facebooktwitteryoutube
Aktualności - 06 Lis, 2018
- brak komentarzy
Apokaliptyczna zorza wieczorna.

Poniedziałek, 5. listopada 2018 roku. Po ciepłym jak na listopad i spokojnym dniu, Słońce zaczyna chować się za horyzont, zwiastując rychłe nadejście nocy. Na niebie rozpoczyna się apokaliptyczny spektakl jesiennej zorzy wieczornej.

Wiele miesięcy czekałam na kolejną zorzę, która jest jednym z moich ulubionych zjawisk, które możemy podziwiać bez specjalistycznego sprzętu. Spektakularne zorze poranne/wieczorne zdarzają się średnio raz na kilka miesięcy. Ostatnią, którą prezentowałem na blogu, była ta z września 2017 roku.

Czasami też zdarzało mi się przegapić zorzę, ale przeważnie udaje mi się złapać w obiektyw kilkanaście minut szaleństwa i krwistego tańca ognistych barw i kolorów na niebie. Wczorajsza zorza była intensywna i wspaniała.

Najbardziej niesamowity spektakl trwa najczęściej kwadrans lub nieco ponad ten czas. Gdy tylko Słońce zajdzie jeszcze bardziej za horyzont, w ciągu kilku minut nie ma śladu po „apokalipsie”. W ciemnej porze roku, zorze występują stosunkowo częściej niż na wiosnę czy latem.

Tak przynajmniej wynika z moich obserwacji, ale nie mam na ten temat rzetelnych i sprawdzonych informacji. Zauważyłem natomiast, że podczas jesieni i w zimie, najlepsze warunki do powstawania zorzy występują podczas napływu ciepłych mas powietrza.

Czy tak będzie wyglądać koniec świata?

Ponieważ prognozy pogody na najbliższe dwa tygodnie, wskazują na dominację cieplejszej aury i tylko przejściowe ochłodzenia, mam nadzieję, że jeszcze trafię na spektakularną i efektowną zorzę. Jest to zjawisko, które za każdym razem wygląda zupełnie inaczej.

Nie ma dwóch takich samych zórz. Co więcej, nawet nie ma dwóch, w dużym stopniu podobnych do siebie. Za każdym razem, efekty świetlne są inne. Inaczej też wyglądają chmury, podświetlone przez „apokaliptyczne” promienie.

Każda zorza ma swoje fazy, przy czym najbardziej niesamowita wydaje się być ta końcowa, którą nazywam „ognistą”. Wówczas widoki przypominają kadr z jakiegoś filmu katastroficznego a niebo pokrywa się ogniem piekielnym… ;))

Jest to też ostatni moment aby chwycić za aparat fotograficzny bo za kilka minut, ogień na południowo-zachodnim niebie szybko gaśnie. Około 10. minut po tej fazie, nie ma praktycznie śladu po nihilistycznym widowisku.

Dzisiaj we Wrocławiu mamy bezchmurny, ciepły dzień. Warto rozglądać się przez zachodem Słońca i tuż po jago zachodzie, bo kto wie – może niebo ponownie zapłonie jęzorem krwistej lawy i nieokiełznanym ogniem? ;))

Dla porównania – link do zdjęć z zorzy wrześniowej 2017 roku. Była to również zorza wieczorna w odmianie „ognistej”, ale jakże innej od tej wczorajszej. To zjawisko ma moc! ;)) https://www.lenartpawel.pl/wieczor-w-ktorym-zaplonelo-niebo.html

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.