facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 26 Cze, 2019
- 2 komentarze
Czerwcowe wagabundy grzybowe Sylwii i Andrzeja.

Czerwcowe wagabundy grzybowe Sylwii i Andrzeja.

Dwie soboty i niedziela. Góry Bystrzyckie i okolice Kotliny Kłodzkiej. Niestrudzeni na szlaku i grzybiarze totalni. Sylwia i Andrzej. Po raz kolejny pokazali najwyższy kunszt grzybiarski, który objawia się w doświadczeniu i doskonałym wyczuciu terenu. Podzielili się ze mną zdjęciami z ich wypraw, budząc tym samym u mnie coś na kształt wielkiego, grzybowego gula. Postanowiłem podzielić się tym gulem z każdym, kto wejdzie w ten artykuł. ;))

Zaczęło się na początku czerwca od gniewusów, czyli borowików ceglastoporych. Podczas gdy na niżu, gniewusy już dogorywały po majowych wypryskach, w górach dopiero się zaczęły. To doskonały grzyb jadalny i wciąż niedoceniany przez wielu grzybiarzy. Strach budzi ceglaste ubarwienie rurek i trzonu oraz silna zmiana kolorów w miejscach dotknięcia/zgniecenia miąższu.

Sztuką jest nazbierać grzybów, jak jest ich niewiele. Zbiory Sylwii i Andrzeja budzą emocje na portalach społecznościowych. Pojawiają się komentarze typu: „to podpucha”, „to zeszłoroczne”, „to jakaś prowokacja”. Był nawet kiedyś komentarz, którego treść brzmiała mniej więcej tak: „To jakichś Matrix, ewidentna ściema”. ;))

Pomijając już wydźwięk tych komentarzy o zabarwieniu trollowym, osoby je piszące – i nie ma co tu owijać w bawełnę – są słabymi, a nawet bardzo słabymi grzybiarzami, którzy nie znają podstawowych praw rządzących kapeluszowymi braćmi. W sobotę byłem w Bukowinie i nie znalazłem ani jednego kozaka, prawdziwka czy kurki. W tym samym czasie, Andrzej z Sylwią nakosili krawców tak, że aż razi pomarańczowym kolorem z ich koszyków. ;))

Czy w takim razie mam stwierdzić, że ich grzyby to niby sztuczne lub z innego sezonu? Byłaby to kompletna bzdura. Niziny i góry to dwa przeciwstawne światy, które zupełnie inaczej rozdają grzybowe karty. Góry są uprzywilejowane w wilgoć i chłód z uwagi na wypukłość terenu. Zimy są znacznie zasobniejsze w śnieg, podczas letnich miesięcy więcej tu pada i mniej piecze słoneczko.

Na niżu za to grzeje jak w stu piecach, tygodniami nie pada i czasami (w takim dniu jak obecny), nawet trzy zimne piwa i siedzenie w zimnej wodzie nie za wiele pomagają schłodzić człowieka. Lasy przesuszone na wylot, nawet o zdechłą bedłkę jest ciężko, nie mówiąc już o ceglasiach, kozakach lub prawdziwkach.

Ale – żeby nie było. W górach też nie ma za wiele grzybów. Można nałazić się kilometrami z mizernym efektem. Dlatego tak ważne jest doświadczenie i wyczucie terenu w danym dniu. Andrzej, zdając mi relację z ostatniej wycieczki, mówił mi, że w pierwszych dwóch miejscach, po których chodzili przez kilka godzin, nie było prawie nic. Dopiero w trzecim lesie, położonym wiele kilometrów od tych poprzednich, trafili w kozakowe eldorado.

Wielu grzybiarzy już dawno by się zniechęciło i zawróciło „curyk” nach Hause. No i napisaliby, że bieda z nędzą, że nie warto jechać, że nic nie ma, że niby padało, a tu bezgrzybny Matrix i do jesieni nic nie będzie. ;)) Tymczasem strategia sprawdzania wielu miejscówek i wykorzystanie w tym celu najdłuższych dni w roku, może zaowocować ( lub zaowocnikować ;)) ) pełnymi koszykami.

Dlatego komentując czyjeś zbiory (a przede wszystkim krytykując je), powinniśmy być czasem bardziej ostrożni. To wyrażenie „czasem” to takie jakby „zmiękczenie” komentarza. Bo jakby „zmiękczenie” to nie całkiem „zmiękczenie”, prawda? ;)) I wobec tego – może, czasem, nawet jest lepiej po prostu pogratulować niż niesłusznie oskarżać o podpuchę.

Moc górskiego grzybobrania po raz pierwszy poznałem dzięki Andrzejowi i Sylwii dwa lata temu, w pamiętnym lipcu 2017 roku. Wtedy na nizinach też grzybów nie było, a w górach wysyp był taki, że zabrakło nam miejsc w koszykach. I na pewno nie był to Matrix a szaleństwo grzybowe pierwszego stopnia. ;))

To co, dzieje się w górach (nie tylko tych na Dolnym Śląsku) pod kątem grzybów, można sprawdzać na bieżąco w grupach społecznościowych na FB, gdzie stała paczka informatorów (grzybiarzy górskich) prezentuje piękne zbiory, podczas, gdy na terenach nizinnych nie ma nic. Mimo to, nadal pojawiają się komentarze sugerujące, że to nieprawda, bo „my byliśmy w swoich lasach i nie ma nic”.

Zdjęcia końcowe z dnia 22 czerwca 2019 roku. Fenomenalny zbiór i fenomenalne jakościowo krawce, w najlepszym stadium do zbioru. I jeszcze raz – żeby nie było wątpliwości. Na pojawy grzybów należy patrzeć w skali makro, a w szczególności w województwach, gdzie znajdują tereny nizinne i górskie. Nawet ułożyłem powiedzenie: „pusta grzybowo nizina, gór się nie ima”. ;))

To oznacza tyle, że na niżu możesz pojechać do lasu i tylko przewietrzysz koszyk, a w górach zapełni się on grzybami pod pałąk. Dla Andrzeja i Sylwii ślę WIELKIE PODZIĘKOWANIA ZE PIĘKNE, GRZYBOWE FOTKI, dzięki którym powstał ten wpis, serdecznie gratuluję fenomenalnych zbiorów w jednym z najcieplejszych czerwców w regularnej historii pomiarów meteorologicznych i Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • wojek //28 Cze 2019

    Witajcie Towarzyszu Lenart:)
    Czyli jak widzicie warto uczyć się od starszych członków Partii. Wbrew stwierdzeniom młodzieży my nie przesiadujemy przy piwku w knajpach i nie wspominamy lepszych czasów:) Czasami wyskakujemy w teren a z jakim skutkiem sam widzisz:) Co do jakichś zarzutów o manipulację czy wręcz oszustwo to przynajmniej ja odrzucam je z całą stanowczością. Zapytasz dlaczego? Paweł dlatego, że Sylwia i Andrzej mają Twoją rekomendację a to mi wystarczy w zupełności. Ponadto po cholerę kantować na forum. Żeby zastnieć? Przecież mam zdjęć naczyń pełnych grzybów wszelkiego rodzaju ile kto chce i co mam je przedstawiać co chwila jako nowy zbiór. Po co?!! Jak widzisz istnieję na forum i to bez kantów:) A ponadto to byłoby nieuczciwe wobec Towarzysza Marka. A, że poradzić sobie potrafię to już udowodniłem patrz moje wpisy z Sudetów a i z zeszłorocznej późnej jesieni też:)
    Pozwól, że jeszcze dołączę się do gratulacji dla Towarzyszy Sylwii i Andrzeja. Gdybyś ich spotkał przekaż im moje pozdrowienia.
    Pomimo podłej dla nas pogody
    Darz Grzyb
    Pozdrawiam serdecznie

    • Paweł Lenart //01 Lip 2019

      Witaj Wojtek! 😉
      My to wszystko wiemy, co piszesz, ale jest jakaś część społeczeństwa, która bez kantu nie może zaistnieć. Jednak najbardziej oszukują samych siebie. Szkoda rozwodzić się nad tematem. Pozdrowienia przekażę, dzięki. 😉
      Pozdrawiam. ;))