facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 18 Maj, 2021
- 2 komentarze
Tradycja podtrzymana, Studzianka przywitana.

Tradycja podtrzymana, Studzianka przywitana.

Pociąg Kolei Dolnośląskich mknie po jedynym torze w lesie, gdzie na szlaku nie ma linii elektrycznej. Wokół rozciągają się bezkresne lasy, królestwo sosny, piachy po pachy, niewypały, niewybuchy i inne rekwizyty po towarzyszach ze wschodu, którzy tu kiedyś stacjonowali oraz kapiszony-niewypały wojsk współczesnych. Klimat tych lasów nasycony jest zarówno legendarnymi jak i prawdziwymi opowieściami o grzybach, niezliczonymi przygodami, a ich źródło znajduje się w wokół stacji na okaziciela. To muszą być Bory Dolnośląskie i magiczna stacja Studzianka!!!

Kompletnie pusta, obecnie zapomniana, cicha, spokojna, wspaniała, kultowa, jedyna w swoim rodzaju. Gra we własnej lidze. Na próżno szukać drugiej takiej stacji w Borach. Chociaż w nazwie ‘Studzianka’ mamy komponent “studzenia” to i tak powoduje ona żar, wybuch i adrenalinę wśród grzybiarzy!

Tak wygląda! W środku Borów Dolnośląskich, gdzie nawet najwięksi twardziele powinni czuć respekt przed ogromem tych terenów. To tu można się zapętlić we wrzosowiskach, na niezliczonych drogach, dróżkach, ścieżkach, setkach podobnie wyglądających hektarów lasów do tego stopnia, że spędzenie nocki w lesie albo wyjście 20 kilometrów dalej od planowanego miejsca to nic nadzwyczajnego.

W pochmurny, rześki piątek 14 maja postanowiliśmy z Łukaszem – niezłomnym poszukiwaczem borowików wyruszyć na pierwsze w tym roku oględziny terenów wokół Studzianki. To nasza wiosenna tradycja, którą zainicjowaliśmy w 2016 roku, kiedy to po raz pierwszy postanowiliśmy wspólnie przedeptać bezkres Borów w poszukiwaniu… No właśnie – czego? Niby chodzi o grzyby, ale wizyta w Borach to coś znacznie więcej niż tylko wyszukiwanie grzybów.

Na stacji w gablocie mamy aktualny rozkład jazdy (do 12 czerwca), garść wszelkich informacji o korzystaniu z infrastruktury około-studziankowej, różne nakazy i zakazy. Na szczęście nie wzbroniono pisania peanów i wychwalania pod prawdziwkowe niebiosa Studzianki, ponieważ kto raz tu przybył ten wie, co to jest za miejsce. Jaka rozbrajająca aura tu panuje, oczywiście nie chodzi o niewybuchy z poligonów. ;))

Studzianka to stacja na okaziciela – ściślej – na żądanie. Czy ktoś słyszał o takiej kombinacji? Owszem, najczęściej mamy do czynienia z autobusami na żądanie, czy na życzenie, jak to teraz zmienili. Ale pociąg? W Studziance tak jest. To chyba nowość, bo w zeszłym roku tego nie zauważyłem. Czyli jest szansa, że nie będzie trzeba gnać z koszami grzybów do Wierzbowej lub Leszna Górnego, tylko pociąg zatrzyma się nam w Studziance, oczywiście pod warunkiem, że staniemy w wyznaczonym miejscu tak, aby maszynista nas dostrzegł i zdążył zatrzymać pociąg.

To miejsce oznaczono słupkiem z napisem “postój na żądanie”. Od razu przyszła mi do głowy myśl, co będzie w przypadku bardzo gęstej mgły? Czy maszynista zdąży zauważyć zabłąkanego grzybiarza i zatrzyma skład? Czy nie zdąży i… zasuwaj 7 km w jedną lub drugą stronę do następnej stacji. ;)) Praktyka dnia codziennego, a wraz z nią testowanie postoju na żądnie zweryfikują moje myśli i obawy.

Ciekawi mnie też, czy w takim razie postój na żądanie będzie obowiązywać przez cały rok, czy też tylko w wybranym okresie w roku, najczęściej było to w miesiącach czerwiec – październik. Zobaczymy, przetestujemy, ocenimy. Studzianka jest obecnie owładnięta wiosną. Tłumy grzybiarzy, którzy tu przyjeżdżają w czasie wysypu grzybów siedzą jeszcze w najlepsze w swoich izbach.

Przy stacji rośnie kilka charakterystycznych drzew – głównie lip i klon zwyczajny – stary, z luźną i przerzedzoną koroną, wypróchnieniami, pousychanymi konarami i gałęziami oraz w towarzystwie oblepiających go malowniczo mchów. Mało który grzybiarz widzi jego sylwetkę i koronę w wiosennej szacie. Myśmy mogli nacieszyć nią oczy.

W pobliżu stacji kamienny murek zarósł mchami i obecnie wygląda jak jakiś zapomniany zalążek starej twierdzy, w której mieszkali ludzie lasu. Zaraz obok ponad setka starych cegieł. Tradycyjnie już Bory kryją w sobie niezliczone tajemnice, a my – oglądając pozostałości po minionych dziejach – możemy tylko sobie układać swoje historie i legendy do tych tajemnic.

Samosiejki sosnowe w pobliżu stacji stanowią przysmaki dla jeleniowatych, które spałują ich korę, czyli po prostu ją zjadają. Kiedyś “pałowanie” czy “spałowanie” bardzo źle się kojarzyło. W lesie te pojęcia mają znacznie przyjemniejszy wymiar i znaczenie, chociaż gdyby zapytać o nie sosny to raczej nie byłyby zadowolone z obdartego korą obrotu sprawy.

Kiedy już “najedliśmy” się stacyjką w Studziance do syta, obejrzeliśmy każdy centymetr sześcienny terenu wokół stacji i na pstrykali fotek, nadszedł czas na wycieczkę, która przecież już zaczęła się, właśnie w porywającej umysły Studziance. Wzięliśmy ze sobą po koszyku mając pełną świadomość, że poza leśnym powietrzem nic więcej może się w nich nie znaleźć.   

Pogoda bardzo sprzyjała wędrówce. Znaczna dominacja zachmurzenia, ale bez ciągłych opadów, lokalnie tylko przez kilka minut siąpiło i dżdżyło oraz bardzo przyjemna temperatura, około 14-15 stopni C. Do tego wielka wilgoć w lesie po poprzednich, obfitych opadach. Powietrze nasycone aromatem wiosny z olejkiem eterycznym Borów.

Drzewa przemoknięte od strony z której smagały je opady, mech i ściółka namoknięte jak rzadko kiedy, do tego sporo kałuż w lesie, co na bardzo piaszczystym terenie świadczy o porządnej ilości tych opadów, gdyż nie zdążyły jeszcze wsiąknąć w wiecznie spragnione wody piachy.

Pierwsze borowiki sosnowe, które były naszym grzybowym celem przy okazji wędrówki to nie są grzyby “wyłożone na tacę”, co oznacza, że trzeba je wybiegać, wychodzić, wyszperać, wyszukać i nie poddawać się, jeżeli nie znajdziemy nic przez kilka godzin. Czasami dopiero końcówka grzybobrania wynagradza determinację i grzybiarski upór.

Poszliśmy na tereny, gdzie rozciągają się dywany zbudowane z mchów. Przez środek lasu przebiega droga, a wokół niej – jak okiem nie sięgnąć – wszędzie rozpościerają się mchy. Po opadach są nabite, napuchnięte, pachnące i miękkie jak kołdra z puchu.

Człowiek ma ochotę zdjąć buty, skarpety i biegać po nich wte i wewte. Czasami natomiast przychodzi spontaniczna potrzeba walnięcia się na nie, jak na wygodne łoże i poleżenie przez dłuższy moment, a nawet ucięcie sobie drzemki. To oznacza, że las odpręża, daje poczucie bezpieczeństwa i wielkiej laby – stan w którym wszelkie troski można (a nawet trzeba) wyrzucić za siebie i upajać się beztroskim leniuchowaniem.

Rozglądaliśmy się po tych dywanach dokładnie i starannie, ale nie wypatrzyliśmy ani jednego borowika, czy też innego grzyba rurkowego, z których najbardziej liczyliśmy na maślaka zwyczajnego. Niemniej człowiek czuje w takich miejscówkach motyle, ćmy, szerszenie i żuki w brzuchu, bo już sam ich wygląd “rodzi” grzyby w głowie. ;))

Wraz z dalszymi kilometrami wycieczki, mchy ustąpiły na rzecz uboższego runa, gdzie jego najgrubszą, zewnętrzną warstwę tworzą opadłe igły i porozrzucane szyszki. Często właśnie w takim jednolitym i ubogim podłożu ścieli się grzyb. Jednak i tutaj niczego nie znaleźliśmy.

Ponownie pojawiło się więcej mchów, ale też wrzosów i innych, ciekawych gatunków roślin “przyklejonych” do podłoża. Jednak pierwszego grzyba nadal nie odnotowaliśmy, chociaż napięcie w jego poszukiwaniu rosło z każdym krokiem i spojrzeniem na las. ;))

Z grzybowych miejscówek wyszliśmy na szerszą, piaszczystą drogę, na której kilka godzin przed nami kręcono jeden z odcinków “Dolnośląsko-borowe Ranczo Wilkowyje”. ;)) Tych filmów jednak nie puszczają w TV. Żeby je obejrzeć, przynajmniej pozostałości po poszczególnych scenach, trzeba tu przyjechać. W Bory

Po śladach aktorów można wywnioskować, że kręcono tu scenę zatytułowaną “Tryumfalny spacer”. Na planie znajdowało się trzech wilczych aktorów, którzy tryumfalnym sznurowaniem w spacerowym tempie przeszli się środkiem piaszczystej drogi. Pokazali w ten sposób innym zwierzętom, kto jest panem, władcą i właścicielem tego leśnego rewiru.

A gdyby ktoś miał wątpliwości i chciał oznajmić, że nie zgadza się w dominacją ‘Wilkowyjów’ na tym terenie, najpierw niech trzy razy się zastanowi i spojrzy na ślady wielkich łap z ostrymi pazurami, zanim spotka go surowa kara za zniewagę. ;))

Ponownie zanurzyliśmy się w bardziej zwarte kompleksy Borów, przeszliśmy przez wrzosowiska, młodniki i średnie lasy oraz sosnową starszyznę, wszędzie wypatrując pierwszego maślaka lub borowika. Jednak nigdzie nie znaleźliśmy ani jednego owocnika. Czasami było znacznie bardziej sucho oraz gorąco i pierwsze grzyby rosły. Teraz jednak coś im nie pasuje pomimo niezbyt wysokich temperatur i dużej wilgotności.  

Prawdopodobnie przyczyną jest opóźnienie w wegetacji i zimny kwiecień. Przyroda majowa przypomina kwietniową. Być może opóźnienie to przeciągnęło się też na grzyby, gdyż gatunki marcowo-kwietniowe (smardze, piestrzenice, itp.), w tym roku, najobficiej zbierane są właśnie w maju. Czyli na pierwsze borowiki i maślaki trzeba jeszcze trochę poczekać.

BEZKRES BORÓW

Są takie miejsca w Borach Dolnośląskich, w których zwarte lasy ustępują na rzecz rozległych, sięgających po horyzont przestrzeni, na których rozciągają się piachy, rachityczne, rozproszone sosny, brzozy z dodatkiem mchów i roślinności piaszczysto-wydmowej. Kojarzyć się mogą z terenami nadmorskimi, gdzie za horyzontem znajduje “wielka woda”, chociaż do prawdziwej “wielkiej wody” jest stąd kilkaset kilometrów.

Także i na takich rozległych terenach, a może właśnie na nich widać i czuć geniusz oraz potęgę Borów Dolnośląskich. Można godzinami chodzić tam i z powrotem, zachwycać się bezkresem Borów i pokręcić drogę tak, że przez 5 godzin człowiek będzie się zastanawiać, gdzie jest i jak stąd wyjść? ;))

Oczywiście teraz mamy do dyspozycji wspomagacze orientacji, GPS, różnorakie aplikacje, mapy googlowskie, ale mimo tego, zachęcam sprawdzenie samego siebie i pokonanie tych terenów wyłącznie w oparciu o swoje zdolności orientacyjne. Wrażenia gwarantowane! ;))

Otarliśmy się o bezkres Borów, zmierzając w następne lasy i miejsca, w których – być może – rośnie i czeka nas nas pierwszy maślak lub borowik A.D. 2021. W pobliżu liczne latały kruki, nadając naszej majowej wyprawie jeszcze bardziej doniosłego z dreszczykiem klimatu. 

Doszliśmy do “pokręconych” terenów. Tak je nazwaliśmy. Zdjęcia są odpowiedzią dlaczego. ;)) Jednak nawet pokręcone tereny postawiły nas do pionu, gdyż i na nich nie odnotowaliśmy kapeluszowo-rurkowego życia. Niezrażeni tym faktem, wciąż szliśmy dalej przed siebie, ponieważ dopóki grzybiarz siedzi w lesie, do końca nie wiadomo, co grzybobranie przyniesie.

Spotkaliśmy za to ambonę myśliwską w mocno nadwyrężonym i kiepskim stanie. Opuszczona i zapomniana, jak wiele obiektów w Borach Dolnośląskich. Zwracaliśmy też uwagę na wszelkie kwitnące kwiaty i wyrastające rośliny na ubogich stanowiskach. Łukasz lubi się im przyglądać i oznaczać jaki to gatunek. 

Nawet w tak ubogiej krainie, gdzie przeważa piaszczysta gleba, a przy drogach leży tłuczeń drogowy, można spotkać rośliny, które dobrze czują się w takim środowisku i ubarwiają jednolity z pozoru wygląd tych przestrzeni. Największą niespodzianką były jednak… zwłoki.

Zwłoki grzybów rzecz jasna. ;)) Stare, zeszłoroczne tęgoskóry cytrynowe, które przetrwały zimę i teraz rozkładają się, wyglądając przy tym jak część zgniłego kalafiora lub coś podobnego. Taki niuans i ciekawostka. To się nazywa grzybowa determinacja, wytrwałość i wytrzymałość!

Natrafiliśmy również na dwa, dziwnie wyglądające dwa “szałasy”. Nie wiem, jak dzieło nazwać? Szałas to chyba dobre określenie, na dodatek ze schodkami w dół. Kolejna zagadka Borów nierozwiązana. Czy ktoś tu nocował, pił piwo i delektował się Borami? Pewnie tak. Albo nie. ;))

W końcu znajdujemy też jakieś świeże grzyby, które grzyb jeden wie, jak się nazywają, ale na pewno nie jest to gatunek, którego poszukujemy. Ciekawie też wyglądają niewielkie skupiska mchów na tle połaci ściółki z igliwia. Czytając ten wpis, ktoś może pomyśleć, że trochę “przegięliśmy” z datą na poszukiwanie grzybów rurkowych.

To co dopiero wyprawiają niektóre drzewa? Te to przeginają po całości, zamiatając wierzchołkami korony piaszczyste podłoże. Na dalszych zdjęciach widać też nieźle przegiętą brzózkę. Pomału wycieczka zbliża się do końca. Moja relacja z niej jest niewielka, bo gdybym miał opisać wszystkie wrażenia i pokazać większość zdjęć to wykiełkowałby z tego wpis na kilka części. 

Mogę też napisać, że na dzień 14 maja 2021 roku w bardzo dobrych z grzybowego punktu widzenia warunkach, nie stwierdziliśmy występowania żadnego grzyba rurkowego, np. maślaka zwyczajnego lub borowika sosnowego.

Z dużym prawdopodobieństwem twierdzę, że przyczyną tego bezgrzybnego stanu rzeczy jest zimny kwiecień, który zahamował wegetację i wzrost w świecie grzybów, czyli po prostu je opóźnił. Jednak to nie zraziło nas, wręcz przeciwnie. Jeszcze podczas wycieczki stwierdziliśmy, że wkrótce trzeba powtórzyć wyprawę, gdzieś za 2-3 tygodnie.

Nie obyło się też bez znalezisk, które nie powinny się znaleźć w lesie. Tym razem “bohaterem” była stara opona z ciągnika, która imitowała “czarci krąg”. Zastanawialiśmy się co za dzban wyrzucił ją tak głęboko w lesie?

Po uroczystym rozpoczęciu Tour De Las & Grzyb 2021 w Bukowinie, tradycja wiosennego powitania Borów Dolnośląskich też została podtrzymana i to w olśniewającej wiosną Studziance – czyli miejscu, o którym prawdziwki pieśni we wrzosach nucą, wygrywając riffy i solówki na hymenoforze i pokrytym siateczką trzonie. ;-))

Darz Grzyb!

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • krzysiek z lasu //22 Maj 2021

    Cześć Paweł!
    To co mnie najbardziej pociąga w Borach Dolnośląskich, oprócz grzybów, wrzosowisk i wspaniałych lasów, to właśnie ten BEZKRES !!!
    Jak by nie było, to największy kompleks leśny w Europie. Można się tam i zgubić i zatracić…
    Uwielbiam taki bezkressssssssssss……..
    Pozdrawiam 😉

    • Paweł Lenart //09 czerwiec 2021

      Jak dobrze pójdzie to po połowie czerwca zawitam do Borów ponownie. 😉