facebooktwitteryoutube
Aktualności - 13 Paź, 2016
- brak komentarzy
13 października – mój dzień borowika szlachetnego.

img_20161013_161043

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W ostatnią sobotę, 8 października, las niezwykle miło zaskoczył mnie i obdarował dużą ilością borowików szlachetnych. Po fatalnym wrześniu i coraz większym wygaszaniu wszelkich przejawów grzybowego optymizmu, październik przyniósł nieprawdopodobne odreagowanie. Bardzo obfite deszcze spowodowały w lasach Wzgórz Twardogórskich wspaniały wysyp prawdziwków. Dzisiaj, będąc w lasach sam (po drodze nikogo nie spotkałem), prawdziwki czekały na mnie w całej swojej królewskiej okazałości. To był ewidentnie dzień prawdziwka. Przeszedłem zaledwie jakąś część ułamkową miejsc, które znam na króla grzybów, a kosz dosłownie uginał się od ich ciężaru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na taki dzień czeka się cały rok. To kwintesencja grzybowej odmiany jesieni i radość, jaką grzybiarz przeżywa przy takim wspaniałym zbiorze. Zdecydowanie należy napisać, że prawdziwki nie rosną wszędzie, chociaż moje zbiory mogą wskazywać co innego. Mój sukces grzybowy to zasługa przede wszystkim bardzo dobrej znajomości terenu i lata wędrówek po tych lasach, celem poznania, a właściwie wywęszenia miejsc grzybowych. Grzybiarze, którzy wracali ze mną w pociągu, mieli w koszach przewagę podgrzybków i maślaków. W starych borach sosnowych, znalezienie prawdziwków jest bardzo trudne. Ewentualnie wzdłuż dróg, w miejscach z grubszą ilością mchu lub trawą, można się na nie napatoczyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Chociaż zmęczony i z wypiekami na twarzy z powodu leśnych, prawdziwkowych emocji, cieszę się, że las przygotował mi prawie w rocznicę blogowania niespodziankę, która jeszcze dwa tygodnie temu była nieosiągalnym marzeniem. Przyroda zaskakuje mnie całe życie. Chociaż już przeżyłem tyle sezonów i wydawało mi się, że wszelkie „zawirowania” grzybowe znam, okazuje się po raz kolejny, że las to żywioł, który można jedynie starać się zrozumieć, ale nie ma szans, aby odgadnąć wszystkie jego tajemnice. Z powodu ciężaru kosza, ani nie myślałem, żeby robić jakieś leśne sesje zdjęciowe. Podobnie, jak ostatnio, sfotografowałem tylko efekt końcowy zbioru prawdziwków klasy zerowej. Owocniki były bardzo twarde, jędrne, zdrowe i wyjątkowo piękne, jak przystało na najszlachetniejszego przedstawiciela grzybów naszych lasów. ;)) 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz