facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 01 Sty, 2021
- 2 komentarze
Sezon grzybowy 2020 w Borach Dolnośląskich – namiastka podsumowania.

Sezon grzybowy 2020 w Borach Dolnośląskich – namiastka podsumowania.

W każdym roku na wiosnę, za sosnowymi hektarami, wrzosowiskami, piachami i brzozowymi alejami, gdzieś w głębi bijącego serca lasu, które tłoczy żywicę do drzew, niczym krew w ludzkich żyłach, spada ptasie pióro. Niewidzialny pociąg w służbie najbardziej kultowej trasie na tych terenach rozpoczyna bieg. Otwiera się pierwszy rozdział fascynującej księgi o grzybach w Borach Dolnośląskich.

Magiczne pióro zapisuje w preambule księgi, że oto duch tych lasów wyruszył ścieżką po najznamienitszych zakamarkach dolnośląsko-borowej krainy i czeka na zbieg korzystnych warunków pogodowych, aby ją przeobrazić z pozornie suchej i biednej na wielkie bogactwo grzybów, które czai się pod miliardami ton piachu i czeka na swój czas.

W drugiej połowie maja wyruszyłem z kolegą Łukaszem, którego przy okazji serdecznie pozdrawiam na wielogodzinną, wspaniałą wycieczkę po jednym z tysięcy skrawków tej ziemi, aby rozejrzeć się, co w ściółce piszczy, przywitać Królową Borów Dolnośląskich, której na imię Wszechbora i której obecność czuje się w każdym miejscu oraz zatopić się w hektarach lasów, wciągających z siłą miliona kiloton grzybo-trotylu. ;))

To była nasza pierwsza, wiosenna wyprawa w Bory Dolnośląskie, co stało się już naszą tradycją. Regularnie, od 2016 roku wybieramy jakichś termin w kwietniu lub maju i uroczyście witamy się z Borami Dolnośląskimi. Była to więc nasza piąta – drewniana rocznica tej ceremonii. ;))

W przeciwieństwie do terenów położonych na południu Dolnego Śląska, które w maju otrzymywały coraz to pokaźniejsze ilości opadów deszczu, północne i północno-zachodnie regiony miały ich duży niedobór, a w lasach swoje skrzydła rozwijała susza.

Niezrażeni chrzęszczeniem i chrupotaniem wysuszonych gałęzi, ściółki, postanowiliśmy poszperać i powęszyć za pierwszym borowikiem sosnowym lub w ogóle za pierwszym, jakimkolwiek kapeluszowym grzybem rurkowym. Mógłby to być klasyczny prawdziwek, maślak lub koźlarz. Cieszylibyśmy się z każdego z nich.

Wielogodzinne poszukiwania grzybów, niestety nie dały nam powodu do wykonania sesji fotograficznej pierwszego grzyba. Susza rozwinęła się zbyt mocno, aby jakikolwiek owocnik odważył się wyjść ze ściółki. Niemniej, widoków, zapachów i wrażeń leśnych nazbieraliśmy tysiące litrów! ;))

Odurzeni żywicznym aromatem sosnowych borów, znajdowaliśmy się w leśnym transie, co objawia się tym, że im więcej się chodzi po lasach, tym bardziej człowiek się w nie wciąga i chce iść jeszcze dalej i głębiej, chociaż rozsądek nakazuje powrót z powrotem. ;))

Mój majowy wyjazd w Bory Dolnośląskie był jednocześnie oficjalnym otwarciem Tour De Las & Grzyb 2020. Chociaż bez jednego grzyba, byliśmy szczęśliwi, że udało nam się zaliczyć wspaniałą wycieczkę, po której buty, skarpety i nogi były czarne i kompletnie zakurzone. ;))

Wiosna w Borach Dolnośląskich zapisała się bardzo sucho i bezgrzybnie. Podobnie było w dwóch miesiącach letnich, tj. w czerwcu i lipcu. O ile czerwiec, na południowe i centralne regiony Dolnego Śląska wylewał ogromne masy wody, o tyle do większości terenów Borów Dolnośląskich opady te nie docierały, a im bliżej województwa lubuskiego, tym susza była coraz większa. Grzybów praktycznie nie było, chociaż bardzo lokalnie, przy lepszych warunkach i w tajnych miejscówkach, niektórzy mogli coś znaleźć. Jednak generalnie były to czasy panowania bezgrzybia.

PAŹDZIERNIK

Największa grzybność w ściółce i główny, grzybowy spektakl 2020 Borów Dolnośląskich rozegrał się nietypowo późno, dopiero po 20. października. Na podstawie wszelkich relacji innych grzybiarzy, którzy wybierali się na grzyby po bardzo różnych regionach Borów Dolnośląskich, można stwierdzić, że był to najlepszy w ciągu całego roku okres na zbiory grzybów w Borach Dolnośląskich.

Jesienny wysyp grzybów objął zarówno tereny leżące na Dolnym Śląsku, jak i te, które położone są już na terenie woj. lubuskiego. A co z opisem i podsumowaniem miesięcy sierpień-wrzesień? To dosyć trudne zadanie, ponieważ sytuacja opadowa była w tych miesiącach złożona.

Bory Dolnośląskie to ogromny obszar, a więc często występuje tu sytuacja, że nad częścią terenów przechodzą opady, a gdzie indziej nie spada nawet kropla deszczu. Poza tym, w miesiącach czerwiec – wrzesień nie jeździłem do Borów, przez co jeszcze trudniej mi opisać i podsumować zagrzybienie tych kompleksów przed październikiem.

Dlatego w tytule występuje słowo “namiastka”, czyli luźna, subiektywna próba, ogólnego opisania przebiegu sezonu w Borach, a nie szczegółowa analiza, jak to ma miejsce w przypadku Wzgórz Twardogórskich i gminy Międzybórz.

Wydaje się, że sierpień, pomimo pojawiania się częstszych opadów, zapisał się kiepsko lub bardzo kiepsko pod względem grzybów w Borach Dolnośląskich. Świadczą o tym relacje facebookowe i portalowe dolnośląsko-borowych grzybiarzy-weteranów i miejscowych, którzy dzielili się informacjami o stanie grzybności.

Po suchym na większym terytorium Borów Dolnośląskich czerwcu i lipcu, opady sierpniowe nie tak szybko spowodowały zwiększenie podaży grzybów w ściółce, poza tym, temperatury były w większości letnie, a więc wysokie, za czym grzyby nie przepadają. Sytuacja zaczęła się zmieniać na przełomie sierpnia/września.

Trzeba też podkreślić, że nawet te tereny Borów, które otrzymały w czerwcu opady w normie (przede wszystkim w pasie na zachód i północ od Legnicy), nie grzybnęły masowo pod koniec czerwca lub na początku lipca.

W pierwszej połowie września, część Borów Dolnośląskich, podobnie jak inne tereny nizinne Dolnego Śląska weszły w spóźniony, letni wysyp, który charakteryzował się znacznym zaczerwieniem, czyli robaczywością. Z relacji grzybiarzy wynika, że najlepiej z grzybami było w zachodnich regionach Borów, głównie w Puszczy Zgorzeleckiej.

Wschodnia część Borów otrzymała mniej opadów, dlatego tam było z grzybami najsłabiej, w tym w kultowej Puszczy Kliczkowskiej, Bolesławieckiej, Przemkowskiej czy w Borach Szprotawskich. Należy też zawsze pamiętać, że lokalnie mogło być całkiem nieźle, ale w skali ogólnej było jednak kiepsko.

Po połowie września nastąpiło to, co wszędzie, czyli posucha po pierwszym, spóźnionym letnim wysypie. Na 3 tygodnie zawitały letnie temperatury i skąpstwo opadowe, a więc – jak to się mówi – przygrzało, osuszyło i grzyby na dobre wykurzyło.

Pod koniec września wielkie nadzieje w serca grzybiarzy wlały obfite opady deszczu, które do połowy października były wspomagane opadami następnymi, w tym tymi rekordowymi z połowy miesiąca.

Jednak portki i kalesony grzybiarzy miały prawo się zatrząść ze strachu, ponieważ w tym okresie mogą przyjść większe chłody i przymrozki, które potrafią roztrwonić w ciągu 2-3 dni żmudne odbudowywanie korzystnych warunków pod wysyp grzybów.

Kiedyś tak zdarzało się, np. w 2003 roku. Wtedy to jednak fala niszczących przymrozków przyszła wyjątkowo wcześnie, ponieważ w pierwszej dekadzie października. Młode grzyby i początek wysypu przymroziło na tyle, że nastąpił powszechny bunt grzybni i grzyby przestały rosnąć.

Dlatego, jeżeli nie dochodzi do wysypu jesiennego o właściwym czasie, tj. od połowy września, a irytująco wysyp ten spóźnia się, czarnowidztwo i strach przed zimnem często biorą górę, bo nigdy nie wiadomo, czy jakichś wredny wyż z północy nie ściągnie arktycznej masy powietrza.

Ostatnie lata to na szczęście coraz późniejsze występowanie silnych przymrozków, w związku z czym, nawet spóźniony aż o miesiąc wysyp, ma szansę porządnie się rozwinąć i dać to, co w ofercie Borów Dolnośląskich jest najwspanialszym skarbem jesieni dla grzybiarzy.

Miniony rok jest tego doskonałym przykładem. Jest też dowodem na wielką nieprzewidywalność grzybów, które wystawiły grzybiarzy na ostre znerwicowanie i przewlekły syndrom niedogrzybienia jesiennego. ;))

Do jednego z największych odskoków i odchyleń od norm, czyli oczekiwań grzybiarzy, należy zaliczyć wysyp gąski zielonki w Borach w okolicach połowy października, który nastąpił przed zasadniczym sezonem grzybowym grzybów rurkowych. Nawet starzy wyjadacze i miejscowi z 40-letnim stażem grzybowym dali się nabrać.

Wówczas to odtrąbili oni koniec sezonu, którego tak naprawdę nie było. Stwierdzenie to nie wzięło się to z fusów od kawy, a z wieloletnich obserwacji przebiegu jesiennego sezonu grzybowego w Borach. Najczęściej jest tak, że po wysypie prawdziwków, kurek, koźlarzy i w trakcie trwanie wysypu podgrzybków, do grzybowej gry dołączają gąski zielonki.

Zwiastują one zmniejszającą się podaż podstawowych gatunków grzybów i marsz ku końcowi sezonu. Skoro jesiennego wysypu do połowy października nie stwierdzono, a masowo zaczęły pojawiać się gąski zielonki, to położono krzyżyk na sezonie, stwierdzając ze smutkiem, że go diabli wzięli.

Na szczęście diabli nie byli zainteresowani grzybami, a podgrzybki uroczyście zaczęły się pojawiać po 20. października w coraz większych ilościach. W ciągu kilku dni, nastąpił porządny, jesienny wysyp, który z każdym dniem obejmował coraz to większe połacie lasów.

Tym razem do grzybowego boju wyruszyła zarówna wschodnia, jak i zachodnia część Borów Dolnośląskich. Co więcej, zaczęły też napływać coraz radośniejsze informacje o prawdziwkach, koźlarzach i borowikach sosnowych.

Można stwierdzić, że na przełomie października i listopada nastąpiła wielka kumulacja jesiennego wysypu grzybów w Borach Dolnośląskich. Nastąpiło to aż z miesięcznym poślizgiem, gdyż takowa, normalnie powinna wystąpić na przełomie września / października.

Wraz z wysypem, wybuchła radość wśród grzybiarzy, którzy tłumnie wyruszyli w Bory, aby wyleczyć się z syndromu przewlekłego niedogrzybienia jesiennego. ;)) Mi, oraz moim serdecznym znajomym – Sylwii i Andrzejowi, także udzieliła się atmosfera grzybowego święta. ;))

Nasze późno-październikowe wyprawy na grzyby, już w trakcie ich trwania stały się kultowe. ;)) Poza wielkimi ilościami pachnących i prześlicznych grzybów, Bory na swój jedyny, magiczny i niepowtarzalny sposób, zaczęły nas czarować całą paletą jesiennej odsłony lasu.

W takich to dostojnych momentach i leśnych chwilach, chciałbym mieć możliwość poruszania gałkami ocznymi jak kameleon. Jedna gałka gapiła by się non stop w las, druga szukała by grzybów. ;))

Podgrzybków było od groma, doszło nawet do takich sytuacji, w których wybieraliśmy te najbardziej urodziwe, jędrne i twarde. I pomyśleć, że jeszcze nieco ponad tydzień wcześniej wydawało się, że Bory w tym roku kompletnie nawaliły z jesiennym wysypem…

Warunki wilgotnościowe w lasach były wyśmienite, na drogach stały kałuże, zatem tylko potrzebne było ciepło i oczywiście brak przymrozków, aby rozpoczęty wysyp swobodnie trwał, aż do wyczerpania możliwości produkcyjnych grzybni.

Niektóre odsłony prognoz pogody z modeli numerycznych trochę straszyły przymrozkami, ale w kolejnych aktualizacjach pojawiały się wiązki optymistyczne dla grzybiarzy. Wiadomo było, że wysyp płynnie przejdzie na listopad.

Młode podgrzybki, lśniące z kropelkami wody i rosy na kapeluszach, “zakopane” trzonami w głębokiej warstwie mchów i porostów wszelakich, dawały nam radość nie do opisania! To były cudowne widoki!

Przez obfity wysyp podgrzybków oraz nakręcanie się na poszukiwanie borowików szlachetnych i sosnowych, dochodziło do lekceważenia obfitości maślaków zwyczajnych, które przecież są wyśmienitym grzybem jadalnym, niezwykle smacznym i aromatycznym.

Tak to już bywa, że obfitość podgrzybków przysłania inne gatunki, które w przypadku braku tych pierwszych, byłyby zbierane z pieczołowitością. Nie oszukujmy się jednak – w Bory nie jedzie się po kosze maślaków, ale kosze podgrzybków, prawdziwków, kurek, koźlarzy czy zielonek.

O ile wysyp podgrzybków był wspaniały i obfity, o tyle za prawdziwkami trzeba było się trochę nachodzić. Miało to swój bardzo pozytywny aspekt, bowiem prawdziwki nie były podane na przysłowiową tacę, wymagały kombinowania, przemieszczania się i poszukiwania.

Dzięki temu emocje i dreszczyk im towarzyszący nadawały grzybobraniom wspaniałych wrażeń i wielkiej radości ze znajdowania poukrywanych w ściółce szlachciców.

Jeszcze bardziej byliśmy w grzybo-wzięci, kiedy zaczęliśmy znajdować pierwsze borowiki sosnowe, które okazały się grzybowym, czarnym koniem październikowo-listopadowych grzybobrań.

Pogoda podczas październikowych grzybobrań była z reguły pochmurna, ale trafiały się też pogodowe okienka, kiedy zapalało się słoneczne światło, a las przybierał barwy z krainy “Baśni tysiąca i jednej nocy”.

Październik był miesiącem o którym z dolnośląsko-borowego, grzybowego punktu widzenia można napisać tak. Wspaniałe warunki wilgotnościowe, jakie zaczęły się od końca września i wystąpiły w pierwszej połowie października, spowodowały, że po 20. października rozpoczął się bardzo dobry, jesienny wysyp grzybów.

Rozpętało się szaleństwo podgrzybkowe, ale w większej ilości pojawiły się też prawdziwki, maślaki zwyczajne, sarniaki sosnowe, a także – w całkiem przyzwoitych ilościach jak na swój gatunek borowiki sosnowe. Wydaje się, że stosunkowo mało było koźlarzy. Trwał też wysyp gąski zielonki, którego początek datuje się mniej więcej na połowę października.

LISTOPAD

Kiedy rozpoczął się listopad, na większości terenach nizinnych Dolnego Śląska trwał jesienny wysyp, ale – w zależności od regionu – jego potencjał dosyć szybko zaczął się kurczyć.

Ja zapragnąłem przeżyć przygodę, wyruszając pociągiem do Leszna Górnego. W planie było przejście lasami do Wierzbowej Śląskiej, w ciągu 8 godzin i powrót pociągiem do Wrocławia po godz. 15. Jak to się skończyło to szczegółowo opisałem w relacji z tej wycieczki: https://www.lenartpawel.pl/od-leszna-do-wierzbowej-czyli-jak-wciagaja-bory-dolnoslaskie.html

Z językiem na brodzie, idąc 3 godziny w kompletnych ciemnościach i z dwoma ciężkimi koszami, załadowanymi grzybami, ledwie zdążyłem na ostatni pociąg w okolicach godziny 19. Niemniej nie żałuję ani jednej sekundy tej wyprawy, zakwasów w mięśniach i wylanego potu.

W lasach grzyb ścielił się na tyle gęsto, że zbierałem tylko najładniejsze okazy. Wciąż dominowały podgrzybki, ale do koszyków wpadło też trochę prawdziwków, borowików sosnowych i gąski zielonki.

W zależności od danego lasu, przeważały grzyby zdrowe lub robaczywe, jednak oferta Borów była tak obfita, że bez większego wysiłku nazbierałem 2 pełne kosze zdrowych grzybów. Do dzisiaj nie wiem, co było przyczyną, że w jednym lesie grzyby były zdrowe, a w drugim obok bardzo robaczywe.

Niektóre prawdziwki znajdowały się już w fazie schyłkowej, uwieczniłem je na fotografiach. Jednak największą radość i powód do przyśpieszonego bicia serca dały mi borowiki sosnowe.

Największe ich skupisko znalazłem w okolicach kultowej Studzianki, gdzie rosły zarówno młode, jak i średnie oraz duże owocniki tego gatunku. Wpadłem w fotograficzny wir i pozytywny amok, który dopada w takich momentach każdego grzybiarza. ;))

Zdawałem sobie sprawę, że czas do pociągu niebezpiecznie się kurczy, a także niebezpiecznie zwiększa się ciężar grzybów w koszach, ale w tym momencie miałem to gdzieś. ;))

Liczył się tylko las i borowiki sosnowe, które sprawiły mi fantastyczny prezent, na miesiąc przed Mikołajem. ;)) Widocznie las stwierdził, że byłem tak grzeczny, że zasługuję na prezent o 30 dni wcześniej. ;))

Kiedy doczłapałem się do stacji w Studziance, w której pociągi już nie zatrzymywały się, było późne, listopadowe popołudnie i bardzo szybko zaczęło się ściemniać. Po dłuższym odpoczynku, zacząłem iść w kierunku Wierzbowej, oddalonej jakieś 7-8 kilometrów.

Z takim ciężarem grzybów, marsz trwa trzy razy dłużej, a i dreszczyk zapadającej nocy, a w końcu dolnośląsko-borowej ciemności wymuszają powolne i rozważne dreptanie.

Zatem pierwszy, a także drugi tydzień listopada pod względem grzybów w Borach Dolnośląskich wciąż był wspaniały i dawał grzybiarzom pełne kosze aromatycznych, jesiennych grzybów. Dobrze było zarówno we wschodniej, jak i w zachodniej części Borów.

CZAS POŻEGNANIA

Na dzień 21 listopada zaplanowałem, tym razem z Sylwią i Andrzejem ostatnią, pożegnalną wyprawę na grzyby w Bory Dolnośląskie. Był to okres, kiedy występowały już pierwsze, większe przymrozki.

Oceniając z perspektywy minionego sezonu i łapczywie popijając pyszną kawę z filiżanki, zastanawiam się, która wyprawa w Bory w 2020 roku była tą najbardziej niezwykłą i niesamowitą? Myślę, że to niepotrzebne rozmyślanie, ponieważ każda wyprawa w Bory jest fascynującą, niezwykłą i niepowtarzalną przygodą.

Mimo wszystko, jeżeli jednak miałbym wskazać na tę najbardziej mistyczną wyprawę, obfitującą w czarujące i magiczne momenty to wskazałbym właśnie na ostatnią, pożegnalną, w której niebo rozstąpiło się milionami promieni słonecznych, a cud natury objawił się arcy-bogactwem leśnej magii.

Kompletnie hipnotyzującą wyprawę, szczegółowo opisałem w odrębnej relacji ( https://www.lenartpawel.pl/zakonczenie-tour-de-las-grzyb-2020-kunszt-borow-dolnoslaskich.html ), której napisanie przyszło mi wyjątkowo łatwo i szybko, ponieważ wciąż byłem pod natchnieniem dzieła, które namalowały nam Bory Dolnośląskie.

Była to moja najpóźniejsza wyprawa na grzyby w Bory Dolnośląskie, ale zarazem najbardziej niezwykła, malownicza i grzybna. Poranek przywitał nas oszronionymi krajobrazami, ale w głębi lasów grzyby trzymały się żwawo.

Nazbieraliśmy po koszyku grzybów, które o tej porze roku były dla nas rarytasem nieprzeciętnym. Dodatkowo, grzyby były bardzo dobre jakościowo. Całe to widowisko, począwszy od zaczarowanego świtu po księżycowy i natchniony wieczór stanowiło dla nas wielkie przeżycie i fantastyczną przygodę.

W największej ilości lasy darzyły podgrzybkami i gąskami zielonkami. Prawdziwki i borowiki sosnowe kończyły swój wysyp, ale ostatnie, pożegnalne owocniki tych gatunków jeszcze znaleźliśmy.

Biorąc pod uwagę datę w kalendarzu (21 listopada) był to wspaniały wynik i z pewnością będziemy wspomnieniami wracać do tej wycieczki jeszcze wiele razy. Jesienny wysyp grzybów w Borach Dolnośląskich zmierzał ku końcowi.

Jednak jeszcze w ostatnich dniach listopada, a nawet na początku grudnia, niektórzy grzybiarze prezentowali świetne, jak na tą porę roku zbiory grzybów, przede wszystkim podgrzybków. Korciło nas jeszcze raz pojechać, ale ostatecznie nie pojechaliśmy.

W obiektyw łapałem grzybowe przytulasy, które sprytnie postanowiły schować się za drzewami przed grzybiarzami. Radości z ostatniej wyprawy nie było końca, ale gdzieś wewnątrz, już odezwała się w nas tęsknota za Borami.

Teraz trzeba przeczekać kilka miesięcy, aby ponownie wyruszyć na grzybowe włóczęgi do Borów, chociaż ja jestem nieprzewidywalny i jeżeli dobrze zaśnieży i przymrozi, to kto wie, czy nie odbędę zimową rundą honorową z Leszna do Wierzbowej (lub na odwrót). ;))

Znajduję się w stanie przyczajenia, jeżeli tylko dostanę impuls pod postacią pokrywy śnieżnej w Borach, scenariusz wycieczki jest bardziej niż prawdopodobny. Na razie śniegu w Borach nie ma, ale kiedyś w końcu musi zaśnieżyć, a wtedy wilk wyruszy na łowy. ;))

Tak zakończył się ten dziwny, skomplikowany, nieprzewidywalny, odstający od normy, opóźniony jak kilka pociągów REGIO, ale w końcu bardzo udany sezon grzybowy 2020 w Borach Dolnośląskich.

Całościowo oceniam go na czwórkę, miejscami z plusem w sześciostopniowej skali ocen. Na obniżkę oceny z celującej lub bardzo dobrej wpływ mają dwa czynniki. Po pierwsze – miesięczne opóźnienie jesiennego wysypu, co targało grzybiarzom nerwy i było powodem nieprzespanych nocy. ;))

Po drugie – jednak brak wielkiego wysypu prawdziwków, chociaż lokalnie i miejscówkowo było wspaniale, ale w skali ogólnej, brutto, nie można napisać o zmasowanym i skomasowanym wysypie szlachciców na terenie całych Borów, z których przecież Bory są znane na cały kraj.

Może mały minusik też za duże zarobaczywienie opóźnionego, pierwszego wysypu i dość duże (ale na szczęście lokalne) zarobaczywienie grzybów w wysypie jesiennym. Całościowo na szczęście grzyby dały radę i sezon 2020 przeszedł do historii jako udany i zagrzybiony. ;))

Myślę, że grzybiarze, którzy jeżdżą w Bory Dolnośląskie znacznie częściej niż ja, a przede wszystkim grzybiarze miejscowi, mogliby szczegółowiej opisać miniony sezon grzybowy, ale w moim przypadku, biorąc pod uwagę słowo “namiastka” wystarczy. Mam nadzieję, że podsumowanie to spowoduje nie tyle statystyczną, zimną analizę sezonu, ale pozwoli każdemu grzybiarzowi wrócić do tych cudownych chwil spędzonych na grzybobraniach wśród Królowej Wszechbory – Pani i Władczyni Borów Dolnośląskich. ;))

Wielka księga grzybów 2020 w Borach Dolnośląskich zakończyła pisać końcowy rozdział. Ostatni pociąg na grzyby pojechał w leśną dal i toń, po raz kolejny tworząc atmosferę wielkiej tajemniczości i niezwykłości. Co przyniesie sezon 2021 i jaki scenariusz grzybowy napisze ptasie pióro? Zobaczymy. Życzę wszystkim grzybiarzom zdrowego, wspaniałego, mistycznego i przede wszystkim maksymalnie zagrzybionego Nowego Roku! 😊

DARZ GRZYB! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • wojek //08 Sty 2021

    Witam Towarzysza:)
    A Wy to jak zwykle. Cóż to za sianie defetyzmu?! “…sezon diabli wzięli…” “… na szczęście diabli nie byli zainteresowani grzybami…” Otóż zaprawdę powiadam Wam, że jak najbardziej byli, ale czyście Towarzyszu zwątpili w moc Partyjnych Egzorcystów. Jak zapewne widzieliście czuwamy nad członkami Partii i krzywdy naszym nie damy zrobić co mamy nadzieję będzie miało miejsce i w Nowym 2021 Roku.
    Pozdrawiam serdecznie
    Darz Grzyb!

    • Paweł Lenart //16 Sty 2021

      Podstawy do zwątpienia były, ponieważ sezon irytująco się opóźniał. Ale mają szczęście, że jednak coś tam było i to w całkiem niezłej ilości. Inaczej biada im! 😉 😉 😉