnie niepokoi.

Brak pokrywy śnieżnej i już 3. miesiąc z rzędu z opadami poniżej normy. W zimowej porze roku nie ma to większego wpływu na na roślinność. Pod warunkiem, że nie ma dużych mrozów, które mają zgubny wpływ na nie przy zerowej pokrywie śniegowej. Ale jeżeli kiepska tendencja opadowa utrzyma się, a w maju i w czerwcu, przyjdzie duże ciepło to posucha gwarantowana. ;((

A to niedobrze wróży wczesnym wyprawom grzybowym. Pamiętam, jak taka sucha zima była 3. lata temu w paskudnym hydrologicznie 2015 roku. Sucha zima, sucha wiosna i piekielnie suche lato. A kysz! A kysz! Nigdy więcej, ale wiadomo. Natura ma swoje plany i czort wie, jak będzie w tym sezonie.

W międzyborskich lasach także trwa sprzątanie lasu po wichurach i pozyskiwanie drewna. Tym razem do głowy przyszła mi myśl Henrego Davida Thoreau:

„Jeżeli człowiek codziennie spędza większość czasu spacerując po lasach, albowiem je kocha, grozi mu niebezpieczeństwo, że uznają go za próżniaka, lecz jeżeli cały dzień jako spekulant wycina te lasy i przedwcześnie ogołaca ziemię, uchodzi za pracowitego i przedsiębiorczego obywatela”…

Odwiedziłem też jedną z perełek dendrologicznych międzyborskich lasów – grupę dębów czerwonych rosnących wokół niewielkiego bajorka. Jak na zawołanie wyszło Słońce i zobaczyłem moc oraz ogrom tych wspaniałych drzew. Ponownie wiatr się uspokoił i zapanowała boska cisza, której tak brakuje w aglomeracji miejskiej.

Zauważyłem u siebie pewną prawidłowość w tempie chodzenia. Jak jest całkowicie pochmurno to z reguły idę szybciej. Jak tylko wyjdzie Słońce, tempo wędrówki zwalniam. To na pewno przez widoki i kolory, które z martwoty i szarości, w Słońcu ożywają i przyciągają jak magnes. Jakże mi takich krajobrazów brakowało. ;))

Uwielbiam chodzić po polach i łąkach w porze zimowej. Brak kleszczy, bąków i innych krwiopijców. Brak obfitej i często kłującej roślinności. No i grunt zamarznięty, przez co nie wpada się w błocko całymi gumowcami. A w bonusie Słońce i wspaniałe widoki. Pomyślałem przez moment o kaniach, które rosły tu na jesieni. W takim zimnie schrupałoby się gorącego, kaniowego schaboszczaka… ;))

W oddali wioska, lasy, chałupy, kury, miejscowi i czasami przejeżdżający samochód przez główną i jedyną drogę dojazdową na wsi. Wsi spokojna, choć zimowa. Czasem wiatrem zawieruszy, czasem śniegiem poprószy. Chłop z babą się pokłócą. A w niedzielę po kościele rosół wspólnie zjedzą. ;))

Po godzinnym marszu przez wyschnięte trawska, badyle, chaszcze i gąszcze, ponownie zanurkowałem do lasu. Wszak czas mnie ponaglał a do Bukowiny jeszcze kawał drogi. W porównaniu do grudniowo-styczniowych wycieczek jest już o 2 godziny jaśniej. To bardzo cenny czas. Spokojnie można się włóczyć do godz. 17:00.

Ależ klimatycznie się zrobiło w sosnowych plantacjach drzewnych. Słońce było już coraz niżej i zaczęło rozdawać za darmo wspaniałe efekty świetlne. Cukier puder od sprzedawców pączków dotarł i tutaj. Ciekawe, gdyby tak zebrać go z 10 hektarów lasu, czy wystarczyłby na ulepienie jednego bałwana? ;))

Słońce nad lasem. MAGIA!!! Gapiłem się jak w hipnozie. To jest jeden z takich momentów, w którym ma się świadomość, że jest się świadkiem czegoś niezwykłego. Wielka energia bijąca ze źródła skomplikowanych procesów wodorowych zachodzących w i na naszej Najjaśniejszej Gwieździe. ;))

Po słonecznych emocjach szedłem sobie spokojnie szeroką, leśną drogą i zauważyłem na jej poboczu dwie sarenki. Zachowałem się jak kot przed polowaniem. Po prostu stanąłem w bezruchu z włączonym aparatem. Migało mi, że już akumulator zdycha i należy go naładować lub wymienić na inny. Ależ pech! Miałem drugi, ale głęboko schowany w plecaku. Żeby go wyjąć, musiałbym zdjąć plecak i wykonać ruch. Sarny to zobaczą i zwieją. Co robić???

Moja „Oda do akumulatora” wypowiedziana w myślach brzmiała: „O wielki zbiorniku najczystszej energii prosto z kabla elektrycznego podłączonego do podstacji i elektrowni! Daj mocy na jeszcze kilka fotek! Czy widzisz te oto wspaniałe sarny? Czy pozwolisz na to, żebym nie zrobił im zdjęć? Daj mocy a kupię Ci nową, wypasioną ładowarkę”! ;))

Moja prośba została wysłuchana i dogorywający akumulator wyłuskał z siebie ostatki energii. Sarenkom coś nie pasowało. Wszak kilkadziesiąt metrów od nich na środku drogi stało jakieś dziwne w czarnej kurtce „drzewo”, które ni w ząb nie wyglądało jak drzewo. Nie wystraszyły się nawet lampy błyskowej, chociaż co rusz zerkały w moją stronę.

Przeszły przez środek drogi i ponownie zaczęły żerować na poboczu, stopniowo jednak oddalając się od niej. Dziękowałem akumulatorowi, że nie zawiódł i przede wszystkim Potędze Lasu, że dostarczyła mi takich emocji. Po kilku minutach sarenki na dobre zagłębiły się w leśnych czeluściach a ja niestrudzony ruszyłem dalej, wymieniając oczywiście akumulator. ;))

Teraz kierowałem się do bagiennej części lasów, w której rośnie m.in. dąb szypułkowy Król Bagien. Po wspaniałych wrażeniach i emocjach, myślałem, czy jeszcze las mnie dzisiaj czymś zaskoczy i czy znowu znieruchomieję jak kot przed polowaniem? ;)) W końcu jedno z praw leśnego włóczykija brzmi: „Dopóki jesteś w lesie, wszystko może się zdarzyć”. ;))

Bagienka pozamarzały na tyle, że można po nich chodzić. I zrobić fotki z miejsc, z których w innych porach roku nie ma szans, bez wpadnięcia zadkiem w leśne bajorko lub błotko. Podziwiam tam stare, około 200-letnie dęby, które wytrzymały zeszłoroczne wichury. Żaden się nie złamał, choć wiało okropnie. Chwała Wam dębowi bracia! ;))

Kto mnie miał nie zaskoczyć, jak sam Król Bagien. Dyskretne uchylił Słońce zza swojego ogromnego pnia i już mnie zaczarował. Co to jest za wspaniałe drzewo! Ileż mocy, energii, piękna, gracji i majestatu jest w tym olbrzymie! Choćbym miał gnać na stację i w pocie czoła ledwo zdążyć na pociąg, muszę przy nim chociaż na kilka minut przystanąć i nacieszyć się jego królewskim wyglądem.

Czasu faktycznie nie było już za wiele i po opuszczeniu bagienek oraz pożegnaniu Króla Bagien, zdecydowałem się pójść na skróty przez łąki. Słońce podświetlało chmury, tworząc ekstra klimat, stopniowo przygotowując się do schowania się za horyzont.

Następnie, tylko znanymi sobie ścieżkami, przeszedłem jeszcze przez lasy, bajorka, „podziwiając” przy okazji kolejne składy drewna. Po niecałej godzince, bukowińska stacyjka była już na widoku. Całodniowa wycieczka minęła jak z bata strzelił.

I tak po zdobyciu Zbójnika – „Kilimandżaro” Wzgórz Twardogórskich i wielokilometrowej, bukowińskiej włóczędze, przyszedł czas powrotu i myśl, która zawsze mi towarzyszy przy odjeździe: „Bukowino, Bukowino! Kiedy znowu tu przyjadę i czym mnie zaskoczysz? Tego drugiego jestem zawsze pewien. Tylko to pierwsze jest loteryjne i uzależnione od tzw. życia codziennego i wydarzeń z nim związanych. 

Muszę tylko pamiętać o spełnieniu obietnicy danej akumulatorowi i kupić mu nową, wypasioną ładowarkę. ;)) Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • Sznupok //15 Lut 2018

    Paweł , wytrzeszczam oczy , rozpuszczam wyobraźnie i próbuję zlokalizować tego Zbója . Umówmy się : wierzę w Twoją tezę ,że on gdzieś na Twoich fotkach jest 🙂 . Jak Skrzyczne na moich 🙂 . Ale jak napisałeś chyba prędzej mozna go przyrównać go do @grazkowej hałdy niż do góry . Sarenki pico bello . Lasy klimatyczne , wycinka – no comment. Zapasowy akumulator – podstawa . Pozdrowienia dla Ciebie – niestrudzonego bukowińskiego łazęgi , Twoich wiernych czytelników – alfabetycznie – Krzyśka i Wojka . Wypatrywanie przedwiośnia w Walentynki – megahuraoptymistyczne – tym niemniej optymizm kosarzyńskich ostoi – warty zauważenia . Świstak widział swój cień , więc raczej do marca, kto ma szuflę , ten będzie odśnieżał 🙂 a kto ma narty , ten będzie przynudzał na blogu. Pozdrówki Tazok & Sznupok

    • Paweł Lenart //18 Lut 2018

      Witaj Sznupoku!
      1) Zbója nie zobaczyłeś bo zbój robił zdjęcia, które oglądasz ;-),
      2) Natomiast Wzgórze Zbójnik nie jest na zdjęciu bo zdjęcia są ze Zbójnika a nie na Zbójnika. Nie ma jak to namieszać, co wychodzi mi całkiem dobrze ;-),
      3) Serdeczne dzięki za odwiedziny i miłe słowa,
      4) U nas odśnieżanie nie grozi, ale w nadchodzącym tygodniu wszyscy zmarzniemy, ot takie ostatnie tchnienie zimy.
      Serdeczności! 😉

  • arturo //15 Lut 2018

    Super wyprawa, pozytywnie i aktywnie spędzony dzień pełen przygód:) tak trzymać ☺ no i koniecznie musisz kupić ładowarkę obiecaną akumulatorowi☺

    • Paweł Lenart //18 Lut 2018

      Darz Grzyb Arturo!
      Bardzo mi miło, że odwiedziłeś mój blog. Ładowarka już kupiona, akumulator w siódmym niebie.
      Serdecznie pozdrawiam. 😉

  • wojek //19 Lut 2018

    Witaj Paweł:)
    Dzięki za ciekawy artykuł o zimowym lesie. Co do mnie wolę poczekać aż się co nieco ociepli atmosfera a i trzeba było zacząć pierwsze prace na RODOS. Co do gór ostatnimi sezonami wolę zdobywać leżącą nieco na północ Kobylą Górę. Wokół Bukowiny jakoś ostatnimi laty boletusy kiepsko obrodziły. Towarzysz Mieczysław twierdzi, że to na skutek działalności niejakiego Pawła L. czy to prawda? Przyszłość pokaże:) Póki co trwa śledztwo:)
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Ps.
    Maćku dziękuję za pozdrowienia. Dla Ciebie i Marzenki również przesyłam serdeczne pozdrowienia.

    • Paweł Lenart //22 Lut 2018

      Dzięki Wojtek. 😉
      Ja tam nie patrzę na ciepło/zimno. Jak mam czas to jadę do lasu bez względu na to czy mrozi, wieje, leje, grzmi, itp. 😉
      Boletusów wokół Bukowiny w pewnych okresach nie brakuje, ale sztuka ich wyszukiwania jest trudna i wymagająca. ;))
      Pozdrawiam. 😉