facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 23 maja, 2020
- 2 komentarze
Tour De Las & Grzyb 2020 start!

Tour De Las & Grzyb 2020 start!

22 maja 2020 roku. Wschodnia część rozległych Borów Dolnośląskich. Nad wzniesieniami, piachami i wrzosowiskami, wśród królestwa sosen i suchych borów, które wydzielają najczystszy bukiet zapachów żywicznych, krąży część dużej familii kruków.

Wśród tego czarnego, inteligentnego, często owianego dość mrocznymi i ponurymi legendami towarzystwa, oddzielają się 33 osobniki i lecą w naszym kierunku. Przelatują nad nami, wydobywając ze swoich ptasich strun głosowych głośne, skrzekliwe i tajemnicze dźwięki. Trwa to kilka sekund i odlatują z powrotem do reszty krukowatej familii.

Jeden z nich zrzucił nam na drogę swoje cenne pióro. To ono otwiera leśną księgę i zapisuje w niej pierwszy rozdział, którego tytuł brzmi: TOUR DE LAS & GRZYB 2020. Dzieje się to w nietypowym miejscu (bo nie w Bukowinie Sycowskiej) i nieco później, niż w poprzednich sezonach.

Chociaż oficjalne rozpoczęcie sezonu grzybowego na dolnośląskich nizinach w miesiącu maju ma coraz częściej symboliczny charakter i wydźwięk, jak co roku, proszę bóstwa lasów i kniei o pomyślny sezon, sprzyjającą pogodę i dobre zbiory.

Przedłużające się okresy posuchy i niedoborów opadów nie sprzyjają pojawieniu się pierwszych grzybów. A przecież bywały maje, kiedy pierwsze koźlarze, borowiki sosnowe lub kurki lądowały w koszyku i budziły zdziwienie wśród tych, którzy ani myślą pojechać w maju do lasu na grzyby.

Wprawdzie prawie dwa tygodnie temu przeszły większe opady, ale wiecznie spragnione piachy, wchłonęły, wypiły i odparowały z powrotem całą deszczówkę, przez co grzyby podjęły decyzję o nie owocnikowaniu.

Ja, wraz z doborowym towarzyszem dolnośląsko-borowych eskapad – Łukaszem, także podjęliśmy decyzję, której sentencja brzmiała: WŁÓCZĘGA PONAD WSZYSTKO. Nieważne, czy znajdziemy pierwszego w tym sezonie boletusa, czy nie.  

Tuż po wejściu na pierwsze, leśne ścieżki i dukty, zostaliśmy uraczeni niezwykle intensywnym aromatem sosen. Ich przenikliwy i cudowny zapach, w ciepłym powietrzu, rozlał się obficie prosto w nasze nozdrza. To najlepszy narkotyk na świecie! Wprawdzie bardzo mocno uzależnia, ale jako jedyny działa na korzyść dla naszego zdrowia.

Ptaki koncertują, poza tym kompletna cisza, zero ludzi, czasami słychać delikatny szum koron drzew, dmuchanych ciepłym wiatrem. Sosnowy klasycyzm Borów Dolnośląskich otwiera przed nami swoją bramę do królestwa Pinus. To sosna kształtuje te rozległe tereny.

Nawet, jeżeli towarzyszą jej brzozy, czasami modrzewie, dęby lub buki, to właśnie sosna jest tu królową, księżną, arcykapłanką, czarodziejką, arystokratką, dziedziczką i drzewną damą. Dendrologiczna imperatorką i monarchinią.

W jej królestwie żywot wiodą wilki, sarny, jelenie, dziki oraz wszelkie owady i ptactwo tej krainy. Depczą piachy, pozostawiając ślady łap i kopyt. Są ich setki, a każdy chodzi swoimi ścieżkami. Ich drogi przecinają się z naszymi. Jesteśmy dumni, że możemy przez kilka godzin przebywać w ich sąsiedztwie.

Chociaż od tych miejsc do świętoszowskich poligonów jest wiele kilometrów, generał z pułkownikiem „Bombą” rąbnęli na ćwiczeniach wojska tak uroczyście, aż ziemia zadudniła, a leśne echo poniosło w dal huk, niczym grzmot z silnej superkomórki burzowej.

Bory to nie tylko Bory. To setki hektarów pasów przeciwpożarowych, pustynie, wrzosowiska, po prostu ogrom terenu, po którym można w trakcie jednego sezonu rozczłapać kilka par butów. Jakże gęby nam się ucieszyły, kiedy na dobre weszliśmy w czeluści Wszechborów!

Pojechaliśmy po to, aby zgubić rozum i odnaleźć dusze! Bo gdzie jej nie szukać, jeśli nie w lesie? Widoki klasyczne, przyrodniczo może i biedne, wręcz skąpe i ubogie, ale dla nas – skromnych i zwykłych ludzi lasu, proste kształty natury Borów Dolnośląskich poruszają najbardziej wrażliwe części duszy odpowiedzialne za emocje.

Jedna z pereł widokowych w sercu Borów Dolnośląskich, z którego – przy dobrej widoczności, widać góry! Szczyty jeszcze trochę zaśnieżone. A my skąpani w ciepłych promieniach majowego Słońca. Doniosłe i wzniosłe są takie widoki! Jakie uczucia wielkości i potęgi natury budzą!

Po rozległych, otwartych terenach, na dobre wchodzimy w królestwo sosny. Nie ma tu starych i potężnych drzew. Same, kilkudziesięcioletnie średniaki, a także młodsze osobniki. Piachy, mchy, wrzosy. Czasami trochę krzewinek borówki czarnej.

Przy drogach alejki brzozowe. Wszystko to miejsca grzybowe i kultowe! To tu skrywają się w sezonie borowiki szlachetne, sosnowe, koźlarze, kurki, podgrzybki, zielonki, sarniaki i lepkie maślaki! Tu miejscowi rowerami przyjeżdżają i boletusy przed konkurencją chowają. :))

I ponownie terenowe rozległości, szerokości, po horyzont wrzosowiska z których w sierpniu kwiat tryska, o czym wiedzą mądre pszczoły! Całymi rodzinami tu przylatują i przepyszny miód wrzosowy produkują.

Czasami i tu prawdziwki swoje brązowe łby delikatnie wystawiają, wprawiając grzybiarza w grzybowy amok! Bo jakież to uczucie w łepetynie grzybiarza się budzi, jak 30 dorodnych prawdziwków, tuż pod nogami, z wrzosu las mu podrzuci?

Dla nas – całorocznych, leśnych wędrowców, nawet bezgrzybne jeszcze tereny tej części Borów, budzą ogrom wrażeń i emocji. Cały czas towarzyszą nam hektolitry sosnowego aromatu! Pozytywnie odurzeni, wciąż idziemy i gawędzimy o lasach, grzybach, wspomnieniach minionych sezonów i o tych, których już nie ma wśród nas, a którzy szlifowali i rzeźbili w nas grzybowe rzemiosło.

Tak postępują tylko najwięksi, leśni wariaci! Jadą do lasu, myślą o lesie, gadają o lesie i lasowi cześć i hołd oddają! Las to niewyczerpalne źródło inspiracji i tematów do rozmów. Choćbym nie wiem, ile i co opowiedział, zawsze pozostaje coś do powiedzenia. :))

Rzeczownik „las” odmieniliśmy tysiąc razy przez wszystkie przypadki i na koniec naszej wyprawy, zgodnie stwierdziliśmy, że mamy jeszcze setki tematów o lesie do obgadania… Czy to jest normalne? ;))

Minimalnie nasycone umysły widokami leśnych dróg, duktów, przestrzeni, wrzosowisk, piaszczystych otchłani, pozwoliły nam spojrzeć w trybie makro na ściółkę, mech i wszelkie inne kadry oferowane nam przez Wszechbory.

Przyroda robi swoje nie patrząc na głupotę ludzkiego świata. Miliony sosen ożywiło swoje pędy! Weszły w trans majowego przebudzenia. Pachną, prężą się i delikatnie przeciągają na wietrze. Co roku obserwuję to sosnowe rozradowanie i karmię duszę leśną euforią!

Porosty na kształt koralowców Wielkiej Rafy Koralowej, oblepiają części roślin, zdobiąc je z niezwykłą finezją i precyzją. Przypominają też artystyczny kunszt Dziadka Mroza, który rzeźbi na taflach wody i szybach.

Spotykamy też „żabę drzewną” – gatunek, który potrafi żyć bez wody i dlatego można go spotkać w suchych, piaszczystych siedliskach, gdzie często, jedyną wilgoć przez wiele dni, daje wyłącznie poranna rosa.

Gąsienice na sosnach zamiast wiosennej rzeźby kulturystycznej, budują masę pełzającą i pożerają o wiele więcej pokarmu, niż wynosi ich waga ciała. Gdzieś w środku sto pięćdziesiątego drugiego zagajnika, krzywa sosna wygina śmiało przewodniki.

Poświęcamy jej kilka minut, oglądamy, fotografujemy i idziemy dalej. W końcu przychodzi czas na chwilkę pauzy, posiłek i odpoczynek.

Po niebie leniwie płynie kilka kłębiastych obłoków. Nasze ukochane Bory Dolnośląskie. Niby proste jak deska powierzchniowo i dendrologicznie niezbyt skomplikowane, a tajemnic miliony skrywają.

Ileż to opowieści i legend krąży nad nimi, jak familia kruków, które rozpoczęły Tour De Las & Grzyb 2020? Ileż to kultowych grzybobrań człowiek w nich przeżył i wspomina je z przyśpieszonym tętnem?

W końcu – ile pytań grzybiarze mają, co do tegorocznego sezonu grzybowego? Czy będzie pierwszy, wczesny, lipcowo-sierpniowy wysyp (pojaw)? Czy podczas jesieni, ujrzymy obficie rozpychające się w ściółce, mchach i wrzosach, rozpulchnione, białe trzony z charakterystyczną siatką, nad którą góruje masywny, poduchowaty kapelusz lśniący brązem na wierzchu?

Po zeszłym sezonie, który przez pewien okres przeobraził się w hiper-wysyp, emocje opadły, chociaż, gdy budzimy w sobie jego wspomnienia, wracają najgorętsze i najbardziej niesamowite momenty grzybowego szaleństwa 2019 roku.

Jednak to wszystko już minęło. Jest za nami i przeszło do historii. Teraz czekamy na grzybową odsłonę 2020 roku. Co tym razem przygotuje nam Matka Natura i jakiego asa grzybowego we wrzosach skrywają Bory Dolnośląskie i wszelkie inne lasy?

W swej ludzkiej niecierpliwości, las uczy nas pokory i cierpliwości. Nie przyśpieszymy wysypu grzybów i nie odgadniemy, jak ułoży się pogoda, jej przebieg i czym nas zaskoczą lasy w tym sezonie? Bo w tej niepewności, pewnym jest, że na pewno nas zaskoczą. ;))

Po wielu godzinach wyprawy, zatoczyliśmy honorowy krąg. Nie znaleźliśmy żadnego grzyba, chociaż po cichu liczyliśmy na jednego, jedynego borowika sosnowego, który byłby w tym dniu najbardziej obfotografowanym grzybem Borów Dolnośląskich.

Myśli te podkręcały informacje o pierwszych koźlarzach i ceglasiach w zachodniej części Borów Dolnośląskich. My nie zostaliśmy obdarowani przez lasy majowym rurkowcem. To jednak jest mało istotne.

Upiliśmy się wysoko procentowym stężeniem kadzidła sosnowego, nacieszyliśmy oczy leśnym klasycyzmem dolnośląsko-borowych widoków i obrazów oraz nakarmiliśmy duszę hektarami Wszechborów. Te wszystkie kanały leśnego dobra zostały w nas wpompowane silnym i niewidocznym strumieniem energii, która pobudza nas do życia. 

To była natchniona i wspaniała wyprawa! I nie mogła być inna, jeżeli człowiek wszedł w sosnowy trans Wszechborów Dolnośląskich!

DARZ GRZYB! :))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • wojek //24 maja 2020

    Witajcie Towarzyszu:)
    Tym razem my tutaj z Towarzyszami przyznajemy Wam zdecydowane wyróżnienie! (chociaż ten brak boletusów…) Tak to Paweł z nami już jest i chyba pozostanie do końca naszych dni na tym padole łez. Nałóg, uzależnienie jak zwał tak zwał. Dziwactwo jakieś? Ileż to razy patrzono na mnie jakoś tak podejrzliwie „na cholerę idzie on do tego lasu??!!” Przecież tam nic nie ma. Czy naprawdę nic? Dla kogoś dla kogo las jest tylko jakimś powiedzmy skupiskiem drzew to może i tak ale nie dla nas. Widzisz schlać się gdzieś na dyskotece, albo chociaż szaleć całą noc na zabawie i „leczyć” kaca piwskiem czy przynajmniej spać cały dzień to ok. Ale do lasu ot tak bez powodu? Nie, on coś ukrywa i kombinuje:) Paweł ci co chodzą do lasu po coś tam nigdy nas nie zrozumieją. Nie zrozumieją tego, że my idziemy właśnie nie po coś tam tylko do Lasu:) Tak tego Lasu pisanego z wielkiej litery.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Darz Grzyb

    • Paweł Lenart //25 maja 2020

      Musisz wiedzieć Towarzyszu, że my, tak jak i Wy – jesteśmy ulepieni z tej samej, leśnej gliny. ;-))))
      Dzięki Wojtek za dobre słowa, pozdrawiam.