facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 28 wrz, 2022
- brak komentarzy
Magią poranka i grzybami powitała mnie jesień w Bukowinie.

Magią poranka i grzybami powitała mnie jesień w Bukowinie.

Piątek, 23 września 2022 roku. Pierwszy poranek astronomicznej jesieni. Wysiadam na stacji PKP w Bukowinie Sycowskiej. Nie w jakiejś tam wiosce, miejscowości czy mniej lub bardziej znanym miejscu. W Bukowinie Sycowskiej! Co to oznacza? Rejs po najgłębszych zakamarkach cudownych lasów i jeszcze głębsze zanurzenie się w nich mojej duszy.

Przyjechałem tu nie tylko jako grzybiarz i leśny włóczęga. Moja dusza jest częścią tych lasów, swobodnie podążająca za światłem przeznaczenia i ciemnością boru podczas Święta Przesilenia Jesiennego. W Bukowinie zaczyna się sen utkany ze wspaniałych leśnych melodii. To układanka prowadząca przez marzenia, zamglone leśne korytarze, komnaty zbudowane z dębów, buków, sosen, topoli, świerków i brzóz.

Budzi się nowy dzień. Słychać licznie spadające krople wody z drzew. Czy to jest niemowlęcy płacz nowo narodzonej pory roku? Pani Jesieni, która w kolorowym zwierciadle jesiennych liści będzie kołysać drzewa do późnego listopada, aż zapadną w zimowy sen?

MAGIA JESIENNEGO PORANKA

Po godzinie 7. rozpoczyna się kompletnie oszałamiająca magia pierwszego jesiennego poranka. Przez najbliższe pół godziny nie będę szukał grzybów, nie będę na nic zwracał uwagi, tylko postaram się maksymalnie wchłonąć magię, którą przygotowały dostojne knieje Bukowiny

W świetle promieni Słońca wędrują zaszyfrowane znaki odwiecznej tajemnicy między tym co poznane, a tym co ciągle niezbadane i tajemnicze. Tu marzenia wypływają na zewnątrz z ludzkiej podświadomości. Człowiek doznaje duchowego oczyszczenia.  

Jesień o poranku otwiera bramę do nieosiągalności. Jej klucz delikatnie faluje we mgle. Wciąż dominuje barokowy przepych lata, który wkrótce zastąpi płomienisty i różnokolorowy jesienny gotyk.

Promienie Słońca tańczą między niebem i leśnymi głębinami. Czuję się tak, jakbym znalazł się w miejscu poza czasem i przestrzenią, gdzie nie ma już ograniczeń śmiertelnych, gdzie stałem się cieniem, który przeniknął do innej sfery egzystencji i wymiaru.

Mój duch znalazł się na tronie w królestwie lasów, cieni, mgieł i światła. Nikt nie jest w stanie opisać jej bogactwa i wartości. Ale można ją poczuć i zobaczyć. Nakarmić podświadomość i napoić duszę.

To schody do wiecznej krainy. Nadziei, że po krótkim ziemskim życiu uwolnimy się z łańcucha codzienności i ograniczeń. Niczym nie skrępowani rozwiniemy skrzydła wolności, aby wznieść się ponad wszelkie udręki i bolączki. 

W magicznym jesiennym poranku zapisana jest wielka prawda o drodze przeznaczenia. Moja prowadzi zawsze przez lasy. Widzę iskry światłości i nieznane widma w oddali. To dusze przodków, ludzi lasu, którzy tu żyli przed wiekami. Będę podążać tą drogą, żeby przejść od przeszłości w teraźniejszości do nieskończoności i spotkać ich, zjednoczonych w starym sosnowym borze przy świetle Księżyca.

Zanim nadejdzie nieznana przyszłość spoglądam na harmonię szczęścia, którą w lasach Bukowiny Sycowskiej czuję jak nigdzie indziej. Tu wypłynęło źródło radości i duchowej obfitości. Tu będę przyjeżdżał do późnej starości.

BOROWIK SZLACHETNY – KRÓL WRZEŚNIA 2022

Wrzesień 2022 roku w lasach Bukowiny Sycowskiej należy do prawdziwków. Leśne stworzenia bezapelacyjnie i jednomyślnie wybrały borowika szlachetnego na króla grzybów i nadały mu zaszczytny tytuł Grzybowego Władcy Lasów

Od poszukiwania szlachciców rozpocząłem grzybobranie po zaczarowanym transie magicznego poranka. Nie musiałem długo szukać pierwszych owocników. Zaledwie po kilku minutach ujrzałem pierwsze borowiki.

Ten wysyp prawdziwków przejdzie do historii nie tylko z uwagi na obfitość występowania owocników, ale również ze względu na ich wyjątkową zdrowotność, którą podczas tego grzybobrania oceniłam aż na 97-98%. To fenomenalny wynik. Praktycznie każdy borowik był całkowicie zdrowy, bez towarzystwa robaków.

Bardzo nieliczne borowiki miały częściowo robaczywy trzon, a jeszcze bardziej nieliczne były całkowicie robaczywe. Takich okazów znalazłem raptem kilka. Pozostałe to 100% zdrowotności i świetnej jakości.

Zacząłem odwiedzać sprawdzone miejscówki i na każdej z nich znajdowałem szlachcice w doskonałej formie. Część z nich postanowiłem fotografować. Tak rozpoczynało się kolejne wspaniałe grzybobranie.

Niektóre prawdziwki były doskonale widoczne, inne czaiły się w paprociach, pod gałęziami lub w grubej warstwie igliwia. Chodziłem bardzo wolno i coraz mocniej czułem adrenalinę, która jeszcze bardziej nakręcała mnie na grzyby. ;))

Minęły dwa tygodnie odkąd las obficie darzy szlachcicami i wydaje się, że ten cudowny stan zagrzybienia potrwa jeszcze przez jakiś czas, ponieważ warunki dla wzrostu i rozwoju grzybów wciąż są bardzo dobre.

Dotarłem do miejsca, w którym miękkość mchów przeplata się z pulchnością igliwia. To miejsce jest szczególne. Nawet, jak w danym dniu nic w nim nie rośnie, chodzi się po nim wybornie, a podczas lata – doskonale leży i odpoczywa. Teraz powitały mnie prawdziwki.

Postawiłem kosze, zdjąłem plecak i zacząłem się kręcić wokół z aparatem fotograficznym. Borowiki pierwszej klasy! Co tam pierwszej, zerowej! Jeden słusznych rozmiarów owocnik rósł sobie w trawie, oddalony od najbliższej sosny jakieś 13-15 metrów.

Natomiast w igliwiu rosły dwa prawdziwki, oryginalnie i w dosyć skomplikowany sposób zapętlone, a przy okazji zapiaszczone. Jednak nie wszystkie borowiki były dobrze widoczne i wyeksponowane przez las.

Kilka sztuk przyjęło taktykę maskowania się przed grzybiarzami. Grzybiarz mniej wprawny w wyszukiwaniu grzybów lub ten pędzący na łeb i szyję, raczej by ich nie zauważył, ewentualnie któregoś rozdeptał.

Ja chodziłem bardzo wolno i ostrożnie. Im bardziej skupiałem się na ściółce i wypatrywaniu ledwie widocznych fragmentów borowików, tym szybciej znajdowałem maskujące się owocniki króla grzybów. Bardzo lubię takie relaksacyjne, powolne wyszukiwanie leśnych zdobyczy.

Niektóre prawdziwki zostały “zdradzone” przez podświetlające je promienie słoneczne, inne osiągnęły już zbyt duże rozmiary, żeby pozostać w ściółce niewidoczne lub co najwyżej odsłonić niewielkie cząstki kapeluszy.

Po ponad godzinie wyszukiwania prawdziwków w koszu miałem około 50. przepięknych owocników szlachcica. Naokoło mnie zapachniało, serce się uradowało. Wyruszyłem na następne borowikowe stanowiska.

Jeszcze przed samą miejscówką, w pobliżu leśnego duktu rósł jeden z najbardziej malowniczo usytuowanych prawdziwków podczas grzybobrania. O mało aparatu nie upuściłem z ręki, jak ujrzałem boletusa majstersztyka. ;))

W samej miejscówce też rosły. Kosz stawał się cięższy, jednak – podobnie jak to miało miejsce na poprzednich grzybobraniach – połowę jego ciężaru niosła adrenalina i moja radość, że rozpoczęło się kolejne kultowe grzybobranie. ;))

Znajdowałem prawdziwki na przeróżnych stanowiskach. W trawie, pod młodymi bukami, w igliwiu, paprociach, jagodnikach, starym lesie i w młodnikach. Wszędzie borowiki były zdrowe, w najwyższej leśnej jakości.

Niektóre z mocą swojej grzybni, wręcz otwierały i rozkopywały ściółkę, żeby ujrzeć leśny świat. Inne siedziały potulnie w trawie. Mam też jedną ciekawą miejscówkę, dosyć nietypową jak na prawdziwki.

To fragment lasu, w którym rośnie sporo jeżyn. Zazwyczaj nie znajduję w jeżynach borowików szlachetnych. To miejsce jest jednak inne, często bogate w prawdziwki, które lubią bawić się w chowanego i ukrywają się za liśćmi jeżyn.

Nie ze mną te numery. ;)) Znam jeżynowo-prawdziwkową miejscówkę od lat i sztuczki stosowane w niej przez borowiki, których zbiór jest tu często okupiony poharataniem rąk kolcami jeżyn. ;))

Dla celów statystycznych policzyłem prawdziwki na końcu grzybobrania. 124 sztuki. Prawdziwków nie ma już tak dużo jak na początku wysypu, trzeba trochę pobiegać za nimi, nie znalazłem ich też na każdej znanej mi miejscówce borowikowej.

I taki stan zagrzybienia borowikami szlachetnymi lubię najbardziej, kiedy swoje trzeba wyszperać, wywłóczyć się po lasach i wyszukać króla grzybów. ;))

PODGRZYBKI

Co można napisać o podgrzybkach? Prawdopodobnie nadchodzi czas czarnych łepków. Wciąż znajdowałem jeszcze letnie podgrzybki z trawy i jagodników, często już przerośnięte i mocno nasiąknięte wodą. Pozostały w lesie. Jednak w igliwiu zaczynają wychodzić brunatni mistrzowie jesieni rozległych borów sosnowych.

Na razie znajdowałem je w mniejszych lub większych skupiskach. Nie ma jeszcze mowy o masowym wysypie, ale sytuacja na plus powinna zmieniać się z każdym dniem.

Mając na uwadze fakt, że moja relacja ukazuje się 5 dni po grzybobraniu, to w lesie sytuacja podgrzybkowa mogła się już mocno zmienić i kto wie, czy najbliższy weekend nie okaże się podgrzybkowym eldorado, które zresztą już ma miejsce w części województwa dolnośląskiego, w tym w Borach Dolnośląskich.

Podgrzybki jesienne różnią się od tych letnich pod kilkoma względami. Przed wszystkim są znacznie twardsze i masywniejsze (a przez to trwalsze w transporcie), natomiast ich trzony są zdecydowanie grubsze.

Wykluwają się masowo w piaszczystych sosnowych borach i zagajnikach ze skąpym runem, podczas gdy podgrzybki letnie najczęściej spotykam w lasach bardziej mieszanych z jagodnikami, paprociami i trawami.

Oczywiście teoria swoje, a grzyby swoje. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podgrzybki jesienne rosły na stanowiskach najbardziej preferowanych przez podgrzybki letnie i na odwrót. W lesie często tak właśnie bywa. Moim celem jest wskazanie na pewien trend / prawidłowość występowania podgrzybków letnich/jesiennych w różnego rodzaju siedliskach, od którego oczywiście istnieją wyjątki.

W najbliższym czasie planuję dokładnie sprawdzić sytuację związaną z jesiennymi czarnymi łepkami, ale znając siebie to najpierw pójdę za prawdziwkami. ;))

KOŹLARZE

Wrzesień obficie sypie również koźlarzami. O ile na początku miesiąca dominowały koźlarze czerwone, o tyle – wraz z postępującą jesienią, prym wiodą koźlarze w szarych odmianach kapeluszy, chociaż koźlarze czerwone wciąż można znaleźć.

Koźlarzy znajdowałem sporo, wybierałem tylko najbardziej twarde, masywne owocniki, gdyż te starsze były zbyt przerośnięte i nasiąknięte wodą. Na facebookowych grupach grzybowych zauważyłem, że niektórzy grzybiarze ładują przerośnięte koźlarze do wiader, koszy i dumnie prezentują pełne pojemniki… Zatem efekt ciapy w zbiorach mają gwarantowany. ;))

Zaczęły się też pojawiać koźlarze pomarańczowo-żółte. Ten gatunek w ostatnich sezonach mocno kulał, istnieje szansa, że w tym sezonie wróci do grzybowej gry. Już teraz warto sprawdzać swoje miejscówki, gdzie można spotkać jaskrawe krawce o brzozowych trzonach.

Większość gatunków koźlarzy kocha brzozy i topole osiki, ale mamy też koźlarze dębowe, sosnowe, świerkowe czy grabowe. W lasach Wzgórz Twardogórskich najczęściej rosną jednak te mikoryzujące z brzozami.

I są równie fotogeniczne co inne rurkowce. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie spowolnić nieco tempa grzybobrania dla uwiecznienia na zdjęciach kilkunastu pięknych owocników.

W alejce brzozowej namierzyłem bardzo okazałego koźlarza pomarańczowo-żółtego w doskonałej formie. Był on zdecydowanym wodzem i królem na tle wszystkich innych koźlarzy jakie w tym dniu znalazłem.

Ze ściółki kluje się dużo koźlarzowej młodzieży. Piękna zrobiła się jesień! Taka, jaką pamiętam z pierwszych sezonów grzybowych w życiu. Wkraczamy w fazę maksymalnego zagrzybienia lasów i nie chodzi tu tylko o gatunki jadalne, ale o grzybową różnorodność wszelkich gatunków.

Koźlarze zafascynowały mnie nie mniej niż prawdziwki i podgrzybki. Ich świat jest ogromny i zróżnicowany pod względem ubarwienia, miejsc występowania, kształtów, zapachu, twardości i sylwetki.

Kilka ledwie widocznych, bardzo młodych krawców pozostawiłem do podrośnięcia. Może je znajdę podczas następnej wycieczki, może znajdzie ktoś inny, a może po prostu zostaną skonsumowane przez leśne stworzenia.

Tak więc las mocno zakręcił kozakową ruletką, która w najbliższym czasie powinna się rozkręcić jeszcze mocniej i szybciej. ;))

POZOSTAŁE GATUNKI GRZYBÓW

W lasach mamy przyzwoite ilości maślaków, zwłaszcza zwyczajnych i żółtych. Te pierwsze zrobiły mi miłą niespodziankę. Znalazłem skupisko już dosyć sporych, ale twardych i jędrnych owocników. Wahałem się, czy je wziąć, ponieważ maślaki w większych rozmiarach, często są już zasiedlone przez larwy owadów.

Te były zdrowe, podobnie jak znaleziona rodzinka mleczajów rydzów, dosyć mocno zakopanych w ściółce. Zbiory w koszyku ważyły coraz więcej, ale stawały się też coraz bardziej zróżnicowane gatunkowo.

I trafił się on. Rydz nad rydze. Temu to już kompletnie nie dowierzałem, że może być zdrowy. Takie duże rydze zawsze znajdowałem w stanie dyskoteki w środku. Jednak i tu las mnie zaskoczył, bowiem super-rydz okazał się super-zdrowy.

Świat grzybów ukazywał mi coraz bardziej wykwintne i różnorodne oblicze. Znalazłem garstkę masywnych pieprzników jadalnych (kurek), a na śródleśnych łąkach młode czubajki kanie przypominające pałki perkusyjne.

Las zaczął grać na grzybowych skrzypcach balladę o zarośniętych kniejach, rozległych borach, rozpoczętej jesieni i rykowisku, które było słychać w oddali i nadawało szczypty napięcia nad oazą leśnego spokoju.

W młodej dębinie i buczynie wciąż można znaleźć krasnoborowiki ceglastopore. Również zdrowe, pachnące i jędrne. Kosz ważył już bardzo dużo. Podążałem za grzybami dalej, las prowadził mnie od grzyba do grzyba. ;))

Kolejne ceglasie i zdjęcia. Po sezonie będzie co wspominać i oglądać. Niektóre owocniki zostały nadgryzione przez zwierzynę lub ślimaki. Znalazłem również siedzunie sosnowe, które w największej ilości spotkałem pod koniec sierpnia

Doszedłem do miejsca, w którym postanowiłem zrobić przerwę, coś przekąsić i ugasić pragnienie. Specjalnie wybrałem je na odpoczynek, ponieważ odbywa się w nim biało-czerwony spektakl.

MUCHOMORY CZERWONE

Jesień ma wiele symboli. W świecie grzybów jednym z najbardziej wyrazistych i najpiękniejszych są muchomory czerwone. To chyba najbardziej patriotyczne grzyby w Polsce, ponieważ ich owocniki w całości namaszczone są naszymi barwami narodowymi. ;))

Wysypały masowo, ubarwiły, czy wręcz olśniły leśną ściółkę i oznajmiły swoją obecnością, że jesień 2022 przejęła stery w przyrodzie. Po magii poranka, teraz podziwiałem magię zaklętą w czerwonych kapeluszach z białymi kropkami/ciapkami.

Usiadłem w środku skupisk muchomorów i zacząłem je fotografować. Malownicze, przepiękne, kojące, delikatne, ale też niebezpieczne, jeżeli je spożyjemy. Grzybiarze działający w grzybowych grupach na FB, coraz częściej prezentują w koszach zebrane muchomory czerwone dla celów leczniczych.

Okazuje się, że przy odpowiedniej obróbce można wyciągnąć z muchomorów cenne pożytki prozdrowotne. Powstały nawet grupy na FB skupiające amatorów leczniczych właściwości tego gatunku grzyba.

Ja go tylko podziwiam, nie planuję ich zbierać w powyższym celu, jednak przyjrzę się temu zagadnieniu dla rozszerzenia grzybowych horyzontów. Pozytywne właściwości ‘Amanita muscaria’ są zresztą znane już od dawna. 

Swoja drogą, ciekawe jaka byłaby reakcja ludzi widzących mnie w pociągu z pełnymi koszami muchomorów? ;)) W tekście jednej z piosenek Marii Peszek pod tytułem “Muchomory” usłyszymy: “By się pozbyć złych humorów La la la la Robię zupę z muchomorów La la la la”. ;))

Poza niezaprzeczalną dominacją muchomorów czerwonych, wciąż można znaleźć duże ilości jadalnych muchomorów czerwieniejących, ale ich ilość oceniam na nieco mniejszą w porównaniu do poprzedniego tygodnia. Trafiają się też czubajki czerwieniejące.

A poza tym obfitość różnych gatunków grzybów zachwyca coraz bardziej. Wiele martwych pniaków ożywiły grzyby rosnące w skupiskach, np. maślanki lub łuskwiaki. Postanowiłem poszukać opieniek, gdyż w tym sezonie ich jeszcze nie znalazłem.

Klują się różne gatunki gołąbków, widziałem też muchomory zielonawe vel. sromotnikowe, ale rosły w wyjątkowo ciemnym niefotogenicznym stanowisku i nie zrobiłem im zdjęć.

Jeszcze 5 tygodni temu wisiało nad dolnośląskimi lasami widmo posuchy i bezgrzybia, jednak w pogodzie nadeszły solidne zmiany, które zainicjowały procesy grzybotwórcze. Najpierw ulewy pod koniec sierpnia, następnie wrześniowe opady i ochłodzenie.

Wszystko wskazuje na to, że dobre zbiory czekają nas jeszcze przez co najmniej 2-3 tygodnie, a może i dłużej. Pogoda jest wyśmienita, oby tylko nie przyszły większe przymrozki.

OPIEŃKI

Zaczynają się. Ja znalazłem mikrusy nie nadające się jeszcze do zbioru, ale jestem przekonany, że obecnie już na tyle podrosły, że mogę się po nie wybrać. Będę miał zagwozdkę od czego zacząć następne grzybobranie, chociaż – jak gdzieś tam wyżej wspomniałem – najpierw zacznę od prawdziwków.

Planowałem wracać do Wrocławia pociągiem, który przyjeżdża na stację po godzinie 15. Jednak las tak mnie wciągnął, że zostałem dłużej, do 17. Kosz “bandzior” ponownie wypełnił się diamentami lasów Bukowiny Sycowskiej.

Zmęczony, ale naładowany lasem i jego dobrami wykonałem ceremonię fotografowania wyśmienitych zbiorów. Grzyby poukładałem w koszu bardzo starannie i szczelnie. Jeszcze nie wiedziałem, jaki czeka mnie barwny powrót do Wrocławia.

Drugi mniejszy koszyk “bandziorek” był wypełniony grzybami prawie do połowy. Znajdował się w nim miks podgrzybkowo-siedzuniowo-czubajkowo-rydzowo-maślakowy. Idealny na sos.

Doczłapałem się do stacji i dowiedziałem się, że pociąg ma mieć około 30 minut opóźnienia. Trudno. Nie pierwszy i ostatni raz. Aż tu nagle niespodzianka. Pociąg przyjechał tylko z dziesięcio-minutowym opóźnieniem.

DALEJ POCIĄG NIE POJEDZIE

Pociąg jechał trochę kulawo, stawał pod semaforami, ale generalnie nie było źle. Spokojnie siedziałem i odpoczywałem. Spoglądałem przez szybę i podziwiałem widoki. W końcu pociąg dojechał do Oleśnicy. I tu rozpoczęła się największa niespodzianka transportowa.

Przyszedł konduktor i oznajmił, że na trasie Oleśnica – Wrocław doszło do wypadku i w związku z tym zablokowany jest przejazd na obu torach. Pociąg dalej nie pojedzie, za jakiś czas będzie wracał do Ostrowa Wielkopolskiego

Jeden z pasażerów zapytał – a co z komunikacją zastępczą? Konduktor oznajmił, że w centrali nic nie powiedzieli, ale pewnie coś podstawią, jednak nie wcześniej niż za 2-3 godziny. No to super. Ludzie wystawieni przez POLREGIO po całości.

Na szczęście to Oleśnica, a więc istnieje duża szansa na wydostanie się do Wrocławia innym środkiem transportu zbiorowego, np. autobusem. Dzięki aplikacji ‘e-podróżnik’ szybko zorientowałem się, że o 19 będzie jechał autobus linii 504 do Wrocławia, tyle, że z Dworca Głównego PKS w Oleśnicy, który jest oddalony od dworca PKP o ponad 2 km. Nie za bardzo chciało mi się przejść ten odcinek z dużym grzybowym obciążeniem po całym dniu leśnej włóczęgi.

Okazało się, że z przystanku autobusowego ulokowanego przy dworcu PKP odjeżdża bezpłatny autobus linii 3, który dojeżdża do dworca PKS. Wsiadłem do niego wraz z połową pasażerów z pociągu. Na dworcu PKS chętnych pasażerów na autobus do Wrocławia było bardzo dużo. Czy wszyscy zmieszczą się w autobusie? Czy kierowca pozwoli na taki tłok w pojeździe?

Zrobiło się nerwowo, chociaż ludziom dopisywał humor. Autobus przyjechał kilka minut przed 19. Kierowca z pomocnikiem bardzo sprawnie poradzili sobie z nadzwyczajnym popytem na ich autobus. Bagaże zostały włożone do bagażnika, kosze z grzybami też. Poznałem dwóch starszych grzybiarzy, którzy wracali z Grabowna Wielkiego. W kompletnym tłoku i uścisku ludzie wykazywali się wzajemną życzliwością i pomocą. Jak ludzie chcą to potrafią. ;))

Autobus był załadowany ludźmi do samego kierowcy. Wśród pasażerów jechała grupka harcerzy z gitarą. Zapytali, czy mogą coś nam zaśpiewać i zagrać? Nikt nie wniósł sprzeciwu i tym samym rozpoczęła się muzyczna część powrotu z grzybobrania. ;)) Grzybiarze których poznałem okazali się miłymi rozmówcami i doświadczonymi w sztuce włóczenia się za grzybami. Całą drogę rozmawialiśmy. Oczywiście o lasach i grzybach. ;))

Po drodze na niektórych przystankach wysiadło kilka osób, dzięki czemu w autobusie zrobiło się ciut luźniej. Harcerze śpiewali, myśmy o grzybach rozmawiali i jakoś toczyło się to wszystko. Podróż trwała około 50 minut. Przed 20. autobus zatrzymał się na Placu Grunwaldzkim.

Udało mi się szybko złapać tramwaj i około 20:30 stawiłem się w domu. Wymęczony, skapcaniały, zgrzybiony i zagrzybiony, ale – jak zawsze – pogodny i szczęśliwy. Z grzybami “walczyłem” do 2. w nocy, resztę przerobiłem następnego dnia.

No i jak tu nie kochać przygód grzybowo-leśno-pociągowych? Moi znajomi grzybiarze samochodowi ni w ząb nie potrafią tego zrozumieć. Kiedyś im to tłumaczyłem, teraz odpuściłem. Jak ktoś nie czuje tego klimatu to pewnie nie poczuje i na marne idą moje wywody oraz tłumaczenia.

Tymczasem – dopóki mogę i siły mi na to pozwalają – celebruję i hołduję grzybiarstwu pociągowemu, które na trasie Wrocław – Ostrów Wielkopolski dogorywa i przechodzi do księgi zapomnienia. Dzięki takim wariatom jak ja i kilku innym, będzie jeszcze trwać przez jakiś czas. Astronomiczna jesień w Bukowinie powitana, grzybowo perfekcyjna z głęboką hipnozą magii leśnego poranka. Czas szykować gumowce i kosze na następną wyprawę!

DARZ GRZYB! :))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.