facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 20 Sie, 2018
- 2 komentarze
Sierpniowe gdybania grzybowe.

SIERPNIOWE GDYBANIA GRZYBOWE

Połowa sierpnia za nami. Susza w dolnośląskich lasach nabrała mocy i obecnie nie ma znaczenia, czy pojedziesz w Bory Dolnośląskie, Kotlinę Kłodzką czy na Wzgórza Twardogórskie. Wszędzie króluje bezgrzybie i poczucie beznadziejności grzybowej, którą niektóre prognozy pogody podtrzymują także na wrzesień. Czy rzeczywiście będzie tak fatalnie?

Do połowy września raczej na pewno, bo nawet gdyby przyszły solidne opady pod koniec sierpnia, to grzybnia potrzebuje 2,5-3 tygodnie na wyklucie owocników i rozpoczęcie wysypu. Ale do tego trzeba mega opadów, a nie kapu „srapu”, z którym mamy do czynienia w miesiącu sierpniu. Niemniej, w las trzeba było pojechać i zobaczyć na własne patrzałki, co i jak wygląda.

Jest przeraźliwie sucho. Analogia do wściekłego sierpnia 2015 roku jak najbardziej słuszna. Kasztanowce są obżarte przez szrotówkę a teraz sponiewierane przez suszę. Konają. Dla celów identyfikacyjnych można je obecnie określić jako kasztanowiec zwyczajny, odmiana konająca. Jeden z nich ostro walczy o przetrwanie, chociaż jest wypróchniały i wypalony. Zastanawiałem się, czy poza hubami, znajdę jakiegokolwiek innego grzyba.

Sobotnia wyprawa miała sporą długość. Start w Twardogórze, lądowanie w Bukowinie. Po drodze Moszyce, Goszcz i Przysiółek „Czwórka”. To jedna z moich kultowych tras. Można zwiedzić część Twardogóry i okolic, uzupełnić płyny w sklepie w Goszczu. Podumać i pomyśleć nad przemijaniem w pałacu Reichenbachów lub ich mauzoleum, aż w końcu zatracić się w pięknych lasach, które zaczynają się za pałacem.

Na polach żniwa dobiegają do końca. Kombajny młócą to, co kompletnie wyschło a jeszcze stoi. Ziemia twarda jak beton. W ostatnich latach, miesiąc sierpień to kulminacja suszy na tych terenach. Mamy tutaj szósty z rzędu suchy sierpień. Można zamienić nazwę „sierpień” na „suszpień”. Ostatnio w normie opadowej na całych Wzgórzach Twardogórskich było w sierpniu 2012 roku.

Pomimo tego „cuda” się zdarzają, jak ten rów w moszyckich lasach, w którym jeszcze płynie woda. Chyba wszystkie okoliczne żaby skupiły się w tym miejscu, bo pozostałe rowy są wysuszone. Znajduje się tam również „letni kompleks wypoczynkowy dzików”, w którym prawie zawsze stoi woda. W sobotę wilgoć jeszcze była, ale wody stojącej brak.

Ale po co się dołować. Zawsze można nawcinać się ulęgałek, wkurzając przy okazji osy, które nie lubią konkurencji w kuchni i napić się zimnego piwa. ;)) W takiej suszy i gorączce, zimne piwko w lesie smakuje jak prosto z beczki. Ups… Zawarłem na fotce „lokowanie produktu”. ;)) A niech mu będzie. Na zdrowie! ;))

W moszyckich lasach grzybów nie znalazłem, za to odnalazłem kolejne pomnikowe drzewa, które będę prezentować w przyszłym roku. To ogromne dęby szypułkowe, ukryte jak skarby. Teraz przyszedł czas refleksji i zadumy przy ruinach pałacu von Reichenbachów. Doprawdy, wielka szkoda, że tak monumentalne dzieło architektury sypie się i popada w zapomnienie…

Za pałacem jest duże bajoro i w nim woda na szczęście jest. W jego pobliżu znalazłem pierwsze tęgoskóry, które – ryzykując ususzenie żywcem – wykluły się ze ściółki. Brawo za odwagę i determinację! Grzyby też potrafią popełnić samobójstwo. Tęgie skóry, nie ma co. ;))

Grzyby nadrzewne, chociaż zmęczone i sflaczałe, nieśmiało oblepiają martwe kłody i pniaki. Wszystko to takie wątłe. Bez życia. Jak po maratonie pustynnym. Albo afrykańskiej jeździe figurowej na betonie. Klimat zmęczenia lasu przez ciągnące się miesiącami niedobory opadów i mi się udzielił. Nie chciało mi się szybciej iść, wiele focić. Taki letarg i marazm. O ile do południa było całkiem przyjemnie (bo przeważnie pochmurno), o tyle po południu włączyli światło i zrobiło się gorąco.

Nieco bardziej ożywiłem się przy znalezieniu kolejnych tęgoskórów. Ściółka tak wysuszona, że nie wiem, czy może być jeszcze bardziej. I w tej suszce tęgoskóry. Szalone grzyby! Skąd one zaczerpnęły wilgoć do wzrostu? Gajowy podlewa? OSP opiekuje się nimi? Sołtys dogląda? Dziwne to wszystko, ale taki jest las. Nastawiasz się na jedno, otrzymujesz drugie. Nigdy nie wiadomo, czym cię las zaskoczy.

Rozpoczęło się panowanie królestwa wrzosów. Te żywe ozdoby, niezwykle piękne są dla mnie mistrzami przetrwania w trudnych warunkach. Przecież tygodniami piecze Słońce, z drobnymi przerwami w postaci nielicznych opadów w maju i w czerwcu oraz trochę większymi w lipcu, a te rosną jak gdyby nic.

Dobitnie też uzmysławiają, że lato ostro pakuje walizki, a jesień pędzi lasostradą. I niech tak się stanie bo za takie lato – które stało się w tym roku piekarnikiem dla przyrody – serdecznie dziękuję. Miało być zielono, wilgotno, bujnie i przyjemnie. A wyszedł worek wiórów i wagon chrustu. Panie „Lato”, wstydu oszczędź, na równik wynocha. 

Większa chęć do wszystkiego wróciła mi, kiedy na dobre zaszyłem się w aromatycznych borach sosnowych. Gorąc potęguje leśne zapachy o sosnowo-żywicznym natężeniu. I nawet tak suszy nie widać, poza ciągłym chrup, chrup pod butami. To lasy w kierunku Przysiółka „Czwórka”. Jedne z najpiękniejszych wokół Bukowiny.

Typowe, gospodarcze plantacje. Mają swój urok, czar i grzybową moc. Głównie podgrzybkową. Chodzi się po nich jak po gąbce. W alejkach brzozowych rosną krawce i kurki. Czasami też borowika się znajdzie, siedzunia, maślaka lub piaskowca. Rozmarzyłem się i na moment wróciłem myślami do wilgotnych czasów grzybowych.

Te lasy to taka namiastka Borów Dolnośląskich na Wzgórzach Twardogórskich. Pamiętam je, jak były znacznie mniejsze i bardzo gęste. Czy w tym sezonie otrzymają należną porcję opadów, aby eksplodowały grzybowym życiem? Wrzesień coraz bliżej i zaczyna się robić nerwowo, bo opadów na horyzoncie brak.

Grzybowa piłka cały czas jest w grze. Przed nami dwa najważniejsze miesiące grzybowe i nieraz tak bywało, że oba były skrajnie odmienne grzybowo. Wystarczy przypomnieć 2016 rok, kiedy po gorącym, suchym i bezgrzybnym wrześniu, przyszedł chłodny, bardzo pochmurny, deszczowy i fenomenalny grzybowo październik.

Czyli gdybając o grzybach i zbliżającym się sezonie jesiennym, można tak naprawdę powiedzieć tyle, że wszystko może się zdarzyć. Może być beznadziejnie, przeciętnie albo super. Obserwując wysypy grzybów przez wiele lat i patrząc na panującą pogodę w miesiącach poprzedzających wysyp, mogę stwierdzić, że po bardzo upalnym lecie (a takie w tym roku nas całuje), występowały świetne, jesienne sezony grzybowe. Oczywiście pod warunkiem, że bardzo solidnie popadało.

Tylko kiedy przyjdą te opady? Najlepszy scenariusz to pierwszy i drugi tydzień września. Wtedy wysyp ukształtowałby się mniej więcej w ostatnim tygodniu września i pociągnąłby przez 3-4 tygodnie. To oczywiście mój, pewnego rodzaju „benchmark” warunków na grzyby. Stan wzorcowy/idealny.

Życie napisze pewnie inny scenariusz, ale ja – pomimo pesymizmu na podstawie leśnych oględzin i prognoz pogody, wierzę, że wkrótce przyjdą zmiany na grzybowe lepsze jutro na dolnośląskim i nie tylko podwórku. Jeżeli tak się stanie i zacznie się wysyp to – jak napisał mi ostatnio kolega Andrzej z którym jeżdżę na grzyby do Kotliny Kłodzkiej – „wyrwę do lasu tak, że odnotują to sejsmografy”. ;)) Darz Grzyb! 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • wojek //20 Sie 2018

    Witajcie Towarzyszu Pawle:)
    Wy jak zwykle swoje. My doskonale rozumiemy Wasz zapał ba nawet zapalczywość ale mieliście wyraźne wytyczne żeby trzymać się od Reinbachów z daleka. Paweł Komitet ma już wyżej uszu pism Serpentynka typu „wykąpcie mnie w wodzie święconej ale nie wydawajcie w ręce tego Lenartusa:)
    Lepiej pomyślcie jak tu zgnebić tego Szuwarka żeby zesłał deszcz.
    Serdecznie Pozdrawiam
    Darz Grzyb Przyjacielu:)

    • Paweł Lenart //31 Sie 2018

      Na nic moje modły, egzorcyzmy i prośby. Szuwarek gdzieś zabalował i ani myśli o porządnych opadach. ;-(