facebooktwitteryoutube
Aktualności - 09 Lis, 2017
- brak komentarzy
Dąb szypułkowy „Henryk”. Kolos wśród młodzieży.

Pozostaję na blogu w aurze sędziwych drzew. Ostatnio był jesion wyniosły „Bolko” z Dusznik-Zdroju, dzisiaj prezentuję kolejne, wspaniałe drzewo. To rosnący na północ od miasta Twardogóra, za Przysiółkiem Wesółka, dąb szypułkowy Henryk. Wspomniałem o nim przy okazji w artykule opisującym dęba szypułkowego „Lider” rosnącego mniej więcej kilometr za Henrykiem. Tree hunter, jako tropiciel wyjątkowych okazów dendroflory, nigdy nie powinien pomijać drzew, które już kiedyś zostały odkryte, opisane, nazwane i nadano im status pomnika przyrody.

Imię temu okazowi nadała młodzież szkolna w wyniku konkursu turystycznego zorganizowanego przez Bożenę Hołubkę na cześć Henryka III Głogowskiego. Obwód pierśnicowy drzewa wynosi 584 cm. Rośnie w tym miejscu ponad 300 lat, czyli prawie połowę tego czasu, przez jaki istnieje samo miasto Twardogóra. Gdyby tylko umiał przemówić – jak wiele nieznanych dotąd historii o tej ziemi i jej mieszkańcach mógłby nam opowiedzieć… Dąb ten ma status pomnika przyrody.

W jego bezpośrednim sąsiedztwie rośnie dąb szypułkowy „Bliźniak”, o którym także już wspominałem. Jednak opiszę i pokażę go bardzo dokładnie w odrębnym artykule, bo w pełni na to zasługuje ten ponad 400-letni olbrzym. Dąb Henryk robi nieprawdopodobne wrażenie z uwagi na swój bardzo masywny pokrój i towarzystwo innych drzew, będących od niego szczuplejszych o kilka metrów i młodszych o kilkaset lat. Sam się zastanawiam, jak taki cud natury przetrwał, prowadzoną intensywnie gospodarkę leśną.

Henryk, właściwie nie ma ani jednego konaru, który nie uległby wyłamaniu, zniekształceniu lub innej deformacji. Sprawia wrażenie drzewa bardzo mocno nadszarpniętego zębem czasu. I tak jest. Poczciwe dębisko przeszło w swoim 300-letnim życiu niejedno. A to wichury potarmosiły. Innym razem susza dała popalić lub silne, późno-wiosenne przymrozki spowodowały przemarznięcie młodych pędów i częściowe wpadnięcie drzewa w tarapaty.

Na pniu ma bardzo okazałego guza/narośl, który optycznie „dodaje” drzewu masywności i grubości. Pod guzem widać czarną smugę, która jest efektem jakiejś infekcji bakteryjnej. W środku drzewo jest wypróchniałe, podobnie, jak jego konary i gałęzie, a raczej kikuty, które po nich pozostały. Pomimo tego, drzewo nadal ma zieloną koronę, pokrytą liśćmi, co oznacza najważniejsze, że drzewo żyje.

Nie ma się co jednak oszukiwać. Drzewo z roku na rok podupada na zdrowiu, podobnie, jak sąsiadujący dąb „Bliźniak”, który znajduje się w fazie zaawansowanego zamierania. Tym bardziej należy się śpieszyć, aby zobaczyć drzewa jeszcze za ich życia. O ile Henryk powinien jeszcze co najmniej kilka/kilkanaście lat przetrwać wśród żywych, o tyle Bliźniak w każdym sezonie wystawia pasjonatów starego drzewostanu na wielką próbę. Co roku, do życia budzi się coraz mniejsza część drzewa.

W kwestii podsumowania. Aura towarzysząca dębowi Henryk i sąsiadującemu Bliźniakowi, połączona z dużą atrakcyjnością terenów wokół nich, jest na tyle zachęcająca i – przy tych drzewach – niesamowita, że bez względu na porę roku, warto odwiedzić obie perły dendroflory. Monumentalne kolosy wśród dendrologicznych przedszkolaków kontrastują wręcz nieprawdopodobnie i stanowią niezwykłą ciekawostkę przyrodniczą twardogórskiej krainy.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz