facebooktwitteryoutube
O Blogu Aktualności Las Grzyby Pogoda Perły dendroflory Drzewa Wrocławia Wywiady Z życia wzięte Linki Współpraca Kontakt
Aktualności - 29 Lut, 2020
- 2 komentarze
Aleja topolowo-lipowa za wrocławskim kąpieliskiem „Morskie Oko”. Na pamiątkę.

Aleja topolowo-lipowa za wrocławskim kąpieliskiem „Morskie Oko”. Na pamiątkę.

Wrocławskie „Morskie Oko” to kąpielisko zlokalizowane na osiedlu Zalesie przy ulicy Chopina 27, w obrębie tzw. Wielkiej Wyspy. Zbiornik Wodny (dawna glinianka) stanowiący podstawowy element kąpieliska położony jest w rejonie dawnego ramienia rzeki Odry, którego pozostałością jest znajdujący się obok fragment starorzecza – Czarna Woda (na zachód od kąpieliska; za Czarną Wodą znajduje się osiedle Zacisze). Dawniej, spotykałem się dość często z określeniem „moraka”. Młodzież powiadała, że idzie na „moraka”. Tak potocznie nazywano słynne kąpielisko. 

Teren wokół „Morskiego Oka” jest ciekawy pod względem dendrologicznym, gdyż zachowało się tu jeszcze starodrzewie, częściowo związane z bliskością Parku Szczytnickiego, a częściowo z wieloma, pięknymi i ciekawymi drzewami rosnącymi na posesjach prywatnych, a także z tymi, które tworzą tzw. elementy zieleni miejskiej.

Miejscem, które szczególnie jest warte obejrzenia to aleja topolowo-lipowa, która ciągnie się na tyłach ogrodzenia „Morskiego Oka”. O jej unikatowości uświadomił mnie dendrolog – Pan Ernest Rudnicki, podobnie, jak było to z topolą „Sępolnianką”.

O ile rosnące w alei lipy to jeszcze lipowa młodzież i nie wyróżniają się one rozmiarami na tle najokazalszych, krajowych lip (chociaż współtworzą piękno tego miejsca), o tyle lewa część alei złożona z topoli włoskich to osobniki warte bliższemu przybliżeniu dla treehunterów.

Stan fito-sanitarny tych topól jest bardzo zróżnicowany. Rosną tu osobniki znajdujące się w całkiem dobrej kondycji zdrowotnej, ale też takie, które usychają lub już złamały się i pozostały po nich pnie. Ostatnia wichura, o której będzie niżej, wystawiła uroczą aleję na ciężką próbę.

Zanim baczniej zacząłem przyglądać się obwodom pni topól włoskich i mierzyć te najbardziej okazałe, raczej nie rozpatrywałem ich w kategoriach „treehunterskich”, czyli w wyszukiwaniu najpotężniejszych osobników, chociaż zawsze podobają mi się ich wyjątkowe, wysmukłe sylwetki i spora wysokość.

Topole włoskie na tle wielu innych gatunków drzew żyją krótko, mniej więcej tyle, co człowiek, tj. 70-80 lat. 100-letnie osobniki to już topolowe pradziadki. Za to mają wybitnie szybkie tempo wzrostu i z uwagi na osiąganą wysokość (nawet do 40 metrów) tworzą tzw. „zielone parawany”.

W maju zeszłego roku odwiedziłem opisywaną aleję w towarzystwie odkrywcy „Sępolnianki”Leszka Linkiewicza, który pomógł mi pomierzyć najgrubsze drzewa. Wyodrębniliśmy cztery osobniki i – ku naszemu zaskoczeniu – okazało się, że topola włoska może osiągnąć całkiem spory obwód pnia.

TOPOLA NR 1 – 387 cm obwodu pierśnicowego pnia

To najgrubszy osobnik w alei w całkiem dobrej formie o obwodzie pierśnicowym pnia wynoszącym 387 cm. To naprawdę dużo, jak na ten gatunek. Jedna z najgrubszych, znanych w kraju topól włoskich (405 cm obwodu pierśnicowego pnia) rosła do niedawna na południu powiatu poznańskiego wzdłuż drogi z Prusinowa do Jezior Wielkich.

Niestety, została wycięta przez Zarząd Dróg Powiatowych, czyli tzw. „drogowców” (którzy są krajowymi mistrzami w podejmowaniu decyzji o wycinaniu drzew przydrożnych), pomimo argumentacji dendrologów i Sekcji Drzew Pomnikowych PTD o unikatowości okazu. Drzewo miało 65 lat i było w doskonałym stanie zdrowotnym.https://sdpptd.pl/News/OtherNews.aspx?date=2020-02-06 ).

Topole włoskie w alei za „Morskim Okiem” są w pewnym stopniu „uprzywilejowane” pod względem przyrostu na grubość, ponieważ rosną w bliskości obniżenia terenu i stąd musiały wykształcić solidniejsze „podpory”, aby utrzymać odpowiednią statykę, a to przekłada się na grubość pni.

Z tego co się orientuję, są to jedne z najgrubszych topól włoskich rosnących obecnie we Wrocławiu, chociaż odnalazłem jeszcze kilka osobników w różnych częściach miasta, które też warto pomierzyć dla porównania.

TOPOLA NR 2 – 375,50 cm obwodu pierśnicowego pnia

Druga, najgrubsza alejowa topola ma 375,50 cm obwodu pierśnicowego pnia i podobnie jak najgrubszy osobnik, znajduje się w dobrej kondycji zdrowotnej, co widać w lecie po bogatym ulistnieniu, łącznie z częścią wierzchołkową.

 

Niemniej w środku drzewo jest częściowo wypróchniałe, ale i tak, na tle wielu innych, rosnących w alei – i również częściowo wypróchniałych topól, wykazuje dużą witalność i zachwyca swoim pokrojem.

TOPOLA NR 3 – 356,50 cm obwodu pierśnicowego pnia

Trzecia, najgrubsza topola w alei ma 356,50 cm obwodu pierśnicowego pnia i także znajduje się w dobrym stanie fito-sanitarnym.

TOPOLA NR 4 – 318 cm obwodu pierśnicowego pnia

I ostatnia topola włoska z „wielkiej czwórki” o obwodzie pierśnicowym pnia wynoszącym 318 cm. Wydaje się, że ta topola – podobnie jak trzy poprzednie topole – też znajduje się w dobrej kondycji zdrowotnej.

Jednak temat ten wymaga rozwinięcia. O ile pierwsze trzy topole to najgrubsze osobniki w alei, o tyle obwód czwartej topoli jest mocno zbliżony do obwodów co najmniej kilkunastu innych topól, a – być może – niektóre z nich są nawet nieco grubsze.

Aby rozwiać te wątpliwości, należałoby pomierzyć około 20 „podejrzanych” o podobną grubość topól, ale uważam, że nie jest to aż tak istotna sprawa i dlatego nie podjąłem się zadania wykonania tych pomiarów.

Trzy najgrubsze topole zostały zmierzone, dzięki czemu wiadomo, jakie maksymalne obwody osiągnęły w tych warunkach wysmukłe „włoszki” i że – przy sprzyjających warunkach – istnieje potencjał na osiągnięcie przez jakieś drzewo 400 cm w „pasie”.

Mając na uwadze fakt krótkowieczności topoli włoskiej, aleja ta ma zapewne kilkadziesiąt lat (ile dokładnie to nie wiem), ale myślę, że mocno nie „przestrzelę” jej wieku, jak oszacuję ją na 60-70 lat (jeżeli ktoś ma sprawdzone źródło informacji o jej wieku to uprzejmie proszę o kontakt na @-mail: admin@lenartpawel.pl).

Pierwszą, dużą sesję zdjęciową alejowych drzew wykonałem razem z Leszkiem w dniu 18 maja 2019 roku. Druga sesja, w stanie bezlistnym, miała miejsce w dniu 16 lutego 2020 roku, a więc 2 tygodnie temu.

Udało mi się zrobić kilka zdjęć porównawczych, chociaż od maja minęło trochę czasu i nie pamiętałem dokładnie, co i jak wtedy fotografowałem. Część ujęć udało mi się jednak powtórzyć.

Na początku pisania tego artykułu (czyli dwa tygodnie temu, tj. po zrobieniu zdjęć drzew w stanie bezlistnym), zastanawiałem się nad jego tytułem. Wydarzenia pogodowe, które miały miejsce w niedzielny wieczór, w dniu 23 lutego „podpowiedziały” mi w tej kwestii.

Wybrałem tytuł „Na pamiątkę”, dla wszystkich, którzy pamiętają aleję w takim stanie, jaki widnieje na moich fotografiach, ale też dla tych, którzy zobaczą jej piękno wyłącznie na fotkach. Zdjęcia zapisują historię drzew i ich piękno, które  – chociaż czasami trwa kilkaset lat, kiedyś musi ustąpić bezdusznemu upływowi czasu.

W niedzielny wieczór 23 lutego 2020 roku nad Polską przechodził dynamiczny front atmosferyczny, związany z niżem „Julia”. Niósł ze sobą silne podmuchy wiatru, które wprawdzie nie były rekordowe, ale wystarczające, aby poważnie zmienić oblicze tej alei.

ALEJA PO WICHURZE Z DNIA 23.02.2020 r.

Pierwsze informacje o powalonych topolach pojawiły się już w poniedziałkowe popołudnie, kiedy opublikowano zdjęcia leżących drzew na Facebooku. Kilka dni później, aleję odwiedził Leszek, który zdał mi relację z zaistniałej sytuacji.

Mi udało się ponownie odwiedzić aleję w dniu 26 lutego 2020 roku. Szedłem od strony ulicy Chopina i przyjrzałem się szkodom poczynionym przez wiatr oraz sprawdziłem, czy na całej jej długości doszło do tak znacznych szkód.

Początek alei to jedno wielkie, topolowe pobojowisko. Prawie każde drzewo zostało złamane lub przewrócone z korzeniami. Co od razu rzuca się w oczy to fatalny stan fito-sanitarny większości powalonych drzew.

Wypróchnienia, ślady działalności owadów, nekrozy, zgorzele i inne czynniki, znacznie osłabiające drzewa, w decydującym stopniu przyczyniły się do zmniejszenia ich wytrzymałości i małej odporności na wiatr.

Po sposobie, w jakim drzewa gruchnęły na ziemię, można określić z której strony wiał wiatr. Były to podmuchy z południa. Często, przy tego typu złamaniach, można spotkać się z określeniem, że drzewa „połamało jak zapałki”.

Niektóre drzewa dosłownie „rozpękły” się, jakby coś „wysadziło” je od środka. Na powyższych zdjęciach, wyraźnie to widać.

Po wichurze wszystko się uspokaja. Przychodzi cisza. Martwa cisza. Nie słychać śpiewających ptaków, ani szumu koron drzew. Wczorajszą przestrzeń i harmonię spokoju zastąpił bałagan i chaos.

Wywleczona z wnętrza gleba, pomieszała się z połamanymi korzeniami, pniami, gałęziami i konarami. Drzewa runęły, kończąc swój żywot i zmagania z procesami ciągłego przemijania, które działają jak przyrodniczy automat o niewyczerpanym akumulatorze.

Natura to piękno i uporządkowanie, ale też brutalność i brak sentymentów. Słabsi muszą odejść ku chwale i władzy silniejszych, którzy kiedyś też będą musieli ustąpić.

Natura potrafi też bardzo zaskakiwać, a właściwie robi to przez cały czas. Także i w tej alei, przygotowała dla mnie niespodziankę. Kiedy zobaczyłem początek alei, pomyślałem sobie, że to jej definitywny koniec, ponieważ znaczna część drzew została powalona i postanowiłem (chociaż z przeszkodami), przejść ją do końca, w kierunku nadodrzańskiego wału.

Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, najcenniejsza część alei z najgrubszymi topolami, pozostała praktycznie nietknięta. Z tego wnioskuję, że wiatr powalił najsłabsze i najbardziej wypróchniałe osobniki, których najwięcej rosło właśnie na początku alei. Ostatnie zdjęcia w artykule ukazują wciąż zachwycającą i najcenniejszą część alei.

PODSUMOWANIE

Aleja topolowo-lipowa, która znajduje się na tyłach ogrodzenia wrocławskiego kąpieliska „Morskie Oko” to warta uwagi osobliwość dendrologiczna, w której rosną jedne z najgrubszych we Wrocławiu topól włoskich. Trzy osobniki mają odpowiednio 387 cm, 375,50 cm i 356,50 cm obwodu pierśnicowego pnia.

Czwarty, zmierzony osobnik ma 318 cm obwodu, ale trzeba mieć na uwadze, że około 20-stu drzew może mieć podobne lub nawet nieco większe obwody. Dla tego krótkowiecznego gatunku to dobry wynik w „pasie”. Topole znajdują się w bardzo zróżnicowanym stanie fito-sanitarnym, od osobników zdrowych, po zamierające i mocno osłabione.

Silna wichura, która przetoczyła się w godzinach wieczornych w niedzielę, 23 lutego 2020 roku, naturalnie przetrzebiła aleję, powalając kilkanaście najsłabszych drzew. Część alei, w której rosną najgrubsze topole, wytrzymała napór wiatru i nadal możemy ją podziwiać. Aleja w całej okazałości, w stanie sprzed wichury, pozostała już tylko na zdjęciach. Na pamiątkę.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • wojek //03 Mar 2020

    Witaj Paweł:)
    Przejeżdżałem przez tą okolicę w niedzielę rowerem. Faktycznie wiatr nabroił. Z drugiej jednak strony widać na Twoich zdjęciach w jakim stanie były te topole. Gdyby to wietrzysko wiało z zachodu może by jeszcze wytrzymały. Podobnież nasze drzewa tak rosną, że najbardziej są odporne na wiatry zachodnie jako najczęściej u nas wiejące, a tutaj zawiało z południa południowego wschodu. Trudno stało się. Cóż można zrobić chyba tylko posprzątać to pobojowisko i posadzić nowe drzewa. Szczęście, że przynajmniej te drzewa nie poleciały komuś na głowę. Lepiej nawet nie myśleć…
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Paweł Lenart //09 Mar 2020

      Te zdjęcia pokazują, co musi się dziać w środku topoli włoskich, żeby wiatr je powalił. Topole włoskie – z uwagi na swoją budowę, generalnie są bardzo odporne na wiatr. 😉