facebooktwitteryoutube
Aktualności - 19 Wrz, 2017
- brak komentarzy
Perły dendroflory Wzgórz Twardogórskich 2017. „Pękający” dąb szypułkowy z Kamienia.

„PĘKAJĄCY” DĄB SZYPUŁKOWY Z KAMIENIA

Kolejnym, niezwykłym drzewem na Wzgórzach Twardogórskich, które postanowiłem umieścić w cyklu Pereł Dendroflory jest rosnący w bardzo bliskim sąsiedztwie opisanego ostatnio „Potarganego” dębu szypułkowego, także dąb szypułkowy, którego nazwałem „Pękającym”. Drzewo rośnie – tak jak jego kolega – w pobliżu wioski Kamień. W zależności z której strony patrzymy na drzewo, wydaje się ono w świetnej formie lub nie. Patrząc na niego od strony Potarganego dębu, niby wszystko jest w porządku. Gruby, długi i wysmukły pień z gęstą koroną zwracają na siebie uwagę pasjonatów sędziwych drzew.

Jednak kiedy staniemy naprzeciwko tego okazu, od razu widać nietypową budowę tego drzewa. Charakteryzuje się ono tzw. rozwidleniem V-kształtnym, co najogólniej oznacza, że w młodości, dąb wykształcił dwa przewodniki, które zaczęły konkurować ze sobą o bycie liderem w procesach biologicznych drzewa. Przewodniki zachowują się tak, jakby każdy z nich chciał samodzielnie rosnąć. Ta rywalizacja ma niestety przykre konsekwencje. Ponieważ „każdy przewodnik sobie rzepkę skrobie” i rośnie w przeciwnym kierunku do konkurencji to pień nie wytrzymał takich naprężeń i w końcu zaczął pękać.

Takiej sytuacji można było uniknąć, odcinając jeden przewodnik w czasach młodości drzewa. Jednak natura chciała inaczej. Tak miało po prostu być. Pękający pień to otwarte drzwi i zaproszenie dla patogenów, zarodników grzybów pasożytniczych i owadów żerujących w drzewach. Kto by nie chciał skorzystać z takiej oferty? Przyroda nie znosi próżni i nie marnuje nadarzających się okazji. Chociaż na zewnątrz, pień Pękającego dębu wygląda całkiem nieźle, w środku widać postępujące procesy rozkładu, które w konsekwencji osłabiają statykę drzewa.

Procesy te można zauważyć, dokładnie wpatrując się w szczelinę, czyli pęknięcie pnia. Podobnie jak w przypadku Potarganego dębu, zmierzenie obwodu pierśnicowgo drzewa nie stwarzało większego problemu ponieważ pień jest regularny, a samo drzewo rośnie na płaskim terenie. Wynosi on 423 cm. Nie jest to wynik powalający, ale patrząc na fakt, że drzewo rośnie w lasach gospodarczych i to, że dęby o cztero-metrowych lub większych obwodach pierśnicowych to zdecydowana rzadkość na Wzgórzach Twardogórskich, bez wątpienia stawia Pękającego dęba w gronie okazów, które są niezwykłe.

Do tego dochodzi waleczność drzewa, które – pomimo konkurujących ze sobą przewodników, dało rady dorosnąć do takich rozmiarów. Na jednej stronie pnia widać wydrążoną, czarną ścieżkę, jak gdyby po pniu spływała czarna smoła. To niestety jakaś infekcja bakteryjna, która na pewno nie sprzyja dębowi. Sam pień – gdyby nie jego pęknięcie, a w zasadzie – postępujące rozłupywanie się na dwie części – jest dosyć długi i wysmukły.

Konkurujące ze sobą przewodniki rozwidlają się na wysokości około 6-7 metrów. Oba bardzo mocno prą do góry ponieważ konkurencja nie śpi. W ogóle mam wrażenie, patrząc na ten niezwykły okaz, że pręży się to drzewo jak wojskowy na porannej musztrze. Wszystko na baczność, spięte, pionowe i do góry. ;)) Mało coś na nim dębowego pokręcenia, finezji, intrygujących kształtów i grubachnych konarów, często rosnących poziomo do ziemi. Ale właśnie ta „wojskowość”  zdecydowanie wyróżnia go od innych, sędziwych dębów.

Korona Pękającego dębu jest niezbyt okazała, charakterystyczna dla drzew rosnących w zwarciu, chociaż – pomimo wielu „wad” drzewa i osłabieniu – gęsto ulistniona, a samo drzewo nie wykazuje oznak rychłego obumierania. Może konkurujące ze sobą przewodniki „walczą” na zasadzie, kto wypuści więcej liści i zdobędzie przeważającą ilość światła słonecznego? W końcu żaden z nich nie chce ustąpić. Z czasem pogodzą je prawa fizyki. Wcześniej czy później jeden przewodnik runie z impetem na ziemię, tym samym rozłupując drzewo na pół.

Inny scenariusz żywota Pękającego dębu mogą napisać leśnicy ponieważ z punktu widzenia gospodarki leśnej, taki okaz kwalifikuje się do wycięcia. Akurat takiej wersji nie chciałbym ponieważ drzewo to stanowi sporą ciekawostkę do obserwacji dla miłośników sędziwego drzewostanu. Poza tym rośnie w miejscu, gdzie nikomu i niczemu nie zagraża. Tylko kto, oprócz mnie tam łazi i ogląda to drzewo? Teraz ludzie za grzybami biegają, a w zimie nikogo tam się nie spotka… Oprócz mnie.

Podsumowując. Pękający dąb szypułkowy z okolic wioski Kamień to osobliwy przykład sędziwego drzewa jak na lasy gospodarcze o V-kształtnym rozwidleniu, które powstało przez konkurujące ze sobą dwa przewodniki. Jest to spora ciekawostka dendrologicza, jakże dobitnie potwierdzająca, że od reguły są wyjątki. Dęby kojarzymy najczęściej z ogromnymi i finezyjnie rozgałęzionymi drzewami. Tymczasem Pękający dąb szypułkowy pręży się mocno do góry, jak gdyby chciał przypodobać się jesionom wyniosłym. Cóż mogę życzyć temu niezwykłemu drzewu. Nie pękaj! Rób swoje i rośnij jak najdłużej! :)) Przyroda Wzgórz Twardogórskich nie przestaje mnie zaskakiwać.

W następnym artykule Pereł Dendroflory Wzgórz Twardogórskich 2017 przeniosę się do wsi Chełstówek. W tej niewielkiej wiosce rośnie przepiękny okaz lipy szerokolistnej, której nadałem imię Chełstówiczanka. Drzewo wspaniałe i chyba trochę niedoceniane przez mieszkańców…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz