facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 13 Lip, 2021
- 2 komentarze
Esencja lipcowego lasu.

Esencja lipcowego lasu.

10 lipca 2021 roku. Czekałem na ten dzień. Dzień po burzach i obfitych opadach deszczu, które przetoczyły się nad bukowińskimi i okolicznymi lasami. Miejscami napadało nawet 60-70 litrów wody na metr kwadratowy, a zatem opad w tej ilości należy uznać za bardzo duży. Sobota w prognozach pogody widniała jako dzień wytchnienia od upałów i niebezpiecznych burz.

Niestety dla sobotnich i niedzielnych zbieraczy jagód lub grzybów, którzy jadą z
Wrocławia do lasu pociągiem, szanowne PKP “uszczęśliwiło” niekorzystnym rozkładem jazdy (w dniach roboczych dojazd jest bardzo dobry). Pierwszy i jedyny pociąg z Wrocławia odjeżdża dopiero 20 minut przed godziną 9. Na dodatek jedzie przez Oleśnicę Główną, w której ma 13-minutowy postój. W efekcie na stację do Bukowiny przyjeżdża dopiero na 10.

To zdecydowanie za późno, niezgodne z normami dla fanatycznych 😉 grzybiarzy, którzy – wedle starej sztuki prawideł leśnego zbieractwa – powinni się stawić w lesie skoro świt, ewentualnie godzinkę lub dwie po wschodzie Słońca. A w tej sytuacji mamy ponad 5 godzin od wschodu naszej Najjaśniejszej Gwiazdy. Wyjściem z sytuacji jest zakup samochodu, ale w moim przypadku to nie wchodzi w grę. Jako jeden z nielicznych grzybiarzy “pociągowych”, bardzo lubię korzystać z usług PKP i tyle.

Na szczęście są jeszcze znajomi, a zwłaszcza jeden (pragnie pozostać anonimowy), który dojeżdża z Wrocławia bardzo wcześnie do pracy, przejeżdżając w pobliżu Bukowiny. Dzięki temu mogłem powitać las już około godziny 5. Wysiadłem w pobliżu Wydzierna i nie zastanawiając się zbyt długo, od razu poszedłem na jagody. Było pochmurnie, bardzo rześko i mokro po burzowych ulewach. Las zaczął uwalniać z siebie niesamowite zapachy!

Z rana nie pstrykałem żadnych fotek. Skupiłem się na jagodach, które po obfitych opadach zaczęły puchnąć i nabierać solidnych rozmiarów. Przerwę w zbieraniu zaplanowałem zrobić około południa w celu wykonania rundy zwiadowczo-grzybowo-krajobrazowej po lasach wokół Wydzierna i Międzyborza. Im bliżej wskazówki zegara zbliżały się do półmetku dnia, tym śmielej Słońce wychylało się zza chmur.

Na początku tej rundy, zamiast sprawdzić co w ściółce piszczy, wypatrzyłem kącik kulinarny dla leśnych łasuchów. Piękne, dorodne maliny. W każdym sezonie planuję, że chociaż jeden wyjazd poświęcę na ich zbiór i na wielkich planach się skończy. A przecież bywały w mojej karierze grzybiarza malinowe wyprawy, gdzie potrafiłem nazbierać nawet 12 litrów tych owocowych pyszności. 

Teraz jakoś nie mogę się przeprogramować z jagód na maliny. Całe moje zbieranie malin kończy się na solidnej degustacji prosto z krzaka. 😉 Leśne maliny są dosyć żmudne w zbiorze z uwagi na ich mniejsze rozmiary w porównaniu z malinami ogrodowymi. Trzeba się nieźle napracować, żeby nabierać kilka litrów tych smakołyków. Na dodatek są bardzo miękkie i należy je zbierać ostrożnie, z wyczuciem. Czyli na ten rok zbiory malin zakończyłem zanim rozpocząłem. 😉

LIPCOWA ESENCJA

Po południu Słońce świeciło przez coraz dłuższe momenty, a ja zdałem sobie sprawę, że znalazłem się w centrum lipcowej odsłony majestatu lasu. Poszczególne zakamarki lasów odkryły i zaprezentowały mi najbogatszą ofertę letniego piękna, jaką dysponują. Runda zwiadowczo-grzybowo-krajobrazowa zamieniła się w czarującą sztukę leśnego dostojeństwa.

Ja to już tak mam w tych lasach. Jadę do nich po raz tysięczny i na początku wydaje się, że szybko przejdę, sprawdzę co, gdzie i jak rośnie lub nie rośnie, zawinę na lewo, prawo, wrócę, zdam relację z wyprawy i kropka. I zawsze wychodzi inaczej. Fantastycznie inaczej. U mnie nie może być sztampowo, oschle, bez wyrazistości i kolorytu. Musi być podniośle, w zachwycie, pompatycznie z patosem. 😉

Właśnie z patosem trafiłem na stanowisko ponurnika aksamitnego. Wiadomo, że po dłuższym okresie bez opadów – a taki do niedawna panował w tych lasach – cudów nie będzie i nie znajdę kozaków, prawdziwków czy kurek. Niemniej każdy grzyb cieszy, nawet ten niejadalny, bo zawsze daje to nadzieję na “przybycie” za jakiś czas z podziemi tych jadalnych.

Pojawiają się też nieliczne gołąbki i mistrzowie przetrwania w trudnych dla grzybów warunkach – czyli trujące tęgoskóry cytrynowe. Bardzo szybko zareagowały po opadach, bo od ich wystąpienia minęły przecież tylko dwie doby. Żeby też prawdziwki, podgrzybki czy kozaki były takie szybkie. Jednak na nie wciąż trzeba tu poczekać, a patrząc na rozkład temperatur to wydaje się, że poczekamy długo.

Na terenach górskich notuje się pierwsze, lokalne wysypy grzybów, głownie borowików usiatkowanych, miejscami szlachetnych i kurek. Niziny jednak wciąż muszą czekać, jednak nie wszędzie lasy świecą pustkami. Punktowe wypryski grzybowe notowane są m.in. w Borach Dolnośląskich (kurki, kozaki, prawdziwki). Do prawdziwego, grzybowego szaleństwa jest jeszcze daleko, ale… każdy dzień przybliża nas do jesieni. ;))

DĄB SZYPUŁKOWY STRASZYDŁO 

Na trasie mojej wyprawy znajdował się dąb szypułkowy Straszydło, który rośnie dyskretnie ukryty w lasach Międzyborza. Dla mnie to jedno z najważniejszych drzew tych terenów. Nie jest on jakiś szczególnie okazały na swój gatunek, odznacza się też coraz gorszą kondycją i bardzo krótkim, malowniczym pniem.

Jego niezwykłość – poza samym wyglądem i poetycko zielonym, cudnym lasem w którym rośnie, polega jeszcze na tym, że od niego zaczęła się moja przygoda treehuntera. Jest pierwszym drzewem, które postanowiłem opisać i przybliżyć w ramach cyklu pereł dendroflory Wzgórz Twardogórskich ( https://www.lenartpawel.pl/perly-dendroflory-wzgorz-twardogorskich-dab-szypulkowy-straszydlo.html ).

Stało się to ponad 5 lat temu. Jeżeli kiedyś w księgach historii ktoś będzie chciał o mnie napisać, to śmiało może wskazać, że Paweł Lenart jako treehunter zaczął oficjalnie działać 6 maja 2016 roku, kiedy na blogu opisał pierwsze drzewo, którym jest właśnie dąb szypułkowy “Straszydło”. 😊

Po uroczystych odwiedzinach dębu Straszydło, ponownie zaszyłem się w jagodach, pstrykając przy okazji trochę fotek. Według mnie jeszcze nie ma kulminacji sezonu jagodowego, ale jest do niej już bardzo blisko. Niezwykle istotne były ostatnie opady, które dodały owocom “turbo doładowania”. 

W prognozach pogody widać kolejne większe opady, a więc prawdopodobnie ten tydzień rozpocznie kulminację sezonu, która potrwa co najmniej do końca lipca. W sierpniu rozpocznie się powolny, ale systematyczny spadek ilości jagód, chyba, że przyjdą tropikalne upały bez opadów to sezon zakończy się bardzo szybko – tak – jak miało to miejsce np. w 2015 roku.  

Jagody zbierałem w sumie w trzech miejscach. W pobliżu Wydzierna, wokół Wzgórza Zbójnik i w lasach pod Międzyborzem. Wszędzie ich ilość była przyzwoita, ale większych owoców trzeba trochę poszukać, wciąż przeważają jagody w średnich rozmiarach. Zauważyłem też, że niektóre krzewinki mają przedwcześnie przebarwione liście na kolor brązowy.

To prawdopodobnie efekt jakiejś choroby, patogenu, ponieważ nie przypuszczam, że stało się to od braku opadów i nadmiaru operacji słonecznej. Na niektórych stanowiskach przebiegała wyraźna granica między przebarwionymi, a soczyście zielonymi borówkami.

To przebarwienie liści zauważyłem nawet na stanowiskach bardziej zacienionych, co wyklucza teorię o nadmiarze Słońca. W tym sezonie na szczęście nie ma przewlekle ciągnących się, gorących i bezopadowych okresów, które dominowały w 2015 lub 2018 roku.

Na powyższych dwóch fotografiach prezentuję magiczny las w okolicach Międzyborza, w którym zakończyłem zbierać jagody. Podczas wysypu grzybów rośnie w nim sporo podgrzybków, a obecnie mamy tu obfitość jagód. Las ten – według mnie – najwspanialej ukazał mi lipcowe oblicze leśnego świata, jego esencję i fundament. Po obfitych opadach i burzach zapanowała letnia cisza, bezkres zieleni i niewyczerpane źródło wrażeń duchowych, pomimo, że to w sumie skąpy pod względem bioróżnorodności las gospodarczy.

Mamy pełnię meteorologicznego lata, które przypada na połowę lipca. To jeden z najbardziej zarośniętych okresów w ciągu roku. Nawet w lesie gospodarczym można odetchnąć w cieniu, skryć się przed palącym słońcem, zanurzyć w toni dna lasu, oczyścić umysł, wchłonąć nektar świeżości, poczuć zieloną moc i dostrzec jej głębię.

W lesie odnajdziemy przyrodniczą otchłań czwartego wymiaru. Poza długością, szerokością i wysokością jest jeszcze coś głębszego, niby bardziej ukrytego, jednak gdy oczyścimy umysł i wyrzucimy choć na moment wszelkie troski, odkryjemy ten wymiar i poczujemy z całą mocą. To wymiar duchowy, płynący ponad zmysłami, ponad świadomością. To miejsce do którego tęsknimy, chociaż nie potrafimy go zdefiniować i do końca nie wiemy, jak w nim jest… Znajduje się jakby w lesie, ale ponad nim i w jego głębi. W przeszłości, teraźniejszości i przyszłości…

Ten magiczny przypływ, wynikający z bliskości do niedostępnego świata leśnej duszy, spróbowałem zatrzymać na kilkuminutowym filmie: https://drive.google.com/drive/folders/1GN8EiCv-ilao2KwPQU7OS_oZ6SfLLbn-  

Poza dębem Straszydło odwiedziłem też inną perełkę dendroflory tych lasów – dąb “Walczący z grawitacją”, który ma się dobrze i wciąż wprawia w osłupienie tych, którzy go zobaczą po raz pierwszy. Drzewo jest bardzo mocno pochylone do przodu i nie przejmuje się statyką oraz prawami fizyki. ;))

Później zachciało mi się zbójowania. ;)) To oznacza, że postanowiłem wejść na najwyższe wzniesienie na Wzgórzach Twardogórskich, którym jest Zbójnik. Odwiedziłem je w lipcu zeszłego roku. Od tamtego czasu nie byłem na Zbójniku, tym bardziej korciło mnie, żeby tam się wdrapać.

Do Zbójnika można łatwo dojść leśnymi drogami od Międzyborza lub Wydzierna. Można też skrajami lasów dreptać od Bukowiny lub Ose. Jak ktoś zna drogą na skróty, czyli na przysłowiową szagę to też się wdrapie na Zbójnika od bardziej zdziczałej strony stoku, którą zresztą wybrałem. Za to z powrotem wracałem już wygodną, szeroką drogą.

Na drzewie ktoś powiesił flagę Polski, a więc dodano tu mocny akcent patriotyczny. I dobrze. Mi się to podoba. Wciąż jest skrzynka z notesem, pieczęcią i długopisem w środku. Nie zrobiłem do niej wpisu, w sumie nie wiem dlaczego. Może dlatego, że wpisałem się w zeszłym roku? Albo dlatego, że prawdziwy Zbójnik pozostaje anonimowy? 😊

Po zbójowaniu postanowiłem przemieścić się bliżej skrajów lasów Międzyborza, aby dozbierać jagód i pomału szykować się na drogę powrotną do Wrocławia. Poza tym, miałem jeszcze kilka miejsc do sprawdzenia, chociaż i tak wiedziałem, że grzybów w nich nie znajdę.

Jedno z nich poległo podczas wycinki lasów. W ostatnich latach leśnicy pozyskują dużo drewna, ale też wiele miejsc ponownie się zalesia, także ciągłość lasu trwa. Temat wycinek jest od dłuższego czasu przedmiotem żarliwych i gorących dyskusji, zwłaszcza na portalach społecznościowych. Często stosuje się tam żonglerkę emocjonalną, a nie merytoryczną dyskusję.

Przypuszczam, że przyspieszające zmiany klimatyczne i tak wymuszą korektę spojrzenia na lasy i sposoby ich zarządzania, bez względu na krzyk ludu i argumentację Lasów Państwowych. Postulaty o utworzeniu nowych Parków Narodowych i rezerwatów uważam za jak najbardziej słuszne.

Uważam też, że w lesie można spotkać duchy, który ukrywają się w złamanym i martwym drzewie. ;)) Dwa z nich postanowiły mnie porządnie wystraszyć, kiedy to wyłoniły się tuż przede mną, a ja – niczego nieświadomy – szedłem spokojnie leśną drogą.

Jakież było ich zdziwienie, kiedy zamiast szybko uciekać, zatrzymałem się, zdjąłem plecak, wziąłem aparat i zacząłem je fotografować. “Tego to nic nie wystraszy” – pomyślały sobie. “Im więcej coś straszy, tym bardziej go to interesuje do pieruna jasnego”. 😊

Lipcowy las wciąga mnie w swój bezkres i bezmiar. Najchętniej ciepnąłbym wszystko i pozostał tu na dłużej. Jedynie strzyżaki sprowadzają mnie na ziemię i przekazują ważną informację – lepiej nie zostawaj bo cię zeżremy żywcem. ;)) Gdzieś podziały się komary, albo przy strzyżakach to nawet ich nie zauważałem.

To był jedyny mankament obchodu lasów. W czystych sosnowych lasach jagody zbierało się całkiem przyjemnie, owady atakowały raczej rzadko. Jednak w niektórych częściach lasu (zwłaszcza liściastych) dosłownie rzucały się na mnie jak wygłodniała wataha wilków. I to właśnie strzyżaki a nie komary dawały mi popalić najbardziej.

Środki na owady nie do końca spełniają swoje zadanie. Tak uważam, gdyż pomimo ich obfitego użycia, strzyżaki wciąż siadały na mnie i chciały skosztować krwi. Komary i bąki odpuściły, czyli chyba trochę te specyfiki działały, ale nie na strzyżaki.

Trzeba pamiętać, że kiedy jedziemy do lasu, a pogoda sprzyja owadom (ciepło i wilgotno), to te nie próżnują i szukają ofiary. Na jagody jeździ coraz mniej ludzi, nawet miejscowych nie spotkałem, więc krąg potencjalnych owadzich ofiar mocno się skurczył. Dlatego jak już mnie wyczaiły to nie mogły sobie odpuścić szansy krwistego upojenia. 😊

Na zegarku wskazówki wskazały godzinę 17., czyli pozostało mi niecałe 60 minut do pociągu. Wprawdzie mogłem wrócić ostatnim, który przyjeżdża przed godziną 20, ale tym razem sobie odpuściłem. Na polach zbliżają się żniwa, które rolnicy miejscami już rozpoczęli. Lipcowa esencja lata w lasach Międzyborza została zaliczona i uwieczniona.

Teraz przyjdzie czas na lipcową kwintesencję lata w lasach Bukowiny Sycowskiej i Goli Wielkiej. Pisząc ostatnie zdania z tej wyprawy, myślami jestem już na następnej. Tylko nie mogę pogodzić się z tym, co wydarzyło się na stacji w Bukowinie (otrucie drzew), podobnie jest w Międzyborzu. Sprawcy wciąż są nieznani…

Krótko podsumowując – w lasach Wzgórz Twardogórskich zaczął się najlepszy okres na zbiory jagód, natomiast grzybów nie ma, a perspektywy grzybowe są liche pomimo opadów, gdyż temperatury dla grzybów są za wysokie. Jeżeli nawet coś się wykluje to robaki w tych warunkach szybko opanują owocniki grzybów. Za to las przepięknie toczy się lipcem i już tylko z tego powodu naprawdę warto do niego pojechać. 😉

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • wojek //14 Lip 2021

    Witam Towarzysza Pawła:)
    Z Wami to jak zwykle. Przyznaj się, że wypiłeś rację piwa przeznaczoną dla krasnoludków i znowu widziałeś jakieś duchy. Ech co my z Wami mamy. Dziwożony, Rusałki, Nimfy, Topielice, Duchy, że też tego jak mu tam Serpentynek zdaje się wspomnę. A las Paweł cóż Ci mam napisać. On jest zawsze jedyny o każdej porze roku. Teraz mamy pełnię lata, czas naszych małych “żniw”. Jagody, borówki (no dobrze te troszkę później), maliny, jeżyny. Jeszcze troszkę i dojdzie żurawina, dereń, orzechy no i oczywiście grzyby. Ani się obejrzymy nadejdzie ta późniejsza jesień i prawdopodobnie wygoni grzybiarzy z lasu. Las trzeba będzie oddać myśliwym, drwalom no i takim wariatom jak my:) A da Bóg doczekamy się znowu wiosny i będziemy czekać na nowy sezon:)
    A co do naszej dodatkowej rozrywki czyli strzyżaków, komarów, gzów i meszek cóż Paweł te dodatki są wpisane na stałe w nasz leśny żywot:)
    Serdecznie pozdrawiam:)
    Darz Grzyb!

    • Paweł Lenart //20 Lip 2021

      Cześć Wojtek. 😉
      Te wszystkie wymienione przez Ciebie stworzenia widzę bez trunków, aż strach pomyśleć co bym zobaczył, gdybym je jednak spożył. ;-))))

      “A las Paweł cóż Ci mam napisać. On jest zawsze jedyny o każdej porze roku. ” – według mnie jest jedyny podczas każdej wycieczki. 😉

      Czas ucieka bardzo szybko, dopiero witaliśmy wiosnę, w tu już za kilka tygodni zakwitnie wrzos zwiastujący nadchodzącą jesień.
      Pozdrawiam.