facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 16 Paź, 2019
- brak komentarzy
W poszukiwaniu jodłowych wysokości cz. 2/2. Co za widoki!

W poszukiwaniu jodłowych wysokości cz. 2/2. Co za widoki!

Druga część relacji z wyprawy do lasów Beskidu Sądeckiego celem odnalezienia najokazalszych jodeł pospolitych. Poza wspaniałymi drzewami, które opisałem i pokazałem w pierwszej części, zachwyciliśmy się także widokami, jakie roztaczały się przed, za, obok i nad nami podczas wycieczki. Chociaż jej tempo – dość często – było szybkie, udało mi się sfotografować kilkadziesiąt obrazów przyrody, które szczególnie mi się podobają. Dlatego wpis ma tytuł „Co za widoki!”, ponieważ naprawdę były to przepiękne widoki.

Zanim weszliśmy do lasów, roztaczały się przed nami łąki i lasy na pagórkowatym terenie. Gdzieś w oddali przebiegał dostojny jeleń i od razu zrobiło się klimatycznie. Wszystko „podlane” sosem jesiennych kolorów, błękitem nieba i ciepłem promieni październikowego Słońca, które teraz przyjemnie ogrzewa, a nie „pali” jak w lipcu czy sierpniu.

Im wyżej tym piękniej. Malownicze tereny przyciągają jak magnes. Każdy góral swoje góry chwali i powiada, że jego góry są „najpykniejsze”. W Zakopanem wychwalają Tatry, W Bieszczadach – Bieszczady rzecz jasna, W Kotlinie Kłodzkiej  – Kotlinę Kłodzką, a w Karkonoszach – Karkonosze i tak dalej. Miałem przyjemność bywać w różnych górach i każde są wyjątkowe. Nie stosuję tu podziałów na piękniejsze i mniej piękne. 

Zachwycam się każdymi i w każdych górach odnajduję coś wielkiego, duchowego, ezoterycznego i magicznego. Nawet, najbliżej leżącą Wrocławia Ślężę uwielbiam, a zwłaszcza szlak od Zamku Górka. Beskid Sądecki widziałem od tej strony po raz pierwszy i zachwyciłem się tym terenem od razu. Natomiast, jak wszedłem w tutejsze kompleksy leśne, to „nie ma takiego, który by mnie stąd siłą wygonił”. ;))

Niezwykle urodziwe ścieżki, ścieżynki, zakamarki, gdzie prawdziwki mówią dobranoc. Bezkresne, leśne czeluści, gdzie tylko dziki i jelenie szarżują. I w tym wszystkim my – zapaleńcy dendrologiczni. Jak ja uwielbiam takie miejsca, które śmiało można nazwać „świętym spokojem”. Czas tu płynie porami roku, a problemy opadają wraz z liśćmi. Liczy się tylko leśna chwila, kolory i zapachy przyrody oraz piękno w rozmiarze milion XXXL. ;))   

Kiedy oglądam jesienne szaleństwo kolorów w lesie, często zastanawiam się, czy nie są to jeszcze bardziej chwytające za serce widoki, niż majowe szaleństwo zieleni. Można by polemizować, a i tak wyjdzie, że jedno i drugie jest niepowtarzalne i nie warto licytować się „pyknością”, jak wyżej przytoczeni górale. Tyle, że wiosna, wlewa dawkę optymizmu, a jesień? No właśnie, tutaj – jakby nie patrzeć – mam poczucie, że coś się kończy i mija bezpowrotnie.

Chociaż obie pory roku powtarzają się cyklicznie, gdzieś dociera do mnie, że takiej wiosny lub takiej jesieni już nie będzie. Wszystko dzieje się podobnie, ale podobnie, a nie identycznie. To poczucie przemijania unikatowości każdej wiosny i jesieni, silnie mnie trzyma i odzwierciedla japońską filozofię Wabi-Sabi. Piękno przemijania w prostocie i niedoskonałości. 

Wszystko przemija. Dopiero planowaliśmy wycieczkę w poszukiwaniu jodłowych wysokości, jeszcze wiele tygodni temu, a dzisiaj to już historia. Dopiero zaczynałem prowadzić tego bloga, pisząc pierwsze, jakże skąpe jeszcze artykuły, a dzisiaj mijają 4 lata, kiedy ciągnę ten wózek, wychwalając lasy, drzewa i grzyby. ;)) Tak, tak, cztery lata! Z tej okazji trzeba… pojechać do lasu. ;)) 

Dopiero co widziałem wspaniałe lasy Beskidu Sądeckiego na żywo, chodziłem po nich i wchłaniałem jak gąbka, a dzisiaj, tylko zerkam na ich zdjęcia i rozmyślam, czy kiedyś jeszcze raz tam pojadę? Wiele ludzi nie rozumie mojego hobby. Pytają mnie – co robię przez 12 godzin w lesie? Często odpowiadam, że raduję się z przebywania w nim, ale martwię się, że tak krótko. ;))

Bo w lesie zawsze wszystkiego mam za mało i za krótko. Nic na to nie poradzę. Jestem zbyt łapczywy na piękno przyrody i nie zamierzam się z tego leczyć, ponieważ to nie jest choroba, a instynkt przodków, który zabija dzisiejsza cywilizacja. Mam nadzieję, że w następnym wcieleniu, stanę się całodobowym mieszkańcem lasu i wtedy nie będę musiał odpowiadać na pytania ludzi. ;))

Tereny Beskidu Sądeckiego to piękno i klasa. Spokój, cisza i wspaniałe lasy, wśród których kryją się prawdziwe diamenty dendrologiczne. Obejrzeliśmy i przeszliśmy zaledwie ułamek tego, co tu można zobaczyć. Jeżeli trasę, którą przebyliśmy, potraktować jako „reklamę” całości, to kupuję ten wspaniały „produkt” w ciemno.

Pan Jurek często włączał na chwilę kamerę i filmował widoki, które mieliśmy po drodze. Ja pstrykałem zdjęcia. To jedyne, co mogliśmy zrobić, aby zachować wspomnień czar i uwiecznić magię tych widoków. Kiedy wróciłem do Krakowa i przechodziłem przez bardzo zatłoczoną galerię przy dworcu PKP, zderzyłem się z „powrotem do rzeczywistości”. To bardzo bolesne zderzenie, pełne wrzasku, kurzu, tłoku, pędu i szaleństwa ludzi. 

Mamy w kraju przepiękne tereny, których bardzo często nie doceniamy. Wolimy Majorkę, Egipt, Chorwację, z basenami przy hotelach i sterylnością, że strach stopę postawić. Wszystko wypucowane, wygładzone, klarowne i do bólu wypieszczone. Sztuczność tam mieszka w każdym centymetrze kwadratowym. Każdy ma wybór i nikomu nie warto nic narzucać. Jednak, czasami warto zobaczyć coś mniej „ułożonego”, za to naturalnego i wspaniałego. Tym „cosiem” na pewno jest Beskid Sądecki. Skarb natury. Chociaż odkryty, przez wielu (może i dobrze) nieodkryty.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.