facebooktwitteryoutube
Aktualności - 24 Paź, 2016
- 2 komentarze
Na starym, bukowińskim szlaku…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„LASU TRZEBA MI…” śpiewa Paweł Czekalski. Trafiłeś w sedno! – odpowiada drugi Paweł. 😉 Gdyby nie las nie byłbym tym, kim jestem. Kto rozumie sens tej piosenki, ten wie, że las to nie tylko grzyby i obfite zbiory. To wyniesienie duszy na wyższy poziom duchowieństwa, próba poznania swojej drogi życiowej oraz filozoficzne zastanowienie się skąd jestem i dokąd zmierzam. To wreszcie przeogromna radość z oglądania lasu, szacunek i pokora przed Naturą. Za każdym razem moje myśli kłębią się nad potęgą lasu i przyrody oraz „szukam” przyczyn wpływu Jego doniosłej hipnozy na mnie. I co? To co zawsze – więcej pytań zamiast odpowiedzi. ;)) Jest to jednak wspaniały i niezwykle pozytywny wpływ.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sobotnia wycieczka odbyła się w składzie trzy-osobowym. Można rzec Lech, Czech i Rus. Doprecyzowując – był to Krzysiek, Leszek i ja. Po mojej czwartkowej kumulacji prawdziwkowej, wycieczkę postanowiłem przeprowadzić na kompletnym luzie, bardziej delektując się namiastkami babiego lata i tysiącami kolorów niż wytrzeszczać oczy w poszukiwaniu grzybów. Skoro jednak już przybory do grzybobrania zabrane, to przy okazji warto było też zerknąć co nieco w stanowiskach grzybodajnych. Na początek typowe lasy podgrzybkowe. Starsze i młodsze bory sosnowe z domieszkami świerków, jodeł i buków (incydentalnie dębów). Jeżeli ktoś nastawia się wyłącznie na wysyp podgrzybków to obecnie jest to najlepszy czas na czarne łebki.  Wychodzą ze ściółki, „pomalowane” brązową farbą made in las i świecą się połyskiem made in rosa. ;)) Klasyka jesieni. Młode, jędrne i zdrowe. Całości uroku dodaje aromat made in kwintesencja lasu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dla mnie była to wyjątkowa wycieczka. Po pierwsze – przeszedłem trasą, którą dreptałem już w 1988 roku, kiedy to Bukowina i jej wspaniałe lasy jawiły mi się jako nieprzebyta puszcza, w której można się zgubić i nie wyjść z niej przez kilka dni. Po drugie, to właśnie w tych lasach nabierałem doświadczenia w rozpoznawaniu poszczególnych gatunków grzybów i ich poszukiwania. Po trzecie, kilku czołowych grzybiarzy uczyło mnie tutaj szlachetnych zasad grzybobrania i szacunku do lasu. Kiedyś w Bukowinie było mniej dróg, mniej przecinek i w ogóle było mniej działalności ludzkiej, a więcej zdziczałego i jakże unikatowego terenu. To pozostało w mojej pamięci.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak okiem daleko nie spojrzeć, Bukowina zawsze ma w sobie to coś. Ileż dyskusji, rozważań, przemyśleń i zwykłej chłopskiej filozofii roztaczałem ze znajomymi nad tymi terenami, próbując odpowiedzieć na pytanie – co jest tym magnesem, co jest tym czymś, co tak ciągnie mnie i nie tylko w te tereny? Przecież mamy tak dużo wspaniałych miejsc, lasów, a jednak, kiedy mogę to wybieram najczęściej Bukowinę. W pewnym momencie pomyślałem sobie, że skoro czuję się tam jak ryba w wodzie, to nie ma co zbytnio nad tym rozmyślać. Trzeba tam jechać i tyle. ;))

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po nazbieraniu nieco brązowego złota runa leśnego, wyruszyliśmy dalej. Po drodze liczne czubajki gwiaździste, rzadziej kanie. Mi dodatkowo „wpadły” do kosza dwa siedzunie sosnowe. Spacerowym tempem, doszliśmy do bukowińskich buczyn z nadzieją na prawdziwki. Tam, poza jednym honorowym boletusem było pusto. Idziemy dalej, het, het za tory. Po drodze podgrzybki, czubajki (wiele zostawiliśmy), sporadycznie koźlarze brązowe i honorowe czerwone. W końcu zasłużona przerwa. Nieprzypadkowa, bo to miejscówka, w którym boletusy ścielą się gęsto. Przy drodze ślady ich cięcia. Na pierwszy rzut oka pusto. Siadamy, czas na posiłek. Jednak ja postanawiam wejść nieco głębiej od drogi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A tam… Szaleństwo. Łącznie 54 prawdziwki. Małe, średnie i duże. Tylko jeden lekko robaczywy. Koledzy onieśmieleni. Adrenalina na maksa. Miejsce niepozorne. Po lewej stronie młodniki sosnowo-brzozowe, po prawicy, stary las sosnowo-bukowo-dębowy, graniczący ze szkółką leśną, w której przeważają sosny, ale rosną też wspomniane buki i dęby (szypułkowe i czerwone). Na styku młodego i starego lasu przebiega aleja prawdziwkowa. Charakterystyczny w tym miejscu jest spadek, czy – mówić dokładniej – obniżenie terenu. Rośnie dosyć dużo jagodników, a gleba to przeważnie piach. Taką kombinację kochają w tym miejscu prawdziwki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zanim trafiliśmy do miejscówki prawdziwkowej, tradycyjny, kilkuminutowy postój był przy bukowińskim tunelu (z pozycji grzybiarza) lub mostku (z pozycji pasażera). Akurat pędził pociąg TLK – swoją drogą – to bardzo wygodne, czyste i komfortowe jednostki. Nie byłbym sobą, gdybym nie „zapolował” na pociąg. Oczywiście takie zdjęcia powstają u mnie na zasadzie spontanu bez kombinowania i ustawiania aparatu. Pstryk przed pociągiem i pstryk z pociągiem. Efekt na zdjęciach. ;))

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po sprawdzeniu wte i wewte miejscówki, czas iść dalej. Przez drogi, zagajniki, bory, łąki, pola, wioskę aż do miejsca startu pod Bukowinianem na stacji kolejowej. Przeszliśmy zaledwie 2-3% tego, co tam znam. W ciągu kilku godzin więcej się nie da. Towarzystwo nieco zmęczone, ale bardzo zadowolone. Leszek po raz pierwszy miał przyjemność zobaczyć, co to znaczy hart, wytrzymałość i „prędkość przelotowa” grzybiarzy pociągowych. ;)) Zaprawa wojskowa przednia. Podkreślałem, że to wszystko było jeszcze lajtowe, na pół gwizdka. Ja zostałem tak wychowany przez starą szkołę wrocławskich grzybiarzy i jeżeli mam w planie przejść 20 kilometrów, to przejdę… 22. ;))

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Leszek – mam nadzieję, że odespałeś już wycieczkę, a i zakwasy się zmniejszyły oraz nie pomstujesz na mnie i Krzyśka za wyjątkowe zadbanie o Twoją kondycję. ;)) Wracając do grzybów – prawdziwki jeszcze są, ale widać już tendencję spadkową, dosyć wyraźną. Podgrzybki – eldorado, przez kilka następnych dni świetne zbiory zapewnione. To samo, jeśli chodzi o czubajki kanie/gwiaździste. Maślaki w odwrocie. Miejscami przepiękne siedzunie. Można jeszcze liczyć na koźlarze o szarych i brązowych barwach kapeluszy. Pomimo, że w lesie ludzi sporo, każdy coś nazbiera. Za to muchomory czerwone chcą chyba przebić karnawał w Rio. Moim zdaniem – już im się to udało. ;))

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po godzinie 13-stej coraz śmielej wychodziło słońce zza chmur, którego w tym październiku jest bardzo mało. Wystarczyło kilka promieni światła, aby las zaczął się mienić kolorami tak pięknymi, że paleta barw w ofercie od Duluxa, Beckersa i Dekoralu razem wziętych, głęboko się chowa. Kilkanaście następnych zdjęć to tylko namiastka, korek od szampana i echo z majestatu bukowińskich lasów, które – być może – dadzą Ci odpowiedź, dlaczego bukowińska hipnoza jest silniejsza od najsilniejszych trunków i innych używek. Pod koniec sesji fotograficznej, widać oczywiście stacyjkę w Bukowinie, a ten mały, czarny piesek to lokalny kundelek, który zawsze łapczywie wybausza swoje oczy i prosi o jakąś przekąskę. Z uwagi na nieco śmieszny zgryz, nadaliśmy mu imię „Wampirek”. Moje zbiory też zawieruszyły się w kadrze. Słowo końcowe identyczne jak początkowe: „LASU TRZEBA MI…” ;))

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • Tomek Nawrot //26 Paź 2016

    Ja mam podobnie, bez lasu nie mógłbym żyć 🙂 No tak nie do końca. Bez lasu dałoby się, ale wtedy musiałyby pozostać ogrody botaniczne 😉 Ja w lesie nie zadaję pytań i nie prowadzę rozważań. Po prostu jestem. Im mniej umysłu, tym lepiej. Wtedy zaczyna się kontemplacja i wtedy mam najlepszy kontakt z przyrodą. Moja znajoma parafrazując powiedzenie Myślę, więc jestem, stworzyła nowe: Nie myślę, więc jestem. To drugie moim zdaniem jest trafniejsze.
    Przy czym też zastanawiałem się, dlaczego wybieram najczęściej lasy z jednej strony Obornik. Jest w nich znacznie lepszy klimat niż w pozostałych. Moim zdaniem las lasowi nie jest równy.

    • Paweł Lenart //28 Paź 2016

      „Nie myślę, więc jestem” – dobre! 😉 Coś w tym jest. Każdy las jest inny i ma swoją „duszę”, charakter, klimat. Ja mam podobnie. Są lasy, w których czuję się wyśmienicie, ale są też takie, które lubię dosyć szybko przejść, np. mocno zarośnięte, z pokrzywami, jeżynami i tzw. krzaczorami i chaszczami. 😉