facebooktwitteryoutube
Aktualności - 02 maja, 2017
- 5 komentarzy
Tour De Las & Grzyb 2017 start!

1 maja 2017 roku. Oficjalnie rozpocząłem trzydziesty Tour De Las & Grzyb. Wszystko zaczęło się w 1988 roku, w niezwykle malowniczo położonej wiosce o wdzięcznej nazwie Bukowina Sycowska. Nazwie, która kojarzy się z bukami, czy też buczyną. Nie wzięła się ona przypadkowo, bowiem wokół Bukowiny rosną żyzne lasy bukowe. To od nich postanowiono „zaczerpnąć” imię, tworząc Bukowinę. Nazwisko „Sycowska” pochodzi od miasta Syców, które jest położone kilkanaście kilometrów od Bukowiny. Nazwisko to nadano jeszcze Twardogórze i Międzyborzowi.

Skąd wzięło się to całe moje zainteresowanie, „szaleństwo” i pasja, związana z lasami, przybliżyłem w zeszłym roku na blogu w pięciu częściach „Historii Grzybobrań Pociągowych”. Kiedy miałem 9 lat , w życiu do głowy by mi nie przyszło, że las stanie się w pewnym sensie moim sposobem na życie, wielką miłością i da mi tak wiele satysfakcji i powodów do radości. Jako rodowity Wrocławianin, otoczony miejskim zgiełkiem, hałasem i wszystkimi, czasami wątpliwymi „przyjemnościami”, związanymi z pędem aglomeracji miejskiej, zauważyłem, że las to zupełnie inny świat. Pełen spokoju, wyciszenia i nie do opisania piękna.

Im więcej jeździłem na leśne wycieczki, tym bardziej las mnie wciągał, niczym jakieś niesamowite, natchnione – a przy okazji – przyjaźnie nastawione bagno. Poddałem się sile jego wciągania i tak już pozostało. Dzisiaj, kiedy uroczyście otwieram 30 sezon leśny i kiedy wydawać by się mogło, że dopadnie mnie syndrom „przelesienia” lub „przegrzybienia”, w pełni świadomy i poczytalności stwierdzam, że z roku na rok jest to silniejsze i chyba już dawno niezależne ode mnie. ;))

Przez te wszystkie lata, poznałem wielu wspaniałych ludzi, którzy w dużym stopniu ukształtowali mnie jako miłośnika lasów, począwszy od mojego ojca, kończąc na wrocławskiej paczce grzybiarzy, która już odeszła na drugą stronę. To oni nauczyli mnie rzemiosła jagodowo-grzybowego, pokazali mi, jak należy właściwie spoglądać na las, jak wchłaniać jego ducha i poddać się jego wielkiej i dobrej sile. Być może, teraz spoglądają na mnie i sprawdzają, czy ich nauki poszły w las. ;)) W tym przypadku, kierunek ten jest właściwy.

Zauważyłem też, jak bardzo ludzie odchodzą od przyrody na rzecz „byle mieć więcej i szybciej”. Większość obserwowanych przeze mnie grzybobrań, nie ma nic wspólnego z etycznym, bez uszczerbku dla lasu zbiorem skarbów jego runa. Ludzie wjeżdżają samochodami w środek lasu i wychodzą z nietęgimi minami, jak bagażnik nie jest załadowany grzybami. Przecież zapłacili za paliwo to powinno się sto razy zwrócić, a tu las dał im „tylko” 20 kg grzybów.  W „bonusie” kopią grzyby niejadalne i trujące, nie wspominając już o śmieciach, pozostawianych przez polskich chłopków-roztropków.

Zastanawiałem się, co napisać na ten uroczysty wpis? Jakimi słowami opisać coś, co nie da się opisać? Tak jest właśnie z lasem. Najlepsi poeci dwoją się i troją, aby ubrać w słowa emocje, które odbierają zmysłami i duszą i – choć w dużym stopniu udaje im się – to i tak nie oddadzą tego w pełni ponieważ zmysły i dusza nie znają ograniczeń, w przeciwieństwie do słowa pisanego. To jak ja mam to zrobić? Czasami warto skorzystać już z tego, co ktoś wypowiedział lub napisał.

John Foster pisał: „Lasy są jak ludzie i aby je poznać, należy z nimi przebywać. Z przypadkowych spacerów, gdy trzymamy się dobrze wydeptanych ścieżek, nie narodzi się nigdy bliskość. Jeśli chcemy się zaprzyjaźnić z lasem, należy mu składać częste i pełne szacunku wizyty o różnych porach, o poranku, w południe i wieczorem, wiosną, latem, jesienią i zimą. W innym razie nie poznamy go, tak jak należy, a wszystkie próby udawania nie zrobią na nim wrażenia.

Las ma swoje sposoby trzymania obcych na dystans i zamyka serce przed zwykłymi spacerowiczami. Nie ma sensu szukać więzi z lasem z innych pobudek, niż szczera miłość. Las to rozpozna i skryje przed nami wszystkie sekrety. Lecz jeśli okażemy mu uczucie, będzie życzliwy i obdarzy takimi skarbami piękna i radości, jakich nie da się kupić ani sprzedać na żadnym targowisku”. To w zasadzie sedno, które chcę przekazać każdej osobie, patrzącej na las jako na „zbiorowisko roślin, zwierząt, grzybów oraz wylęgarnię kleszczy i komarów”.

Od siebie dodam, że poza poznawaniem lasu we wszystkich porach roku i doby, należy w nim czasem  porządnie zmoknąć, zmarznąć, zgłodnieć, nie mając już nic do jedzenia lub mieć olbrzymie pragnienie podczas upału bez kropli wody w plecaku. Dopiero w takich momentach, człowiek może zdać sobie sprawę z kruchości swojego organizmu i z tego jak cholernie jest słaby. Póki wszystko jest podane na tacy, ludziom wydaje się, że można sięgnąć nieba i gwiazd, że rządzimy światem i jesteśmy panami Ziemi. Może to i prawda, tylko spróbuj człowieku przez 4 minuty nie oddychać i wtedy zobaczysz jak jesteś „wielki”.

Po części „filozoficznej” ;)), czas na napisanie zdań kilka na temat wczorajszego przebiegu wycieczki. Wycieczki uroczystej, chociaż bez żadnych fajerwerków, śpiewania sto lat lub tortu. ;)) Długość trasy, którą przeszedłem to około 20 kilometrów w ciągu 9. godzin. Wychodzi jakieś 2200 metrów na godzinę. Tempo zdecydowanie spacerowe i o to mi chodziło. Czasem wolniej, czasem szybciej. Może zastanawiasz się, co takiego widzę w lasach, które w 90% mają charakter gospodarczy i rosną przeważnie na nizinnym terenie, pofałdowanym pagórkami do wysokości 272 m n.p.m.?

To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Odpowiedzią niech będą zdjęcia, których sporą ilość (dokładnie 110 sztuk) załączam do niniejszego wpisu. Po co pisać och i ach? Lepiej pokazać to, co mnie wciąga od trzydziestu lat i ciągle mi tego mało. ;)) Przed tym wpisem, przeglądałem najnowszy artykuł na blogu Maćka (Tazoka) https://beskidzkasalamandra.wordpress.com/2017/05/02/korona-beskidu-slaskiego-blatnia/ – mojego serdecznego znajomego ze Śląska, którego sylwetkę i artykuły, kilka razy miałem zaszczyt prezentować u mnie i tak zastanawiam się, co by się Tazokowi spodobało w bukowińskich lasach?

Tazok – Harnaś z krwi i kości, znający chyba wszystkie salamandry w Beskidach i mający nieziemskie, choć ziemskie widoki, chociażby z Czantorii lub Błatni, gdyby zobaczył bukowińskie „góry”, chyba by uciekł przed ewentualną „lawiną”. ;)) Oczywiście żarty się mnie trzymają. Jestem przekonany, że Tazok też by podziwiał bukowińskie górki i dolinki, tym bardziej, że mają one w osobie Lenarta taką promocję i reklamę. Reklamę prawdziwą, bez naciągania i marketingowego bełkotu. ;))

Zdjęcia z wczorajszej wycieczki pogrupowałem tematycznie, chociaż jakiejś sztywnej reguły się nie trzymam, bo w lesie bardzo często, wszystko jest tak płynne i „jedno przechodzi w drugie”, że ciężko trzymać jakiś ustalony schemat tematyczny. Pierwsze zdjęcia to oczywiście stacyjka w Bukowinie w wiosennej szacie. Z rana, warunki do fotografii stacji są kiepskie z powodu bliskości Słońca, które oświetla stację z lewej strony, często powodując prześwietlenie fotografii. Ale jest na to sposób. Nieco kombinacji, np. wejście na pole lub fotografia lewego boku ze wspaniałym drzewem, klonem srebrzystym „Bukowinianem” i jako taka fotka gotowa.

Następna porcja zdjęć to fantastyczne krajobrazy Bukowiny i okolicznych wiosek, w tym również Międzyborza. Są to widoki, które zawsze fotografuję z wielką przyjemnością, gapiąc się na nie przy okazji przez kilka minut. Czasami trochę kombinuję, co by jakąś zwisającą gałązkę uchwycić w kadrze. Specjalnie przy tym nie trzeba się napocić. Często wystarczy tylko kucnąć lub wejść 3-4 metry do lasu, a przyroda sama daje nieskończone źródło inspiracji. Ambony myśliwskie, rozlokowane po skrajach lasu to także idealne miejsce dla fotografa.

Kolejna grupa zdjęć to tzw. „łeb z aparatem” w górze. Chodząc po lasie i fotografując jego niesamowity organizm, składający się z milionów innych organizmów, nie można zapomnieć o tym, co się dzieje nad nami. Błękit nieba, chmury w połączeniu z koronami drzew, ich częściami lub młodymi pędami, układają się w niezwykle ciekawą, pełną pomysłów i wyzwań mozaikę, także dającą pole do nieograniczonego popisu fotograficznego – zarówno profesjonalnego – jak i amatorskiego.

Gdy głowa od patrzenia do góry trochę się zmęczy, dla równowagi czaszkowo-mózgowej, warto popatrzeć w dół i wyciągnąć z dna lasu „piękności-subtelności”, przeważnie pod postacią zdjęć makro. Tutaj mamy raj dla tych, co mają obiektywy wielkości nosorożca, przeznaczonych do zdjęć makro. ;)) Wiosenny las oferuje setki tysięcy takich obrazów. Wygięte jak koniki morskie paprotki, mlecz żółty i jego faza po „przepoczwarzeniu” się w „dmuchawce, latawce, wiatr”, mchy, porosty, trawy, owady, kwiaty, młode pędy, szyszki, liście… można tak wymienić do rana. ;)) Jaki las jest piękny…

W przerwie pomiędzy podziwianiem bukowińskiej krainy, proponuję Ci przyjrzeć się dwóm biletom PKP. O nich – szeroko – także pisałem w „Historii Grzybobrań Pociągowych” w części piątej. Dla przypomnienia – od 1992 roku, regularnie zbieram wszystkie bilety PKP/PKS z moich wycieczek. Mam wśród nich rodzynka, który został zakupiony 3 lipca 1990 roku. Jest to mój najwcześniejszy bilet w kolekcji, który – jakimś fuksem – ostał się procesowi darcia i wyrzucenia w latach 1988-1991. ;)) Drugi bilet jest z wczoraj. Jak ten czas PĘDZI! ;))

Po biletach czas na leśne drogi i dróżki. Cóż o nich napisać, poza tym, że mam ochotę wskoczyć w wygodne trampki i gnać przed siebie! Leśna droga + promienie Słońca + wiosenne kolory = (każde słowo podziwu i zachwytu nad lasem tutaj pasuje) ;)) Piękno i majestat. Klasa sama w sobie. Dla amatorów biegania to wręcz wymarzone miejsca. Miękka, gruba warstwa ściółki leśnej, kojący zapach żywicy i żywa fabryka tlenu. I jeszcze ten śpiew ptaków. Brzmi banalnie? Ale banalne na pewno nie jest.

Jagody. Kilka ujęć z kwiatostanami na jagodnikach. Miejscami kwiatów jest sporo, miejscami mało. Niektóre wymarzły. Widmo przymrozków jeszcze krąży, które – w razie ich wystąpienia – mogą spowodować jeszcze większe straty. Jak ostatecznie ukształtuje się sezon jagodowy, będzie wiadomo pod koniec czerwca lub na początku lipca. Bez strat na pewno się nie obędzie ponieważ kwietniowe chłody były zbyt silne i długotrwałe dla delikatnych kwiatów. Podobna sytuacja miała miejsce w maju 2011 roku. Jednak coś tam na pewno się naskubie.

Przystanek H2O czyli woda. Tutaj mamy zupełnie inną sytuację niż wiosną 2015 i 2016 roku, kiedy o tej porze było już bardzo sucho. W tym roku – jak na razie – warunki hydrologiczne pod pierwsze kapeluszowe grzyby majowe są bardzo dobre. Gorzej z temperaturami, ale – według prognoz – przed nami jeszcze jedna fala zimna i będzie już zdecydowanie cieplej. Kto wie, czy po połowie maja, nie zamieszczę pierwsze zdjęcia koźlarzy lub borowików. Życzę sobie tego i wiosennym grzybiarzom, którzy obecnie buszują po działkach za smardzami. ;)) Zdjęcia z motywem wody, podobnie jak leśnych ścieżek – pozostawiam bez opisu bo zająłby książkę.

Przystanek grzyby. Na hubiaki można liczyć cały rok. Chociaż niejadalne, piękne, fotogeniczne i dla lasu niezbędne. Intrygujące kształtem, kolorami i wielkością. Tu tu i ówdzie ze ściółki też się coś wykluwa. Czernidłaki błyszczące lub drobnołuszczaki jelenie. Tudzież łuszczaki zmienne. Dla koneserów, purchawki w stanie „hibernacji” z zeszłego sezonu. Grzyby mają sporo wilgoci. Teraz tylko odrobinę cieplej i kolejne kapelusze mykologicznego królestwa, zaczną upiększać i tak już cudowny las.

Na koniec załączyłem zdjęcia kilku osobliwości dendrologicznych. Przykładowo: dąb czerwony pokryty mchem, drzewo „idące” do przodu, dziupla i druga – nieco mniejsza na wysokości około 140 cm, „patrzące” korzenie brzozy, młode graby przytulone do sędziwego dębu. To tylko niektóre z prezentowanych atrakcji. Będąc w lesie – zwracaj uwagę na drzewa, ich pokrój, korzenie, kształty i wygląd. Sam zobaczysz, co się dzieje… ;)) Nawet w lasach gospodarczych można spotkać niezwykłe i czarujące kompozycje, tworzone przez te wspaniałe organizmy.

Przedostatnie zdjęcie to słynne bocianie gniazdo ze stacji w Międzyborzu. Obserwowałem bocianią parę od 1997 roku. Niestety, w tym roku, po raz pierwszy, boćki nie przyleciały do gniazda. Wszystko ma początek i koniec. Czy zginęły? Czy padły z wycieńczenia, choroby? Nie mam pojęcia. Pozostaje pamięć o nich i zdjęcia.

Sezon 2017 otwarty. W tym miejscu, pozdrawiam serdecznie grzybiarzy i życzę udanego sezonu! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • Sznupok&Tazok //03 maja 2017

    Cześć Pawle, nie znasz mojej odporności na komercję i reklamy 🙂 . Wyznaję zasadę , że to co najbardziej wartościowe , nie potrzebuje agresywnego marketingu. Zwłaszcza w przypadku natury . Wyobraź sobie intensywną telewizyjną kampanie reklamową ” Bukowina Zaprasza”. Za mniej niż dwa lata musiałbyś szukać innego miejsca na wędrówki. Chyba ,że zaakceptowałbyś syndrom Morskiego Oka . Mimo że nie widziałem ( póki co ) Bukowiny wiem podświadomie ,że zachwyci każdego. Pozdrowienia

    • Paweł Lenart //03 maja 2017

      „Wyznaję zasadę , że to co najbardziej wartościowe , nie potrzebuje agresywnego marketingu. Zwłaszcza w przypadku natury .”
      – to także moja zasada. 😉 Co do reklam – dla mnie to „disco” polo marketingu. A że disco polo to dla mnie szajs…

      Czasami zastanawiam się, czy pisząc tyle o Bukowinie nie robię jej raczej anty-reklamy, gdyż wielu ludzi nie dojrzało i nie dojrzeje do kontaktu z przyrodą. Na całe szczęście – to tereny dosyć rozległe, niektóre trudno dostępne i przeważnie z dala od szos. Nie ma tam takich atrakcji, jak wspomniane przez Ciebie Morskie Oko. I dzięki Bogu! 😉

      Byłem na Morskim 2 razy i skutecznie zniechęciłem się właśnie przez ludzi. To były mega tłumy. Do tego drące się jak na meczu…

      Serdeczne pozdrawiam! ;))

  • krzysiek z lasu //07 maja 2017

    Paweł – piękny pochód 1-szo Majowy miałeś przez las 😉 I do tego 30-ty! Wszystkiego najlepszego z tej okazji, młody leśny weteranie… 😉

    • Paweł Lenart //08 maja 2017

      Bardzo dziękuję Krzysiek! 😉

      Zbieraj siły, bo czas w las! ;))

  • krzysiek z lasu //08 maja 2017

    Paweł – siły są, ale obowiązki uniemożliwiają :(( Znasz temat. Pozdrawiam 😉