facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 10 Cze, 2020
- brak komentarzy
Ten deszczowy dzień w Bukowinie.

Ten deszczowy dzień w Bukowinie.

Niedziela, 7 czerwca 2020 roku. Wycieczka do Bukowiny Sycowskiej i wszystko jasne. Lenart w żywiole! Jak ławica ryb w nieprzebytych, ogromnych wodach oceanu, jak łabędź krzykliwy gnany prądem powietrza 2000 metrów nad ziemią i jak stado gnu, radośnie pędzących przez sawannę w porze deszczowej! :))

Na stacji mokro! Nawet bardzo mokro! Od kilku lat nie było tu takiego widoku na początku czerwca. Można ujrzeć zwierciadło klonu srebrzystego “Bukowianin” w kałuży, jak i stacyjkę z jałowcem “Kolejarzem”.

Deszcz towarzyszył mi przez całą podróż pociągiem od Wrocławia. Taki niezbyt silny, chociaż jego intensywność wachlowała. Raz mocniej, raz słabiej. Prognozy wskazywały, że opady mogą być silniejsze, ale jak już wyruszyłem, to nie ma takiej mocy, nawet u wszystkich bohaterów Gwiezdnych Wojen, która by mnie powstrzymała. :))

Pierwsze, leśne dukty, dróżki, pola, łąki, skraje lasów, krzaczory i chaszcze, igliwie i mech. Wszystko pachnie bosko w tej wilgoci. Rodzi się zasadnicze pytanie – czy w tych warunkach, zaczęły wykluwać się jakieś grzyby? Wszak w różnych regionach Dolnego Śląska, robi się coraz ciekawiej, a nawet w samym Wrocławiu, w którym Szanowna Grzybiara Marianna Pieprznik ( https://pieprznik.pl/ ) zbiera ceglasie i koźlarze czerwone. :))

Oględziny kilku stanowisk, pozwoliły mi uformować konkluzję, że jeszcze jest trochę za wcześnie, jeszcze bukowińskie grzyby nie wyszły z suchej kwarantanny po-kwietniowej i częściowo po-majowej, chociaż bedłki i psiaki już można znaleźć.

Za to soczysta zieleń, aromaty lasu i mięciutkie podłoże były wystarczającą zachętą, aby wpełznąć głęboko do lasu, nie zważając, że deszcz zaczyna już całkiem solidnie padać. Spotkałem to, co raczej żaden grzybiarz nie lubi spotkać, czyli zrównoważoną gospodarkę leśną, prowadzoną na dobrych miejscach grzybowych. Hmm…

Grzybiarz to takie dziwne stworzenie, że lubi się przyzwyczaić do lasu, grzybowych miejsc i myśli, że będzie podziwiać te miejsca w każdym sezonie i to w stanie, w jakim zastał je ostatnim razem. Leśnik to też takie dziwne stworzenie, że czasami wybije te myśli grzybiarzowi raz na zawsze, wylewając mu na głowę trzebież lub zrąb zupełny.

Gospodarka leśna rządzi się swoimi prawidłami, jest niezbędna, konieczna i potrzebna, bo czy można sobie wyobrazić obecną egzystencję ludzi bez jakiegokolwiek użycia drewna? To jeszcze nie te czasy i nie ta era. Drewno, jako wyśmienity i odnawialny surowiec, był, jest, i będzie wszechstronnie wykorzystywany, to jest zupełnie podstawowa sprawa. Tylko te miażdżące duszę emocje i sentyment, włączają się najbardziej wtedy, kiedy leśnik zrobi “remont” danego wydzielenia lub oddziału leśnego.

A że pamięć ludzka, sentymenty i uroki dawnej świetności lasu zapisuje na twardym dysku półkul mózgowych i do tego, często jest zasilana/wspomagana dawnymi fotografiami, emocje wyłażą z grzybiarza jak ślimaki po ulewie. Tak to miejsce wyglądało jeszcze kilka lat temu.

Teraz można uprawiać jazdę figurową na błocie, chociaż i tak z dzikami w tej konkurencji się nie wygra, nawet, gdyby wykręciło się pięćdziesiąt piruetów i salt błoto-mortale. :)) Deszczyk coraz mocniej zaczynał padać, ale jeszcze jakoś dawałem radę pstrykać zdjęcia.

Część miejscówek kozakowo-prawdziwkoych, także dotknął “remont” lasu. Obserwuję w Internecie ciągłe przekomarzanie się, droczenie, a nawet wojnę słowną na argumenty między ludźmi w sprawie gospodarki leśnej. Często emocje są tak silne, że na arenę retoryki wchodzi czarny patos, wulgarny i nieprzyzwoity.

Staram się kompletnie zdystansować do tego wszystkiego, słuchając zarówno leśników, jak i zwykłych, przeciętnych miłośników lasu, naukowców, przyrodników, grzybiarzy, aktywistów i ekologów. Wszyscy mają swoje argumenty i wszyscy mają rację. Swoją rzecz jasna.

Ci, co mnie znają lub czytają mój blog wiedzą, że chodzę po lasach od ponad 30-stu lat. Przeżyłem dziesiątki wycinek, trzebieży i “remontów” lasu. Niektóre lasy już odrodziły się wspaniale po zrębach w latach 90-tych, inne zaczynają ten proces, a te ze zdjęć, rozpoczną go po wywiezieniu drewna ze składu i posadzeniu nowego pokolenia drzew lasu gospodarczego.

W czym tkwi zatem sedno emocji, które są związane z wycinaniem lasów, pomijając wszelkie argumenty naukowe, klimatyczne, hydrologiczne, społeczne, finansowe, grzybowe, spacerowe, itp.? Każdy ma pewnie swoją odpowiedź. U mnie, bardzo mocno daje o sobie znać świadomość krótkości życia ludzkiego. Widząc wycięty, stary las wiem, że nie zobaczę go ponownie, kiedy za 70-80 lat młode sadzonki, osiągną wielkość i chwałę tego lasu, który wycięto. Mimo wszelkich usprawiedliwień i racji, to po prostu boli.

Po raz kolejny uczę się pokory, zgodnie z myślą, że nic na świecie nie jest nam dane na zawsze. Aby otrząsnąć się po wycinkach, w sumie czterech, dobrych miejsc grzybowych, Matka Natura uraczyła Bukowinę potężną ulewą, której uchwyciłem tylko skromny początek. Stałem kilkanaście minut w bezruchu i upajałem się perkusją milionów kropel deszczu, bębniących w bukowińskie lasy. Jej początek zarejestrowałem na krótkim filmie: https://drive.google.com/drive/folders/1Fn60N4XP-pPdzBh5OXmEFMiP65ROh5FX

Następnie, zacząłem iść w kierunku bukowińskiego tunelu w maksymalnej fazie ulewy. Lało tak mocno, że przemokłem całkowicie. Zamiast wartko przyśpieszyć, żeby przeczekać ją pod tunelem, szedłem żółwim tempem, ciesząc gębę z tego deszczowego spektaklu, jaki mi urządziła Matka Natura. Grzybiarz chroni się przed deszczem do pewnego stopnia, a po jego przekroczeniu, wszystko ma gdzieś. Pada? A nich pada! Zmoknę? I co z tego? :)) Po ostatnich, bardzo suchych latach, ulewę przyjąłem jako najcenniejszy prezent i naturalny prysznic.

W końcu zatrzymałem się pod tunelem, pod którym utworzyła się wielka kałuża i spojrzałem w wodne odbicie twarzy leśnego wariata, który sam siebie w niej pozdrowił, podnosząc lewą rękę, a prawa trzymała aparat.

Odbicie łuku w wodzie też uchwyciłem, bo w ostatnich latach to rzadki widok. Generalnie łapałem w obiektyw po prostu wodę, ciesząc się, że tak obficie bukowińskie lasy zostały podlane. Grzybowo Bukowina jeszcze śpi, a raczej spała w niedzielę, gdyż obecnie, może się to pomału zmieniać ku lepszemu.

Przez całą trasę, znalazłem tylko jednego koźlarza topolowego, jednego maślaka żółtego i robaczywego maślaka zwyczajnego. Trzy grzyby to jeszcze nic wielkiego, ale – być może – to zwiastun czegoś grzybniejszego.

Od kilku dni warunki na wczesne grzyby są wręcz wymarzone. Bardzo duża wilgoć po ulewach, niezbyt wysokie temperatury i pochmurne dni, przez co Słońce nie wysusza szybko ściółki. Niemniej, zapowiadana jest zmiana pogody, na gorącą, parną i miejscami burzową.

W związku z tym, jak zwykle zadaję sobie pytanie, czy jakieś grzyby zdołają się wykluć, zanim letni gorąc rozleje się po lasach, czy wszystko spali na panewce, bo i taki scenariusz jest prawdopodobny.

Lada tydzień rozpocznie się sezon jagodowy. Owoce są jeszcze zielone i wydaje mi się, że jagody dojrzeją nieco później, niż w zeszłym roku, tak gdzieś około 20 czerwca lub kilka dni później. Do tego czasu, jakieś grzybki na pierwszy, świeży sos lub jajecznicę chętnie bym pozbierał.

Może to będą koźlarze czerwone, topolowe, pomarańczowożółte albo gniewusy lub kurki, ewentualnie usiatki, chociaż do usiatków jestem bardzo anty-zbiorowo nastawiony, bo nawet, jeżeli się wyklują, robaki na pewno im nie odpuszczą.

Po wielkiej ulewie, kiedy moja włóczęga po lasach i wycieczka zbliżały się do końca, Słońce wyszło zza ołowianych chmur, leniwie płynących z południa na północ.

Jagodniki ukazały w jego promieniach zielone liście i zielone owoce, które za kilkanaście dni, przeobrażą się w najwartościowsze, granatowo-fioletowe smakołyki runa leśnego.

Zanim to nastąpi, muszą się jeszcze trochę wygrzać. Zapowiadane, spore ocieplenie powinno dopełnić dzieła dojrzewania jagód, tylko, żeby Matka Natura nie przesadziła z tym docieplaniem.

Tak prezentuje się mój zbiór po ponad sześciu godzinach leśnej wyprawy, w tym pięciu w deszczu, a dwie w bardzo wielkim deszczu. :)) Kolejna próba grzybobrania już na dniach. Jaka będzie? A grzyb jeden wie! :))

Bukowina napojona, przyroda orzeźwiona, Lenart w Bukowino-wzięty, chociaż trochę miejscami smętny przez wycinkę czterech miejscówek grzybowych. Trzeba robić swoje, nie poddawać się i iść dalej, aby jak najprędzej do lasu! Darz Grzyb! :))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.