facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 12 Lis, 2018
- 4 komentarze
Mgła przy wejściu, mgła przy wyjściu. Bory Dolnośląskie oczarowały i zagrzybiły.

Mgła przy wejściu, mgła przy wyjściu. Bory Dolnośląskie oczarowały i zagrzybiły.

Liść opadł. Za to przyszła listopadowa mgła. Mleczna powłoka bezszelestnie objęła lasy. Ptaki przestały śpiewać, ucichł szum wiatru. Słychać tylko krople tej mgły, spadające w letargu z gałęzi. Las za mglistą powłoką jawi się jako tajemnicza, nieco mroczna i przyciągająca otchłań. I chociaż czas płynie tak samo przez cały rok, w tej mgle, sprawia wrażenie jakby zwolnił a nawet zatrzymał się. Ja zatrzymałem się wraz z nim. Na chwilę…

Sobota, 10 listopada 2018 roku. Ależ się porobiło, pokręciło, zagrzybiło i generalnie poprzestawiało w tym roku. O tej porze roku często kończyłem sezon grzybowy, zbierając ochłapy i niedobitki na sos.

W tym roku po mega-suszy i skapcaniałych nastrojach, król sosnowych borów – podgrzybek brunatny, co go do rodziny Boletus po łacinie wrzucili, zaskoczył optymistów, pesymistów, grzybowych gawędziarzy i filozofów. W sobotni poranek z najgrzybniejszym duetem Wrocławia – Sylwią i Andrzejem wyruszyliśmy na grzybowy podbój Borów Dolnośląskich. ;))

Po drodze mgła, niczym mleko bardziej niż łaciate, rozlała się po drodze, na łąkach i polach oraz w lesie. Stawiliśmy się na miejscu jeszcze podczas przewagi panowania szarugi, mgły i chłodu. Wystarczyło depnąć kilkadziesiąt metrów i ŁAŁ! Klimaty mgliste, liściopadowe, wilgotne i grzybowe.

Zanim wyciągnąłem naostrzone narzędzie zbrodni podgrzybkowej, pasłem się widokami, chłonąłem je zmysłami, podziwiałem ciszę we mgle. Albo mgłę ciszy. Las przytłumiony, jakby ziewający i przeciągający się. A ja z otwartą gębą i wytrzeszczem oczu podziwiałem wszystko od leśnych stóp do koron drzew.

Tak. Oto mieszczuch wyrwał się do lasu i nagle uzmysłowił sobie, że las to coś bardziej doniosłego, tysiąckrotnie piękniejszego i wspanialszego niż betony, kwadratowe budynki, sklepy z nudnymi i głupimi najczęściej reklamami oraz wszelkie inne mieszczańskie „papu” dla zadowolenia konsumenta.

Teren, który wybraliśmy na poszukiwanie połączenia kapeluszy z trzonem z rurkami pod spodem i błyszczącą, brązową farbą na górze to Poligon Przejęsław – dawny poligon artyleryjski należący do wojsk radzieckich. Na chwilę obecną nieczynny.

Obecnie to jedno z miejsc pielgrzymkowych grzybiarzy i ogromny obszar do włóczenia się. Jest to bez żadnego ale i bez zbytniego ględzenia, cudowny teren do chodzenia, nie tylko za grzybami. Setki hektarów dywanowego podłoża mchów, igliwia i wrzosów. Majster-włóczy-sztyk! ;))

Kilka fotek z ukrycia moich wspaniałych, leśnych towarzyszy. Na pierwszym – oględziny prawej flanki grzybowiska dokonane przez Sylwię, na drugim – strategiczne przejście duetu przez drogę. ;))

Grzybów jakichkolwiek nie trzeba było długo szukać. Zaraz po wejściu do lasu zszarzało nam w ściółce od gąsek o szarych kapeluszach. Miejscami widzieliśmy hurtowe ilości tego gatunków lub gatunków podobnych.

Szybko znalazłem swojego pierwszego, listopadowego, dolnośląsko-borowego borowika szlachetnego. Paradoks polegał na tym, że był to zarazem mój ostatni prawus w tym dniu. I zrozum tu las? Podpuścił jednym prawdziwkiem i pobudził apetyt na następne piękności o przyjemnym, orzechowym zapachu i na tym koniec.

Na dobre rozpoczęła się oferta podgrzybkowa. Postanowiłem pofotografować co któregoś tam Xerocomusa, szczególnie gdy rósł w bardziej wyeksponowanym stanowisku. Zaczęło się systematyczne i radosne zbieranie absolutnego króla tej jesieni.

Podgrzybki tego sezonu to NAJWYŻSZA JAKOŚĆ. Zdrowe bardziej niż rydz, praktycznie bez ślimaka i zero upierdliwych skoczogonków. Akcje podgrzybków wzrosły w tym sezonie na leśnej giełdzie wielokrotnie. ;))

Chociaż poligon od lat nieczynny i towarzysze dawno odjechali, niektóre grzyby nadal mają wojskowe ciągotki i maskują się jak na regularnym szkoleniu bojowym. Znam ich numery i dlatego często chodzę okrągło-prawo i lewo-skrętnie aby je wyczaić. ;))

Niektórym zaś wszystko zwisa i powiewa, czyli rybka. ;)) Rosną tak, jakby specjalnie chciały aby je znaleźć. To rozsądne podejście. W końcu jak grzybiarz ich nie zetnie to pleśń i wilgoć zbałamucą. Cokolwiek nie zrobią i tak natura je przetworzy w tym ich krótkim, grzybowym życiu. ;))

Podgrzybki to wspaniały trening dla oczu i możliwość wykonania wielu skłonów. Zapewne część grzybiarzy przez cały tydzień nie schyli się tyle, co na podgrzybko-zbiorze. Później zakwasy, ból. itp. Ale jest to przyjemny ból i radość, że pachnie w chałupie grzybami w każdej izbie. ;))

Na podgrzybkach trzeba też wolno chodzić. Przedstawiciele sprinterskiej odmiany grzybiarzy nie mają tu szans. Po prostu większość owocników przegapią, ku uciesze pozostałej, „ślimaczej” części grzybowych poszukiwaczy. ;))

Zawieszałem wielokrotnie oczy nad tymi cudownymi tworami lasu i kunsztem ich wykonania. Klasyczne, jesienne „czarne” łby, tworzące jak najbardziej białe odczucia swoim wyglądem i obecnością. ;))

Kocham ich chaotyczne podejście do występowania. Mają w kapeluszu, że wyrosną pod liśćmi, gałęziami, w zbutwiałym drewnie czy jako mocarze na samej ściółce lub tuż przy drodze. Nieprzewidywalność grzybów to jedna z najbardziej ciarorodnych cech tych niesamowitych organizmów. ;))

Wyobraź sobie, że idziesz dobre pół godziny przez cudowny bór sosnowy i nie znajdujesz żadnego grzyba. Pomału irytujesz się lub popadasz w stan zniechęcenia i zrezygnowania. Nagle, przed Twoimi oczętami dzień dobry „mówi” ze 20. kapeluszowych, brązowych przystojniaków.

Czyż nie cieplej i milej się zrobiło? Czyż nie poczułeś szybszego bicia serca, radości i pozytywnych wibracji? Chyba każdy, a przynajmniej lwia część grzybiarzy doświadcza tych miłych wrażeń. ;))

Uwijasz się i zbierasz te skarby runa leśnego. Cieszysz się, że dno w koszyku już dobrze niewidoczne i że poziom grzybowej w nim fali, powoli, ale systematycznie się podnosi. ;))

Sylwia podczas sesji z pozyskaną rodzinką podgrzybków. Gratuluję! ;))

Niektóre podgrzybki przypominają hodowanie kur. Tak, nie pomyliłem się i powtórzę – hodowanie kur. Ten egzemplarz z lewej to klasyczny przykład podgrzybka z chowu ściółkowego. To przecież oczywiste. ;))

Mglista sesja wyjątkowych grzybiarzy. Chciałem im pstryknąć zdjęcia na tle tej niesamowitej mgły, która zrobiła z lasu baśniową i zagadkową scenerię. To wspaniałe chwile i wspomnienia na całe życie. ;))

Mgła utrzymywała się przez kilka godzin. Subtelnie balansowała swoją wilgotną i mleczną powłoką, co raz to gęstniejąc lub przerzedzając się. Unosząc się lub opadając. Bezszelestnie i leniwie. Czarująco i niesamowicie. ;))

Balansowała też natężeniem światła, jak gdyby panowała nad potężnym gigantem wodorowo-helowym, który rządzi dniem i nocą. Raz jaśniej, za kilka minut mroczniej i zdecydowanie ciemniej. Gdzieś w oddali tańcują leśne duchy… ;))

W ściółce późnojesienna rewia mody. Gatunki grzybów, które oparły się suszy, prężą kapelusze, tworzą wianki, barwią się cudacznie i przybierają niefrasobliwe kształty.

Wszelkie porosty, mchy także chcą zwrócić na siebie uwagę lasu, często imitując egzotyczne koralowce i inne organizmy genialnej rafy koralowej. Przyznać się – kto na nie zwraca uwagę w lesie? Nie zwraca? To czas najwyższy bo geniusz lasu objawia się zarówno w skali makro, jak i skali mikro. ;))

W Borach można znaleźć większe skupiska wyrośniętych lub przerośniętych opieniek i innych gatunków grzybów rosnących w kępkach. Są podobne do ludzi, gdyż lubią przebywać w stadzie. ;))

Grzybiarz, który nie zna realiów tego sezonu, pewnie stwierdziłby, że stan zagrzybienia lasów jest mniej więcej na dobrym, jesiennym poziomie. Jednak ja mam głęboko w pamięci poprzednie sezony, które – w porównaniu do tego – miały znacznie liczniejszą i bogatszą, grzybową ofertę.

Mimo wszystko ignorantem jest ten, kto powie, że jest bardzo źle lub tragicznie, bo tak nie jest. Jak na tegoroczne, potworne skąpstwo opadowe to mamy wybitny sezon podgrzybkowy, które „wędrował” w poszczególnych powiatach Dolnego Śląska.

Dzięki temu, grzyby możemy zbierać praktycznie przez cały miesiąc, bo właśnie w okolicach 10-12 października rozpoczęła się ta wędrówka i trwa do dzisiaj, chociaż jej kres jest już bliski.

Bliski dlatego, że grzybnia wyczerpuje swoje możliwości produkcyjne, a za drzwiami czai się duża zmiana pogody, która stłamsi zapędy owocnikowania podgrzybków.

Mijający, przedłużony o jeden dzień weekend z powodu wspaniałego i wyjątkowego 100-lecia Niepodległości Polski jest też raczej ostatnim w tym roku, kiedy grzybiarze wracają z lasu z hurtowymi ilościami grzybów.

Z informacji napływających z różnych części Borów, wynika, że „stary podgrzyb” opanowuje te tereny. Myśmy trafili na znaczną przewagą młodych grzybków, ale z wielu innych miejsc, grzybiarze donoszą o przewadze podgrzybkowej starszyzny.

W tym miejscu wspomnę o moich znajomych grzybiarzach – Januszu, Krzyśku i Leszku, którzy przyjechali do Leszna Górnego i szli lasami do Wierzbowej Śląskiej, poza Januszem, który pozostał w Lesznie. Przez telefon, na bieżąco informowaliśmy się wzajemnie o sytuacji podgrzybkowej.

Tam przeważały podgrzybki średnie i starsze. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że za Studzianką, dopadła ich noc i szli do Wierzbowej w zupełnych ciemnościach (bez latarki i to nawet tej w telefonie), aż w końcu, przypadkowi grzybiarze jadący samochodem podwieźli ich w bagażniku… ;))

Bory Dolnośląskie to zawsze wyprawa z przygodami. Te lasy są nieprzewidywalne, nieokiełznane i chylę swoje czoło oraz głowę przed ich potęgą. Po południu mgła zanikła na dobre, a Słońce rozpoczęło podświetlanie magicznych terenów.

I to także łapałem w obiektyw. Nagle wszystko przeźroczyste, dobrze widoczne i jakże inne niż w mglisto-mlecznej powłoce, którą oglądaliśmy do południa.

Zrobiłem też kilka fotek z efektem czarno-białym. Gdzieś w tle, poczułem magię lat 90-tych, kiedy stawiałem pierwsze kroki w Borach Dolnośląskich, jak i w innych lasach. Takie chwilowe przeniesienie się w czasie. Przyjemne uczucie i nostalgia, że to już się nie powtórzy…

Oryginalne oznaczenie drogi pod postacią starej, dziurawej i sfatygowanej torby. Współczesna „sztuka” abstrakcjonizmu krajobrazowego…

Nasza cudowna wycieczka zbliżała się ku końcowi, chociaż po przyniesieniu do auta pełnych koszy grzybów i mając jeszcze 2. godziny dnia do dyspozycji, ponownie zanurkowaliśmy w głębię Borów. Minęliśmy też kilkanaście sztuk innych grzybiarzy, radośnie taszczących pełne koszyki grzybów.

Gdy wracaliśmy już ostatecznie, tajemnicza mgła ponownie szeroko rozlała się w lasach. Bardzo szybko zrobiło się ciemno. Mgła przy wejściu i mgła przy wyjściu. Las dał nam cudowne grzyby i tajemniczo „schował” się za cieniem mgły i szatą nocy. ;))

Grzybowy pokot odbył się już przy wspomaganiu latarkami, w uroczystej atmosferze i pachnącymi wokół Dolnośląskimi Borami. Kto wie, może jeszcze raz w tym roku „zaszyjemy” się w mgle i wyruszymy wspólnie na grzybowe łowy. Sylwio, Andrzeju – dziękuję za wspaniałą wyprawę! Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • wojek //12 Lis 2018

    Witajcie Towarzyszu Lenart:)
    Z tą mgłą. Hmmm dla Was to ona może i jest romantyczna, ale nie dla kierowcy. Wierzcie mi, że prowadzenie samochodu przy widzialności nie przekraczającej 100 metrów nie należy do przyjemności:) Między innymi dlatego wialiśmy z Borów przed czasem około 15 żeby przynajmniej wyjechać na A4 za dnia pomimo mgły. A ponadto i tak nie mieliśmy już w co zbierać podgrzybasów. I popatrz tym razem jakoś minęło nas osłupienie podgrzybkowe, nawet w wersji samochodowej.
    Raz jeszcze dzięki za piękne zdjęcia i wpis.
    Przy okazji pozdrów od nas Sylwię i Andrzeja.
    Pozdrawiam serdecznie
    Darz Grzyb Leśny Bracie:)

    • Paweł Lenart //13 Lis 2018

      My także jechaliśmy w tej mgle tam i z powrotem. Wrażenia niezłe, ale dla kierowcy to wymóg zachowania szczególnej ostrożności i zmniejszenie prędkości. My się dostosowaliśmy do warunków, ale wielu kierowców jechało tragicznie… Kultura naszego społeczeństwa wychodzi wszędzie…
      Dzięki za komentarze i miłe słowa.
      Serdecznie pozdrawiam. 😉

  • krzysiek z lasu //13 Lis 2018

    Witaj Paweł!
    Bez wątpienia tego dnia w Borach rządziła mgła 😉 Tajemnicza i bajeczna… Trochę Wam zazdroszczę tych „czarnych łebków” tam gdzie my byliśmy takich nie było 🙁 Ale i tak zbiory fajne. No i przygód oraz wrażeń mnóstwo… ;))
    Pozdrawiam 😉

    • Paweł Lenart //14 Lis 2018

      Ja napiszę w ten sposób Krzysiek. Wycieczka w Bory to znacznie więcej niż wycieczka. Szkoda, że nie doświadczyłem waszego wyrafinowanego i spontanicznego, „bagażnikowego” powrotu do Wierzbowej oraz całej otoczki leśnej, która Was dopadła pod postacią ciemności. 😉 Nie można mieć wszystkiego. 😉 Darz Bory, Darz Grzyby! 😉