facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 28 maja, 2019
- 6 komentarzy
Co w bukowińskich lasach „piszczy” w ściółce pod koniec maja?

Co w bukowińskich lasach „piszczy” w ściółce pod koniec maja?

Czasami las jest jak słoń… Ma wszystko w „trąbie”. ;)) Piszę tak dlatego, że na początku maja, kiedy znacznie ochłodziło się i zaczęło solidnie padać, a Marianna z Pieprznik.pl, znalazła pierwsze koźlarze czerwone we Wrocławiu, byłem podekscytowany, że ten maj będzie grzybny i zupełnie inny, niż jego majowi bracia lat poprzednich, którzy zasłynęli przede wszystkim suszą…

Las pokazał mi jednak dystans emocjonalny, myśląc zapewnie – „Lenart. Co tak się podniecasz? Ochłodzenie i opady niekoniecznie muszą ci dać kosz grzybów w maju. A poczekaj jeszcze trochę niecierpliwa istoto”. Mądrości lasu nigdy nie śmiem podważyć, ale trzeba było ruszyć do lasu i sprawdzić, jaka ostatecznie jest grzybowa oferta późno-majowego lasu w bukowińskich czeluściach.

Chociaż miałem wiadomości z pierwszej ręki od znajomych – Krzyśka i Janusza, którzy podeptali bukowińską ziemię i ściółkę w sobotę, że raczej jest mizernie, nie byłbym sobą, gdybym nie dokonał, osobistej rewizji nadzwyczajnej lasów. Rzadko kiedy jeżdżę do lasu w poniedziałek, więc tym razem to ja miałem zaskoczyć las, a nie las mnie. Jak zwykle mi nie wyszło. ;))

Jedną z pierwszych miejscówek grzybowych była ta na koźlarze czerwone. Znalazłem w niej kilka sztuk młodych i jędrnych krawców, co spowodowało, że postanowiłem sprawdzić wiele miejscówek na ten gatunek grzyba, w myślach już kombinując, gdzie schowam wszystkie grzyby, ponieważ pewnie trafię w punktowe wysypy i nachapię się, aż miło.

Zanim poszedłem w następne miejscówki, trzeba było wykonać rytualny taniec fotografowania pierwszych grzybków w tym sezonie. Wilgotność całkiem przyzwoita po ostatnich opadach, ale na piachach, w miejscach nasłonecznionych, szybko wszystko wsiąka i paruje, zatem stwierdzenie, że jest bardzo wilgotno, byłoby naciągane jak gumka ze starych kalesonów. ;))

Jeden krawiec wyrósł na niewielkiej pochyłości terenu, tym większą frajdę mi oferując podczas fotografowania, bo lubię tak rosnące grzyby. Wokół rosły topole osiki – mikoryzowe symbole koźlarzy czerwonych i topolowych, ale też wielu innych gatunków grzybów.

Trafił się też kapeć, który został tylko na fotografii. Kapelusz miękki, a spodnia część z czarnymi punktami. To mogło oznaczać jedno – robak, robaka, robakiem pogania. Nie chciałem przeszkadzać im w porze żerowania i dlatego grzybek pozostał nietknięty. Raczej nikt nie lubi, jak mu się przy posiłku zawraca głowę. ;)) 

W lesie można też spotkać inne gatunki grzybów, a to maślanki, a to czernidłaki. Bez względu na to, czy dokładnie się je oznaczy i poda nazwę polską i łacińską, przez większość grzybiarzy, klasyfikowane i wrzucane są one do jednej rodziny – psiaki. A więc wiadomo, że obecnie, psiaki w lesie można znaleźć, hau, hau. ;))

Przeszedłem wiele miejscówek na krawce, ale – za wyjątkiem tej początkowej, wszystkie pozostałe były bezkrawcowe. Pomyślałem sobie – coś z nimi nie tak. Las mi uciera nosa, ale idę dalej. Tym razem wtaszczyłem się w buczyny i szybko dostrzegłem dorodne gniewusy, czyli borowiki ceglastopore.

Za dorodne. Prawie wszystkie przerośnięte, a może nawet nie tyle przerośnięte, co zaatakowane przez robaki lub ześrutowane od środka przez żuki. Tylko jeden z nich nadawał się do wzięcia. Resztę musiałem zostawić w lesie, w celach spożywczych dla fauny i rozrodowo-zarodnikowych dla gatunku. Gdybym przyjechał po nie kilka dni wcześniej, pewnie byłyby jeszcze zdrowe.

Mimo tego, udało mi się nazbierać cały kosz gniewusów, którego zresztą fotka widnieje wyżej. Jak widać – dla upartego grzybiarza majowego, nie ma rzeczy niemożliwych. Koszt był tak „załadowany”, że o mały włos nie musiałem zakładać pończochy, żeby grzyby mi z niego nie wypadły… ;))

I mój zbiór raz jeszcze w całej okazałości, przyozdobiony piórkiem. Piórko to ma symboliczny wydźwięk, ponieważ o tym wielkim, majowym zbiorze, będą w Internecie pisać długo i często. Ostatecznie okazało się, że nie wszystkie grzyby weszły mi do kosza i musiałem się posiłkować torbą! Ależ zbiór! ;))))

Wśród zagajników i alei brzozowych, gdzie swój żywot wiodą m.in. koźlarze pomarańczowo-żółte było cicho i pusto, ale pod koniec przechadzania się po miejscówkach, objawił swoje oblicze jeden prześliczny kozaczek. Ileż uśmiechu i radości wniósł on do mojej wycieczki! ;))

Znaleźć takiego jednego „koślunga” pod koniec maja to tak, jakby znaleźć ich pięćdziesiąt na jesieni. Majowe grzyby cieszą niezmiernie, tym bardziej, że trzeba się za nimi sporo nałazić i natrudzić, żeby je wytropić.

Skończyły się miejscówki kozakowe, to ponownie „uderzyłem” w buczyny. A w nich gniewusowo, ale najczęściej robaczywo-żukowe gniewusowo. Jeden zdrowy pimpek się trafił, a reszta nie do wzięcia. Teraz to ja poczerwieniałam na twarzy, ale nie ze wstydu, jak gniewusy, a ze złości. ;))

I tak dla celów statystycznych podaję, że wyrzuciłem ponad 30 dorodnych gniewusów z powodu robactwa i żuków. Szkoda, ale to dość często spotykane „zjawisko” wcześniejszych grzybów, zwłaszcza w obrębie nizinnych terenów Dolnego Śląska, gdzie zazwyczaj jest cieplej niż na terenach podgórskich i prawie zawsze też bardziej „robaczano”.

Pofotografowałem też trochę „egzotyki” grzybowej, która zaczęła się pojawiać. Nie spotkałem natomiast żółciaków siarkowych, chociaż najlepsze miejscówki na nie ominąłem, ponieważ biegałem za kozakami.

Do obiektywu wpadły też hubiaki, które są bardzo miłe i wdzięczne do fotografowania. I w przeciwieństwie do rurkowców, można je spotkać w lesie przez cały rok.

Podczas wycieczki miałem też kilka bliższych spotkań ze zwierzyną. Najpierw, zza drzew na skraju lasu, podpatrywałem sarenkę, która opychała się świeżą, soczystą trawą. Była bardzo czujna, co chwilę zadzierając głowę i penetrując wzrokiem teren.

Nie ujawniłem się, ale zwierzę, jakby coś wyczuwało i po kilka minutach objadania się, dyskretnie odeszło z żerowiska i skryło się w zbożu.

Spotkałem też „diabła” bukowińskiego w osobistości „muflona”, czyli barana gospodarczego. Był zajęty pałaszowaniem zielska, ale co chwilę na mnie spoglądał, żebym miał się na baczności. Baranem nie jestem i wolałem z nim nie zadzierać. ;))

Jednak najciekawsze spotkanie miałem z tą damą, która dość długo mnie nie widziała, a ja stanąłem w bezruchu na środku drogi i najpierw zrobiłem jej kilka zdjęć, a później nakręciłem filmik, jak zbliża się do mnie i w końcu – kiedy ostatecznie utwierdziła się w przekonaniu, że coś jej nie pasuje, zwiała do boru ciemnego i gęstego. ;)) Filmik z tego spotkania, pokażę w odrębnym wpisie.

Zostawiła w wysychającym błocku świeże ślady, które jako pierwszy miałem zaszczyt sfotografować. ;))

Na koniec jeszcze kilka fotek panoramy i krajobrazów bukowińskich, bo te – wpisane są w bukowiński kalejdoskop krajobrazowy, jak „amen” w pacierzu. To one karmią duszę spokojem i pięknem natury. To wielkie bogactwo Bukowiny i jej okolic.

Z początkiem maja, na polach jest żółto od kwitnącego rzepaku. Kiedy ten przekwita, żółcią swoją przyciąga żarnowiec. W kwietniu natomiast dominowała biel tarniny. Co to oznacza? Ano to, że lato już za drzwiami.

Maj kończy się w Bukowinie pojedynczymi „wypryskami” grzybowymi w postaci koźlarzy o czerwonych barwach kapeluszy i gniewusów, które pożera robactwo i żuki. Nie doszło do większego pojawu grzybów, chociaż wydawało mi się, że w tym roku jest na to ogromna szansa. Czegoś zabrakło. Może było jednak ciut za zimno? Pieczarka wie. Ważne, że w ogóle jakichś grzyb wylazł ze ściółki. ;))

Na kurki jest za wcześnie. Podobnie z borowikami usiatkowanymi, chociaż w innych województwach już się pokazały. Niemniej tu ich jeszcze nie znalazłem. Za to „najadłem” się lasu i to jest najważniejsze! ;))

Za kilka dni rozpocznie się czerwiec. Po połowie czerwca powinny się zacząć jagody, ale wydaje mi się, że chłodny maj, nieco zastopował ich rozwój, zatem najpewniej rozpoczną się na Jana, a nie przed połową miesiąca, jak to było w zeszłym roku.

Trudno jednoznacznie wskazać, jaki będzie w tym roku sezon jagodowy. Po skrajnie suchym kwietniu i w większości też marcu, teraz mamy dobre warunki na ich rozwój, ale coś więcej powiedzieć na ten temat, będzie można za miesiąc.

Pozostaje jeszcze pytanie, co z grzybami? Czy te majowe „wypryski” to zapowiedź jednak większej ilości kozaków na początku czerwca, czy nie? No i znowu, żeby odpowiedzieć na to pytanie, po prostu trzeba za kilka dni ruszyć zad w las! Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • wojek //28 maja 2019

    Witajcie Towarzyszu Lenart:)
    Z ciężkim sercem ale na początek musimy nałożyć na Was grzywnę 1000 ml piwa. Chał, chał???! A cóż to znowu , chyba hau, hau miało być. No chyba, że tam psy szczekają w narzeczu bukowińskim:) Po za tym takie chał.. grozi brzydkim skojarzeniem, że artykuł jest chałą. A to jest przecież niedopuszczalne:) Sprawę barana wyjaśnimy w późniejszym terminie:) żeby może nie upubliczniać pewnych naszych spostrzeżeń partyjnych:) Paweł w najbliższym czasie postaram się odwiedzić swoje miejscówki kozakowe na terenie Wrocka. Troszkę zachęcił mnie do tego Pieprznik już jakieś tam trofea zdobył:) Co znalazłem napiszę:)
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Darz Grzyb:)

    • Paweł Lenart //28 maja 2019

      Oj, nic przed inwigilacyjnym okiem I Sekretarza nie da się przemycić do tekstu. Każdy błąd wychwyci. A miałem napisać miau, miau. ;-)))) Grzywna nie do przyjęcia, chyba, że Sekretarz stawia. 😉 A jak nadal się będziecie upierać, to Wam podeślę tego barana na RODOS. A wtedy będzie okupować dach altanki. ;-)))
      Ps. W najbliższych dniach jest szansa na jakiegoś grzyba i trzeba się śpieszyć, bo modele numeryczne coraz bardziej straszą upałami, że jop partyjna mać i wtedy będzie pozamiatane. Daj znać, jak gdzieś pobuszujesz.
      Pozdrawiam. 😉

  • wojek //28 maja 2019

    Towarzyszu Pawle:)
    Grzywnę mogę Ci postawić nawet dwie to nie problem, baranka też możesz podesłać na RODOS czemu nie:) Wprawdzie to nie hau hau ale RODOS przypilnuje:), resztę szczegółów na temat tego sympatycznego stworzonka znajdziesz na privie:) A co do wypadu w moje miejscówki musi się troszkę popsuć pogoda. Dzisiaj mamy jej zdecydowaną poprawę i nie bardzo chce mi się jeździć rowerem. A jeśli faktycznie przyjdą upały (a niestety wszystko na to wskazuje) to na razie mamy pozamiatane. O tej porze roku wiadomo wszystko rośnie i potrzebuje wody.
    Serdecznie pozdrawiam

    • Paweł Lenart //30 maja 2019

      Najbliższe dni są najlepsze na grzybowy zwiad w terenie. W przyszłym tygodniu, temperatury zbliżą się do trzydziestki, co nie służy ani grzybom, ani grzybiarzom. Pozdrawiam. 😉

  • krzysiek z lasu //29 maja 2019

    Cześć Paweł!
    Gratuluję pełnego koszyka ;-))) i pełnych lasu wrażeń!
    Pozdrawiam 😉

    • Paweł Lenart //30 maja 2019

      Wrażeń w lesie zawsze jest mnóstwo i to jest piękne. A koszyczek udało się uzbierać, pomimo, że pewien „mistrz” z Nadodrza stwierdził, że w Bukowinie nie ma nawet psiaków. ;-))))
      Darz Grzyb! 😉