facebooktwitteryoutube
Aktualności - 10 maja, 2017
- brak komentarzy
Majowe skrajności pogodowe.

Po zimnym (nie licząc dosłownie kilku dni) kwietniu, przewadze zachmurzenia, zimnego wiatru, ataku zimy i ogólnej pluchy, bardziej przypominającej listopad zamiast przyjemną wiosnę, wydawać się mogło, że największe zawirowania pogodowe, związane ze zmianą pór roku już za nami. Tymczasem to, co przygotował nam maj, już dawno przebiło kwiecień, chociaż upływa dopiero 10. doba, piątego miesiąca w 2017 roku. I śmiało można napisać, że to nie koniec majowych skrajności pogodowych.

Najpierw, podczas minionego weekendu, pogoda „podzieliła” termicznie Polskę na chłodniejszy zachód i znacznie cieplejszy wschód. Bardzo ogólnie rzecz ujmując. Na wschodzie i północnym-wschodzie, zanotowano nawet 25-26 stopni na plusie. Doszło do niebezpiecznego zjawiska nad Białymstokiem, efektem którego była potężna ulewa, która błyskawicznie zatopiła część miasta. Jak podaje profesjonalny i bardzo dobry blog Pogoda i Klimat (meteomodel.pl): „Białystok miał to nieszczęście, że front się zatrzymał gdy do niego doszedł z burzą. Można powiedzieć, ze ciepły front posuwał się na północ w stosunku do centrum niżu, który cały zaczął być spychany na południe. W efekcie tego prędkość tego frontu w stosunku do ziemi, akurat nad Białymstokiem osiągnęła zero. A efekt znamy”.

Patrząc na mapę rozkładu dobowej sumy opadów z dni 6 i 7 maja, widać na niej niezwykłą koncentrację opadów nad samym miastem i częściowo nad terenami, bezpośrednio do niego przylegającymi. „W czasie największego natężenia opadu, między 15:54 a 16:04 spadło w ciągu 10 minut 22.9 mm opadu. Dobowa suma opadu przekazana w depeszy SYNOP z 6UTC wyniosła 87.7 mm”. To więcej niż wynosi norma miesięczna. Żeby skrajności stało się zadość, kilka kilometrów od „oberwania chmury” padało bardzo niewiele.

To  był tylko wstęp do „rozkapryszenia” się maja. Po weekendzie przyszło gigantyczne ochłodzenie, w wyniku którego, nocami odnotowano ujemne temperatury (miejscami nawet -7 stopni C), dziesiątkujące hektary upraw, które i tak już mocno ucierpiały przez zwariowany kwiecień. Pojawiły się też opady śniegu. W Internecie można znaleźć ulepione przez ludzi śnieżne bałwany wśród kwitnących tulipanów i kasztanowców… Na tym wariactwo tegorocznego maja nie poprzestało.

Po gwałtownym i wyjątkowo złośliwym dla roślin ochłodzeniu, czeka nas dosyć szybkie ocieplenie. Już jutro na południu i zachodzie kraju będzie zdecydowanie przyjemniej. Nad ranem przymrozki (choć już nie tak liczne i rozległe) mogą się pojawiać jeszcze przez dwa poranki. Jak dobrze pójdzie to w weekend możemy zobaczyć nawet 25 stopni (nie wszędzie rzecz jasna). Czy to będzie wstęp do wreszcie porządnej i normalnej wiosny, czy znowu po kilku dniach ciepła, spłynie do nas północna, lodowata masa powietrza? Nic nie jest wykluczone, ale czas najwyższy, żeby pan maj wreszcie się ustabilizował i „dogadał” się z panią wiosną. ;))

Do całości pogodowo-majowego bigosu i grochu z kapustą, swój incydent dokładają grzyby. Już kilku grzybiarzy „doniosło” na pojawiające się na Dolnym Śląsku i nie tylko maślaki zwyczajne i koźlarze – głównie o szarych odmianach kapeluszy. W zasadzie pogoda, miejscami przypomina październik zeszłego roku, i grzybnia w bardziej sprzyjających warunkach zaczyna wydawać pierwsze owocniki. Są to oczywiście tzw. „punktowe strzały” w miejscach bardziej sprzyjających dla grzybów. Znaczne połacie lasów są bezgrzybne. Niemniej tymi pierwszymi doniesieniami, zostałem postawiony w stan znacznej gotowości grzybowej i planuję osobiście sprawdzić w weekend, co w ściółce piszczy/rośnie. ;))

Źródło: http://meteomodel.pl/BLOG/?p=15327, http://pogodynka.pl/hydro/suma/

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz