facebooktwitteryoutube
Aktualności - 25 Wrz, 2017
- 3 komentarze
Świetny, jesienny wysyp grzybów na Dolnym Śląsku.

Pocałuj żabę i zaczaruj las! ;)) Pięknie się nam zrobiło w dolnośląskich lasach. Aromatycznie grzybowo i fenomenalnie, różnorodnie gatunkowo. Jeszcze tydzień wcześniej – zbierając kanie – miałem obawy, czy nie jest zbyt sucho, czy grzyby zdołają, podążając za głosem natury, wykluć ze ściółki magiczne owocniki, których widok dla grzybiarza jest tym, czym dla Armstronga było postawienie stopy na Srebrnym Globie. ;)) Po piątkowym wypadzie na Wzgórza Twardogórskie i niedzielnym w Bory Dolnośląskie już nie mam żadnych wątpliwości. Mamy wspaniały, jesienny wysyp grzybów w dolnośląskich lasach! HURRRRRRA!!! ;))

Piątkowa wycieczka była najcudowniejszym prezentem lasu na przełomie lata i jesieni. Wspaniała pogoda i absolutnie wyjątkowe grzyby. Cały zbiór w stu procentach zdrowy. 85% zawartości zbioru to prawdziwki. Zdrowe, pachnące, jędrne, masywne. Po prostu o platynowym statusie. Dla dodania smaku i różnorodności maślaki, kanie, koźlarze (czerwone, topolowe i szare). Na taki dzień czeka się cały rok. Naprawdę warto. ;)) Jedyny deficyt, który odnotowałem to ilość zdjęć. Raptem kilkanaście dla zatrzymania magicznych chwil i upamiętnienia 22 grzybowego września. Nie było czasu na więcej. Biegałem za prawdziwkami i cenna była każda minuta. Stan grzybowego amoku. Nic na to nie poradzę. ;))

Jeszcze nie ochłonąłem po piątkowym szaleństwie grzybowym, a tu już trzeba było szykować się na kolejną wyprawę. Tym razem z niezawodnym, wspaniałym i absolutnie zagrzybionym duetem w osobach Sylwii i Andrzeja. ;)) W tygodniu debatowaliśmy, gdzie by tu pojechać. Wiadomo, chciałoby się wszędzie. Nie posiadamy jednak swoich klonów, co skutkuje tym, że nasze ciała macierzyste mogą pojechać tylko w jedno miejsce. ;))

I wybraliśmy to miejsce. Określane jako kultowe, magiczne, wyjątkowe i niepowtarzalne. Ileż to razy o tych terenach tak mówiłem? Sto, tysiąc, sto tysięcy razy? Nieważne. Te tereny takie są i tylko przy użyciu górnolotnych sformułowań, można próbować opisać ich dostojność. Bory Dolnośląskie. Czy trzeba pisać coś więcej? Każdy, kto tam był chociaż raz, ten wie, że nie ma żartów. Że to 120 tysięcy hektarów grzybowej Arkadii, w której można pobłądzić i nie wyjść przez kilka dni. Ale można też zakochać się w tych terenach na zabój, bez opamiętania. ;))

Soczysto-jaskarawo-mszyste podłoże borowych zagajników. Dla takich chwil warto tam być. Warto żyć i chłonąć las. Jedynymi, jakże przyjemnymi problemami na leśnych dywanach jest dylemat – co robić? Gapić się i podziwiać? Szukać grzybów? A może robić zdjęcia? Chce się wszystko naraz. Człek to pazerna bestia. I mnie takie coś wczoraj dopadło. Dylematy częściowo rozwiązała pogoda, która obficie podlewała Bory deszczówką, w związku z czym, większość wycieczki upłynęła na błogim lenistwie aparatu fotograficznego. ;))

Ale gdy tylko mniej siąpiło, nie mogłem się powstrzymać, aby coś nie pstryknąć. Jakże fotogeniczne grzyby rozkładające drewno! Często pomijane i nie budzące ciekawości wśród grzybiarzy. Tymczasem to grzybnące piękności! ;)) Prawdziwki w Borach Dolnośląskich. To już arcydzieło jesiennego lasu. Trafialiśmy na wspaniałe okazy tego gatunku. Z tych grubaśnych mchów, często wystawały tylko kapelusze. Dopiero, jak włożysz rękę w mech, zdajesz sobie sprawę, jakie wypasiony trzon trzyma się tego niby niepozornego, brązowego i zmokniętego kapelusza. 

Prawdziwki przechodzą obecnie przez fazę klucia, brnąć do fazy puchnięcia. Tyle, że mają z tym problem ponieważ presja zbieraczy jest tak duża, że nieliczne okazy zdołają dorosnąć do większych rozmiarów. Przykre jest to, że wielu pseudo-grzybiarzy i „łikendowych miłośników przyrody”, pomimo zakazu, beszczelnie wjeżdża samochodem w środek lasu, nawet kilka kilometrów od szosy. Do tego pozostawiają po sobie setki puszek, butelek i innych śmieci, których nie fotografowałem, aby nie zepsuć sobie smaku wycieczki.

Jedne z najwspanialszych widoków jesiennego lasu. Obrazy, które nigdy się nie nudzą. Uniwersalne, ponadczasowe, malowane przez arcy-kapłana malarskiej sztuki, któremu na imię przyroda. Wszystkie pozostałe obrazy, które są namalowane ludzką ręką, stanowią tylko namiastkę tego cudu i pokraczną próbę kopii dzieła Mistrza. Kto dobierze kolory, mistykę i geniusz lasu na obrazie lepiej niż sam las? Znasz takiego kogoś? Nie? I nie poznasz. Bo ktoś taki nie istnieje…

Oto miejsca – będące obok wrzosowisk – kwintesencją Borów Dolnośląskich. Kilometry mchów w sosnowym lesie. Najwspanialsza „monotonia” jaką znam. Emocje i wrażenia nie do opisania. Kompletny zachwyt. Jakże fantastycznie się po tym chodzi! Pełna amortyzacja dla nadwyrężonych stawów. ;)) I te eteryczne zapachy. Sam już nie wiem, co bardziej pachniało. Sosny? Mchy? Grzyby? Po deszczu, aromat jeszcze bardziej się zintensyfikował.

Krótko przed końcem, naszej borowo-dolnośląskiej wyprawy, wyszło Słońce. Las został podświetlony. Zobaczyliśmy takie widoki… Było późne popołudnie i czas naglił do szykowania się z powrotem. Żal na sercu, że trzeba już wracać. Ale pojedziemy tam ponownie. Nie wiemy jeszcze kiedy. Wcześniej czy później. Po prostu musimy ponownie wejść na królewskie dywany Borów. Nie ma innej opcji. Bory Dolnośląskie. Kult i legenda. Szaleństwo grzybowe trwa. Najpiękniejsze chwile jesieni można ujrzeć tylko w lesie! Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • Paweł Lenart //26 Wrz 2017

    Próba komentarza.

  • krzysiek z lasu //26 Wrz 2017

    Witaj Paweł.
    Jak wiesz byłem w Borach Dolnośląskich dzień później, i czytając ten wpis (z zapartym tchem 😉 ) stwierdzam, że idealnie opisałeś to co ja też wczoraj w tych lasach przeżyłem. Jesteśmy chyba z tego samego plemienia! ;)) Wiesz że nigdy nie jadę do lasu bić grzybowe rekordy, jeśli już, to rekordy wrażeń i emocji, i wczoraj w Borach chyba taki rekord pobiłem ;))
    Pozdrawiam Ciebie, Andrzeja, i Małżonkę Jego ;))

    • Paweł Lenart //27 Wrz 2017

      Witaj Krzysiek! 😉

      „Jesteśmy chyba z tego samego plemienia”
      – nie chyba, ale na pewno. 😉

      „Wiesz że nigdy nie jadę do lasu bić grzybowe rekordy, jeśli już, to rekordy wrażeń i emocji, i wczoraj w Borach chyba taki rekord pobiłem”
      – i super! Należało Ci się za całokształt leśnej działalności, w tym za coroczną akcję sprzątania lasu. 😉

      Sylwię i Andrzeja pozdrowię, w ich imieniu dziękuję i odwzajemniam pozdrowienia.

      Darz Grzyb! 😉