facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 12 Paź, 2020
- brak komentarzy
Czubajka kania SHOW.

Czubajka kania SHOW.

Sobota, 10 października 2020 roku. Imieniny miesiąca i aż trzy dwudziestki w dacie. 10 + 10 (dzień i miesiąc), czyli pierwsza dwudziestka oraz dwie dwudziestki w roku 2020. A gdyby tak dodać jeszcze mój wiek to wyjdzie pięć dwudziestek. ;)) Tak więc pięciokrotnie naładowany okrągłymi dwudziestkami ( czyli setką – tylko tą liczbową, nie procentową % ;)) ), postanowiłem dokładnie sprawdzić, jak moje komentarze grzybowe przedkładają się na sytuację grzybową w lasach Wzgórz Twardogórskich.

Zanim jednak zacząłem chodzić po poszczególnych miejscówkach grzybowych, wpatrywałem się przez dobry kwadrans na to, co widziałem przed sobą. Lasy kąpią się jeszcze w przeważającej, ciemnozielonej zasłonie, jednak napierająca jesień wybarwia coraz to więcej liści. Barokowy las 2020 odchodzi nieuchronnie, przygotowując przyrodę na krótką, ale intensywną fazę dojrzałego gotyku.

Prawie dwu-godzinna akcja prześwietlania miejsc występowania borowików szlachetnych, podgrzybków brunatnych, rydzów, siedzuni sosnowych, maślaków, koźlarzy, gąsek liściowatych, kurek i innych, najczęściej zbieranych grzybów dała jasny obraz stanu zagrzybienia lasu. Jest mizernie. Bardzo mizernie. Jesiennego wysypu wciąż nie ma.  

Postanowiłem wyjść z lasu i sprawdzić, jak się mają czubajki kanie, wszak grzybiarze informowali, że grzyb ten – wbrew ogólnej mizerocie grzybowej w lesie, owocnikuje całkiem przyzwoicie. I mają rację. Czasami zastanawiam się, czy aby wypada wchodzić na kaniowe łąki w gumowcach i stroju moro? W końcu tu odbywa się wyjątkowe przedstawienie. Sztuka, którą należy nagradzać brawami przez cały dzień.

Dobre wychowanie i zasady kultury oraz szacunku do teatru i ogólnie pojętej sztuki, nakazują założyć garnitur, wypastować buty i przynieść ze sobą wygodne krzesło, aby móc podziwiać taniec, balet, przedstawienie, teatr i misterium w jednym. Czubajki kanie są mistrzyniami elegancji na łąkach. Żaden leśny grzyb nie potrafi tak odważnie wyjść poza zasięg korzeni i koron drzew, aby w spektakularny i finezyjny sposób pokazać ponad trawami swoje grzybowe oblicze.

Sobotnie przedpołudnie upływało jeszcze w ciepłej masie powietrza, Słońce ogrzewało aktorów teatru i jedynego widza w mojej osobie. Bukowińska ziemia, nieunicestwiona miejskim betonem, uwalniała niezwykle miłe zapachy, okraszone przyprawą z kropel obfitej rosy. Soczysta, zielona trawa powabnie gięła się na wszystkie strony Bukowiny, a w niej, swoje grzybowe role odgrywały kanie. 

Rozpoczęło się widowisko, które natychmiast postanowiłem na zawsze uwiecznić w obiektywie aparatu fotograficznego. Wtargnąłem tu bez biletu, z premedytacją, z pozytywną energią i wielką ciekawością, jaka to historia zostanie opowiedziana przez kremowo-białych aktorów grzybowego misterium.

Obserwując uważnie spektakl, zauważyłem, że aktorzy występują w nim w wielu rolach. Mamy czubajkowych solistów, duety, tercety, kwartety oraz niewielkie zespoły, w skład których wchodzi najczęściej od 5 do 10/12 kani. Porozstawiały się w różnych odległościach od siebie. Bliżej lub dalej, ale wszystko to jest poukładane. Z wyczuciem, smakiem, sensem i zachętą do dalszego oglądania. Nic nie jest nadęte, kiepskie czy sztuczne.

W sztuce tej odnajdziemy tercety przytulanek, jak i motyw odrzucenia jednego grzyba z wyraźnym akcentem duetu. Trzeba pamiętać, że jest to wyłącznie mistrzowska gra czubajkowych aktorów, którzy przez swój krótki, kilkudniowy żywot jesiennych dni są dla siebie braćmi i siostrami.  

Mamy też liderów łąki – samotników, traktowanych jako mędrców gatunku i luźne zespoły, skupiające często kaniową młodzież i niemowlaki. Są jeszcze nierozwinięte, ale prężą się, wyciągają i śpieszą, aby rozwinąć swój kapelusz i zatańczyć choć przez jeden dzień na łące jako baletnice.

Niektóra młodzież, wytarzana w słomie i nie strąciwszy jej resztek z kopulastych jeszcze kapeluszy, wygląda nieco niedbale i niechlujnie, ale ma to swój urok i charyzmę. Taki nieokrzesany grzyb, pozornie niepasujący do rozwiniętej, czystej już arystokracji. Jednak na scenie prezentuje się znakomicie i świetnie gra swoją rolę.

Przykuwa oczy widza na tyle, że ten chętnie robi zbliżenie w obiektywie i fotografuje jej spontaniczność i młodzieńczy bunt. To wszystko ma jakichś magiczny wymiar i wydźwięk. Choć nauki wiele lat temu wytłumaczyły zasady działania grzybni i wykluwania się owocników, mimo to, oglądając spektakl, cały czas można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z czymś niezwykłym, trudno wytłumaczalnym w sposób racjonalny.

Chociaż kania to grzyb stadny, rosnący najchętniej w skupiskach, z punktu widzenia praw rządzących leśnymi grzybami jest wielkim indywidualistą. I chyba przez tę swoją wysokość ukazuje ją jeszcze bardziej. Często pojawia się w czasie, kiedy podgrzybki, prawdziwki, koźlarze i inne powszechnie zbierane grzyby siedzą jeszcze głęboko w ściółce.

Potrafią wyrosnąć nawet 200-300 metrów od skraju lasu, co w przypadku wielu innych gatunków grzybów jest nie do pomyślenia. W pewnym sensie kanie uniezależniły się od lasu i dzięki temu mogą zdobywać przestrzeń niedostępną dla większości mykologicznych mieszkańców lasu.

Swoją konkurencję na łąkach w postaci pieczarek, purchawek, czasznic lub purchawic nokautują wysokością. Jak trzeba to urosną nawet do 50-60 cm wysokości, a wtedy purchawki mogą sobie tylko sypnąć zarodnikami z zazdrości. Często też rosną na terenach, gdzie raczej inny grzyb niechętnie wchodzi.

Chociaż na soczyście zielonej łące kanie są doskonale widoczne i praktycznie nie do przeoczenia, okazuje się, że czasami uwielbiają się maskować, wybierając za swoją siedzibą łąkę z częściowo skoszoną trawą. Wtedy to nawet ich barwa się zmienia, z białej na bardziej kremową, przypominającą kolorem skoszoną trawę. Dzięki temu, zwłaszcza w młodej fazie, zlewają się z sianem i są dość łatwe do przegapienia. 

Niby wszystko jasne, niby to wciąż ten sam gatunek grzyba, ale wytrawny grzybiarz zauważy subtelne różnice i odkryje jedno z praw rządzących kaniami, które mówi, że “łąka łące nierówna i kanie na tych łąkach sobie nierówne”. Podobne można sformułować do innych gatunków grzybów. Prawdziwki spod buka różnią się od tych rosnących pod sosnami lub dębami. A przecież to wciąż prawdziwki, czyli ‘boletusy edulisy’

Kanie doskonale czują się na łąkach, zarówno z dala, jak i w pobliżu lasu. Zauważyłem, że drzewami, wśród których kanie najbardziej lubią prezentować swoje grzybowe wdzięki są dęby i brzozy, chociaż nie pogardzą też osiką, lipą, a nawet kasztanowcem.

I w sumie nie wiadomo, gdzie im jest lepiej wieść kaniowe życie? A może wszędzie czują się wyśmienicie, tj. zarówno na rozległych polanach i łąkach, jak i w towarzystwie drzew leśnych? Chyba tak jest. W przeciwnym razie nie rosłyby w tych miejscach.

Kaniowy spektakl, który nazwałem “Czubajka kania SHOW” trwał w najlepsze. Po obejrzeniu poszczególnych scen i zrobieniu zdjęć, część aktorów wziąłem ze sobą do koszyka. Kanie są przepysznym grzybem jadalnym. Młode, jeszcze nierozwinięte wyśmienicie smakują w marynacie, w zalewie pomidorowej, można je dodawać też do sosów i zup. Niektórzy cenią je też za znikomą ilość wydzielanego śluzu w porównaniu do podgrzybków czy maślaków.

Znając dobrze cechy morfologiczne kani, nie sposób jej pomylić z gatunkami trującymi, np. z muchomorem zielonawym (vel. sromotnikowym). Niestety, pomyłki wciąż się zdarzają, ale wynikają one po prostu ze słabej znajomości obu gatunków grzybów. Czubajka kania jest jedyna w swoim rodzaju.

To grzybowa królowa pól i łąk oraz śródleśnych polan, ale czy tylko? Otóż nie. W lesie także można ją spotkać, czasami nawet z dala od jego skraju. Najchętniej rośnie w lasach liściastych lub mieszanych, przy czym ja zauważyłem, że na Wzgórzach Twardogórskich leśne kanie najchętniej preferują brzozy pomieszane z sosnami.

Niemniej, znajdowałem ją także pod dębami, bukami, robiniami akacjowymi i lipami. Czasami występuje też obok czubajki gwiaździstej i czerwieniejącej – czyli jej jadalnego kuzynostwa. Trafiałem też stanowiska, na których kania rosła w pobliżu muchomora zielonawego. I pomimo bardzo dużej różnicy w wyglądzie obu gatunków grzybów, w każdym sezonie można usłyszeć informacje o fatalnych pomyłkach.

Po obejrzeniu fantastycznego, wspaniałego, pełnego wdzięku, okraszonego indywidualnymi i zbiorowymi historiami czubajkowych aktorów SHOW, ponownie wszedłem głębiej do lasu, gdzie miałem przyjemność zobaczyć ostatni akt kaniowej sztuki. 

Na scenę wyszły kanie leśne. Jak widać na zdjęciach, rozpychały się one głównie w brzozach. Pokazały widzowi, że doskonale radzą sobie zarówno na otwartej przestrzeni, jak i w gęstwinie leśnej ściółki, wśród spadających liści i w towarzystwie innych gatunków grzybów.

Jeszcze kilka minut kaniowej sztuki, ostatnie fotki, “gratulacje” w postaci ścięcia kilkunastu aktorów ;)), brawa, aplauzy i trzeba ruszyć dalej bo las wzywa, drzewa wołają, dusza rwie się do przodu i człowiek chce dalej upajać się październikowym lasem, wolnym od upałów i letniej spiekoty.

W jednym kadrze mignęła młoda rodzinka czubajek czerwieniejących, które pozostawiłem na miejscu, pstrykając im tylko zdjęcie. Co z innymi grzybami? – zaświtała mi myśl, jakbym otrząsnął się z kaniowego transu. Czy rzeczywiście jest tak słabo?

Spotykam młode czernidłaki kołpakowate (smaczny grzyb jadalny, dopóki jest młody, starsze owocniki rozpływają się w atramentową “maź” i nie nadają się już do gara) oraz wreszcie jakieś rurkowce. To koźlarze babki. Niemniej na świetnych stanowiskach prawdziwkowych pusto. Na miejscówce z koźlarzami topolowymi i czerwonymi też.

Minęło już wiele godzin odkąd zacząłem swoją leśną włóczęgę. Dochodziła godzina 15. Godzinkę wcześniej nad bukowińskie lasy zaczęły docierać chmury frontu chłodnego. Zachmurzyło się, zerwał się silniejszy wiatr i zaczął padać deszcz. Nie jakichś tam wielki, ulewny, ale przelotny, choć ze zmiennym natężeniem. Raz mocniej, raz słabiej. Wreszcie znalazłem pierwszą w tym dniu rodzinę podgrzybków brunatnych.

Stało się to w momencie rozmowy telefonicznej z kolegą Krzysztofem, któremu zdawałem relację z sytuacji grzybowej. W sumie znalazłem tam 18 pięknych, młodych podgrzybków. 15 z nich ułożyłem w magiczny krąg i wykonałem rytuał przywołujący jesienny wysyp tego gatunku. Co z niego wyjdzie? Okaże się za kilka dni. ;))

Pojawił się cień szansy, że jeszcze będzie grzybowo-podgrzybkowo i pełno-koszykowo. Warunki na grzyby mamy świetne, a te wciąż wystawiają grzybowe nerwy do granic wytrzymałości. Czy to zwiastun zbliżającego się wysypu, czy “podłechtanie” i podpucha przed powszechnym tąpnięciem i bezgrzybiem?

Dawno las nie trzymał mnie w takiej niepewności. Wilgoć jest, temperatury także w porządku, chociaż idzie duży chłód i obawa, czy nie zrobi się zbyt zimno na jesienny wysyp? Najbliższy tydzień będzie kluczowy. Tak myślę. Albo huknie na dobre albo będziemy mieć tylko punktowe wypryski. W innych miejscach Dolnego Śląska mamy od grzybiarzy podobne informacje. Kani mnóstwo, innych grzybów bardzo mało, ale pojawiają się młode owocniki.

W lesie można znaleźć całkiem przyzwoitą ilość gatunków niejadalnych i trujących, chociaż do jesiennej kumulacji grzybowej jest jeszcze dość daleko. Nawet muchomory czerwone owocnikują tak trochę bez życia i pełnej spontaniczności. Niby są, ale mam wrażenie, jakby je coś hamowało.

Maślanki, łuskwiaki panoszą się przy pniach i na pniakach. Także purchawki i czasznice można spotkać w zadowalających ilościach. Ze ściółki klują się mleczaje chrząstki, tęgoskóry cytrynowe, różne gatunki gąsek i gąsówek, zasłonaków i wiele innych gatunków grzybów. Prawdziwków jednak brak, a podgrzybki znalazłem tylko w jednym miejscu.

Gdzieś tam po drodze trafił mi się jeden mleczaj rydz (kompletnie robaczywy) oraz jeden borowik ceglastopory i garstka kurek. Myślałem, że kurki nazbieram w miejscach, w których obficie rosły na przełomie czerwca i lipca. Niestety, tam nie było ani jednej kurki, ba, nawet pisklaka. ;))

Zastanawiałem się nad zebraniem pewnej ilości purchawek. Młode, białe w środku są jadalne, ale zostawiłem je w leśnym spokoju. Nie trzeba zbierać wszystkiego co popadnie. Poza tym, miałem już sporo kani, podgrzybki, kilka kozaków, siedzunia sosnowego, ceglaka i trochę kurek. Chwała lasom za to. ;))

Dużo muchomorów dopiero co się wykluwa, czyli może wszystko zacznie się wykluwać i za kilka dni będzie można ogłosić pierwszy, drugi, a nawet trzeci stopień napięcia grzybowego? A może nawet sam alarm? Bardzo bym chciał, ale jeszcze te kilka dni trzeba poczekać, aby zgromadzenie ogólne grzybni podjęło uchwałę o wysypie. Lub jego braku…

Naprawdę, ciężko wywnioskować, co się wydarzy w lasach w ciągu najbliższych dni. W Borach Dolnosląskich też jest słabo, za to pojawiły się gąski zielonki i stąd niektórzy grzybiarze wieszczą już rychły koniec sozonu. W górach pojawiają się młode prawdziwki i podgrzybki, ale tam widmo śniegu i bardzo niskich temperatur w najbliższych dniach staje się mocno realne, czyli też może nie dojść do jesiennego wysypu.

Opieńki miodowe w odwrocie, przynajmniej na Wzgórzach Twardogórskich. Znalazłem zaledwie jedną, przerośniętą i sflaczałą sztukę, którą pozostawiłem na miejscu. Drugi wysyp tego gatunku także byłyby wskazany. To przepyszny grzyb.

Efekt mojego zbioru był bardzo zadowalający, przy czym jego lwią część wyrobiły młode czubajki kanie. W zeszłym roku na początku października podgrzybki liczyło się w setkach, a w tym roku 18 sztuk to dużo. Ale te sezony bywają zmienne grzybowo. ;))

Jakbym miał jakoś podsumować oględziny lasów pod kątem grzybów to napiszę tak. Cień szansy i nadzieja na wysyp jest. Zwłaszcza na terenach nizinnych, które – według prognoz pogody – mają najłagodniej przejść przez nadchodzące ochłodzenie. Dzisiejsze prognozy wskazują na całkiem przyzwoite temperatury po 20 października i jeżeli do tego czasu przymrozki na zniszczą zalążku wysypu, to może być jeszcze dobrze.

Jednak to będzie ostatnia szansa na porządny, jesienny wysyp, listopad takiej szansy już nie da. Żeby wysyp przeciągnął się na początek listopada, musi rozpocząć się w październiku, najlepiej jeszcze w tym tygodniu, ewentualnie na początku przyszłego. Później będzie już “po ptokach”.

Bez względu na sytuację grzybową, mistrzowski spektakl-SHOW kani i październikowy las dały mi znacznie więcej niż pełen koszyk grzybów. Wkrótce ponownie planuję wybrać się na grzyby, a za tydzień, półtora będę “celować” w okienko pogodowe, aby zanurzyć się w złotym, gotyckim lesie i podjąć się próby jego opisania.

Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.