facebooktwitteryoutube
Aktualności - 05 Cze, 2017
- 21 komentarzy
Mroczne cienie lasów…

Sobota, 3 czerwca 2017 roku. Pogoda piękna, słonecznie i ciepło. Zapowiadała się wspaniała wycieczka po Wzgórzach Twardogórskich. Planowo przyjechałem do Bukowiny, wysiadłem z pociągu i spacerowym, spokojnym krokiem, udałem się do leśnego świata. Chociaż jest sucho, chciałem m.in. sprawdzić, czy może pojawiły się pojedyncze koźlarze, borowiki usiatkowane lub ceglastopore. Wchodząc do lasu, poczułem jakąś dziwną energię, jakby na wylot przeszywającą las i skupioną na mnie. Pomyślałem sobie, że to inny stan świadomości, który – przebywając setki razy w lesie – czasami udaje mi się osiągnąć.

Ale coś było nie tak. Ta energia była potężna. Czułem jej działanie coraz silniej. Poczułem się potwornie zmęczony. Na tyle, że musiałem usiąść. Pośpiesznie wybrałem miejsce na leśnej ściółce w pobliżu jakiegoś głazu. Usiadłem. Oparłem się o ten głaz i zaczęło się dziać coś niezwykłego. Coś, czego jeszcze nie doświadczyłem. Moja dusza wyczuła, że ktoś lub coś zaczyna na nią wpływać. Chce ją oddzielić od ciała i coś przekazać. Czułem odrętwienie rąk, nóg, karku. Nie mogłem zapanować nad własnym ciałem. Wpadłem w jakiś dziwny trans na pograniczu snu i jawy. Niebo pociemniało. Pomimo bezchmurnej pogody, las spowiły jego mroczne cienie. Słońce straciło swój blask i jasność. Las wyglądał jakby przed nadejściem apokalipsy…

Moja dusza opuściła ciało. Leniwie, poruszana słabym wiatrem południowym, rozpoczęła wędrówkę po lesie. Jednak nie mogła swobodnie obierać kierunku wędrówki. Kierowała nią ta tajemnicza energia, którą wyczułem, wchodząc do lasu. Po raz pierwszy znalazłem się w środku częściowo spróchniałego drzewa, z którego widać było tylko wąski skrawek lasu. Mroczne cienie z tajemniczą energią napierały na duszę, chcąc doprowadzić do granic obłędu. Zaczęła lecieć nad jedną z leśnych dróg. Oświetlały ją słoneczne promienie, ale przytłamszone, przygaszone. Za to mroczne cienie przeważały z tą potworną energią.

Już nie miałem wątpliwości, że nie jest to dobra energia. Że to coś potężnego, złego, destrukcyjnego i zawziętego. Cudem nie straciwszy zmysłów, moja dusza zaczęła się szarpać z tym obłędnym czymś. Ale nie mogła się wyrwać z siły oddziaływania mrocznych cieni. Wszystko było takie przygaszone, mroczne, nihilistyczne i jednocześnie niesamowite. Nawet wiosenna trawa nabrała odcieni opętania. Z czym mam do czynienia? Jaka siła w tak niezwykły i przerażający sposób zmienia plan mojej wycieczki i próbuje mną zawładnąć?

Próbowałem wyrwać się i wybiec z lasu na łąkę. Aby promieniami naszej gwiazdy, wyzwolić się z uścisku mrocznych cieni. Byłem jednak na to za słaby. Mogłem tylko bezwładnie patrzeć, jak przechodzę kilkanaście metrów od jasności. Mroczne cienie ciągnęły moją duszę nadal w czeluści ciemności. Często wyprowadzały ją na leśne drogi, jakby chciały mi udowodnić i pokazać, że pójdę tylko taką drogą, którą one mi wybiorą. W pewnym momencie pomyślałem, że może kogoś spotkam na którejś z dróg. Że uda mi się w końcu uwolnić i powrócić do ciała, pozostawionego przy głazie.

Wtem po raz pierwszy zła energia z mrocznych cieni lasu przemówiła. Ujrzałem jakąś dziwną głowę przed skrajem lasu. Zwróciła się do mnie z następującymi słowami: „Nigdzie nie wyjdziesz i nikogo nie spotkasz. Jestem Strażnikiem mrocznych cieni lasu i nie uwolnię Twojej duszy, dopóki mój Władca na to nie pozwoli! Jestem leśnym demonem i czytam Twoje myśli! Cokolwiek nie wykombinujesz, ja o tym wiem!” Głos tego demona był paskudny. Ochrypły, rozbełtany, opętańczy. Skojarzył mi się z jakąś okropną poczwarą. Zdałem sobie sprawę, że walka idzie o moją duszę. O jej unicestwienie.

Zebrałem wszystkie siły mojej duszy i zacząłem uciekać tak szybko, jak tylko mogłem. W pewnym momencie wydawało mi się, że zaczynam uwalniać się od demona i wkrótce powrócę do powłoki cielesnej. Ale znowu, mroczne cienie, coraz gęściej rozpościerały swoje macki wokół mnie. Ujrzałem silne promienie słoneczne i ponownie wlała się do mnie nadzieja, że to jednak ja wygram, że się uwolnię, że już cienie zaczynają przegrywać. Jednak nad jasnością pojawił się drugi demon, ukryty w próchniejącej gałęzi. Był jeszcze bardziej przerażający od Strażnika Cieni. Szyderczo zaśmiał się i powiedział: „Poznaj moc mojego Władcy! Nawet jasność Słońca go nie zniszczy! Jestem Abaddon Niszczyciel! Jestem Aniołem Śmierci i Destrukcji. Zło jest moim przeznaczeniem!”

Zacząłem uciekać jeszcze szybciej. Zobaczyłem taflę wody. To znajome mi bajorka leśne. Woda to symbol oczyszczenia i odnowienia. Natychmiast chciałem tam wskoczyć. Ale siła mrocznych cieni była mocniejsza. Nie pozwoliła mi nawet musnąć życiodajnego płynu. Za to wszędzie wokół czuć było zapach siarki i słychać wredny i szyderczy śmiech Abaddona. Nie słyszałem ptaków, koncertu żab i szumu drzew, które zawsze kojarzę z tym miejscem. Abaddon ponownie przemówił: „I nie usłyszysz głupcze! Tam, gdzie jestem ja, tam nie ma życia! Moją misją jest śmierć!”

Nie dawałem za wygraną. Już nie tylko kompletnie przerażony, ale coraz bardziej wściekły, pędziłem do przodu, aby wyrwać się z mrocznych cieni lasu. Wpakowałem się w bagna, które też pokryły się martwotą przy gasnących promieniach słońca i rozpalających się diabelskich klimatach. Już mnie to nie obchodziło. Biegłem i biegłem. Coś mi podpowiadało, że tylko powrót do powłoki cielesnej, może mnie wyciągnąć z tego koszmaru i uwolnić od cieni. Im bardziej zdawałem sobie z tego sprawę, tym większą wściekłość wyczuwałem mojego przeklętego towarzysza Abaddona.

Zobaczyłem znajome mi tereny. Ucieszyłem się, bo była to część lasu, w której leżało moje ciało. Wiedziałem, że muszę je odnaleźć i wszystkimi mocami swojej wiary i determinacji, wrócić do niego, aby wybudzić się z tej straszliwej hipnozy. Jest! Ujrzałem leżące ciało, wyglądające na mocno śpiące. W pobliżu był głaz, który teraz wydawał mi się kompletnie inny niż ten, którego zapamiętałem przed tym wszystkim. Podszedłem blisko i ujrzałem głowę kamiennego węża, patrzącego na mnie tępym i przeraźliwym wzrokiem. Przy niej leżał jakiś skamieniały zwierz, przypominający młodego psa. Poczułem kulminację tej złej energii, która przypętała się do mojej duszy. Zapytałem drżącym, zmęczonym, ale i zdenerwowanym głosem: A Ty kim jesteś?

„Jestem Władcą, o którym mówili Ci moi wierni słudzy – Strażnik i Abaddon! Jestem Lucyferem, Szatanem, Belzebubem i Złem Wcielonym! Karmię się współczesnym bestialstwem ludzi i wraz z moimi szwadronami demonów, wspieram Was w tych działaniach! Wszystkie wojny, zbrodnie, destrukcja przyrody, nienawiść polityczna, religijna, kulturowa, przemoc, gardzenie życiem własnym i cudzym, wszelkie ludzkie plugastwo, pycha, hipokryzja, obłuda, fałsz, Sodoma i Gomora to moje paliwo!!! Im więcej zła zasiejecie i im więcej będziecie szydzić z tego nędzarza, nazywanego „Bogiem”, tym będę potężniejszy, aż do osiągnięcia ostatecznego celu, którym jest zabicie wszelkiego życia na Ziemi i anihilacja tej zafajdanej planety, którą nazywacie Ziemią!!!

Kiedy już całkowicie opętam Wasze dusze, kiedy wyeliminuję ostatnie resztki dobra, kiedy nikt i nic na Ziemi nie będzie przeciwko mnie, zajmę się nędzarzem, aby ostatecznie przypieczętować moje wieczne Panowanie!!!” Widzisz ten tunel marny człowieku? Nie ma tam waszego durnego światełka, tylko jest mrok i zło. Bo to ja jestem Władcą, Mistrzem i Prawdziwym Bogiem! Przyłącz się do mnie i niszcz! Dam Ci moc, opiekę i wszelkie narzędzia do ostatecznego tryumfu bluźnierstwa i pożogi!!!” 

Lucyfer był tak zajęty swoją jadowitą przemową, że nie zauważył, jak moja dusza zdołała wejść z powrotem do ciała. Gdy tylko to się stało, z całej siły uderzyłem diabelski kamień i wydarłem się na cały las: „Nie zgadzam się z Tobą zafajdany „Władco”! Przeklinam Ciebie i Twoje śmierdzące, ochrypłe i przebrzydłe Legiony”!!! Kamień zniknął. Odeszły też mroczne cienie lasów. Ale wiem, że nadal będą nas atakować. Wszędzie. Walka będzie jeszcze bardzo długa i krwawa… Zanim zrobisz coś złego lub wyrządzisz komuś krzywdę poprzez działanie lub zaniechanie – pomyśl nad sobą… Nad swoimi emocjami i słabościami. Dzisiaj jest Światowy Dzień Ochrony Środowiska. Wiem, że to tylko moje słowa. Jeżeli jednak każdy nie zacznie naprawiać świata od siebie, wówczas kiedyś, dzień 5 czerwca będzie dniem Szatana…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • Eligiusz Zakrzewski //05 Cze 2017

    Witaj Pawle.
    Próbuje coś napisać i wysłać, ale na razie muszę się połapać o co tu chodzi z tymi znaczkami.

    • Paweł Lenart //06 Cze 2017

      Witaj Emilu serdecznie!
      Chyba już się połapałeś bo widzę Twoje konto i komentarze. Gdyby jeszcze występował jakiś problem to daj mi znać.
      Pozdrawiam i Darz Grzyb! 😉

  • Eligiusz Zakrzewski //05 Cze 2017

    Drogi Pawle. Zacząłem czytać Twój blog od opowiadań Wojciecha i potrzebuję pomocy. Nie mogę się połapać kto komu opowiada, a kto to pisze. Wprowadź mnie proszę chronologicznie w ciąg opowieści.

    • Paweł Lenart //06 Cze 2017

      Na początek dzięki za zainteresowanie się Leśnymi Opowiadaniami Wojciecha. To naprawdę nietuzinkowe i dobre opowiadania. Sugeruję czytać jedno dziennie, aby za bardzo się nie zapętlić. 😉
      Oczywiście chronologia opowiadań to kolejność cyfr przy poszczególnych częściach (od 1 do 4).
      Natomiast w kwestii kto, komu opowiada to najlepiej, jak nam odpowie sam Wojciech.
      Wojtku – niniejszym uroczyście proszę o zabranie głosu. 😉 😉

  • Eligiusz Zakrzewski //06 Cze 2017

    No tak. Wojtka już połapałem jak czytać żeby zrozumieć sens opowiadań. Teraz chwila na Twoje, ostatnie opowiadanie. „Strach się bać”. Tak można by to w skrócie nazwać. Zaledwie kila godzin spędziłem z Tobą, ale w życiu nie przyszło by mi do głowy, że w osobie o tak pogodnym usposobieniu mogą drzemać takie mroczne i upiorne koszmary. Wszystko na „czarno”. Nawet zdjęcia. I tylko na końcu odrobina optymizmu. A przecież pokazałeś mi całkiem inny las. Kolorowy, wesoły. Żadnego Belzebuba w nim nie było.
    Z przyjemnością przeczytam Twoje następne opowiadanie, tylko spraw, żebym nie musiał się bać:-))) E.

    • Paweł Lenart //07 Cze 2017

      Drogi Emilu! 😉
      Nie taki Lenart straszny jak pisze. 😉

      Ten tekst powstał niezwykle spontanicznie. Jadąc do lasu nie miałem jeszcze jakiegokolwiek szkicu, czy zarysu. Wiedziałem tylko, że w dniu 5 czerwca jest Światowy Dzień Ochrony Środowiska. Nie chciałem pisać och i ach, jak to wiele instytucji „troszczy” się o środowisko i jakie szlachetne idee w tym dniu są wypowiadane w celach propagandowych. Chciałem napisać coś zupełnie innego, ale jeszcze nie wiedziałem co.

      Wszystko zaczęło się od tazokowego aparatu (oj jak ten Tazok namieszał – pozytywnie oczywiście! ;-))). Wyczaiłem jego „diabelską” mac przy robieniu fotek w pewnych warunkach. Zacząłem eksperymentalnie focić i to, co zobaczyłem wieczorem na monitorze, powaliło mnie na kolana. Tekst wyszedł z mojego wnętrza, co nie oznacza, że jestem z diabłem za pan brat. 😉 Zresztą, zarówno Ty, jak i Wojciech – wróciliście z wycieczki ze mną cało. ;-))))))) W połowie maja był jeszcze Pawcio i także ma się dobrze. 😉

      To miało być takie zawołanie do ludzi, aby się opamiętali w swoich działaniach i nie poddawali się kuszeniu złego, który atakuje z heroiczną i opętańczą wściekłością. Bardzo dobrze intencje tego tekstu odczytał Wojtek. 😉

      Następne teksty na pewno nie będą aż takie „czarne”. 😉
      Serdeczności! 😉

  • wojek //06 Cze 2017

    Witaj Paweł:)
    Pozwól, że pierwszej kolejności umieszczę komentarz do Twojego opowiadania.
    Brawo Przyjacielu. Tekst jest naprawde bardzo dobry. W pierwszej chwili chciałem napisać coś w stylu żartobliwym – najpierw gadające boletusy, potem wmawisz mi że jesteś klonem a teraz ganiasz diabły po lesie. Stanowczo za dużo przesiadujesz u Mietka.
    Paweł jednak poruszyłeś zbyt poważny problem żeby z niego żartować. Tak to wcale nie są żarty. Dobrze piszesz Zły bedzie atakował nas zawsze. To skondensowane, bezcielesne zło karmiące się jedynie nienawiścią do wszystkiego i wszystkich. Głoszące skrajny egoizm. Biedny będzie ten kto ulegnie. „Przyłącz się do mnie i niszcz” a ja Paweł krzyczę idź precz Szatanie moim Panem i Zbawicielem jest Jezus Chrystus wzywam pomocy Najświętszej Marii Panny, która starła głowę węża. Ale on nie odpuści, bedzie podsuwał złote góry, stanowiska , władzę poświęć wszystko ale najwyższy stołek bedzie właśnie Twój, ale Ty należysz już do mnie. Ta walka będzie długa ale jej wynik jest z góry wiadomy. „I na tej Skale zbuduję Swój Kościół a bramy piekielne go nie przemogą”. I masz rację zaczynać musimy od siebie. Zacząć i to jak najszybciej myśleć kategoriami my a nie ja. Nasze a nie moje! Inaczej będzie źle. NIe wiem czy rzeczywiście ludzie nie wymyślą dnia szatana. Nasza bezmyślność i głupota jest niestety nie zmierzona. mam nadzieję, że aż do tego nie dojdzie ale …
    Paweł ten problem poruszałem wielokrotnie na różnych forach. Mało kto mnie poparł. Na ogół słyszałem, że mam zryty czerep, że jestem ciemniakiem ze średniowiecza, wierzę w bajki etc. Czy to co się dzieje wokół nas to jest na prawdę bajka?
    Serdecznie pozdrawiam:)

    • Paweł Lenart //07 Cze 2017

      Wojtku – bardzo dziękuję!
      Odczytałeś kwintesencję tego, co chciałem przekazać. Żyjemy w takim „diabelskim” pędzie i przekraczamy jako gatunek ludzki coraz śmielej wszelkie granice barbarzyństwa, że trzeba nawoływać o opamiętanie.

      Z forami internetowym bywa bardzo różnie. Tak zresztą jak w realu. Są wartościowi ludzie, ale trafiają się też gnomy, trolle i prostaczkowie, którzy mają swoje „5 minut”. Głupkami nie ma się co przejmować. A na facebooku ilu jest pieniaczy i psycholi… Można by tomy o tym napisać… Nie przejmujmy się tym.

      Pozdrawiam. 😉

  • wojek //06 Cze 2017

    Witaj Eligiuszu:)
    Zgodnie z poleceniem Właściela Bloga piszę Ci kilka słów wyjaśnieia odnośnie moich opowiadanek. Części pierwsza i druga są w zasadzie autentyczne. Rzeczywiście zaginął w Puszczy młody chłopak, który wybrał się na jagody kompletnie nie mając pojęcia gdzie i po co idzie (no chyba, że na jagody), wiedziałem gdzie wysiadł z pociągu i gdzie został odnaleziony i z grubsza odtworzyłem jego trasę. Druga część to moje osobiste doświadczenie z nieplanowanym noclegiem w puszczy. Formy żeńskiej używam na cześć mojej Żony. Wiernego towarzysza wielu moich wypraw grzybowo-wędkarskich. Część trzecią poświęciłem Staremu Wojciechowi ona jest też po części autentyczna, forma żeńska jest zachowana z powodów jak powyżej:) Część czwarta jest oczywiście prawie w 100% fikcją:) niemniej uważałem, że trzeba gdzieś wpleść wątek Żołnierzy Wykletych i o nich wspomnieć. W końcu Puszcza Knyszyńska była świadkiem wielu walk o wolność i niepodległość naszej Ojczyzny i to począwszy od Powstania Styczniowego. Może opiszę ten temat szerzej bo chyba warto.
    Narracja. Narratorem jestem ja sam. Używam takiego stylu bez dialogów, nie jest to jakimś tam błędem, Sprawdzałem u polonisty:) Ale jeśli Waszym zdaniem lepsze będą teksty z dialogami to nie ma sprawy. Dam radę. Dlatego tak cenne dla mnie są Wasze komentarze. Część piąta Opowieści na pewno się ukaże ale nie wiem kiedy, nie jestem w stanie podać konkretnego terminu o ile oczywiście Paweł zgodzi się ją umieścić u siebie.
    Serdecznie pozdrawiam

    • Paweł Lenart //07 Cze 2017

      Wojtku – odnośnie 5 części, napiszę krótko: KUPUJĘ W CIEMNO! 😉
      Mi osobiście bardzo odpowiada przyjęta przez Ciebie forma narracji. 😉

  • Eligiusz Zakrzewski //07 Cze 2017

    Witaj Pawle, Witaj Wojtku. Nie chciałbym być źle zrozumiany, po prostu nie pamiętam czy i kiedy spotkałem się z taką narracją. Ale gdy ją pojąłem to stała się ona dla mnie oczywista i zrozumiała. Obaj piszecie co Wam w sercu gra. I dobrze. Ja, co najwyżej mogę się odnosić do zawartości merytorycznej a nie do stylu. I to tylko w zakresie takim na jaki pozwala moja skromna wiedza o lesie. Praktyka czyni mistrza. A najważniejsze to żeby samemu umieć ocenić prawidłowo to co się robi. Krytycznie też. Pozdrawiam serdecznie E.

    • Paweł Lenart //12 Cze 2017

      Emilu – wszystko w porządku! Twoje zdanie, opinia, komentarz to dla nas bardzo ważna sprawa. Ewentualna krytyka także. My nie gwiazdy i celebryci Pudelka, Pomponika i Kozaczka, że nie przyjmujemy krytyki. Darz Grzyb! 😉

  • Eligiusz Zakrzewski //07 Cze 2017

    Oj, przypomniałem sobie. Nie tak dawno, widziałem w tv film przyrodniczy o puszczy białowieskiej. Tam narratorem, w pewnym sensie był kruk. I to jak by on opowiada o tym co dzieje się w puszczy. Może widzieliście ten film, a jeżeli nie to polecam. E.

    • Paweł Lenart //12 Cze 2017

      Jeszcze nie widziałem, ale dzięki Tobie, wrzuciłem go na listę filmów oczekujących do obejrzenia. Dzięki i pozdrawiam! 😉

  • Sznupok&Tazok //08 Cze 2017

    Od dechy – do dechy , dwa razy / na razie / przeczytałem i muszę Ci powiedzieć ,że nigdy, absolutnie nigdy las nie wpłynął na mnie tak ponuro. Zdaję sobie co prawda sprawę ,że to tylko niezwykle mroczna droga by potrząsnąć naszymi , i / zwłaszcza / „ich” sumieniami . Źle się dzieje w wielu miejscach, które były ostojami natury, źle sie dzieje nad jeziorami , na brzegach rzek , w górach, w zagajnikach , źle się dzieje w niektórych współczesnych głowach. Takie działania jak opisałem na beskidzkiejsalamandrze /niby nic wielkiego i dzień ziemi / to absolutny margines , unikat i efemeryda . Etyka ? przyzwoitość ? sumienie ? moralność ? jak przytaczasz takie słowa niektórzy patrzą na Ciebie jak na wariata . Ludzie sami włażą w łapy władców ciemności , co najgorsze większości z nich jest z tym dobrze .Idźmy dalej naszą dotychczasową drogą , przynajmniej przy goleniu nie naplujemy na lustro.

    • Paweł Lenart //12 Cze 2017

      Maćku – w lesie można się tylko pozytywnie zdołować. Nie wiem, czy mnie rozumiesz. 😉 Chociaż moja dusza jest niespokojna, to fakt.

      „Ludzie sami włażą w łapy władców ciemności , co najgorsze większości z nich jest z tym dobrze .Idźmy dalej naszą dotychczasową drogą , przynajmniej przy goleniu nie naplujemy na lustro” – w 100% się zgadzam. Moje intencje odczytane perfekcyjnie. Dzięki. ;))

  • krzysiek z lasu //11 Cze 2017

    Paweł – chyba księżna Lilith, którą kiedyś spotkałeś na bukowińskim cmentarzu i która próbowała Cię opętać, i której to się wtedy nie udało wezwała na pomoc swojego mistrza! ;)) A może za dużo słuchasz mrocznej muzyki ??? Zresztą bardzo dobrej, też ją lubię 😉 Ale warto czasem posłuchać dla odmiany reggae, a świat od razu staje się bardziej jasny i kolorowy 😉 Bardzo dobry i mocny wpis 😉 Pozdrawiam 🙂

    • Paweł Lenart //12 Cze 2017

      Dzięki Krzysiek! Wpis taki miał być. Tylko, czy ktoś coś zmieni w swoim życiu pod jego wpływem. Nie wiem, ale zawsze warto zmuszać ludzi do myślenia, chociaż ostatnio to nie jest w modzie…

      Lilith to potężna energia. Wiesz Krzysiek, ja czasami w swoich wpisach balansuję na skraju powagi i humoru na temat ciemnych władców duszy, ale mogę sobie na to pozwolić ponieważ miałem kiedyś z nimi do czynienia i wiem, gdzie jest granica. To temat, którego na blogu nie poruszę. Niemniej przestrzegam przed próbą zabawy w wywoływanie duchów lub lekceważenia ciemnej strony.

      Co do muzyki – kiedyś Ci wspomniałem, że muzycznie mam ogromy wachlarz tego co słucham. Na jednej półce znajdziesz u mnie Theriona, Cannibal Corpse, Darkthrone, Stenię Kozłowską, Raz, Dwa, Trzy, France Gall lub Krzysztofa Pendereckiego. Ale na próżno szukać w moich gustach i płytach disco polo, rap, hip-hop i inne wynalazki. Ostatnio często słucham starych kapel. Także głowa do góry – z muzyką żyję od małego, a moje gusta muzyczne są bardzo zróżnicowane. W pracy gra u mnie radio Pogoda, gdzie puszczają stare, głównie polskie przeboje. Są świetne! 😉

  • krzysiek z lasu //18 Cze 2017

    W tym temacie proponuję to 😉
    https://www.youtube.com/watch?v=WpIAc9by5iU

    • Paweł Lenart //25 Cze 2017

      Ok. 😉

  • krzysiek z lasu //18 Cze 2017

    Tylko z kąt wziąć koszulę z żelaza ??? 😉 😉 😉