facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 21 Paź, 2019
- brak komentarzy
Odmienne stany ducha i grzybności w Borach Dolnośląskich.

Odmienne stany ducha i grzybności w Borach Dolnośląskich.

Kiedy płonie las, dzieje się dramat dla leśnego życia. Kiedy płonie las jesiennymi barwami, dramatu na szczęście nie ma, natomiast mistyczna otoczka przyrody i zjawisk atmosferycznych stanowią jedność. Jedność ta, tworzy kurtynę tajemnicy dla człowieka, który od wieków próbuje ją odsłonić, a ta wciąż, zarzuca mu nowe zasłony niezbadanej potęgi żywiołów. W takiej scenerii przywitały nas Bory Dolnośląskie, w miejscu, do którego postanowiliśmy przyjechać po raz pierwszy.

ODMIENNE STANY DUCHA

Po tak ognistym i mistycznym przywitaniu, mogłem ogłosić na wejściu, że duchy lasu, mocno zatelepią naszymi zmysłami. Że po raz kolejny czeka nas fantastyczny taniec jesiennych barw październikowego lasu, a o wycieczce tej, będziemy jeszcze prawić często i gęsto. To, że Bory Dolnośląskie to miejsce dla grzybiarzy tak ważne, jak Mekka dla muzułmanina to jasne jak Słońce i proste jak drut.

Jednak każdy z nas, na swój sposób odbiera potęgę Borów, chociaż panuje pełna zgodność co do tego, że jest to fenomenalne miejsce na leśne wycieczki i prawdziwa uczta dla grzybiarzy. Kilometrów dróg, ścieżek, zagajników, wrzosowisk, starszych borów i młodszych odnowień jest tutaj od groma. Nawet najbardziej wybredny włóczykij, ma w Borach tysiące możliwości zaplanowania leśnego włóczęgostwa. 

Jedyne dwa dylematy – które mam, jadąc w Bory to – po pierwsze, chciałbym być tam wszędzie, a mogę tylko w pewnym ich wycinku i – po drugie – dnia mi brakuje, żebym mógł stwierdzić, że „zalesiłem” się na dobre. Zawsze chciałbym dłużej posiedzieć w lesie i zawsze taka mała „wredota”, zwana „powrotem do rzeczywistości”, wygania mnie z lasu. ;)) Takie dylematy mam też w Bukowinie, którą wkrótce odwiedzę.

Jak nasze zmysły, nasza dusza i duch reagują na leśne bodźce? Tyle różnych odpowiedzi, ile ludzi. Jedni zachwycają się całością, nie patrząc na detale. Inni na odwrót. Jeszcze inni, patrzą na las w skali mikro i makro. Wrażliwość przyrodnicza zależy od wielu czynników, w tym – przede wszystkim – od uświadomienia sobie, czym tak naprawdę jest las.

Wrażliwości tej można się nauczyć, obserwując chociażby las i nie myśląc w tym czasie o niczym innym. Początkowo może być to trudne, ale wierz mi, kiedy uwolnisz swoje myśli od codziennych trosk i zaczniesz dostrzegać potęgę i energię widoków, które masz przed oczami, zrozumiesz i poczujesz moc lasu. Tu każdy dzień jest inny i niepowtarzalny. Tu każda droga, którą idziesz to część Twojego życia, które w teraźniejszości, za chwilę staje się przeszłością.

Skąd to się wszystko bierze? Energia, piękno, tajemnica, mistycyzm, kolory, zapachy, spirytystyczny i magiczny klimat lasu? Jestem raczej mało wylewną w uczuciach osobą, ale mogę się przyznać, że las działa na mnie jak najsilniejszy narkotyk. Ciągle myślę, gdzie by tu w wolnej chwili pojechać. Im częściej jestem w lesie, tym więcej odbieram leśnych sygnałów o jego niesamowitej duchowości.

Las tworzy coś w rodzaju „inkubatora” pomiędzy przejściem ze świata materii do wyższego stanu ducha. Będąc w powłoce cielesnej, często mam wrażenie, że mój duch wychodzi w lesie i wędruje tak, jakbym faktycznie był już tylko duchem… Skąd taki stan? Czy to może objawy jakiejś choroby? ;)) Trudno to wytłumaczyć ludziom spoza lasu.

Zdjęcia przedstawiają tylko pewien wycinek i echo z dna lasu. Przebywając w nim, widzi i czuje się znacznie więcej, chociaż fotki lasu, również pozytywnie wpływają na człowieka. Nic jednak – nawet najlepsze zdjęcie i obraz – nie zastąpi prawdziwej wycieczki do lasu. Wtedy to dopiero otrzymujemy pełnowartościową strawę duchową.

Przebywając w lesie, człowiek żywi duszę nektarem leśnych zapachów i karmi ducha widokami tysięcy drzew, które w skomplikowanych procesach tłoczących wodę i prowadzących fotosyntezę, oddają swoją obecnością hołd temu, co jest najbardziej niezwykła we Wszechświecie, a mianowicie życiu.

Tu jest prawdziwy ołtarz i tu można znaleźć się najbliżej Stwórcy, o którym piszą w mądrych księgach. Tu wstaje dzień i kończy się wraz z zachodem Słońca. Tu można spojrzeć wgłąb samego siebie, nie bacząc na to, że „nie wypada” albo, że lepiej nie, bo ktoś może zauważyć. Tu można usiąść pod drzewem, wznieś ręce do góry, zamknąć oczy i wystawić twarz ku Słońcu. Poczuć życie i doniosłość chwili, w której leśny świat pompuje w człowieka swoją energię.

Jakże nasze życie jest krótkie w porównaniu do nieskończoności. Przedwczoraj biegałem po lesie jako mały dzieciak, wczoraj świętowałem w lesie pełnoletność, a dzisiaj, już 40 wiosen na karku niosę. Mając kilkanaście lat, zdałem sobie sprawę z potęgi i upływu czasu oraz jego zimnego niewzruszenia na ludzkie prośby o chwilowe zatrzymanie się lub zwolnienie.

Ta myśl, cały czas (no właśnie, ponownie ten czas, cały czas, gdzieś goni nas ten czas) mi towarzyszy, dlatego doceniam i cieszę się z każdej wizyty w lesie, bo wiem, że dobro to jest limitowane. Że nadejdzie taki dzień, kiedy duch postanowi na zawsze wyjść z ciała, a wtedy przestanę być pilotem własnego organizmu i będę musiał się poddać prawom, rządzącym po drugiej stronie.

Czy inni grzybiarze, też tak myślą i filozoficznie rozważają swój pobyt w lesie? Niektórzy wiem, że tak, a jak jest z większością? Interesuje mnie postrzeganie innych na las. Czy mają podobny poziom wibracji i leśnych odczuć? A może tylko jednostki „odskakują” od reszty – mocno stąpających po ziemi ludzi, którzy nie „bujają” w drzewach?

Wystarczyło kilka chwil, aby mistycyzm Borów Dolnośląskich rozpierzchł się wokół. Trochę chmur, przebijające się przez nie Słońce na szczycie korony sosny, oddalone od niej 150 mln kilometrów. Mój duch był głęboko poruszony widokami lasu, chociaż ciało najczęściej zajmowało się zbieraniem grzybów.

Niemniej, oddzielenie ducha od ciała nie nastąpiło, cały czas stanowiły jedność. To dobrze. Gdyby duch nie chciał wrócić do ciała, nie napisałbym tych słów. Patrz na las w ogóle i w szczególe. Być może – odnajdziesz i poczujesz w nim – ukryte ziarnko czegoś, co uchwyciłem na zdjęciach… ;))   

ODMIENNE STANY GRZYBNOŚCI

Mamy w tym roku wybitny sezon grzybowy na Dolnym Śląsku. Właściwie należy napisać, że odkąd grzybnęło w połowie sierpnia w górach, to do tej pory, można zbierać grzyby w naszym województwie. Dwa miesiące grzybowego szaleństwa. Oczywiście wysyp, nie nastąpił w tym samym momencie, w każdym powiecie.

Grzyby rozłożyły siły, „pełzając” systematycznie z południa na północ. Dzięki temu, mamy 2 miesiące grzybowego szaleństwa i chyba każdy grzybiarz w tym sezonie, znalazł się w stanie pełnego zagrzybienia. Bory Dolnośląskie jako jedne z ostatnich terenów weszły w jesienny wysyp.

Dlatego też grzybów jest tu jeszcze najwięcej. Trzeba jednak pamiętać, że fala kulminacyjna wysypu już przeszła, stąd mamy mniej młodych grzybów, a więcej średnich i starszych. Niemniej, jest ich jeszcze naprawdę bardzo dużo. W sobotę, ponownie w tym sezonie, grzyby nas „pokonały” i musieliśmy ich sporo zostawić, ponieważ zabrakło nam miejsca w koszykach.

Największą część tegorocznych zbiorów wyrabia podgrzybek brunatny i prawdziwek. Tych drugich jest jeszcze całkiem sporo, ale trzeba mieć szczęście, aby wstrzelić się na niewyzbieraną miejscówkę. Jak już udało nam się na taką trafić, to – oprócz prawdziwków w średnich rozmiarów – znajdowaliśmy też spore okazy o błyszczących kapeluszach.

O dziwo, większość z nich była jeszcze w dobrym stanie bez czerwi, co przełożyło się na jeszcze bardziej pachnącą zawartość naszych koszyków. Razem z Sylwią i Andrzejem, wykonywaliśmy ceremonię fotografowania niektórych grzybów. Będziemy mieli co wspominać i o czym rozmawiać w zimowych miesiącach. ;))

Z prawdziwkami w Borach Dolnośląskich obecnie jest tak, że niby mamy ich coraz mniej i trafiają się przeważnie średnie lub duże okazy, ale są też takie miejsca, gdzie wciąż wykluwają się maluchy. Obecny tydzień zapowiada się bardzo ciepło, tak więc istnieje jeszcze szansa, że prawdziwkowa grzybnia zdoła coś uformować i wykluć.

Na pewno nie będzie to już taka ilość, jak w ostatnich trzech tygodniach, niemniej czy 20-30 młodych prawusków nie wywoła uśmiechu na twarzy dolnośląsko-borowego grzybiarza? Głupie pytanie. ;))

To właśnie jeden z tych maluchów, który wybija się z mchu. Kocham takie widoki.  Myślę, że kilka milionów ludzi także. ;)) Prawdziwki poukrywane w gęstym i miękkim podłożu bezkresnych Borów. Pełna moc!

To niektóre ze znalezionych przez nas prawdziwków. Były poukrywane w głębi zagajnika, z rosnącą obok alejką brzozowo-sosnową, chociaż niektóre owocniki, wyrosły także w tej alejce. I do tego multum podgrzybków, o których będzie niżej.

Trafiały się też przerośnięte okazy, do zebrania wyłącznie jako materiał fotograficzny. Niech rozsiewają swoich borowych braci obficie! Pod koniec grzybobrania, Sylwia znalazła chyba najbardziej zamaskowanego prawdziwka na terenie, po którym chodziliśmy.

To on! Prawdopodobnie wysiał się z zarodników okazu, który rósł na pobliskich poligonach wojskowych. Jego dziadek „pra-borowik”, wszczepił w genetykę zarodników element wojskowości, który uwidocznił się u prawdziwkowego wnuczka pod postacią „maski” żołnierza sił specjalnych. ;)) Jednakże Sylwia to doświadczona agentka w rozpracowywaniu takich borowikowych żołnierzyków i ten numer prawdziwkowi nie przeszedł. „Skończył” w koszyku na honorowym miejscu. ;))

Podgrzybek brunatny to dominator tegorocznego, jesiennego wysypu grzybów. Swoją intensywnością pojawu, pobił maślaki, prawdziwki, kozaki i inne gatunki razem wzięte. I jeszcze do chwili obecnej, jest go najwięcej. Nie trzeba specjalnie się nachodzić po lesie, żeby trafić na obfitość podgrzybków. 

Doszło do kuriozalnej sytuacji, kiedy to grzybiarze wybierają tylko te najtwardsze i najpiękniejsze egzemplarze. Skoro jest taki wysyp, to można sobie powybierać. Takiej sytuacji nie ma co roku. Zauważyliśmy, że najlepsze jakościowo podgrzybki rosły w starych i dość rzadkich drzewostanach.

Fenomenalne, czarne łebki trafiliśmy też w miejscu, gdzie kończy się stary las, ponieważ w poprzednich latach wykonano zrąb zupełny i posadzono młody las.  Tuż przy pierwszych, licząc od skraju starego lasu, młodych drzewkach, rosły wyjątkowo dorodne podgrzybki. Trafiały się nawet całe rodzinki takich podgrzybeczków.

To tylko jedne z ponad dwóch setek podgrzybków, jakie udało nam się znaleźć w miejscu, w którym teoretycznie powinno być mało grzybów. To jest ta cudowna nieprzewidywalność grzybów, która zaskakuje i grzybiarza raduje! ;))

Rosną jeszcze koźlarze, głównie o szarych kapeluszach, ale pomarańczowo-żółte także spotkaliśmy, chociaż nieliczne i raczej już przerośnięte. Nie skreślałbym jednak jeszcze „krawców”, bo bywały sezony, kiedy nawet w listopadzie je zbierałem. Wciąż nie wystartowały na dobre zielonki. Spotkaliśmy zaledwie dwie sztuki tego gatunku grzyba.

Za to nadal trwa festiwal muchomorów czerwonych. Niektóre są misternie wyeksponowane przez Matkę Naturę i tak pięknie się prezentują, że gęba sama się cieszy na ich widok. Nie mogłem się oprzeć ich urodzie i kilka z nich, uwieczniłem na fotografiach. ;)) 

To jeden z moich faworytów i muchomorowych misterów piękności tego dnia. Nie dość, że rósł na środku leśnej dróżki, to w dodatku, wyjątkowo głęboko wybarwił się, co wspaniale kontrastowało z szarością podłoża, zieleniną mchów i brązowo-żółtymi liśćmi.

I efekt końcowy kolejnego, „szalonego” grzybobrania. Niektórzy ludzie pytają – czy my to wszystko przejadamy? Oczywiście, że nie. Część grzybów „idzie” po rodzinie, najbliższych znajomych, część na wymianę za inne dobra, których nie mamy lub mamy ich deficyt.

Spożytkowanie zbiorów to najmniejszy problem. Chętnych na grzyby nie brakuje. Nie każdy może jechać do lasu. Nie każdy się na nich zna. Tak obfity sezon to wielka radość, tym bardziej, że pod koniec sierpnia wydawało się, że czeka nas sucha powtórka z ubiegłego roku.

Także zamiast rozkminiać „po co nam tyle grzybów”?, lepiej ruszyć się z miejsca. Do lasu oczywiście. ;)) Pytanie – co dalej z wysypem? Właściwie, to powinienem poczekać do piątku, kiedy napiszę kolejny, dolnośląski komentarz grzybowy. Jednak warto na zakończenie relacji, napisać kilka słów o grzybowej sytuacji w samych Borach Dolnośląskich.

Ten tydzień powinien być jeszcze w pełni udany grzybowo. Dopóki klują się młode grzyby, grzybowe szaleństwo będzie trwać. Moim zdaniem, na przełomie października/listopada, nastąpi szybki spadek grzybności prawdziwków i podgrzybków. Rozpocznie się „posezonowa wyprzedaż”, gdzie wśród kapci, będzie można jeszcze znaleźć grzyby w całkiem dobrej formie.

Nie będą to już grzybobrania typu „stawiam koszyk i tnę”, tylko, „żeby dobrze nazbierać, trzeba się dobrze nachodzić”. No i cały czas pozostaje otwarta sprawa gąsek zielonek. Ich późnojesienni kuzyni – sarniaki już owocnikują. A co z zielonkami?

Na mój nos, przydałby się jeszcze jeden, porządny deszcz. Temperatury mamy wysokie, jak na październik i na mocno piaszczystych stanowiskach, które przecież uwielbiają zielonki, dojdzie do przesuszenia, co może spowodować wstrzymanie ich wysypu, a jeżeli jednak zdołają się wykluć – problemem mogą być robaki, czyli zaczerwienie grzybów.

Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce, tymczasem za nami fenomenalny czas dla grzybiarzy i wycieczka, w której doznaliśmy zarówno odmiennych stanów ducha, jak i grzybności we wspaniałych i cudownych Borach Dolnośląskich. Niewykluczone, że w najbliższym czasie, zdecydujemy się tam jeszcze raz pojechać. Grzybności i lesistości dla leśniętych i grzybniętnych! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.