facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 06 Sty, 2020
- 2 komentarze
Gruszeczka-Skoroszów. Po 15 latach.

Gruszeczka-Skoroszów. Po 15 latach.

Niedziela, 5 stycznia 2020 roku. Pierwsza, noworoczna wyprawa do lasu. Wyprawa szczególna, ponieważ pojechałem w lasy, w których byłem ostatnio 15 lat temu. To jedne z najbardziej popularnych dla grzybiarzy tereny, w bliskiej odległości od Wrocławia, a jeszcze bliższej od Trzebnicy.

Legendarna Gruszeczka i także legendarny Skoroszów. Wspaniała trasa, malownicze tereny, pogoda jak na początku marca, a nie na początku stycznia. Można tam dojechać autobusem spod dworca kolejowego Nadodrze we Wrocławiu. Jedzie się nieco ponad godzinę.

W Gruszeczce, wystarczy cofnąć się od przystanku autobusowego kilkadziesiąt metrów i przy świetlicy wiejskiej skręcić w lewo, a lasy już zapraszają wędrowca/turystę szeptem szorstkiego, styczniowego wiatru, dyskretnie nucąc: wejdź… i daj się ponieść borem. Idź jak najdalej i jak najgłębiej. Teraz jesteśmy same, bez tłumów grzybiarzy. Możesz w spokoju nas oglądać i upajać się głębokim snem odpoczywającej przyrody.

Olśnienie przychodzi nad ranem. Natchnienie wieczorem. Ileż to wspomnień z leśnych wycieczek we mnie się obudziło. Wielu terenów nie poznałem. 15 lat. Sporo czasu. Mnóstwo się pozmieniało. Niektóre lasy wycięli w pień. Inne sporo podrosły. Jeszcze inne, nabrały bardziej sędziwego wyglądu.

Na szczęście duch, klimat i moc tych lasów pozostały. I ponownie naprężyły swoje niewidzialne muskuły w zwierciadle piękna tych lasów. Ponad trzema wymiarami istnieje jeszcze ten leśny. Na płaszczyźnie fizyki taki sam, jak poza nim. Na płaszczyźnie duchowej, górujący w sferze najskrytszych marzeń i tęsknoty za dawnymi czasami.

Czarno-białe sny o czasach, kiedy tu chodziłem, przemieniły się w kolorową rzeczywistość. Te same drogi. Te same miejsca. Oblicze jednak zupełnie nowe. W źródle przemijania i ciągłej zmiany. Las daje mi sygnał, że wszystko już minęło w otchłani historii. Nowe – choć podobne – zawsze jest nowe.

Styczniowe Słońce przeplatało się z mgłą tajemnicy. Las 2020, choć tak wiele razy zmieniony przez człowieka, nie wyzbył się swojego pierwotnego instynktu pra-puszczy, która była, jest, i na zawsze będzie jego pierwszą i jedyną Matką.

Niuanse w letargu i pozornie zatrzymanej chwili. Bo czy skorupka lodu jutro nie stopnieje, a mgła nie opadnie? Jednak tu dotyk chwili jest najważniejszy. I choć także i on przeminie, pozostanie w sercu i na zdjęciach.

„Zdziczałe” dziki buchtują runo. Dla estetów wygładzonej i wypolerowanej ściółki to leśne wandale. Dla lasu – specjalistyczne bojówki anty-larwalne i anty-pędrakowe, aby te, nie zdobyły większości głosów na terytorium podściółkowego królestwa.

W lesie zaczyna się gra światła i cienia. Część lasów pokrył cień. Część kąpie się w Słońcu. Kalejdoskop barw, intensywności i natężenia przesuwa się ze wschodu na zachód. Fale światła i głębia cieni. Z nich wypływa zwierciadło duszy styczniowego lasu.

Droga ciemności drogą ku światłości. Dusza niespokojna, dusza wrażliwa. Choć Słońce to ciepło i jasność, głęboki cień, wciąga w swój mrok. Imponuje blaskiem natchnienia i magii nocy. Zaklęcie rzucone. Namiętność w czerni woła.

Jemioła szczęścia zwiesiła się w połowie sosny. Opalający się buk przy leśnej drodze. Tak się opala, a nadal blady. Ale nie o to mu chodzi, żeby z bladego buka, przeobrazić się w czarnego, leśnego maga. To zakamarki bukowej tajemnicy.

W środku lasów głębokie doły i wykopy. Żwir tu wydobywają i teren ten, raczej kopalni bliższy klimatem niż pięknym lasom. Nie widziałem tego 15 lat temu, chociaż – być może – chodziłem gdzieś obok.

Po kopalni żwiru jeszcze trochę czasu, kilkanaście minut wędrówki wśród klasycznych borów sosnowych, z niewielką domieszką buków. Napięcie wzrasta, bo kulminacja wycieczki zbliża się z każdym krokiem. Czy istnieje jeszcze „szmaragdowy” las”?

SZMARAGDOWY LAS

Niepokój budzi wyrąb lasu po lewej stronie drogi. Ale idę dalej i już wiem, że ocalał. Że po 15 latach, moje oczy ucieszą się z widoków, którymi podzielę się z innymi. Słońce nabiera ciepłego, natchnionego wyglądu nad wstępem do niego. To jedno z najurokliwszych miejsc na trasie.

Szmaragdowy las to niewielki skrawek, w porównaniu do całej powierzchni tych terenów. Za to panuje w nim kondensacja klimatu leśnego, wspaniałości i wszelkiego, magicznego pyłku jedności z lasem. To tu odnalazłem ukryty wymiar gruszeczkowo-skoroszowskich lasów. 

Teatr wyschniętych paproci płonie leśnym świtem. Błękit nieba przecina odrzutowiec nad turkusowymi sosnami i świerkami. Znów poczułem tę moc. Ten polot, delikatność i taniec przyrodniczy w styczniowym walcu snów.

Tereny te czasami zalewa woda. Bywały okresy, kiedy w gumowcach ciężko było tędy przejść. Szmaragdowy las. Droga skąpana mglistą powłoką. Kusząca magicznymi wędrówkami. W oddali niewielka, stara górka. Chyba naturalna.

To już koniec serca szmaragdowego lasu. Czy to był tylko dotyk iluzji pod wpływem chwili? Czy jednak coś więcej? Las nie zakłada maski. Jest prawdziwy. Zawsze. 

Cień chowa się w zwartej sośninie. Droga wpuszcza promienie, które, co jakichś czas otula mgła. W przeciętym i dojrzewającym rębnie lesie, światłość hula swawolnie. Uśpiony duch podgrzybkowych mocy chrapie w szarej martwocie trawy.

Aleja brzozowa. Aleja kozakowa. Teraz bez odzienia. Naga i czysta. Wolna i przejrzysta. Wędrówka zmierza dalej. W styczniowej aurze. W końcu – zapomniana droga z „kocich łbów”. Zapomniałem o niej. Teraz wreszcie odkurzyłem pamięć o jej istnieniu.

Skoroszów już wita. Po 15 latach. Pyta – gdzie byłem? Co mam odpowiedzieć? Milczę, ale radość ze spotkania jest ogromna. Wróciłem tu. Starszy, zmieniony, bardziej doświadczony. Wciąż jednak bardzo daleki od stanu nasycenia lasem. Tego stanu nigdy nie osiągnę. 

Ostatnie chwile. Ostatnie wspomnienia, kiedy chodziłem tu z bliskimi, którzy już odeszli. Może ich duchy spacerują razem ze mną? Może ciszą się, że o nich myślę i wspominam? Wszystko to skomplikowane. Otchłań przemijania i wątpliwości jest nieograniczona.

Skoroszów niewiele się zmienił. Może przybyło trochę ludzi i domów. Odnowiono wiatę autobusową i niektóre drogi/chodniki. Kogut nadal budzi z rana ludzi. Zauważyłem też dom z którego „wyrasta” drzewo.

Czas wracać do Wrocławia. Siadam z tyłu z wyjątkowym bagażem, który niesie moja głowa. Bagaż przemiłych wspomnień i radości z pierwszej, noworocznej wycieczki do lasu. Każda wycieczka do lasu to moc wrażeń, a czasami też wspomnień. Niech las będzie z Wami, a Wy z lasem! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • krzysiek z lasu //08 Sty 2020

    Cześć Paweł
    Zawsze warto wracać do miejsc w których dawno się nie było, a już zwłaszcza 15 lat…
    Pozdrawiam 😉

    • Paweł Lenart //09 Sty 2020

      Darz Las Krzysiek! 😉

      Zgadzam się w 100%. A tymczasem zapraszam na artykuł o Twoim „Niezłomnym” buku. 😉
      Pozdrawia,. ;))