facebooktwitteryoutube
Aktualności - 11 Wrz, 2018
- brak komentarzy
Moja Menażeria – wywiad z Dorotą Ziemblą.

LASY JESIENNE SĄ JAK NATCHNIONE

GRZYBAMI PACHNĄCE I KOLOROWE

UROKIEM SWOIM CZARUJĄ NAS

IDZIEMY DROGĄ PODZIWIAJĄC LAS

PODGRZYBKI, KURKI I BOROWIKI

GĄSKI ZIELONKI, KOZAKI, RYDZE

MAŚLAKI, SIEDZUNIE, OPIEŃKI, BOCZNIAKI

KAŻDEMU MARZĄ SIĘ PEŁNE KOSZE

I CHOĆ TRZA TARGAĆ GRZYBY Z POWROTEM

WYSIŁEK TEN PRZYJMUJEMY Z POLOTEM

ZMĘCZENIE NA TWARZY NOGI OBOLAŁE

A MY MYŚLAMI PRZY KOLEJNYM WYPADZIE

DO LASU NA GRZYBY I PO PRZYGODĘ

NIE BACZYMY NA WARUNKI I NA POGODĘ

ABY SIĘ WYRWAĆ GŁĘBOKO W LAS

I WTOPIĆ W ZAGAJNIKI PRZED KONKURENCJĄ NA CZAS

GRZYBY SUSZYMY, DUSIMY, MARYNUJEMY

MROZIMY I DO SAŁATEK DODAJEMY

KISIMY LUB W OCCIE ZAPRAWIAMY

A GDY ZIMA PRZYJDZIE Z ROZKOSZĄ WCINAMY

I WSPOMINAMY TEN MAGICZNY CZAS

KIEDY GRZYBY WYPĘDZIŁY NAS W LAS

KIEDY PANI JESIEŃ OBDAROWAŁA SKARBAMI

PRZY KTÓRYCH EMOCJE NAMI TARGAŁY

Darz Grzyb! Meteorologiczna jesień 2018 rozpoczęta. Wielkie, grzybowe nadzieje i wielkie oczekiwania. Ale też czas niepewności i niecierpliwości. Magiczny sezon 2017 roku pobudził apetyty i rozochocił grzybiarzy na powtórkę z rozrywki. Jednak każdy sezon jest inny, jak i jego dynamika i czas trwania. Na początku września jesteśmy podzieleni na nieco bardziej mokry wschód i częściowo centrum oraz skrajnie wysuszony zachód. Czy to kulminacja tego niekorzystnego okresu i będzie już tylko lepiej?

Czy w końcu przyjdą zbawienne deszcze w odpowiednim czasie i „wstrząsną” ściółką w Borach Dolnośląskich, Kotlinie Kłodzkiej, Puszczy Rzepińskiej czy Puszczy Noteckiej? Czy Wzgórza Twardogórskie zwiększą na kilka tygodni swoją wagę brutto z powodu klęski urodzaju boletusów? ;)) Bardzo chciałbym. Wszyscy grzybiarze by chcieli. Ale Natura działa według swoich zasad. Możemy jej majestat pokornie prosić o zmianę na lepsze. Tylko, czy zostaniemy wysłuchani? Najbliższe tygodnie rozwieją te wątpliwości i dadzą odpowiedzi na te pytania.

W oczekiwaniu na wydajne opadowo niże, rozmawiam z wyjątkową osobą – Dorotą Ziemblą – gospodynią świetnego bloga „MOJA MENAŻERIA”  http://mojamenazeria.blogspot.com/ , na którym opisuje swoje pasje. Rodzina, konie, obserwacje zoologiczne to jedne z nich. Dorota jest też – a może przede wszystkim – zapaloną grzybiarą. Autorytetem i grzyboznawcą. Mistrzynią w poszukiwaniu gatunków dla koneserów, którzy szukają bardziej wyrafinowanych smakowitości runa leśnego.

Dorota mieszka na bardziej uprzywilejowanych grzybowo i deszczowo terenach. Gdy zamieszcza na Facebooku nowy post, wiem, że zanim go przeczytam, muszę najpierw usiąść bo zaraz zobaczę piękne grzyby, o których u mnie, na razie można pomarzyć. Zapraszam do królestwa grzybów Doroty! ;))

Darz Grzyb Dorotko!

– Radość i przyjemność wielka z mojej strony, że mogę z Tobą porozmawiać. Najważniejszy dla grzybiarzy okres właśnie się rozpoczął. U mnie – jak wiesz – na razie bezgrzybie opanowało lasy. U Ciebie jest w miarę dobrze, ale chyba znajomość terenu i szczęście są obecnie bardziej przydatne żeby wrócić z pełnym koszykiem?

Darz Grzyb Pawle!

Zaskoczyłeś mnie miło zaproszeniem do wywiadu. Na początek malutkie sprostowanie – nie jestem grzyboznawcą, nie byłam nigdy na kursie i nie mam dokumentu stwierdzającego, że posiadam odpowiednią wiedzę grzybową, by nosić zaszczytne miano grzyboznawcy. A teraz już możemy przejść do właściwego tematu, czyli grzybów. Tak, u mnie, na południu, nie jest źle. Od czasu do czasu przechodziły burze, które punktowo namoczyły ściółkę.

Trzeba śledzić trasy lokalnych opadów i tam szukać. Na pewno nie jest tak, jak w ubiegłym roku, kiedy grzyby rosły wszędzie. Trzeba się nachodzić, żeby zapełnić koszyk, ale powiem Ci, że ja wolę, kiedy jest nieco mniej grzybów; wtedy podczas wyjścia do lasu mam czas na kontemplację pięknych okoliczności przyrody i odpoczynek. Gdy grzybów jest „nie do wyniesienia”, moje pazerniactwo nie pozwala mi wiele, poza grzybami, dostrzec. ;))

Jak podsumujesz okres kwiecień-sierpień na Twoich grzybowych terenach łowieckich w porównaniu do poprzednich lat? Czy było w grzybowej normie? A może bardzo dobrze lub kiepsko?

Porównania sezonów grzybowych to temat rzeka. Zacznę od wiosny i pierwszych wiosennych grzybów – smardzów. Dwa poprzednie lata (2016, 2017) rozbestwiły mnie okrutnie, bo smardzowate rosły wtedy jak szalone. A w bieżącym roku w kwietniu zrobiło się upalnie, śnieg na smardzowych stanowiskach zniknął w błyskawicznym tempie i grzybki pojawiły się w ilościach śladowych. Kwietniowe upały przeniosły się na maj i spowodowały suszę, której efektem był brak kolejnego wiosennego gatunku – żółciaka siarkowego. Za to pierwsze borowiki ceglastopore pojawiły się już w kwietniu i pojedyncze egzemplarze można było znaleźć przez cały czas (kwiecień – maj).

W czerwcu ochłodziło się i porządnie popadało. Tego trzeba było grzybkom w moich lasach! Od połowy miesiąca zaczął się regularny wysyp (albo pojaw, jak kto woli). Zazwyczaj takie ilości grzybów pojawiały się najwcześniej w połowie lipca. W tym roku zaczęło się wszystko o miesiąc wcześniej. Tak pięknie było do końca lipca. Później przyszły okrutne upały, które wyssały zupełnie wilgoć z lasów.

Przez pierwsze dwa tygodnie sierpnia grzybów prawie nie było, a później, kiedy zaczęły przechodzić lokalne burze, można było napełnić koszyk idąc ich śladami.Każdy sezon jest inny. Jak ocenić ten? Na tle ubiegłego roku wypadł słabo, ale pamiętam taki rok, kiedy przez półtora miesiąca nie nosiłam koszyka na leśne spacery, bo nie było po co. I w tym zestawieniu obecny wiosenno – letni sezon wypada rewelacyjnie. Ja jestem zadowolona.

Które lasy/tereny są najczęściej deptane przez ekipę Twojej Menażerii? Oczywiście nie proszę o współrzędne GPS, tylko ogólne informacje. ;)) Wiem, że lubicie włóczyć się m. in. po lasach orawskich…

Moje najukochańsze lasy porastają Orawę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Od lat całe lato spędzamy właśnie tam. Najpierw jeździłam na wakacje do Lipnicy Wielkiej z końmi, a później do Menażerii dołączyły dzieci. I chłopcy nie chcą jechać na wakacje nigdzie indziej. Poza Orawą penetrujemy regularnie lasy wokół Krakowa – Las Wolski, Puszczę Niepołomicką czy Las Bronaczowa. Od czasu do czasu robimy tez wypady na Pustynię Błędowską, na Śląsk i na Ponidzie.

Przy okazji żeglowania po Mazurach nie odpuszczamy również tamtejszym lasom. Dawno, dawno temu, kiedy na świecie nie było jeszcze moich dzieciaków, zapuszczałam się też w Lasy Oliwskie w Trójmieście i w przepiękne tereny wokół Sępólna Krajeńskiego. Teraz więcej czasu poświęcam rodzinie i zrezygnowałam takich dalekich eskapad, które są bardzo czasochłonne. A wiadomo, że większość z nas cierpi na deficyt tego najcenniejszego towaru, jakim jest czas.

– „Moja Menażeria” to świetny blog, w którym grzybiarze znajdą mnóstwo ciekawostek, informacji i pięknie opisane wycieczki. Trafnie też opisujesz emocje, które Wam towarzyszą na grzybobraniach, gdzie czasami nie grzyby a pogoda staje się bohaterem relacji, niekoniecznie pozytywnym. ;)) Komu polecasz jeszcze swój blog?

Długo dojrzewałam do założenia własnego bloga. Obawiałam się przede wszystkim złośliwych komentarzy i hejtu, bo na przykład, jak można brać dzieci na spacer w czasie deszczu? Teraz wiem, ze to były zbędne obawy, bo zamiast złośliwych uwag, poznałam wspaniałych, ciepłych ludzi, którym podoba się to, o czym piszę. Trochę teraz żałuję, że nie zaczęłam wcześniej. W założeniu blog miał być takim pamiętnikiem z dzieciństwa dla moich chłopaków, a dla mnie możliwością artystycznego wyżycia się.

Lubię robić zdjęcia i lubię pisać. Na blogu mam możliwość podzielenia się tym, co w mojej duszy gra. Największym zainteresowaniem cieszą się nasze wyprawy grzybowe, więc jest ich najwięcej. Myślę, że oprócz grzybiarzy, na mój blog mogliby zaglądać rodzice, którzy uważają, że z dziećmi nie da się realizować swoich pasji, że albo rezygnuje się z rozmaitych wyjazdów i wycieczek albo podrzuca dzieci babciom i ciotkom, żeby samemu robić to, co się lubi.

Ja od momentu pojawienia się na świecie Michałka, a trochę później Krzysia, robiłam wszystko, co kocham razem z nimi. Nie było lekko, zwłaszcza, kiedy dwójkę trzeba było taszczyć na plecach, a w ręce koszyk, ale jest to wykonalne. I dzieciaki zaczynają lubić to, co robią ich rodzice. A to jest bezcenne na teraz i na przyszłość.

– Gratuluję Ci wspaniałych dzieci i cieszę się razem z Tobą, że rośnie nam kolejne pokolenie grzybowych zapaleńców. ;)) Który synek – Krzyś czy Michałek jest bardziej „grzybnięty”, chociaż śmiem twierdzić, że oboje dają się ponieść bez reszty adrenalinie grzybobrania? ;))

Mam nadzieję, że zaszczepiłam chłopakom miłość do lasu, nie tylko do grzybów. Chłopcy są podobni tylko wizualnie, ale charaktery i temperamenty mają diametralnie różne. Michałek lubi spacery po lesie, natomiast samo szukanie grzybów go nie kręci. Podczas spacerów ogląda drzewa, obserwuje mrówki lub ptaki, a grzyby znajduje przypadkiem, kiedy mu same wejdą pod nogi. Za to bardzo lubi grzybki na talerzu. Wiem, ze obecne trendy dietetyczne nakazują wykluczenie grzybów z diety dzieci, ale Michaś zaczął jeść grzyby bardzo wcześnie i nigdy mu nie zaszkodziły.

Krzyś jest przeciwieństwem starszego brata – do lasu idzie przede wszystkim po to, żeby nachapać jak najwięcej grzybów. Jest mistrzem w wypatrywaniu ukrytych leśnych skarbów. Ma doskonałą orientację w terenie i bezbłędnie trafia do miejsca, w którym kiedyś znalazł już grzyba. Nie ukrywam, ze przywłaszczył sobie parę moich miejscówek. Biegnie naprzód i zanim ja dojdę do właściwego punktu, „moje” grzyby są już w Krzychowych łapkach. Krzyś kocha pozyskiwanie, ale grzybów nie chce jeść. Jedynym gatunkiem, który zajada ze smakiem, jest kania w panierce. Potraw z innymi grzybami nawet nie chce spróbować. A ja go nie zmuszam. Przypuszczam, że w przyszłości polubi jedzonko z grzybami.

– Jest też „Niedźwiedź polarny albo morski lew, wytropiony, ułowiony i ostateczne pozyskany ze stada morświnów” czyli Pawełek. Oj, te Pawełki to są niezłe gagatki, ale dusze mają raczej aniołków. ;)) Czy można stwierdzić, że Pawełek to taki dobry duch Menażerii?

Wiesz, że nigdy nie spotkałam Pawła, który by nie wzbudzał sympatii? Podobnie zresztą jest z Krzyśkami. „Mój” Pawełek jest wyjątkowy, nawet wśród innych Pawełków. :)) Zawsze wszystkim pomaga i chciałby, żeby każdemu było jak najlepiej na tym świecie. Czasem jest trochę jak dziecko i czeka na podanie koszulki z szafy, a później na pochwałę, że ładnie ją założył, ale kiedy zachodzi potrzeba, potrafi działać zdecydowanie i konkretnie.

Do lasu lubi chodzić przede wszystkim wtedy, kiedy jest dużo grzybów i nie trzeba się nachodzić, żeby zapełnić koszyk. Jego żywiołem jest natomiast woda, za która ja nie przepadam; lubi pływać i żeglować. Dla dzieci jest wspaniałym tatusiem, który zrobi wszystko, żeby tylko nie zawracały mu zbytnio głowy. Chłopcy doskonale to wiedzą i wykorzystują tę wiedzę w praktyce, naciągając tatę na zakup czegoś, czego ja bym im nie kupiła. A dla mnie Pawełek jest wspaniałym, ciepłym, kochającym i wspierającym we wszystkim partnerem.

– Przejdźmy do asortymentu grzybów, które zbierasz i pokazujesz na blogu. Oprócz tradycyjnych podgrzybków, prawdziwków, koźlarzy czy kurek, w Waszych zbiorach można znaleźć prawdziwą „egzotykę” naszych grzybów. Co więcej – niektórzy grzybiarze nawet nie wiedzą, że takie grzyby istnieją, nie mówiąc już o fakcie wkładania ich do gara i spożywania. ;)) Zbieracie m.in. szyszkówki świerkowe, smardzówki czeskie lub majówki wiosenne. Które ze zbieranych „egzotów” szczególnie poleciłabyś konserwatywnej szkole grzybiarzy i dlaczego?

Poleciłabym wszystkie, ponieważ ludzie mają różne smaki i z większego asortymentu gatunkowego łatwiej im będzie coś wybrać dla siebie. Ja czasem próbuję nowy gatunek i okazuje się, że mi nie smakuje. Nie zbieram go więc, mimo, że jest jadalny. A dla kogoś innego może być najsmaczniejszym grzybem na świecie.

Na pewno polecałabym zainteresowanie się grzybami rosnącymi w innych porach roku niż lato i jesień, bo zapoznanie się z nimi daje motywację do leśnych spacerów przez cały rok. Dam przykład Pawła (znowu ten Paweł;)) z Jaworzna, prowadzącego kanał na yt „Paweł i grzyby”. Otóż trafił on jakoś na początku mojego blogowania na wpis o uszakach i wtedy dowiedział się, że istnieją grzyby zimowe. :))

Niemal przy każdym spotkaniu przypomina mi, że to dzięki mojemu blogowi zaczął chodzić do lasu nie tylko latem i jesienią, ale również zimą i wiosną. Myślę, że każdy, kto poza głównym sezonem grzybowym tęskni za lasem i jego wspaniałymi darami, powinien się zainteresować właśnie tymi gatunkami, których nie spotka w letnim czy jesiennym lesie.

– Poza grzybami jadalnymi, prezentujesz na blogu też te niejadalne i trujące. To bezcenna lektura i edukacja dla grzybiarzy. Mam wrażenie, że ze wszystkich Twoich pasji to właśnie grzyby są numerem jeden? ;))

Relacje z grzybobrań cieszą się największą popularnością, a poza tym jest to ten kawałek życia, który dzielę z całą resztą rodziny. Dlatego najwięcej wpisów dotyczy właśnie grzybów. Na równi z nimi kocham konie, ale w tej pasji jestem trochę osamotniona. Pawełkowi jazda konna nie sprawia specjalnej przyjemności i opanował tę sztukę chyba tylko dla mojej satysfakcji, a zajmować się koniskami (na przykład czyścić) nie lubi.

Michałek i Krzyś też za końmi nie przepadają, nad czym ogromnie ubolewam. Wydawało mi się, że jeżeli będą mieli od małości dane to, o czym ja przez długie lata mogłam tylko marzyć, to pokochają konie i jazdę, tak jak ja. Okazało się jednak, że ich zainteresowania poszły w zupełnie innych kierunkach i do koniowania nie mają zupełnie ochoty. Z zajęć sportowych Michałek wybrał pływanie, a Krzyś piłkę nożną. Przez ładnych parę lat próbowałam ich namawiać do nauki obsługi koni i jazdy, ale nic z tego nie wyszło. A przecież rolą rodzica jest wspieranie dziecka w realizacji jego pasji, a nie narzucanie własnej.

– Pasję grzybobrania zaszczepiasz w dzieciach. Wyprawy rodzinne do lasu to wspaniała sprawa. Ale pewnie nie raz słyszysz głosy/opinie, że w lesie czyhają kleszcze, które stanowią duże zagrożenie dla zdrowia. Jak zabezpieczasz Menażerię przed tym małymi i wszędobylskimi pajęczakami?

O tak! Często słyszę, że narażam dzieci na ukąszenia kleszczy. Tłumaczę wtedy, że w górskich lasach Orawy (a po nich chadzamy najwięcej), kleszcze prawie nie występują. Jeszcze parę lat temu nie było ich w ogóle, a teraz trafiają się sporadycznie, najprawdopodobniej dlatego, że lasy są regularnie wycinane i zarastają krzakami i maliniakami, w których kleszcze czują się zdecydowanie lepiej niż w lasach jodłowych i świerkowych. Po spacerach zawsze zmieniamy ubranie, a jeżeli wracamy z lasu liściastego, wrzucam chłopaków pod prysznic i dokładnie oglądam.

Z raportu o występowaniu kleszczy w Małopolsce dowiedziałam się, że najwięcej jest ich w Puszczy Niepołomickiej i w dodatku niemal wszystkie są nosicielami boreliozy. W związku z tym dzieci wiosną i latem do Puszczy nie zabieram. Tam chodzimy wspólnie późną jesienią i zimą, kiedy zagrożenie jest zminimalizowane. Michał i Krzyś nie przynieśli nigdy kleszcza z lasu, natomiast udało im się złapać po jednym na szkolnym podwórku i na plaży nad jeziorem.

– Pytanie z innej beczki Dorotko. Dlaczego grzyby (niektóre) sinieją? ;))

Przede wszystkim po to, żeby odstraszyć potencjalnego grzybożercę i móc się dalej spokojnie rozmnażać. Zadaniem owocnika „wyprodukowanego” przez grzybnię jest przecież wytworzenie i rozsianie zarodników, a nie wylądowanie kolejno w koszyku, na talerzu i w żołądku. A taki ciemniejący po uszkodzeniu owocnik wygląda mniej apetycznie niż na przykład bielutki borowik szlachetny. Zresztą wśród wielu grzybiarzy do dziś pokutuje przesąd, że grzyb siniejący po przekrojeniu jest niejadalny.

Oczywiście nie jest to prawdą, bo na przykład doskonałe grzyby jadalne – borowik ceglastopory czy piaskowiec modrzak zmieniają zabarwienie miąższu, a śmiertelnie trujący muchomor zielonawy nic, ale to nic nie sinieje. Warto zwrócić uwagę, że zmiana zabarwienia miąższu owocników dotyczy przede wszystkim grzybów borowikowatych i mleczajów; w pozostałych grupach pojawia się sporadycznie. Nie wiem dlaczego właśnie gatunki z tych grup wykształciły taki mechanizm, a inne nie, ale łatwo to zjawisko wytłumaczyć naukowo.

Otóż, w składzie chemicznym grzybów obecne są rozmaite polifenole, które po uszkodzeniu owocnika utleniają się, powodując zmianę zabarwienia. A gama powstających przebarwień jest spora – od koloru niebieskiego, przez fioletowy, granatowy, zielonkawy, brązowy aż do prawie czarnego. Proces sinienia jest bardzo szybki; wystarczy dotknąć grzybka, a on natychmiast nas straszy, pokazując „siniaki”.

– Kto w Tobie zaszczepił miłość do lasu, przyrody i grzybobrań i jak długi masz staż w lesie?

Pierwsze grzyby w życiu zbierałam w towarzystwie babci, kiedy miałam dwa – trzy lata. To co prawda nie był las, tylko łąka, a te grzyby były doskonałe do pozysku dla dziecka ze względu na swoje gabaryty. Moja życiowa przygoda z grzybami zaczęła się od twardzioszków przydrożnych, które moja babcia, a później mama, nazywały „psiaczkami”, bo nie znały ich nazwy atlasowej. Ale wiedziały, że są jadalne i smaczne. Później jeździłam na wakacje do ciotki mieszkającej w podkrakowskiej wsi i tam główną rozrywką było chodzenie do lasu i pozysk czegokolwiek – grzybów, borówek, malin.

Lubiłam też poranne wyjazdy weekendowe do lasu PKS-em i powroty z pełnymi koszykami, na które z podziwem patrzyli współpasażerowie. Ale miałam też kilkuletnią przerwę w chodzeniu na grzyby. To był okres końca liceum i studia. Pierwszy własny koń, starty w zawodach i konieczność zarobkowania na swoje i końskie utrzymanie. Las zszedł wtedy na dalszy plan. Co prawda bywałam w nim podczas jazd na koniach, ale za grzybami za bardzo się nie rozglądałam. Po jakimś czasie okazało się, że czegoś mi brakuje i zaczęłam niejako od nowa odkrywać uroki grzybobrań. To wtedy weszłam głębiej w świat grzybów, uczyłam się ich i poznawałam nowe gatunki. I tak zostało do dziś. W lesie jestem w sumie od ponad 40 lat…

– Jakie są ulubione gatunki grzybów Menażerii i potrawy z nich przyrządzone?

To zacznę od siebie. :)) Moimi ulubionym grzybami są zdecydowanie kurki, czyli pieprzniki jadalne, ametystowe, blade. Lubię je w każdej postaci – duszone, smażone, marynowane, w zupie, na kanapce i w sałatce. Na kolejnych miejscach w rankingu znalazłyby się kanie, siedzuń sosnowy i smardze. Pawełkowi chyba najbardziej smakują smardze w połączeniu z kaczką, ale chwali też wszystkie pozostałe dania z dodatkiem grzybów, których w naszej kuchni nigdy nie brakuje.

Michałek najbardziej lubi zupę kurkową, panierowane kanie i pieczarki zapiekane z serem pleśniowym. Latem pieczarki zastępuję młodymi gołąbkami, takimi z jeszcze zamkniętymi kapelutkami. I jeszcze uszaki w potrawce z warzywami z patelni i makaronem. A Krzyś z grzybów jada tylko panierowane kanie.

– Proszę Cię Dorotko o kilka zdań do początkujących grzybiarzy.

Chciałabym, żeby każdy człowiek, zaczynający swoją przygodę z grzybami miał świadomość, że w lesie jest tylko gościem i powinien tego gospodarza szanować – nie zakłócać jego spokoju, a przede wszystkim nie zostawiać w nim śladów swojej obecności w postaci papierków, butelek czy innych śmieci. Ja mam do natury taki trochę indiański stosunek – brać z niej to, co daje, ale podziękować za wszystko pokornie, dbając o nią. Wydaje mi się, że początkujący grzybiarz z takim podejściem nie wyrządzi krzywdy ani środowisku, ani sobie i będzie mógł spokojnie poznawać tajemnice świata grzybów i nie tylko.

A jeśli chodzi o same grzyby, to każdemu, zarówno początkującemu, jak i zaawansowanemu grzybiarzowi potrzebna jest pokora wobec grzybów, które są piękne, nieprzewidywalne i mogą być groźne. Przy najmniejszej wątpliwości co do oznaczenia, lepiej zostawić znalezione grzyby w lesie niż narażać swoje lub swoich bliskich zdrowie. I jeszcze jedno – każdy, kto zna już kilka gatunków pozyskowych i wydaje mu się, że posiadł ogromną wiedzę, powinien mieć świadomość, że z grzybami jest tak, że im więcej się o nich wie, to zyskuje się świadomość, że wie się niewiele.

– Albumy/atlasy, strony internetowe, które polecasz grzybiarzom.

Do zabrania do lasu zdecydowanie poleciłabym atlas „Grzyby” Wielki ilustrowany przewodnik Ewalda Gerhardta. Łatwo go włożyć do plecaka czy nawet kieszeni, a jest w nim opisanych aż 1000 gatunków grzybów z niezłymi zdjęciami. Miłośnikom pięknie wydanych albumów z ręką na sercu mogę polecić wszystkie albumy słowackie i czeskie. Są pięknie wydane, na dobrym jakościowo papierze z doskonałymi zdjęciami. Ich gabaryty i waga wykluczają jednak zabieranie do lasu. Najlepszym atlasem internetowym jest według mnie ten na stronie Grzyby.pl. Co prawda trzeba wykupić dostęp do pełnej wersji, ale uważam, że warto. Polecam też oczywiście gruby grzybiarskie na fb, gdzie oprócz grzybowej wiedzy można pozyskać wspaniałe znajomości. ;))

– Najrzadsze gatunki grzybów znalezione przez Menażerię to:

Rzadkość występowania jest pojęciem względnym, bo na przykład gatunki, które na południu są rzadkie, w innych rejonach Polski spotykane są dość często. W drugą stronę też to działa i grzybki, których nie ma w centralnej czy południowej Polsce, są u mnie stosunkowo częste. Po przemyśleniu sprawy wybrałam trzy gatunki: znaleziony w tym roku po raz pierwszy maczużnik główkowaty (Orawa), widziany tylko raz na żywo złotak czerwonawy (powiat bocheński) i znaleziona dwukrotnie w tym samym miejscu kruchaweczka meduzogłowa.

– Największy rekord w zbiorze grzybów Twojej Menażerii miał miejsce… Jakie gatunki w nim dominowały?

Takim rekordem jest chyba pięciodniowa rzeź grzybowa na Mazurach w ubiegłym roku. Pojechaliśmy wtedy na spotkanie grupy grzybiarskiej „Grzyby, grzybiarze, grzybobranie 😊”. Grzybów było tyle, że można było klęknąć i kosić wokół siebie. Zbieraliśmy przede wszystkim borowiki szlachetne i podgrzybki brunatne, pomijając maślaki czy płachetki kołpakowate. Dokupiłam wtedy w najbliższym sklepie kolejną suszarkę, bo mi zabrakło mocy przerobowych. Takim pamiętnym dużym zbiorem były też cztery kosze siedzuni sosnowych. Myślałam wtedy, że już NIGDY nie skończę czyszczenia tych grzybów. Wolę nieco skromniejsze, ale za to częste zbiory. Orawskie lasy dają taką możliwość, bo zamiast jednego czy dwóch gigantycznych wysypów w ciągu roku, grzybki rosną sobie cały czas, raz w większych, raz w mniejszych ilościach.

Bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas i pozytywną energię, która emanuje od Ciebie. Serdecznie ściskam i pozdrawiam całą ekipę Twojej Menażerii, życząc obfitości runa leśnego, wspaniałych wrażeń podczas każdej Waszej wycieczki i mnóstwo Czytelników bloga. Darz Grzyb! ;))

Specjalne podziękowania Dorotko również za wszystkie Twoje cudowne zdjęcia, które mi przesłałaś i które wzbogacają nasz wywiad. ;))

Z przyjemnością odpowiedziałam na Twoje pytania Pawle. Przesyłam grzybiarskie serdeczności Tobie i wszystkim, którzy zajrzą na Twój blog. :))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.