facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 09 Sty, 2020
- 4 komentarze
„Niezłomny” buk zwyczajny między Gruszeczką a Skoroszowem. Przeciw śmierci.

„Niezłomny” buk zwyczajny między Gruszeczką a Skoroszowem. Przeciw śmierci.

Historia pewnego buka. Historia krótka, a może i długa. Ponad 15 lat to mało czy dużo? Dla jednych „tylko” 15 lat, dla innych „aż” 15 lat. Dla tych, którym to obojętne – ani dużo, ani mało. W sumie to nieważne, chociaż raczej istotne. 15 lat. Tyle mniej więcej czasu, mój serdeczny kolega Krzysiek zna „Niezłomnego” buka zwyczajnego.

Drzewo przeciętne w swoim gatunku. Niezbyt grube i pewnie było też niezbyt wysokie, bo odkąd Krzysiek je poznał, nie posiadało już części wierzchołkowej. Otoczone sosnowymi borami, a rosnące prze piaszczystej drodze, przy której falują giętkimi gałązkami brzózki, „pomieszane” z sosnami. Leśna droga jakich wiele. Kompozycja drzew także taka, jakich wiele.

Przy niej rośnie on. Buk „Niezłomny”. Buk, jakich niewiele. Zmaltretowany już chyba przez wszystkie żywioły klimatu umiarkowanego i wszelkie grzyby, zgorzele, infekcje, owady i inne niedogodności, które mogą trapić drzewa. Wiele drzew już dawno by się poddało. „Niezłomny” buk wciąż walczy.

Ze starości, słabości i kruchości odleciały od niego ostatnie grube konary. To one zastępowały mu koronę, która stanowiła teraz jej „parodię”. To jednak było nieważne. U „Niezłomnego” buka, estetyka wyglądu dawno zeszła na trzeciorzędny plan. Tu rozgorzała walka o przetrwanie, a nie o zdobycie punktów w leśnym konkursie dendro-piękności.

Wszędzie rozkład drewna, odpadająca kora, suche konary i gałęzie. Śmierć dopomina się o to drzewo od wielu lat. Puka w odziomek, pień i sferę korzeniową, wkładając swój nachalny, zasnuty czarnym kapturem i bezwzględny łeb, pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Zimna, statystyczna kalkulacja, która ze wściekłą zawziętością ma zostać zrealizowana. 

„Niezłomny” buk wciąż jednak ją wkurza. Dał sobie zabrać wszystkie duże konary i gałęzie. Pozwala jej codzienne „podjadać” korę. Ale jednego śmierć mu jeszcze nie drapnęła. Woli i chęci życia. To część duszy tego drzewa i to o nią, toczy się teraz walka. O najwyższą stawkę. O życie „Niezłomnego” buka.

Moc tego drzewa ukrywa się w pąkach śpiących i pędach odroślowych. Dopóki trwa transport wody i składników odżywczych, dopóty, zdewastowany pień wykrzesuje z siebie instynkt fotosyntezy. Śmierć jest mocno wkurzona tym stanem faktycznym, bo wciąż nie może odhaczyć „Niezłomnego buka” na trupiej liście zaimkiem „mój”. 

Za to „Niezłomny” buk może odnotować na swoim koncie kolejny dzień wkurzania wstrętnej bogini rozkładu i podziemi. I tak trwa to „przekomarzanie” się „Niezłomnego” buka przeciw śmierci dobrych kilkanaście lat. Ostatecznie buk przegra tę batalię, ale nikt mu nie zabierze tego, co przeżył, a i dla okolicznych drzew stanie się legendą, o której będą szumiały w swoich koronach.

2019 rok był dla „Niezłomnego” buka ciężki. Dotkliwa susza osłabiła jego ostatni, mocarny konar, a śmierć wykorzystała to natychmiast i wyrwała mu część bukowego życia. Cały czas pozostały mu jeszcze mniejsze i mocno poskręcane gałązki z żywymi pędami. Teraz w nich nadzieja na kolejny sezon życia przeciw śmierci.

Wydaje się, że jeżeli podstawowym celem „Niezłomnego” buka było dotrwanie do 2020 roku, to cel ten został osiągnięty. Będzie to można sprawdzić już w kwietniu, a najpewniej w maju, kiedy powinny pojawić się liście. Być może wcześniej, jak szybko przyjdzie wiosna.

Krzysiek odwiedza to drzewo od ponad 15-stu lat. Wiele razy i w różnych porach roku. Widzi jego stopniowe zamieranie, ale też zachwyca się jego „niezłomnością”. Jego walką i postawieniem wszystkiego „Vabank”. Opowiadał mi o tym, jak drzewo przez pewien czas, dosłownie obejmowało się swoimi efektownie poskręcanymi gałązkami i konarami. Do czasu, kiedy nie odpadły.

Zastanawiamy się, czy leśniczy – gospodarz tego terenu, także nie czuje sentymentu do tego drzewa. Wprawdzie nie oznaczył go literką „E”, jako tzw. drzewo ekologiczne, które ma pozostać do całkowitego rozkładu, ale – być może, zapis ten widnieje w operacie i planie urządzenia lasu. Albo nie widnieje, a leśniczy z ciekawości i przywiązania do „Niezłomnego” buka, oszczędził go jako „outsidera” w lesie gospodarczym.

O „Niezłomnym” buku Krzysiek opowiadał mi wiele razy. Przesłał też sporo zdjęć, z których część zamieściłem w tym artykule. Porównywałem go do zamierających buków, które znam chociażby z lasów Bukowiny Sycowskiej, Goli Wielkiej, czy Twardogóry.

Każdy z nich zamiera jakby inaczej, chociaż podobnie. Każdego też, śmierć podchodzi w inny sposób. Jednemu złamie wierzchołek, drugiemu wpuści w odziomek grzyby i owady, trzeciemu wyłamie konar i „obdaruje” zgorzelą lub zrakowaceniem, albo wymrozi bezbronne pędy podczas „Zimnych Ogrodników”.

W końcu zrodził się pomysł, aby opisać i pokazać to drzewo na blogu. Jednak Krzysiek wniósł  zastrzeżenie, że nie mogę opisać „Niezłomnego” buka, dopóki osobiście go nie odwiedzę i nie zobaczę, co niniejszym uczyniłem z początkiem tego roku.

Liczba „15” ma tu podwójne znaczenie. Krzysiek zna „Niezłomnego” buka od 15-stu lat, a ja – po raz pierwszy od 15-stu lat odwiedziłem gruszeczkowo-skoroszowskie lasy, w których rośnie to drzewo. Do „Niezłomnego” buka zaprowadził mnie Krzysiek.

NOWOROCZNE SPOTKANIE Z „NIEZŁOMNYM” BUKIEM

Stało się to w dniu 5 stycznia 2020 roku. Pierwszy raz zobaczyłem „Niezłomnego” buka i Jego walkę o przetrwanie w każdym dniu. Zima wprawdzie nieco hamuje zapędy śmierci, ale i tak drzewo musi szykować się na walkę o wegetację, która na nowo rozgorzeje za 2-3 miesiące.

Z uwagi na szacunek do drzewa, nie odgarnialiśmy jego martwych konarów i gałęzi leżących przy pniu, aby zmierzyć mu obwód. Myślę, że ma on maksymalnie nieco ponad 300 cm. Za to wyryte są nim sceny z „dendro-wojen” z lasu wziętych.

Walka z wichurą, która obaliła część wierzchołkową, batalia z grzybami, owadami, rozkładem, zgnilizną i w końcu wojna w ostatniej fazie na wyniszczenie przeciw śmierci. Niestety, „Niezłomny” buk, tak jak wiele innych istot żywych, będzie musiał jej ulec. Zanim to się stanie, wciąż będzie tym, który pokazuje jak walczyć. Ze wszystkich korzeni, pąków, pędów i niewyzyskanej siły hartu duszy, ukazującej wielką determinację do życia.

Z tego co opowiadał mi Krzysiek, w porze ciepłej, przy „Niezłomnym” buku przemieszczają się tysiące mrówek. Liczne szczeliny w drzewie to korytarze dla ich wędrówek. Czasami też schronienie i odpoczynek. One doceniają rolę tego drzewa w lesie i bronią go zaciekle, gdy ktoś stanie za blisko niego.

Krzysiek pierwszy wyrwał się do przodu. Kiedy ja przyszedłem do człowieczo-dendrologicznego towarzystwa, Krzysiek oglądał już „Niezłomnego” buka ze wszystkich stron. Przypomniały mi się zaraz wszystkie drzewa, które co roku oglądam na Wzgórzach Twardogórskich. Niektóre od ponad 30-stu lat.

Jego pień jest tak podziurawiony, jakby ktoś strzelał do niego z karabinu maszynowego. Nieprzypadkowo użyłem tu porównań nawiązujących do wojny. Ślady po owadach są równie efektowne, jak te po pociskach. 

Wojna leśna przebiega zupełnie inaczej od tej ludzkiej. Tu, zadanym ranom i ciosom, najbardziej sprzyja czas. Efektu natychmiastowego nie ma. Za to istnieje efekt „z opóźnionym zapłonem”. Nawet po tak drastycznym wydarzeniu, jak strata korony i części wierzchołkowej, kilka dni po tym zdarzeniu, reszta drzewa wydaje się być bez zmian.

Zaczynają wchodzić grzyby, owady, infekcje, a drzewo nadal wygląda tak samo. Dopiero po kilku tygodniach, zaczynają być widoczne niepokojące objawy, które w następnych latach przeobrażają się w niekontrolowane i rozległe rany. Wtedy drzewo desperacko zaczyna się bronić. Niestety wróg nabrał już tężyzny i wielkiej siły. Tylko od woli życia drzewa zależy, ile zdoła jeszcze przetrwać na froncie. 

Można zapytać grzybiarzy, miłośników drzew, lasów i szeroko pojętej przyrody: Czy mają takie swoje ulubione drzewa, które znają od wielu lat i które często odwiedzają? Czy robią im pamiątkowe fotografie? Myślę, że sporo ludzi, którzy kochają przyrodę, czuje i widzi podobnie. Chodząc po lesie, widują starych znajomych, czyli drzewa, które z różnych pobudek upodobali sobie i rozpoznają je bez problemu.

Obserwują je latami i czasami ze smutkiem zauważają, że drzewa już nie ma. Złamało się lub zostało wycięte. Wtedy to rozmyślają przez dłuższą chwilę. Być może żałują, że nie zrobili mu pamiątkowej fotki i że w ogóle ani razu nie siedli po nim i nie zaczerpnęli od niego stoickiej mądrości oraz spokoju, którą emanowało.

Podziwiamy drzewa najsłynniejsze, te pomnikowe i te szerzej znane. To dobrze. Takie drzewa to dziedzictwo narodowe. Ale czy nie jest tak, że czasami mamy większy sentyment do drzewa, które jest bardzo przeciętne w swoim gatunku, ale znamy je od lat, darzymy sympatią i na jego widok uśmiechamy się. Kto z Czytelników na takie swoje ulubione drzewo? Lub drzewa? Ja mam ich co najmniej kilkaset. Część we Wrocławiu, część na Wzgórzach Twardogórskich i na innych terenach.

Mój kolega Krzysiek także ma ich wiele, a „Niezłomny” buk to jedno z nich. Ja, chociaż zobaczyłem tego buka na żywo po raz pierwszy, zafascynowałem się nim od razu. Znałem je wprawdzie ze zdjęć, ale zdjęcia to jedno, a obraz na żywo to drugie. Zdjęcie, choćby zrobione najlepszym sprzętem, nie odda klimatu, który panuje wokół drzewa w realu.

FILMIK

Co tu dużo pisać. Mam słabość do nakręcania filmików z drzewami i nic na to nie poradzę. Tym bardziej z drzewami, które są dla mnie lub kogoś mi znanego od lat szczególne. Myślę, że każdy, kto podziwia świat drzew, nie tylko tych, które znajdują się w doskonałej kondycji i zachwycają swoim wyglądem, ten nie przejdzie obok „Niezłomnego” buka obojętnie.

Drzewo to przeszło w swoim życiu tak wiele, że oddaję mu w ten sposób hołd za całokształt drzewnego żywota. Pomimo, że nie dożył do potężnych rozmiarów i wieku, którymi szczycą się najwybitniejsze, bukowe tuzy w kraju i tak można o nim powiedzieć, że jest wielkim szczęśliwcem, ponieważ w sercu lasów gospodarczych, w których drzewa są wycinane po osiągnięciu wieku rębnego i nie dane im jest umrzeć naturalnie, „Niezłomny” buk swoje przeżył, a przez jakichś czas, pogra jeszcze śmierci na nosie.

Chcę też wypuścić pewne przesłanie dla ludzi lasu, którzy podziwiają przyrodę i mają swoje ulubione drzewa, ale ich nie fotografują. Zacznijcie to robić. Nigdy nie macie pewności, że wasze ulubione drzewo, które znacie i odwiedzacie od lat, nagle nie zniknie na skutek żywiołu lub pod warkotem piły. A wtedy – być może – poczujecie pustkę i smutek, że nie uwieczniliście swojego dendro-przyjaciela na fotografii, gdy ten był jeszcze w pełni życia.

LINK: https://drive.google.com/drive/folders/1lavaJeL0USFXeL4gqCvl2IecuaRjhO9C

„Niezłomny” buk może być odebrany jako „brzydki”, wręcz paskudny. „To zamierające, wykoślawione buczysko a nie przyzwoity przedstawiciel gatunku” – ktoś powie i pewnie będą tacy, co mu przytkaną. Nie zapominajmy jednak, że i my, zestarzejemy się i będziemy wyglądać zupełnie inaczej niż w kwiecie wieku. A wtedy, w pewnym sensie, będziemy podobni do „Niezłomnego” buka jak brat do siostry. ;))

Żeby jednak nie kończyć artykułu o „Niezłomnym” buku w dekadenckich i śmiercionośnych klimatach, proponuję coś na poprawę humoru. Gdyby ów buk stał się leśną wiedźmą, którą to zresztą, z jednej strony mocno przypomina, to co by nam chciał powiedzieć w stanie swojej przedwczesnej starości i zamierania?

Ano powiedziałby tak: „Dajcie mi papierosa. Mam ochotę zapalić. Wiecie o mnie wystarczająco dużo na podstawie tego, co widzicie i nie chce mi się tracić energii na opowiadanie, jak mi się tu wiodło w moim bukowy życiu”. Ale jak to – odpowiedzielibyśmy. Ty „Niezłomny” buku? Papierosa? Przecież papieros jeszcze szybciej przyczyni się do Twojego obumarcia… „Niezłomny” buk, po głębszym zastanowieniu się, odpowiedziałby ochrypłym głosem: „Taaak. Może to prawda, może nie. Ale wierzcie mi – kostucha nie lubi dymu i kiedy się zaciągam po moich ostatnich wiązkach przewodzących, widzę, jak ona kaszle, krztusi się, kicha i prycha. Na mój nadchodzący koniec i wieloletnią z nią walkę, chociaż jeszcze raz porządnie ją wkurzę”. ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • krzysiek z lasu //10 Sty 2020

    Cześć Paweł!
    Wielkie dzięki za ten artykuł. Czytałem z wielkim wzruszeniem. Wiesz jak bardzo emocjonalnie traktuję te drzewo, choć znam tylko kawałek jego życia. Życia tyleż tragicznego co i optymistycnego. Jego wola życia, mimo wszelkim przeciwnościom losu i realnym tragediom jakie te drzewo spotkało powinna być dla nas nauką, refleksją, i nie wiem czym jeszcze.
    Ileż to razy podchodziłem do niego z walącym sercem i myślą że już go nie ma. Ale „Niezłomny” na przekór wszelkim przeciwnościom jego losu zawsze był ! I mam nadzieję że jeszcze trochę (długo) będzie.
    Takich drzew jak „Niezłomny” są tysiące.
    Warto je zauważać…
    Pozdrawiam 😉

    • Paweł Lenart //15 Sty 2020

      Cześć Leśny Bracie! 😉
      Drobiazg. To ja dziękuję za zdjęcia, opowiedzianą historię „Niezłomnego” i przede wszystkim za pokazanie mi tego niesamowitego drzewa. Pod koniec maja, koniecznie musimy pojechać tam ponownie. Dzięki też za pokazanie Skoroszowianina, którego również opiszę, jak będę mieć jego zdjęcia w ulistnieniu.
      Pozdrawiam i … Lasu trzeba mi… 😉

  • wojek //21 Sty 2020

    Witajcie Leśni Bracia:)
    Pewno, że mam swoje ulubione drzewo i to nie jedno. Ale w tym miejscu wspomnę o moim dębie, który rośnie nad Oławką nie jest on sędziwy, ani nie imponuje rozmiarami ale jest…. mój:) Pamiętam go jeszcze sprzed pół wieku kiedy z mogłem po im łazić z łatwością z powodu specyficznego kształtu wspomnianego drzewa:)
    Pozdrawiam serdecznie

    • Paweł Lenart //24 Sty 2020

      W końcu muszę odwiedzić Twoje drzewo. Mam nadzieję, że wkrótce mi się uda.